- Nie. - odparł chłopak, patrząc na moje usta.
- To co tu z nią robisz? - wyrzuciłam z pretensjami.
- Jestem tu, bo jestes tu ty. - powiedział i wręczył mi zapalniczkę. Ta złotą, którą rzuciłam w klubie. Miała dużą rysę, ale nadal działała. Wzięłam ją i pocałowałam chłopaka.
On jednak mnie leciutko odepchnał i powiedział:
- Jutro wyjeżdżam. Wylatuję do Anglii. Nie rób mi nadzieji... proszę. - powiedział cicho.
- Proszę, nie rób tego. - wtuliłam sie w jego koszulę.
- Muszę. Przykro mi.
- Na jak długo? - zapytałam zmartwiona.
- Miesiąc... - spuścił głowę. - ale nie martwmy sie za wczasu.
Mówiąc to, zaczął mnie całować. Oparłam się na nim i znowu pocałowałam.
- Gdy wrócisz... zaczniemy wszystko od nowa. Obiecuję. - przytuliłam go i wyszłam.
Usiadłam znowu obok Austina, patrząc na zaniepokojoną Ashley. Pewnie zastanawiała się, gdzie jest jej ukochany. Byłoby mi jej szkoda, gdyby powiedziała że będzie tutaj Juss. Okłamując mnie, cieszyłam się że tak to się potoczyło.
Nie mogłam znieść widoku Justina z nikim innym poza mną, czułam się z nim tak jak powinnam. Nie mogłam go nie całować, gdy był przy mnie. Nauczył mnie, co to wolność, co to charakter.
Teraz chciałam być tylko w jego ramionach... ale znam mój pech. Oczywiście teraz wylatuje. Na miesiąc. Świetnie. W końcu i on wrócił z toalety. Gdy Ash chciała go pocałować, ku zdziwieniu dziewczyny, on lekko odsunął twarz. Potem spojrzał na mnie. Wiedziałam, że to było tylko po to, żebym była zazdrosna. Plan mu się udał, przyznam.
Nagle wstałam.
- Idziemy Justin. Koniec tej szopki.
Chłopak również wstał, a miny Austina i Ashley były nie do opisania.
Złapał mnie za rękę i udaliśmy się do wyjścia. Nikt nas nie zatrzymywał, to tylko ułatwiało sytuację. Pogoda zmieniła się o 360 stopni. Niebo było zachmurzone, czułam zimno.
- Czemu to zrobiłaś? - zapytał.
- Bo już dawno powinnam. - ścisnęłam jego dłoń, patrząc na niego.
- To koniec z nim? - spojrzał na oddaloną już restaurację.
- Tak. - odparłam krótko, uśmiechnięta.
Dalej szliśmy do mojego domu. Gdy już stanęliśmy pod drzwiami, zapytałam:
- O której wylatujesz?
- 10. Wracam za miesiąc, może wcześniej. - przygryzł wargi i pocałował mnie na pożegnanie.
Weszłam do domu. I to jest właśnie to, czego nie czułam z Austinem. Czułam się jak małe dziecko, którego mama poszła do pracy i juz za nim tęskni.
Wracając do rzeczywistości, weszłam do mojego pokoju. Niezły bajzel, pomyślałam i położyłam się na łóżku. Wzięłam telefon do ręki, Joe coś do mnie napisał.
" Mam problem. Błagam, przyjedź"
Wstrzymałam oddech, o co mogło chodzić? Szybko wzięłam kurtkę i krzyknęłam że wychodzę. Wsiadłam do tramwaju. Moja mina, wyrażała wszystko. Co tu mówic, byłam przerażona. Tramwaj zbliżał się do osiedla, na którym mieszkał Joe. Co chwilę nerwowo spoglądałam na ekran, wysyłając do niego wiadomości. Na żadną nie odpowiadał, serce biło mi coraz mocniej. Wpadłam do jego domu, a on siedział z jakąś zgrabną blondynką na kanapie i popijał herbatę. Gdy zobaczył, że stoję zasapana w drzwiach, zaczął się śmiac na pół miasta.
- Genialny żart. - powiedziałam z sarkazmem i zła usiadłam obok niego.
- No przeeeestań... - szturchnął mnie chłopak.
- Jasne. Nie przedstawisz mi swojej koleżanki? - zapytałam, patrząc jeszcze raz na dziewczynę. Miała jakieś brązowe buty, jeansy i białą bluzkę z nadrukiem piórka. Była ładna. Bardzo ładna.
- Ach, przepraszam. Bridgit, to Selena. Selena, to Bridgit.
- Miło mi poznać. - powiedziała słodkiem głosem owa Bridgit.
- Również. Jestem najlepszą przyjaciółką Joe'go. A Wy... skąd się znacie? - zapytałam, podkreślając słowa "najlepsza" i "przyjaciółka".
- Znaczy my... my jesteśmy parą. - odparła, lekko zawstydzona.
- To może ja pójdę zrobic herbatę... a wy sobie porozmawiacie?
Joe poszedł, a ja przysunęłam się do jego nowej ukochanej. Pachniało od niej wanilią. Jak ja uwielbiam ten zapach.
- Coś tu pachnie...
- Wanilią? - uśmiechnęła się Bridgit.
- Tak. Śliczne perfumy.
- Czekaj... o proszę, tu masz mały flakonik takich samych. Są świetne na ponure dni w domu. - wręczyła mi małą buteleczkę zapachu, wyciągając ją z torby.
- Jejku, dziękuję Ci bardzo. - schowałam podarunek i kontynuowałąm rozmowę.
Joe znalazł idealna osobę, Brid była przeurocza. Szybko sie zaprzyjaźniłyśmy, uwielbiam jej poczucie humoru. Jest spokojna, rozesmiana i widać, że lubi kontakt z innymi.
Podałam jej rękę, ucałowałam Joego w policzek i wyszłam, bo troche się zasiedziałam.
Wróciłam do domu, tam czekała na mnie kolacja i oczekująca na mnie mama.
- Gdzieś ty była? Co to za zapach? Piekłas ciastka? - zapytała od razu.
- U kolegi mamo. Wanilia, moja przyjaciółka mi dała.- uśmiechnęłam się i usiadłam przy stole.
- Właśnie... a co tam u Twojego chłopaka? U Austina? - puściła mi oczko. Nienawidziłam takich rozmów.
- Nijak. - spuściłam wzrok. - już nie jesteśmy razem. - dodałam.
- Ojejku, tak mi przykro. - przytuliła mnie mama.
Szkoda, że mi nie było przykro, a on nawet nic nie napisał. Zero reakcji. Może to i lepiej...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz