wtorek, 17 czerwca 2014

Rozdział XXXXXXV

*Justin*
Jej ręce powędrowały na rąbek mojej koszulki i przewinęły ja przez moją głowę.
Co chwilę łącze nasze wargi, z każdą sekundą pragnąc jej coraz bardziej.

                                                                                  ***

Czuję jej głowę na mojej piersi i słyszę jej wyrównany oddech. Delikatnie pocieram jej bok ręką, uwalniając ją z jej uścisku. Jestem totalnie zbity z tropu a wszystko co soebie wmawiałem nagle prysnęło i odeszło od mojej głowy, burząc wybudowany mur wokół mnie.
Nagle słyszę jak delikatnie rusza ręką i powoli otwiera powieki.
- Justin? - pyta lekko zaspana, leżąc na mnie chyba 20 minut.
- Tak?
- Nie przeprowadzisz się, prawda? - nie odpowiadam jej na to, tylko wpatruję się w sufit i przypominam obietnice, składane mojej siostrze i... Meggie. Kurwa, Meggie.
Patrzę na jej niewinną twarz i nie mogę wstać, mając jej nogi na moich.
- MIał być jeden pocałunek, a nie pieprzenie się do 11. - zwracam jej uwagę, zapominając że nie lubi sprośnych słów.
- Nigdy się nie zmienisz. - uśmiech się i spogląda na mnie, Do cholery, czemu ma na mnie taki wpływ, kiedy patrzy w ten sposób?
- Brakowało mi Ciebie. - nawet nie myśle, czy powinienem to mówić, czy nie.
- Płakałam każdego dnia... - zawiesza się, a ja czuję ukłcie w sercu.
- Nie mówmy o tym. - wtulam nos w jej włosy, nie wiedząc co odpowiedzieć.
- Czy to nowy tatuaż? - pyta pochwili, przejeżdżając po dolnej części moich pleców, kiedy obracam się, aby sięgnąć po telefon.
-Taa. - odpowiadam od niechcenia,szybko go zakrywając.
- Co jest tam napisane? "I'm"... - jest strasznie ciekawska. Ale czego miałem się spodziewać? Też bym był. 
- "I'm forever Yours" - schylam głowę.
- To jest... to jest mój cytat z Instagrama? - pyta, a jej oczy błyszczą.
Potakuję i czuję pocałunek na moim policzku. Zrobiłem go jak byłem lekko pijany, wspominając te zdjęcie i chwile, kiedy się o nią starałem,
Jestem jednak zmieszany, przecież nie mogę tu od tak wrócić.
- Będę musiał już iść. - wstaję i widzę jej niezadowolenie.
- Obiecaj mi coś. - nie wyrabiam z tymi obietnicami. I tak nie wiem, czy wszystkich dotrzymam.
- Nie wyjeżdżaj tam. Ja... naprawdę nie daję sobie rady bez ciebie. - daje słowo, że wie jak uwielbiam ten wzrok. Cóż, ja manipulowałem ją moim głosem, więc też coś sobie znalazła.
- Postaram się wszystko ułożyć. To nie jest takie proste. - widzę jak do mnie podchodzi i całuje na pożegnanie. Zapamiętuje ten pocałunek i  wychodzę i kierując się do wyjścia. Jest 11:30, miałem już dawno mieć podpisaną umowę i bukować bilety do USA, świetnie.
Teraz nawet nie wiem czy tam pojadę, nic nie wiem, kurwa.

* Selena *

Nadal nie wierzę, że tu przyszedł. Nie wierze też ten tatuaż, Boże, to najlepszy dzień w moim życiu. Tęskniłam za jego pocałunkami, błyskiem w oczach... za wszystkim. 
Zapomniałam się go spytac o numer telefonu, niech to szlag. 
Siadam i zastanawiam się, czy jest jeszcze szansa, aby go w pełni odzyskać. 
Na pewno zrobię wszystko, aby znowu mi zaufał. 
wszystko - powtarzam w myślach i uśmiecham się sama do siebie. 

* Justin * 
 
                                                                     ***
Znalazłem najlepsze rozwiązanie; wrócę do Anglii i przemyślę, czy rzeczywiście tam zamieszkam. Powiem Meggie o tym, co zaszło - chcę być z nią uczciwy. 
Zamawiam najszybszy bilet do Anglii i wyciągam resztę ubrań z szafy. Lot mam na 20, więc zostane do tego czasu w domu i coś zjem. 
Oczywiście lodówka jest pusta, więc zamówiam pizzę. Przypominam sobie, jak Selena patrzyła na mój nowy tatuaż i sam uśmiecham się do siebie, ponieważ przypominam sobie, jak go robiłem. Decyduję się napisać do Niej, co planuje zrobić: 
Wylatuje o 20 do Anglii, ale nie wiem czy tam zamieszkam. Mam nadzieję, że nie jesteś zła - muszę to wszystko ułożyć. 
Justin. 

                                                                     ***

Podjeżdżam do wejścia na lotnisko i wysiadam z taksówki. Jest ciemno i strasznie zimno, więc nie mogę się doczekać wejścia na pokład samolotu. Pocieram ręce i wchodzę do środka, kierując się w stronę bramek. 
Nagle upuszczam mój plecak i nie wiem co powiedzieć, kiedy widzę Selenę stojącą obok tablicy odlotów, uważnie czytającą informacje. Po chwili odwraca się i wpada w moje ramiona, a ja mocno przyciągam ją do siebie. Wplątuję palce w jej ciemne kosmyki włosów i nie mogę ukryć, że cieszę się z jej widoku. Jest dosyc późno i myślałem, że będzie na mnie wkurzona. 
- Kocham Cię. - szepcze, jeszcze mocniej mnie ściskając. 
Nie mogę się powstrzymać i na jej słowa mocno ją całuję. Odwzajemnie pocałunek i gdy się lekko odchyla, widzę jedną, małą spływaącą łzę po jej policzku. 
Przypominam sobie, kiedy uczyłem ja palić, jakim dupkiem dla niej byłem, aby tylko zmusić ją do przebywania ze mną, i momenty kiedy było nam naprawdę dobrze. 
- Samolot... czeka. Leć. - wyciera kolejna łzę i sie odwraca, ale zatrzymuję ją, łapiąc za jej nadgarstek. - Co? Co sie stało? 
- Nie chcę, aby mój tatuaż był prawdą. 
- Ten na plecach? Ale, ale tak jest... - jąka się, wyraźnie zdezorientowania. 
- Nie. Chodzi o ten. - podwijam rękaw bluzy i pokazuję nadgarstek. 
- Ja... - przytula mnie mocno i stoimy tak, póki nie słyszę "Samolot do Ameryki, Deeren 883 odlatuje za 5 minut. Prosimy o udanie się na pokład" 
Wzmocniam uścisk, dając jej do zrozumienia, że nigdzie się nie wybieram. 
Nareszcie jestem szczęśliwy i prawie że zatracam się, czując jej ramiona wokół mnie. 
Tak cholernie ją kocham - myślę i gładze ją po plecach, czując jej łzy na moim karku. 
Pieprzyć wszystko, mógłbym tak teraz umrzeć. 
- Idziemy do mnie? - pytam, na co potakuje znacznie weselsza. 
- Będzie kiedys tak, że wytrwamy chociaż 2 tygodnie bez kłótni? - pyta z z uśmiechem, kiedy łapię ją za rekę i wracamy na zewnątrz. 
- Tak. Wtedy, kiedy pojedziemy na wakacje. - ironizuję.
- Pojedziemy gdzieś razem? - pyta zaskoczona i jednocześnie radosna. 
- Może z jeszcze z innymi przyjaciółmi? Zobaczymy, ok? 
- Jasne. Kocham Cię. 
- Już to dzisiaj mówiłaś. - uśmiecham sie jednak słysząc to i ponownie spoglądam na nasze splecione ręce. Uwielbiam, kiedy jej palce trzymają moje na zmianę. 
- I moge tak mówić, dopóki nie odzyskam twojego zaufania. I wiem , że to nie będzie łatwe, nie nastąpi szybko, po prostu musisz wiedzieć, że...
- Zamknij się. - całuję ją w uśmiechu i przygryzam jej dolną wargę. Znów się rumieni, jak mi tego brakowało. 

- Możesz mnie tak częściej uciszać? - proponuje, a ja przytakuję. Nie obchodzi mnie jak to wygląda, nie obchodzi mnie że Ariana na mnie czeka, a Meggie dzwoniła chyba 2 razy. Mam to gdzieś, jestem tutaj z nią i jest to najlepsza rzecz, jaka mogła mi się przytrafić w tej podróży. 



poniedziałek, 16 czerwca 2014

Rozdział XXXXXXIV

Przeciągam się kolejny raz i widzę, że moja mama poszła. Pewnie zaspała i nawet nie zaglądnęła czy jeszcze nie śpię. Rozglądam sie po salonie, następnie kuchni i dochodze do wniosku, że jestem sama. Wracam na górę i odłączam telefon od ładowarki, wysyłając wiadomość do Ariany : " Hej. Co się stało? O co chodzi z tym zdjęciem? Przekaż Justinowi, że tęsknię. - Sel" NIe otrzymałam odpowiedzi, więc zeszłam na dół zrobic sobie kanapkę. 
Czemu to wszystko musi być takie trudne? - powtarzam sobie, kiedy biore pierwszy gryz bułki. 

                                                                           *** 

Wysłałam kolejne dwie wiadomości, czekając na odpowiedź, która wcale nie nadchodziła. 
Policzyłam godziny i przypominam sobie, że pewnie śpią. Włączyłam telewizor, kładąc się na łóżku. Przez momenty, kiedy leciała jedna z moich ulubionych komedii, śmiałam się do pustej przestrzeni obok mnie, zapominając że jestem całkowicie sama. 



*Justin* 

- Ludzie! Jestem wolny! Pierdolenie wolny! - krzyczę, wychodząc na balkon. Wypiłem 3 butelkę wina, kompletnie nie myślę, chociaż przed tym ustaliłem, że nie wróce do Ameryki w najbliższym czasie. Nie moge zniesć myśli, że cierpię o wiele bardziej niż ona. Widze, że dla niej to nic nie znaczyło i teraz siedzi z jakimś kolejnym, śmiejąc się do słuchawki. 
Ariana już śpi, a ja przedawkowałem alkohol tak, że ledwo trzymam się na nogach. Głowa mi pęka, a jest dopiero 4 nad ranem. 
Nikogo nie ma, tak już przywykłem i pragnę spędzać czas. 
Miasto już nie świeci się tak, kiedy stałem tu z papierosem o 2 w nocy, rozmyślając nad wszystkim. To kompletnie to mnie nie podobne. 

                                                                      ***

- Justin! - krzyczy moja siosta, szturchając mnie mocno. 
- Co? - mamroczę. 
- Czemu do cholery śpisz na balkonie?! Ile ty wypiłeś? - rozgląda się i widzi puste butelki. 
- Musiałem tu... ja... byłem tu w nocy. Dużo? - mówię powoli, lepiąc słowa. Za dużo, zdecydowanie za dużo alkoholu. 
- Boże... przecież jeszcze jedna butelka i wylądowałbys w szpitalu... - widzę, jak sie tym przejmuje. Ja w odróżnieniu od niej, przewracam sie na prawy bok i mamroczę coś, co przypomina "przepraszam". Czuję jej dłoń, przeczesującą moje włosy.
- Nigdy nie miałes takiego problemu z dziewczynami, co się dzieje? 
- Kocham ją. - uwaga, uwaga, teraz poprosze księgę absurdów, mam szanse na pierwsze miejsce. 
- Nie, nie kochasz. 
- Własnie, że tak. - musze brzmieć zabawnie, a ona nie wie ile czasu zajmuje mi ułożenie słów w tym stanie. Przynajmniej nie czuje teraz bólu, wspominając sobie jej obraz w mojej głowie. 
- Ona na ciebie nie zasługuje, wstawaj. - podnosi mnie za ramie i automatycznie łapię się za głowę, czując straszliwy ból. 
Zasługuje. - nie wiem czemu słysze ten durny głosik w mojej głowie. 
Wiem jednak, że to koniec. Definitywny koniec. 

                                                  * 2 miesiące później - Londyn* 

- Kochanie, prawie zapomniałbyś swojego plecaka. - oznajmia Meggie, moja dziewczyna. 
Spotykamy się od jakiegoś miesiąca a zawdzięczam to mojej siostrze, u której aktualnie mieszkam. Od tamtego czasu upiłem się chyba z 10 razy, a jeden z najlepszych klubów w mieście pomógł mi zapomnieć o Selenie. 
- Taa, dziękuję. - cmokam ja w czoło, poprawiając przed lustrem włosy. Ariana niecierpliwie czeka z zegarkiem, ubrana w czerwoną koszulke na ramiączkach i szorty. 
- Justin, spóźnimy się na to lotnisko, taksówka już czeka.
- Daj mi jeszcze moment. - obracam się do Meggie, a Ariana wychodzi aby poczekać za drzwiami. 
- Jadę tylko po pieniądze, które zostawiłem w Ameryce, resztę ubrań i załatwię sprawę z mieszkaniem, aby zameldowac się tutaj, ok? Wrócę tu do Ciebie i pojutrze wyjdziemy gdzies na miasto. Poczekasz tutaj w domu, masz wszystko czego potrzeba. - oznajmiam, trzymając dłonie na jej ramionach, na które opadaja jej kręcone, brązowe włosy. 
Dziewczyna posyła mi uśmiech i pozostawia pocałunek na moim policzku. 
Wychodzę, zarzucając plecak na jedno ramię i idę obok mojej siostry po schodach. 
Żeby było jasne, nie jestem w żadnym głębokim związku z Meggi i ona o tym wie. Wychodzimy do klubów, może trochę alkoholu i niestosownego tańca. 
Wsiadamy do taksówki i jedziemy w kierunku lotniska. Zakładam moje ciemne okulary przeciwsłoneczne i poprawiam czerny t-shirt. Rozglądam się po niebie, nie wierząc że już za 2 dni będe mieszkał tutaj - w Londynie. 

                                                                        ***

- Obiecaj mi, że wrócisz i będziesz uważać. - mówi mi do ucha moja siostra, mocno mnie przytulając. Kłąde rękę na jej plecach i poklepuję delikatnie, aby mnie puściła. 
- Obiecuję. I dziękuję. - patrze jej w oczy. 
- Za co? 
- Za to, że pomogłas mi... no wiesz, jak byłem na kacu lub miałem lekka depresję... - plączę się. Nigdy nie byłem dobry w podziękowaniach.
- Nie ma sprawy. Kocham Cię braciszku. - uśmiecha się i po chwili odchodzi, zostawiając mnie samego przed bramkami. Mój samolot wylatuje za 30 minut, musze się trochę pospieszyć. 
Po odprawie i całym tym formalnym gównem, siedze w fotelu, ponownie nasmiewając się ze stewardessy, stojącej na środku z identyczną kamizelką. Nigdy mi się to nie znudzi. 
Zacząłem bawić się swoim telefonem i nawet sam nie wiem, kiedy sasnałem. 

                                                                        ***
Ten lot był niesamowicie szybki i zawdzęczam to chyba temu, że przespałem 3/4 podróży. Tak czy inaczej, idę właśnie w stronę mojego mieszkania aby zabrać ze sobą ostatnie rzeczy i schowane oszczędności. Łapię tramwaj, który zdaje się jechac gdzies w moją okolicę i po chwili wchodzę na moją klatkę schodową. Tupie butami po schodach, zapominając że w Anglii praktycznie tego nie słychać i przekręcam klucz w zamku. 
Woah, w końcu normalne pomieszczenie - myślę, widząc znajome mi meble w normalnych stonowanych, klasycznych kolorach i przejeżdżam dłonią po komodzie, pozbawionej ozdób. Znacznie różni się od tej Ariany, do kórej nadal się nie przyzwyczaiłem. Siadam na czarnej kanapie i uśmiecham się, czując się jak w domu. 
bo to twój dom. - dodaje mój cichy doradca, ale nie zwracam na nigo uwagi, po czym kieruje się pod prysznic. 

* Selena * 
Dwa miesiące. Dwa miesiące bez Justina, bez żadnej wiadomości, znaku życia, czegokoliwek. Gdy dzwonię, słyszę po raz 40 "błąd wybierania numeru". Gdy mama nie sprawdza, czy wyszłam zawsze zostaję w domu i wypłakuję się do mojej ulubionej poduszki. Widziałam się z Vanessą, Bridgit, nawet Harry zabrał mnie na kolację, kiedy widzał że w zasadzie mam depresję, ale pomogło to tylko w niewielkim stopniu. On to zakończył, ja wiem, ale nie moge o nim zapomnieć. 
Wyglądam zza kołdry i słyszę, jak mama odjeżdża, znowu nie zaglądając czy już poszłam do szkoły. Wstaję i ubieram się zwyczajnie, przygotowana na oglądanie filmów lub czytanie książek o udanych miłościach, kiedy moje serce jest rozdarte na pół. 
Schodze do kuchni i jem szybkie śniadanie, czyli musli i nektarynkę. Popijam to sokiem pomarańczowym i siadam na kanapie, aby włączyć telewizor. Jest 9:40, zaraz zacznie się "Jak poznałem twoją matkę" na TV10. Uruchamiam telewizor i leniwie rozkładam się na kocu. 
Naglę słysze dzwonek do drzwi i podnoszę się, klnąc bo zaraz ma się przeciez zacząć początek 5 sezonu. 
- Boże. - moje usta się otwierają, i nie żartuję, przez chwilę nie mogę złapać oddechu. 

* Justin * 
Nalewam sobię szklankę wody i wyglądam za okno. Musze pojechać jeszcze do urzędu, a pojechałbym gdybym miał auto. Lepiej, kiedy pojade tramwajem, a najwyżej potem wezmę taksówkę. Wychodze z domu i kieruję się na ulicę łówna, gdzie za 20 minut ma podjechać tramwaj. Sprawdzam co chwilę zegarek, idąc dosyć szybkim tempem, lecz nagle mijam studio taneczne. Przypominam sobie ten pierwszy dzień, kiedy była taka nieśmiała i pocałowałem ją, myśląc że nigdy więcej jej nie zobaczę. 
Musze do niej pójść i powiedzieć, że zamieszkam od pojutrza w Londynie. Mam inny numer telefonu przez tą pieprzoną akcję na jeden z "imprez" i nawet nie miałbym jak jej tego powiedzieć. 
I to jest dopiero chamskie - po raz pierwszy zgadzam się z moimi myslami. 
Po 10 minutach zatrzymuję się przed jej drzwiami i nie wiem jakim cudem, naciskam dzwonek. 
Po chwili otwiera, a ona wygląda jakby miała zemdleć. 
- Hej... ja... przyszedłem powiedzieć Ci... - drapię się po karku. Jak ona na to zereaguje?
- Justin... - przytula mnie, płacząc a ja nie moge oprzeć się, aby zacisnąć ramiona wokół jej talii. Czuję znajome perfumy i żałuje tej decyzji. Musze przystać. 
- Nie powinniśmy... moge wejść? - odchylam się od niej, a ta przepuszcza mnie, abym wszedł do salonu. 
- Co Ty... Boże, nie wiesz jak za tobą tęskniłam... każdy dzień... - trzyma dłoń przy jej ustach, a łzy spływają po jej policzkach. 
- Będę mieszkać w Londynie. Przeprowadzam się. - oznajmiam szybko. 
- Co? Nie, błagam, nie. 
- Tak. Selena, ja nie chciałem Ci robić nadzieji... - zaczynam a ta jeszcze bardziej płacze. Siada obok mnie i cholera wie, zaczyna potakiwać. 
- Moge pocałować Cię ostatni, ostatni raz zanim wyjedziesz? - widze słone łzy, które zlizuje z ust językiem i kurwa, nie moge jej tego odmówić. Nadal coś do niej czuję, nadal wygląda tam samo - cudownie. 

Wstaje i zaplata ręce na moim karku, składając delikatny pocałunek na moich ustach. 
Przez moje ciało przechodzi dreszcz, nie moge opisać jak mi tego brakowało. 
Całuję ją ponownie, nawet nie przemyślając tego co robię. 
Nasze języki sie stykają, podczas wymiany kolejnych pocałunków i przysięgam na wszystko co mam, że ani myślę aby to przerwać. 
Ściągam jej koszulkę, powoli całując jej szyję. Kiedy po drodze napotykam na jej łzy, wiem że tęskniła. Bardzo tęskniła. Nie moge być na nią zły, nie mogę jej zostawić. 
- Justin? - nagle pyta, rozdzielając nas. 
- Tak? 
-  Przepraszam. - oznajmia i widzę jej zaszklone oczy. 
Nic nie odpowiadam, tylko całuję ją ponownie, nie mogąc nacieszyć się uczuciem jej warg na swoich. Nagle oplatuje swoje nogi wokół moich bioder i czuję jej dłonie na moich plecach. Wplata je potem w moje włosy, nadal mocno mnie całując, a ja popycham ją lekko na łóżko, po raz pierwszy usmiechając się tak szeroko w przeciągu ostatnich 2 miesięcy. 


sobota, 14 czerwca 2014

Rozdział XXXXXXIII

*Selena*
Polubiłam zdjęcie po dłuższej chwili i usiadłam na kanapie. Jest 16 i stwierdzam, że to najlepsza godzina w ciągu tych 2 samotnych dni.
- Selena? - woła mnie mama.
- Tak?
- Masz gościa.
Wstaję z zaniepokojoną miną, mysląc kto chciałby mnie odwiedzić i nerwowo poprawiam moja zburzoną przez poduszkę fryzurę.
- Cześć. - mówi mi Austin, ubrany w luźną bluzę.
- Hej. Może... wejdziesz do środka? - pytam, nie wiedząc po co miałby do mnie przychodzić. Wszystko jest skończone, on o tym wie.
- Um, jasne. Dzięki. - podaję mu szklankę wody, kiedy on siada na moim łóżku.
- Więc... co cie tu sprowadza?
- Widziałem twoje zdjęcie na Instagramie...
To chyba jakiś kurwa ponury żart - myślę w głębi, karcąc siebie za przekleństwo.
- Nie, nie. To nie tak jak Ty... - śmieję się, szukając słów aby mu to wytłumaczyć.
- Jeżeli to było kierowane do mnie, to wiedz że...
- Austin, to nie było kierowane do Ciebie. Bardzo mi Ciebie brakowało, ale jako przyjaciela. Naprawdę, to nie chodzi o to co było... no między nami. - nie chcę zabrzmieć niemiło ale nie jestem w tym najlepsza, sądząc po jego minie.
- Oh... nie ma sprawy. Nie powinienem tu przychodzić, - wstaje, ale ja zatrzymuje go, stając w drzwiach.
- Zagrajmy w chińczyka. - proponuje i widze jego uśmiech.
- Planszówki Ci sie naprawdę nigdy nie znudzą?
- Nie. I chcę zagrać w jedną ze swoim przyjacielem. - oznajmiam, jednocześnie siadając na dywanie z pudełkiem zawierającym planszę i pionki. Nie wytrzymam dłużej, siedząc na kanapie z chusteczką lub wtulona twarzą w poduszkę. Nie wiem czemu ale przy Austinie zawsze czuję się komfortowo, oczywiście w roli przyjaciela.

*Justin*
Idę małą, wąską uliczką bo przesiedziałem już dobre 2 godziny na tym cholernie zimnym murze. Chciałbym się upić, upić tak abyzapomnieć o wszystkim. Tęsknię za nią.
Nie wyjadę jeszcze z Londynu, czuję się tu o wiele lepiej a na myśl o powrocie, powracają do mnie wspomnienia z ostatniej nocy w Ameryce.

                                                                               ***

- Gdzie Ty byłeś? - pyta moja siostra, siedząca na kanapie. Jest wyraźnie zmartwiona.
- Mówiłem, żebyś nie czekała. Myslałem. Dużo myślałem. - oznajmiam i rzucam się na łóżko w moim pokoju.
- Martwiłam się.
- Straszne. - ironizuję. 
- Muszę Ci coś pokazać. - siada na łóżku lecz nadal ją ignoruję. - Jussie. - szturcha mnie i spoglądam na nią jednym okiem. 
- No co? 
- Popatrz. - wyciąga do mnie telefon, a ja leniwie po niego sięgam. 
- Czy to... - przełykam ślinę i spoglądam jej w oczy. 
- Tak, to jej profil. Polubiła też zdjęcie, które zrobiłeś. Błagam, porozmawiaj z nią. 
- Ale... dobra. - wchodzę w listę kontaktów i biorąc głęboki wdech, słyszę pierwszy sygnał. 
Po dwóch, słyszę jej  głos i czuję jak moje serce wariuje. 
- Halo? Ariana? - mówi przez śmiech. W tle słyszę też jakiś drugi głos i powstrzymuję się przed myślą, że to może być Harry. "Przestań przesuwać moje pionki debilu" - mówi znacznie ciszej, lecz nadal mogę to usłyszeć.  
- Nie... Justin.  - oznajmiam, lecz gdy zapada cisza, rozłączam się.
- Nie wierze kurwa, nie wierze. - mówię do mojej siostry, która otula mnie ramieniem. 

- Co się stało? Czemu się rozłączyłeś? - zadaje cicho pytania, widząc najwyraźniej jedną łzę, spływającą po moim policzku. 
NIe, nie będę płakał. -powtarzam po raz trzeci i ocieram policzek.
- Ona... ona się śmiała, była szczęśliwa i na dodatek była z jakimś chłopakiem. - mówię, odtwarzając jej roześmiany głos w głowie.
- Nie, napewno nie. Przecież to zdjęcie... - ponownie bierze telefon.
- Zabierz to cholerstwo i usuń te jebane zdjęcie z twojego profilu. - warczę i wstaję idąc do kuchni.
Nawet nie narzeka na moje ostre słowa, to chyba zrozumiałe.
Robię parę kroków w kierunku kuchenki i otwieram po kolei szafki, aż natrafiam na jedną butelkę wina. Mógłbym teraz skoczyć z mostu, myśląc jak ja cierpiałem, kiedy ona spędza czas z jakimś chłopakiem. Jeżeli to Harry, obiecuję teraz przed Bogiem że się zabije.
Czymże jest upicie się w porównaniu do skoku z mostu?  - ironizuję pod nosem i biorę 3 ogromne łyki z butelki.
- Justin... nie pij. - mówi moja siostra, kiedy wracam do pokoju. 
- A co mam do stracenia? Nie rozumiesz, że ona jest szczęśliwa? - parskam. 
- Nie jest. - wiem, że kłamie bo widzę jak bawi sie palcami. 
- Dasz mi sie upić? 
- Dobra. Alkohol jest jeszcze w szafce przy lodówce. Z płatkami do mleka. 
- Ty masz alkohol? - śmieję się i zanurzam usta ponownie w winie. 
- Jestem twoja siostrą. A to, że mam na sobie coś białego, nie znaczy, że mam coś równie niewinnego pod tym. - puszcza mi oczko, i cholera gdyby nie była moją siostrą to chętnie bym ja pocałował. 
Kiwam głową w śmiechu i krzyżuje kostki. 

*Selena* 
Zamieram kiedy słyszę jego zachrypnięty głos. Boże, to naprawdę on. 
Chcę coś powiedzieć, ale momentalnie się zacinam i słysze jak nagle się rozłącza. 
Nienienienienienie - tylko to mówi mój cichy głosik, zawsze wiedzący co chciałabym powiedzieć. 
- Coś nie tak? - pyta Austin, kiedy patrzę dobita z telefonem w ręku. 
- Tak. Znaczy nie. Wiesz, lepiej gdybyś juz poszedł. 
- Ale... 
- Proszę. - przytulam go i po chwili chłopak wychodzi. 
Siadam na moim fotelu i mam ochotę spędzić tu resztę życia.
Czemu się rozłączył? Dlaczego zadzwonił? - milion myśli przechodzi przez moją głowę i po prostu nie mogę uwierzyć, że słyszłam jego głos. Wchodze na Instagrama i widze, że zdjęcie papierosów zniknęło. Boże. 
Skulam się i okrywam kocem, płacząc. 

                                                                          ***

Budze się rano i orientuję się, że zasnęłam w moim fotelu. Wstaję jakby połamana i prostuje plecy. Nie ide do szkoły, nie w takim stanie. 

piątek, 13 czerwca 2014

Rozdział XXXXXXII

*Justin*
- Kurwa, padł. - mówię, po tym jak panicznie podniosłem obity telefon spod siedzienia dziewczyny. Ariana spojrzała na mnie tym swoim wzrokiem, bo użyłem przekleństwa, ale mam to głęboko gdzieś.
- Ja.. przepraszam. - zaczęła moja siostra, wiedząc że to jej wina.
Klikam nerwowo wszystkie możliwe przyciski, ale nic się nie uruchamia. Świetnie, moje jedyne źródło rozrywki, kontaktu i jakiegokolwiek planowania poszło w cholere.
- Złożymy się na nowy.Lepszy. - oznamia jakaś brunetka.
- Cóż za wspaniały pomysł. - sykam i wychodzę wściekły na zewnątrz.
Cholera choler cholera - powtarzam w myślach. Nienawidzę od dzisiaj niespodzianek.
Chowam zniszczony telefon do kieszeni i wyciągam z niej paczkę papierosów. Nie wytrzymam jak nie zapalę.
Zaciągam się dymem, co momentalnie mnie uspokaja i opieram sie o murek.
Selena by teraz ze mną zapaliła.  - myślę mimowolnie, nienawidząc jeszcze bardziej tego, że moja podświadomość nie rozumie, jak bardzo teraz nie chcę tego wszystkiego wspominać.
Rzucam skręta na ziemie, gasząc końcówkę butem i wchodzę ponownie do tego jebanego budynku. Przekleństwa do mnie powróciły, chyba tylko dlatego, że nie ma obok mnie Seleny.
Do diaska, znowu słyszę jej głos : "Wyrażaj się" .
- Przepraszam,naprawdę kupię Ci nowiutkiego Iphone'a. - uspokaja mnie Ariana, lecz moją uwagę przyciąga niedokończone piwo.

* Selena *

- Cudowna wiadomość. - słyszę znajomy mi głos.
- J- Justin? - pytam, obracając się powoli.
- Tak. Przepraszam, że nie odpisałem. - chłopak schyla głowę i całuje mnie powoli. Odwzajemniam pocałunek, kładąc ręce na jego karku i delikatnie przyciągam go do siebie.
- Kocham Cie. - szepczę, gdy ten łapie mnie w talii i pogłębia pocałunki. Nie wierzę, czując jego dłonie. Nic nie mówię i przymykam moje oczy, czując następnie jego usta na mojej szyi.  
- Selena? - ktoś mnie szturcha. Obraz mnie, w ramionach Justina się zamazuje i zamienia się w moją mamę,
Nienienienienie. Cholera. - mówi moja podświadomość, gdy odkrywam leżący na mnie koc.
- Co? Co ja tu robię? - pytam zaspana.
- Zjadłaś kurczaka i zasnęłaś wgapiona w ekran laptopa. - tłumaczy mi, a ja przypominam sobie, jak to było. Wydaję z siebie żałosny jęk i sięgam odruchowo po telefon.
Nic? Naprawdę nic nie odpisał? Smucę się i opadam na kanapę spowrotem.
Oddycham polowi i przewijam listę kontaktów. Chcę usłyszeć głos z mojego snu. Głos, który brzmi sto razy lepiej od głosu mojej mamy, jeżeli mam być całkowicie szczera.
Wybieram numer Jussa, lecz od razu słyszę błąd wybierania.
Mój palec krąży wokół imienia zaczynającego się na "A" i po chwili, zdesperowana naciskam przycisk zielonej słuchawki. Czuję, jak moje serce się zatrzymuje kiedy słyszę głos Ariany.
- Hej... - jąkam się, nie wiedząc co właściwie powiedzieć.
- Cześć.
- To głupio zabrzmi... ale jest gdzieś koło ciebie Justin? - pytam na jedynm wydechu.
- Umm... tak. Ale nie wiem, czy jest chętny na rozmowę.
- Rozumiem. Błagam Cie, powiedz aby odczytał jedną, ostatnią wiadomość ode mnie. Tę najnowszą. - mówię, prawie płacząc. On jest w Anglii, a osoba która mówi do mnie przez głośnik, może nawet siedzieć metr od niego.
- Okej. - mówi i się rozłącza.
Wtulam twarz w poduszkę i czuję łzy spływające mi po policzkach. Może teraz też się obudzę?

*Justin*
- Jussie? -mówi moja siostra.
- Co? - "Jussie" nie wróży dobrze.
- Selena... ona dzwoniła. I prosiła, żebyś odczytał tylko jedną, najświeższą wiadomość od niej, Bardzo jej na tym zależy, słyszałam jak płacze.
- Zapomniałaś, że ktoś zjebał mój telefon? - parskam i nagle słyszę, jak w mojej głowie rozbrzmiewają słowa "płacze".
- Może zadzwoń do niej? -proponuje, ale odmawiam. Chociaż nie wiem, jak bardzo tego pragnę - obiecałem coś sobie. Gdy jednak Ariana odchodzi, wycigam komórkę, z nadzieją że tym razem się uruchomi. Ekran jest jednak czarny, a ja po raz kolejny przeklinam pod nosem, to że nie zabrałem telefonu tej całej Haley.
- Ariana? Podasz mi swój Iphone? - proszę, wyciągając dłoń.
- Um, jasne.
Wchodzę na jej instagrama i klikam na profil Seleny. Widzę, że nie usunęła zdjęcia bransoletki, a na jej nowym, widać jedynie kieliszek wódki. Wódki, cholera.
Nie będę do niej dzwonić, gdy tylko usłyszę jej głos, załamię się. Nie napisze też sms'a, nie stać mnie na to. Po chwili namysłu wyciągam papierosy i kładę je obok pustego naczynia po alkoholu. Robię im zdjęcie i podpisuję "Thinking about You & only You".
Mam nadzieję, że zobaczy je stosunkowo szybko. To jest jedyny, rozpaczliwy gest, który zrobiłem aby nie płakała. Nie znoszę myśli, że teraz płacze, a ja nie mam odwagi zadzwonić.
Tak, to zdecydowanie wieczór, na którym o niej nie myślisz. - słyszę mojego najgorszego wroga - podświadomości. Oddaję jej telefon, mówiąc aby patrzyła czy nie ma żadnego powiadomienia z Instagrama. Nie przejmuje sie tym i odkłada go do torebki, dolewając sobie wina.
- Wychodzę. - oznajmiam, czując że tu nie wytrzymam.
- Jak to? Gdzie?
- Gdziekolwiek. Nie czekaj na mnie, będę raczej późno.


*Selena*
Mój telefon się nie świeci, a ja jak głupia wpatruję się w jego ekran.
Oczy mi wysiadają. Wygaszam, go nazwyając siebie idiotką, bo przecież i tak nic mi nie napisze, Sama bym chyba tak zrobiła.
Idę do kuchni, siadam zmęczona przy blacie i zaczynam robić sobie kanapkę.
Jedzenie? Tak, to najlepsze pocieszenie.
Robię duży kęs i słyszę, jak mój telefon wibruje. Jeżeli ktokolwiek ma problemy z fizyką, jakimiś prędkościami itp. mogę zaprezentować, jak w przeciągu 3 sekund można znaleźć się przy komórce, leżącej jakieś 20 metrów ode mnie.
Chwytam go i widzę sms'a od Ariany, Nie jest to to uczucie, kiedy zobaczyłabym nawet kropkę od Justina, ale uśmiechnięta odblokowywuję ekran i czytam szybko wiadomosć.
"Wiem, że nie powinnam tego mówić, ale wejdź na mojego Instagrama. Nowe zdjęcie zrobił Justin, bo ma problemy z telefonem"
Boże, Boże, Boże, jak ja Cie kocham.
Klikam ikonkę kolorowego aparatu i wpisuję "@ariel23" czyli profil Ariany.
Otwieram usta, kiedy widzę zdjęcie papierosów ze znanym mi lwem i wódką w tle. Opis powala mnie na kolana i w zasadzie przez następne 15 minut, czuję jak bardzo jestem nieobecna, analizując każdy szczegół obrazka.
Wpadam na genialny pomysł i ustawiam na stoliku moją zapalniczkę. Obok tego umieszczam puszkę piwa, wyciągnięta z lodówki i zamieszczam zdjęcie, podpisując " Idk. how I could made, that's it's the end. I'm forever Yours" ( pol. Nie wiem jak mogłam uczynić, że to się skończyło. Jestem na zawsze Twoja )
Powiadamiam o tym Arianę i mam ochotę ją przytulić, za to co napisała wcześniej.
"Przekaż Justinowi, żeby koniecznie zobaczył co dodałam. Błagam, "
Otrzymuję "ok. Zrobię to jak wróci wieczorem" i nie wiem jak jej za to dziękować. Myśl, że jesteśmy tak daleko od siebie mnie przeraża.


*Justin*
Wychodzę, po drodze mijając jedynych ludzi, którzy całowali się w połowie poprawnie.
Zastanawiam się, czy nie zamówić taksówki, ale stwierdzam że spacer jest lepszym rozwiązaniem.
Jest już ciemno, a drogę oświeca mi księżyc. Okolicę znam tylko trochę, ale fakt że mogę się zgubić w ogóle nie wywiera na mnie jakiegokolwiek wrażenia.
Wpakowałem sie w jedno wielkie gówno i chociaż chcę, nie potrafię z niego wyjść. - dochodzę do takiego wniosku, po przejściu jakiegoś kilometra.
Siadam na zimnym murze i wpatruję się w księżyc.
 I co? Ciebie też opuściło Twoje słońce? - dosłownie się go pytam i myślę, że jest najlepszym partnerem do rozmowy.


Chciałabym tylko podziękować za tyle wyświetleń oraz poinformować, że jakiekolwiek przekleństwa pojawiać będą się również w następnych rozdziałach.
;)

czwartek, 12 czerwca 2014

Rozdział XXXXXXI

*Selena* 
Mój telefon wydaje krótki dzwięk, a ja odblokowywuje go najszybciej jak tylko potrafię, nawet jeżeli trwa teraz matematyka.  
"Jestem poza zasięgiem." - oto co napisał Justin. Poza zasięgiem? Jak to? 
Marszczę brwi i chowam kmórkę do torby, udając że słucham wszystkiego co mówi mój nieznośny nauczyciel. Cięzko mi się skupić, ale nikt nie zauważa, że coś jest nie tak. 
- I jak? Wszystko juz dobrze z głową? - pyta Harry, kiedy wychodzimy na korytarz. Jest strasznie głośno. 
Była to moja ostatnia lekcja, więc oboje zmierzamy w kierunku drzwi. 
- Aaa, tak. To nie było nic poważnego, trochę snu i wszystko jest okej. - uśmiecham się, zapinając torbę do końca. 
- Spałaś u Justina? - co to za pytanie? Naprawdę mam sie mu zwierzać, gdzie i kiedy spałam? 
- Wiesz, wydaję mi się że nie powinniśmy rozmawiać o takich rzeczach. - decyduję mu o tym powiedzieć, ja nigdy nie zapytałabym o taką rzecz. 
- Och, jasne. Przepraszam. - oznajmia i w milczeniu idziemy na przystanek. 
- Którym jedziesz? - zerkam na godzinę, mój tramwaj ma przyjechać za 4 minuty. 
- 144, musze jeszcze podjechać w jedno miejsce. 
- To jedziemy razem. - cicho się śmieje i siadam na ławce. Harry jest nieśmiały, widzę to. 
Tramwaj podjeżdża, więc wchodzimy. Działa tu klimatyzacja i jest mało osób, ale mimo tego staję przy szybkie i łapię za zółtą barierkę. Hazz staje naprzeciwko mnie, a pojazd po chwili rusza. 
- To... co robisz wieczorem? - poprawia nerwowo włosy, jest przesłodki. 
- Dzisiaj nie mam nastroju na wyjścia, przepraszam. 
- Nie ma sprawy. - odpowiada. 
- Nie chciałabym, żebyś przez ostatni wieczór... - zaczynam, nie chcąc odmawiać mu spotkania jutro, czy pojutrze. Nie chcę się z nim spotykać jako jakaś potencjalna dziewczyna. Lubię go i nie chcę, aby moje dziwaczne stosunki z Justinem nas rozdzieliły. 
- Jasne, nie czuj się winna. - uśmiecha się, lecz czuję że w głębi go mocno zasmuciłam. Jego oczy straciły iskierki, które zawsze są tak bardzo widoczne. 
- Bardzo Cię lubię, naprawdę przepraszam. - wpatruję się, nie wiedząc czy mam go przytulić, czy stać utrzymując dystans. Może powinnam sie uśmiechnąć? Ugh, czuję się jak na lekcji dobrych manier. 
- Przestań, nic się nie stało. - odwraca wzrok, a ja cieszę się, kiedy tramwaj jest coraz bliżej mojego przystanku. Sprawdzam telefon, sama nie wiem dlaczego, skoro Justin mówił że jest poza zasięgiem. Napisał to pewnie z litości, założę się, że nie chce ze mną rozmawiać. 
- To... ja tu wysiadam. - oznajmiam, a chłopak posyła mi uśmiech na pożegnanie. 
Ruszam w strone domu, szukając w międzyczasie kluczy, na wypadek gdyby mojej mamy nie było. 

*Justin* 
Czuję ciepły uścisk i od razu na mojej twarzy pojawia się uśmiech. 
- Tak za tobą tęskniłam. - mówi Ariana, zaskoczona że do niej przyleciałem. Wykupiłem bilet na "Last Minute" i stwierdziłem, że wrócę do Anglii, aby ułozyć sobie życie na nowo.
- Ja za tobą też. - oznajmiam i siadam na kanapie. Nienawidzę jej domu, jest zbyt czysty i wszystko jest tutaj takie... sentymentalne. Ma nawet rzeczy naszych pradziadków za jakimiś szklanymi gablotkami i za każdym razem kiedy wspominam jej, że kompletnie tu nie pasują, tłumaczy 20 minut to samo, czyli "że mają duszę i nie wszystko musi być czarno-białe". 
- Co tak nagle? Właściwie ten bagaż... na ile zostajesz? - patrzy na walizkę i nie dziwię się, że zadaje mi to pytanie. 
- Nie wiem. 
- Co się stało? - zawsze wszystko musi wiedzieć i wyczuwa każde kłopoty, zapomniałem że jest moją siostrą. 
- Pokłóciłem się z Seleną. I to koniec. - zaciskam pięść, a ona podchodzi, otulając mnie swoim ramieniem. 
- Nie mów tak, okej? Wszystko się ułoży. Wrócisz do niej za tydzień, rozumiemy się? 
- Nie ma takiej opcji. Jeżeli będę Ci przeszkadzał, wynajmę jakies mieszkanie. Zostaję tu na miesiąc, o ile nie na dłużej. - fukam zły, że jak zwykle musi dożucić swoje. Racja, godziłem się z Seleną wiele razy, ale to jest inne. Wyobrażam sobie ją i Harrego, przecież wiem jak ona mu się podoba. W końcu, komu by sie nie podobała, jest cudowna. 
Znowu przyłapuję się na rozmyslaniu o jej oczach i o tym, jak zawsze rumieniły się jej poliki, kiedy używałem odpowiedniego głosu. 
- Ide do pokoju, jak możesz to nie praw mi kazań na temat związków. - rzucam i zamykam drzwi do pokoju gościnnego. 
Słysze jak coś mamroczy i włącza telewizor. 

                                                                          ***

Wychodzę zaspany, ponieważ pozwoliłem sobie na krótką drzemkę i widzę Arianę, ubraną w dosyć krótką, białą sukienkę. Stoi przed lustrem i się maluje. 
Co do cholery? - myślę, przeciarając oczy. 
- O, jak miło że juz wstałeś. Idę ze swoimi koleżankimi do klubu. - oznajmia słodko, a ja już wyobrażam sobie, co ma na myśli, mówiąc "koleżanki". Są to jej wyrafinowane brytyjki, nie rozumiem jak może się z nimi zadawać. 
- Do jakiego klubu? - zaciekawia mnie okazja oderwania się od moich problemów. 
- Umh... nie jest w twoim stylu. - tłumaczy się.
- Jest tam muzyka i jakiś alkohol? - pytam, a ta kiwa głową. - więc idę z Tobą. - ściągam koszulkę i kieruję się spowrotem do pokoju. 
Koniec użalania się nad sobą, już i tak za długo myslałem o tym, co się wydarzyło przed moim przylotem, kiedy próbowałem zasnąć. 


*Selena* 
Dzwonię do drzwi, ale nikt mi ich nie otwiera. Nie słysze też jakichkolwiek kroków, więc wkładam klucz do zamka i przekręcam go w prawo. 
Kładę kluczyki na murku i idę do pokoju. Nie mam na nic ochoty, dobrze że uczyłam się na zapas i całe dnie mogę spędzać w moich czterech ścianach. 
Gdy siadam na łóżku i powolnie rozpakowywuję książki, mój telefon nagle dzwoni, a ja boję się zobaczyć od kogo przychodzi połączenie. Moje serce bije szybciej, gdy z małej kieszonki wyjmuję telefon i momentalnie opada, wraz z usmiechem, kiedy widzę zdjęcie Bridgit. 
- Halo? - mówię zwyczajnie. 
- Cześć! Może wyjdziemy gdzieś na chwilę? Jest ładna pogoda, dawno nie gadałyśmy... - zaczyna. 
- Jasne. Będę czekać przy tym nowootwartym sklepie, ok? - uśmiecham się, mimo że wiem że tego nie widzi i chwytam za klamkę, kiedy dziewczyna się zgadza. 
Wychodzę i daję mamie znać przez telefon, że wrócę na obiad. Przebiegam przez ulicę i kieruję się w umówione miejsce dosyć szybkim tempem. 
- Heeej. - otula mnie przyjaciółka, kiedy już przychodzi i obie ruszamy w przypadkowym kierunku. 
- Jak tam u Joe'go? - pytam, odczuwając tęsknotę za przyjacielem. 
- Nie wiem. - mówi chłodno, a ja przypominam sobie, że ostatnio chłopak wspominał o jakiejś kłótni między nimi. - nie widziałam go od czasu naszej sprzeczki, ale pisaliśmy trochę. Jest ok, z tego co wiem. 
- Jasne, przepraszam. - mamroczę i idziemy dalej w lekko niezręcznej ciszy. 
- Wiesz, może pójdziemy kupić jakies lody? - proponuję, sprawdzając wcześniej, czy moje pięć złotych nadal leży w tylnej kieszeni moich ciemnych spodni. 
- Um, pewnie. Zanm świetną kawiarnię. - pokazuję, żebyśmy skręciły w prawo i atmosfera się rozluźnia. Zaczynamy się śmiać, kiedy przekraczamy próg budynku i stajemy przed kasą. 
- Dzień dobry. Poproszę gałkę lodód jagodowych. - mówi Brid, kiedy ja wyszukuję smaku dla siebie. 
- A Pani? - głos sprzedawcy jest bardzo ciepły, więc podnosze głowę i spoglądam na niego. 
- Czekoladowe. - posyłam uśmiech i spoglądam na Bridgit. 
- No co Ty, widziałas jak na ciebie patrzy? - szepcze mi na ucho, śmiejąc się od uch do ucha. Nie interesował mnie on tak bardzo i od razu myślami powędrowałam do Justina. Nadal jest poza zasięgiem? 
- Cos się stało? - pyta, kiedy przyłapuje mnie na zamyślaniu. 
- Taa, rozstałam się z Justinem. - uważam, że mogę powiedzieć o rozstaniu. Przecież pamiętam jak do tego doszło. 
- Nie martw się. Między Wami jest takie... takie coś, co nie pozwala Wam kłócić się zbyt długo. - otuca mnie ramieniem, a ja lekko się uśmiecham na jej słowa, wiedząc jednak że są raczej wymuszone. Resztę czasu spędzamy na luźnej rozmowie, ona jest światną osobą. Uwielbiam się z nią droczyć i śmiać z takich prostych rzeczy, jak koszulka starszej Pani. 
Gdy kończymy już swoje lody, a na zegarku dochodzi 14, mówię jej że niedługo wrócą moi rodzice i powinnam zdążyć na obiad. 
- Paa kochana! - całuje mnie w policzek na pożegnanie i macha, kiedy biegnę w kierunku przystanku. Powinnam zdążyć jeszcze na autobus, który zawiezie mnie najbliżej domu ze wszystkich, jadących o tej porze. 

*Justin* 
- Nie będziesz sie tam dobrze bawił. - mamrocze, krzyżując ręce. Olewam to, że właśnie coś do mnie powiedziała i poprawiam kołniezyk mojego polo. Staję przed lustrem i poprawiam włosy, kiedy moja siostra patrzy co sekundę na zegarek i jęczy, abym się pospieszył. 
- Juz idziemy, spokojnie. - łapię ją w talii i wychodzimy z jej mieszkania, zamykając drzwi. 
- Zamówiłeś taksówkę? 
- Tak, pewnie kierowca już czeka. - odpowiadam i schodzimy po schodach na parter. - Właściwie, to gdzie idziemy? - pytam po chwili. 
- "Little Blue". Nie jest to klub gdzie zajarasz w towarzystwie tych brudasów. Będziesz mógł jedynie się czegoś napić, pogadac i spokojnie potańczyc dla zabawy. - uśmiecha się, ukazując swoje dołeczki. Moich znajomych zawsze określa "brudasami" a po tym, jak opisała miejsce do którego jedziemy, zacząłbym dyskutować z nią o definicji słowa "klub". 
- Okej. - to jedyne co mówię i obydwoje idziemy w kierunku zaparkowanego niedaleko bloku auta. 
Kierowca zapala silnik, a Ariana wysyła wiadomośc do swojej najelpszej przyjaciółki. 
Nie wyciągam mojego telefonu, bo boję się że zauważę wiadomość od Seleny. Skoro co minutę myślę o tym, co robi, niech chociaż dzisiejszy wieczór nie będzie jej poświęcony.
Skręcamy w małą uliczkę wypełnioną sklepikami i wyjeżdżamy na malutką autostradę.
Kojarzę tę drogę, nie raz jechałem tutaj po pączki dla mojej siostry, podczas wizyt w Anglii. 
Po 15 minutach jazdy, widzę oświetlony budynek. Jest mały i schludny, Boże żeby mieli tam chociaż wódkę. 
Otwieram drzwi, a moim oczom ukazuje się dosyć jasne wnętrze. Muzyka jest głośna i na szczęście nie operowa, jak myślałem. Wszędzie porozstawiane są stoliki z pufami, a parkiet wypełniony jest ludźmy, tańczącymi zdecydowanie za wolno, za którko i za mało seksownie. 
- Usiąde tam, przy Kelly. - wskazuje na większy stolik z małą, skórzaną kanapą. 
Dochodze do wniosku, że mogłem zostac w domu, gdy widzę kartę z nagłówkiem "Alkochole". 
Nie wierzę, że serwują tu tylko 3 drinki, a najmocniejszym trunkiem jest wódka. 
- Poprosze piwo. - decyduję się i opieram o lade baru. 
- Bardzo proszę. - mówi kelner, ubrany w purpurową kamizelke. Na serio? I to jest kurwa klub? 
Upijam dwa duże łyki i rozglądam sie po pomieszczeniu. Przynajmniej oświetlenie było całkiem niezłe. 
- Cześć. - mówi mi dziewczyna, z sukienką z dużym dekoltem. Moje oczy kierują się jednak na jej wymalowaną twarz, a zatrzymuja się na schludnie, ale ładnie uczesanych jasnych włosach. Usmiecha sie do mnie głupio, a ja dostrzegam Arianę idącą z jakąś dziewczyną. 
- To my idziemy potańczyć, a wy troche pogadajcie. - puszcza mi oczko, a ja przeklinam jej beznadziejny pomysł w myslach. 
- Może się czegoś napijesz? - proponuję, kiedy stoimy naprzeciwko siebie w milczeniu. 
- Narazie dziękuję. Jak masz na imię? 
- Justin. A Ty to Kelly? - pytam, chcąc podtrzymać rozmowę, mimo że chcę spędzić ten wieczór samemu. Z alkoholem oczywiście. 
- Nie, nie. Mam na imię Haley - oznajmi, lekko uśmiechnięta. Byłem blisko, nie musiała mnie aż tak poprawiać. 
- Ok. Przyjaźnisz się z moją siostrą? 
- Tak, Ariana jest przesłodka. A Ty? Jesteś tutaj sam? - nie chce być nie miły, chociaż na język nasuwa mi sie niecenzuralna odpowiedź. Naprawde tego nie widać? 
- Tak. 
Dziewczyna siedzi, bujając się w rytm muzyki, ale ja nie zatańczę. Nie z nimi, oni nie wiedząc co to taniec. Wyciągam telefon i kłade go na ledzie, sprawdzając godzinę. Jest 21, cholera jak ten czas wolno płynie. Haley czy jak jej tam bierze go do ręki. Nienawidzę jak ktoś dotyka mojej komórki. 
- Możesz mi to oddać? - syczę w jej stronę. Znam ja 10 minut, z resztą nawet troche jej nie polubiłem, a ta bawi sie moim telefonem jak dziecko. 
- Nie. Masz świetną obudowę. - chwali i śledzi ją uważnie. Jest niepoważna, przecież to zwykła, czarno - biała obudówka. 
- Dziekuję. A teraz daj. - wyciągam dłoń, lecz ta chichocze i odblokowywuje ekran. 
- Zaczekaj. - po cholerę jej moja komórka? Zaczynam z trudem pochamowywac cięte komętarze i trzymam nadal wystawioną rękę. 
Gdy widze, że chyba ne ma zamiaru mi go oddać, a ja powinienem byc miły, bo inaczej Ariana wyprawi mi godzinny wykład, odpuszczam, zanurzając usta w kuflu z piwem. 
Sekundy mijaja jedna po drugiej, a każda kolejna wydłuża się, bo nie wiem co ona z nim robi. 
- Wiesz, myślę że powinnas mi oddać mój telefon. - podkreślam "mój".
- Musisz zasłużyć. - chowa go za plecami. Nie mam ochoty na gierki, alee pozostaję na sowim miejscu. 
- Bardzo proszę. - uzywam jednego z moich najbardziej przekonywujących tonów głosu, na co sie delikatnie rumieni. Nie równa się to jednak z kolorem, jaki przybierała skóra Seleny, za każdym razem kiedy słyszała ten dźwięk. Znowu? Naprawdę znowu jestem zmuszony o niej myśleć. 
- Chyba trochę za mało jak na taki telefon, co? - przygryza wargę i przybliża się do mnie. 
- Hmm, to może postawie Ci drinka? - mruczę, starając brzmieć romantycznie. 
Haley kiwa przecząco głową, a ja śmieję się z tego, jak się rozkręciła. 
Blondynka wydaję sie być teraz nieco odważniejsza i milsza, ale myśl o Sel nie pozwala mi odwzajemnic tego, co mi oferuje. Jej usta czekają na mój pocałunek, lecz odchylam się od niej. 
- Przepraszam, ale nie powinniśmy. 
- Oh, rozumiem. 
Nagle moja siostra zaskakuje ją od tyłu, chcąc zrobic niespodziankę, a ja słyszę trzask. Mój telefon... cholera jasna. 

*Selena* 
Siedzę już w autobusie i wpatruje się pusto we wzorek obicia siedzenia przede mną. 
Na następnym przystanku do pojazdu weszła grupka ludzi. Jeden z nich był naprawdę wysoki, ubrany w luźne, ciemne rzeczy i czapkę. W ręce trzymał papierosa i jak na złość stanął niedaleko mnie. Czułam dym i mój umysł od razu zaczął domagac się papierosa. Przypomniałam sobie o Justinie. Nie przypomniałas, ale cały czas o nim myslisz. - mówi moja podświadomość i wzdycham, przyznając jej rację. W mojej głowie mimowolnie pojawia się obraz mnie i Jussa, palących wspólnie. Wspominam wszystkie jego słowa, dni i każdy najkrótszy moment kłóje mnie w serce. Przeklinam  po cichu tego gościa, który nie mógł oczywiście zapalić na zewnątrz i wychodzę smutna, kiedy słyszę nazwę mojego przystanku. 
Mam wątpliwości, czy znowu napisac do Justina, ponieważ boję się że znowu nie odpowie. 
Zastanawiam się długo i gdy dochodze do mojego domu, klikam "napisz nową wiadomość", wybierając Jussa z kontaktów. Siadam na kanapie, podczas gdy moja mama jest zajęta gotowaniem i biorę głęboki wdech. 
" Cześć. "  - zaczynam banalnie, nie mając pomysłu. Ciężko mi napisać teraz do niego, naprawdę boję się, że tego nie przeczyta lub zignoruje. 
" Przepraszam Cię za to co zaszło. Uwierz, że nie wygląda to tak, jak myślisz." - kasuje co chwilę dłuższe wypowiedzi po tym, co napisałam dotychczas. Ugh, to trudne. 
Zamyślam się na chwilę, po czym stukam w telefon, dobierając nastepne słowa. 
" Nie będe zamęczać Cię jakimiś przeprosinami, bo wiem jak się teraz czujesz. Musisz wiedziec jedynie, że nawet jeżeli go pocałowałam, nie smakowało to choć w 1% tak dobrze, kiedy robiłam to z tobą." - przytakuję, pozostawiając ten fragment bez zmian i przechodze dalej. Mam tysiąc myśli w głowie, gdybym tylko miała słowa, aby to opisać...
- Mamo? - pytam, stając w wejścu do kuchni. 
- Tak kochanie? - uśmiecha się i próbuje zupy, która właśnie się zagrzewa.
- Jak opisałabyś miłość jakimś jednym zdaniem? - mówię niesmiało. 
- Miłość jest jedyna i potrafi przetrwać wszystko. - mówi po namyśle, ewidentnie nie wiedząc co odpowiedzieć. 
Dokańczam moją wiadomość : " I nawet jeżeli mi tego nie wybaczysz, pamiętaj jak bardzo Cię kocham. Nie wiem, jak mogłam Cię tak zranić, ale to nie było celowe. Wiem, że potrafimy przetrwać wszystko, błagam, odpisz jakkolwiek. "  
Klikam "wyslij" i przełykam ślinę, a moje serce startuje odliczać każdy ułamek sekundy po wysłaniu mojego sms'a. 



środa, 11 czerwca 2014

Rozdział XXXXXX

*Selena*
Śmieje się ze znanych mi tekstów i dzięki starym żartom mojego taty na te cudowne 2 godziny zapominam o Justinie. Gdy jednak moi rodzice wyjeżdżają na zakupy, ogarnia mnie samotność. Ide do pokoju i otwieram każdy potrzebny mi podręcznik, który niedłguo spakuje do szkoły na jutro. Uciekam w naukę, zawsze tak robiłam, kiedy miałam problemy.  
Podkreślam zielonym, odblaskowym flamastrem definicję dotyczącą niedawno poznanych pierwiastków na chemii i zaczytuję się w dalsze objaśnienia tematu. 

*Justin* 
Wkładam słuchawki do uszu i włączam moją ulubiona piosenkę. Omijam wszystkie, które przypominają mi o Selenie; o jej ustach, oczach, dłoniach... cholera, nie wiem czy dam radę o niej zapomnieć. Przypominam sobie jednak to, co mi powiedziała i powtarzam po raz setny, że to przez nią. Wiem, nie byłem święty, ale nie pocałowałem Ashley. Nie pocałowałem nikogo, nawet nie mógłbym tego zrobić teraz, kiedy uważam wszystko za po części skończone. 
- Halo? Prosze pana? - szturcha mnie kierowca, a ja zauważam że jesteśmy już na miejscu. Zapomniałem, że na lotnisko mam jakieś 15 minut. 
- Co? - wymyka mi się, ale nie przejmuje się tym specjalnie.
- Ma pan do zapłaty 25,30zł. Jesteśmy już na lotnisku. - wygląda przez okno, a ja potakuję.
- Do widzenia. - rzucam mu niedbale 30gr. na siedzenie, po tym jak podaję 25zł. 
- Do widzenia. - prycha i po chwili odjeżdża. 
"Młody i wolny" - mówię sam do siebie i przechodzę przez drzwi lotniska. 


*Selena* 
Wyprzedziłam już po 3 tematy z każdej lekcji, nie wierze że jest już tak późno. Mama z tatą wrócili już dobre 3 godziny temu, a ja wyczuwam zapach kolacji. Zapowiada się coś pysznego. 
Mój telefon ani razu się nie podświetlił z powodu jakiejś wiadomości. 
Spinam włosy w kucyk i schodze na dół. 
- To co? Pieczemy te ciastka? - pyta, a ja wymuszam uśmiech. 
- Pewnie! - mówię przesłodko i opieram się na blacie kuchennym. 
- Dobra, ale najpierw zjedz kolację, tym razem ryż z warzywami. - oznajmia wesoło. Jak ona kocha gotować. 
- Klasyka. - mamrocze pod nosem, a moje kąciki ust się unoszą, kiedy widzę jak miska pełna białych ziarenek zmierza w moją stronę. Chwytam widelec, bo oczywiście nie umiem jeść ryżu pałeczkami i co chwilę chwalę moją mamę, ponieważ jest to wybitnie dobre. Dawno nie jadłam nic domowego, brakowało mi tego smaku. 

                                                                            ***

- Robimy czekoladowe. - oznajmiam i wyciągam mąkę. 
- Jak chcesz. 
- Mamy jajka? - pytam, a ta wyciąga je z lodówki. Juz wiem, po kim odziedziczyłam moje perfekcyjne przygotowanie. 
- Mamy wszystko. To zaczynaj, tu masz jeszcze pół kostki masła. - układa składniki na blacie, obok kranu i podaję mi margarynę. 
- Ciasteczka? Dla mnie? - żartuje mój tata, kiedy wchodzi do kuchni. 
- A dla kogo by innego? - posyłam mu usmiech i powoli rozcieram masło z cukrem. Po tym dodaję szklankę mąki i stwierdzam, że teraz kolej na moją mamę. 
- Miałysmy razem robić ciasteczka. - przypominam, na co dodaje kolejne składniki i uruchamia mikser. 
Moje ręce dorywają się do telefonu i nie mogę ukryć smutku, na widok pustej tabelki "powiadomienia". Wysyłam kolejna wiadomość do Jussa, pod tytułem "Przepraszam.", chcąc otrzymać chociaż uśmiech w odpowiedzi. Już wiem, jak się czuł kiedy wysyłał mi ich setki, a ja odpowiadałam jeżeli miałam taką ochotę. Muszę trochę panować nad emocjami, nawet ja zauważam że jestem strasznie zmienna. Moi rodzice oszczędzają mi zbędnych pytań i cieszą się tym, że w końcu jestem w domu. Znacznie ułatwia mi to sytuację i gdy moja mama oznajmia, że przyszedł czas na wycinanie kształtów ciasteczek z ciemnej, kakaowej masy, podchodze do kuchenki. 
Wycinam zdecydowanie za dużo serc, które po wypieczeniu chyba przełamię. Jestem w rozsypce, wszystko przypomina mi o moim ukochanym. Szybko odpędzam myśli o Jussie i wkładam surowe, uformowane ciasto do piekarnika. Czekam z nastawionym minutnikiem dokłądny kwadrans i zakładam grube rękawice, aby wyciągnąć blachę. Jest strasznie gorąca, więc stawiam ją przy uchylonym oknie. 
Ciastka wyglądają cudownie, szkoda tylko że nie zjem ich razem z Justinem... 
Rozglądam się po kuchni i siadam, czekając aż trochę ostygną. Oczywiście sprawdzam komórkę, nadal nie mając żadnego znaku od chłopaka. Każde ujrzenie pustego paska powiadomień kłuje mnie mocno w serce i wydłuża każdą nastepną sekundę cichego oczekiwania. 
- Są pyszne. - chwali mnie tata, sięgając już po 4 ciasteczko, mimo tego że nadal nie wystygły do końca. 
- Masz rację, wyszły nam genialnie! - potakuje moja mama i wszyscy zajadamy się słodkimi wypiekami. 
Resztę czasu spędzamy na rozmowie o szkole i pracy, nie szukaliśmy jakiś tematów na które moznaby było się wypowiadać niewiadomo ile czasu. 
- Pójde się umyć i przeczytam coś na sen. Dobranoc. - w końcu żegnam się z obojgiem i idę na górę. Biorę piżamę z mojej szafki, przypominając sobie że zostawiłam sukienkę u Justina. "U Justina" sprawia, że przypominam sobie tez ostatni wieczór i opadam na łóżko. 
Nie moge bez niego funkcjonować, każda rzecz, każda czynność mi o nim przypomina. Nawet jakaś sukienka. Ugh. 
Ide do łazienki i zamykam sie na zamek. Staję przed lustrem, oglądając jak wygląda moja zmęczona twarz. mam nadzieję, że jak pójdę spać nieco wcześniej, jutro będzie wyglądać troche lepiej. Zmywam delikatny makijaż i wchodze pod prysznic. Ustawiam zimną wodę i daję słowo, że mogłabym stąd nie wychodzić. 

                                                                        ***

- Co? To już 7? - mamroczę, chwytając budzik. Wyłączam go po omacku i wtulam sie w poduszkę. Nie chcę isć do szkoły, czuję się fatalnie z myślą, że nie będę mogła potem wstapić do Jussa. 
Chwila, przecież mogę zachaczyć o jego mieszkanie wracając. A on i tak Ci nie otworzy - dodaje moja podświadomosć. 
Mój cichy głosik w głowie ma rację i wycofuje się z tego beznadziejnego pomysłu. 
Wstaję, wlecząc się w kierunku szafy. Wybieram zwykłą koszulkę i jeansy, po czym maluję dwie cienkie, czarne kreski na dwóch powiekach. 
Wychodzę, nie biorąc ciasteczka, ponieważ najzwyczajniej w świecie moi rodzice zjedli wszystkie, kiedy poszłam na górę, ale dochodzę do wniosku, że chyba przeżyję ze zwykłą kanapką, zapakowana w sreberko. 
Chwytam ostatni autobus jadący w stronę mojej szkoły, przed zaczęciem się lekcji i trzymając się barierki, wyglądam przez szyby. 

*Justin* 
Uprzejma pani sprawdziła, że nie chcę wysadzić samolotu ukrytą w mojej kieszeni bombą atomową i spokojnie moge udać się na pokład. Moje bagaże sa już nadane, a ja nie moge doczekać się momentu, kiedy zobaczą moja siostrzyczkę. 
Usadawiam się w wygodnym, wysiedzianym kremowym fotelu i zapinam pasy, tylko po cześci słuchając "zasad bezpieczeństwa". 
Jak zaczniemy się palic- spalę się i ja. Jak wylądujemy na wodzie- dopłynę, albo zjedza mnie rekiny. A jak przedłuży się lot - i tak nikt nie wie, że wyleciałem do Londynu, więc nic sie nie stanie. Proste? Proste. 
Rozśmiesza mnie widok dosyć zgrabnej kobiety, która pokazuje jak nadmuchac jakąś chińską kamizelkę i łamany angielski jej koleżanki. Sprawdzam, czy nie zapomniałem dokumentów i słuchawek do mojego telefonu, a nastepnie wyglądam przez malutkie, zaokrąglone okna. 
Oddzielam moje myśli, idące w kierunku Seleny i skupiam sie na tym, co będzie działo sie w Anglii. Moja walizka jest wypakowana po brzegi, doplacilem za nadbagaz majątek.
Zabrałem ze sobą czarna sukienkę Sel. Nie do końca wiem dlaczego, ale nie mogłem jej tak zostawić na kaloryferze. 
Kiedy samolot rusza, ludzie sa przejęci tym, ze unosimy sie do góry. Rzeczywiście, to strasznie dziwne jak na to, ze lecimy samolotem. Nie umiem z nich nie szydzić i śmieje sie z jakiegoś dziecka, pytającego sie czy juz wylądowaliśmy, gdy za oknami pojawiły sie chmury.
Zamyslam sie i patrzę, ze Selena do mnie coś napisała. Nie bije rekordów wiadomości, tak jak ja ale równie dobrze przekonują mnie one, aby odpisać. 

wtorek, 10 czerwca 2014

Rozdział XXXXXIX

*Justin* 
Nie moge sie oprzeć i odwzajemniam pocałunek wielokrotnie, mocno trzymając ja w ramionach. Nic nie poradzę na to, jak bardzo tego pragnę. Ona jest zmienna jak pogoda w kwietniu, musze wykorzystać każda chwile. 
Po minucie, gdy juz trochę siebie nie kontrolujemy, delikatnie ja od siebie odpycham, wpadając na genialny pomysł. 
- I na tym poprzestańmy. - uśmiecham sie, powtarzając jej słowa. Skoro ona tak może, ja tez chce. Jej mina jest bezcenna. - no co? - pytam, kiedy wlepia swój wzrok w moja twarz. Gdybym mógł to nagrać... 
- Nic nic, masz racje. - ponownie sie rumieni. To jakiś rekord. Uwielbiam ten widok, uwielbiam być osoba ktora sprawia ze tak reaguje. Uwielbiam w niej wszystko, nawet to jak bardzo jest spokojna i poukładana. 
- Mam Cie odwieźć do domu? - pytam, podchodząc do szafki w kuchni. Jest juz 1 w nocy, a jestem głodny. Wyciągam jakiegoś batonika, który cholera wie, skąd sie tu znalazł i odpakowywuje go z folii. 
- Nie. Chciałabym oglądać jakiś film. I może sie czegoś napić? - sugeruje, a ja uśmiecham sie, wiedząc jakie zapasy wina mam w dolnej szafce, znajdująca sie aktualnie naprzeciwko moich nóg. 
- Ok. Włącz telewizor, może akurat coś leci. - mowię bez entuzjazmu i skupiam sie na widoku butelek, które wypełniaja alkohol. Przypominam sobie, ze przy niej musze uważać, a na pewno nie moge sie wygadać, ze piłem niedawno ze znajomymi. Otwieram szafkę i wyciągam dwa, przezroczyste kieliszki. 
- Białe, czy czerwone? - pytam, gdy Selena przełącza kanały, nie napotykajac sie na nic ciekawego. 
- Myslalam o czymś innym. - stwierdza, a ja zatrzymuje moja rękę, idąca w stronę otwieraczy do win. Coś innego? 
- O czym? - odwracam sie i podnosze brew. Ona jest szalona, nie wierze ze może mnie tak zmanipulować. 
- Wódka? Masz może jakas mała butelkę? - podkreśla słowo mała, nie wiedząc ze mam tylko te największe. 
- Wódka? Dziewczyny nie lubią wódki. - wyśmiewam ja.
- To jest jakas zasada? Chce wódkę, to jakiś problem? - kocham ten oburzony ton. 
- Oczywiście ze nie, prze pani. - żartuje, a ta odwraca głowę w kierunku ekranu. Zatrzymała sie na jakimś romansidle, nie wiem jak to przeżyje. Sięgam wiec po butelkę wódki i siadam koło niej. 
- Mowilam mała. - patrzy na kaliber szkła, i sam przyznaję, ze nie nazwałbym tego czymś małym. 
- Jest pierwsza w nocy, tak dawno nie piłem... - narzekam jak dzieciak. Chcę się napić, mimo że nie zrobiłem sobie przerwy, tylko dlatego że tu jest. Wiem, że jestem wredny ale wiem też, co się z nia dzieje, gdy do jej żył dostanie się chociaż trochę alkoholu. 
- No dobra. Ale tylko teraz robimy taki wyjątek. - widzę, że zgadza się na to niechętnie, ale pomijam ten szczegół i odkręcam zakrętkę.
- Jak ja lubię, kiedy dopuszczasz trochę luzu do siebie. Wtedy jestes taka... - mówię jej na ucho, a ta się śmieje. 
- Cicho, lepiej oglądaj film. - chwyta zimny alkohol i upija dwa duże łyki. Delikatnie sie krzywi i stawia butle na stole. 
- Mam bardzo przyjemne wspomnienia, dotyczące wódki. - próbuję ją w końcu do końca zmanipulować. 
- Taak, wtedy kiedy J... - zacina się, a jej oczy się powiększają. - Joe! - wykrzykuje i chwyta za telefon.
- Coś się stało? - pytam, patrząc jak reaguje na imię tego dupka. Jak on mi działa na nerwy. 
- On... on o niczym nie wie! - jej głos jest straszny. Co sie dzieje? 
- O czym? - dziwię się, a Selena wybiera najwyraźniej jego numer, po sekundzie trzymając już telefon przy uchu. 
- O nas. Nic, nic nie rozumiesz. - dostrzegam jak jej oczy delikatnie sie świecą, są prawie zaszklone. Nie wierze, jak ona może się tak nim przejmować? Muszą się przyjaźnić? 
- Ale... w tym nie ma nic złego. - mówię, kiedy odkłada telefon i naburmuszona siada na kanapie, tym razem dalej ode mnie. Wspominałem juz jakie ma zmienne nastroje? 
- Ma. Nie wiem jak mu to wytłumaczę. Znowu. - podkreśla ostatnie słowo, a ja odczuwam przypływa złości. 
- Po co masz mu cokolwiek tłumaczyć? To twoja sprawa z kim sie spotykasz, przerabialiśmy to. - rzucam, równiez się od niej lekko oddalając i popijam kolejny łyk wódki. 
- Jest moim przyjacielem. I myślał, że to już skończone, wtedy kiedy mi pomógł! - mówi głośniej, brawa dla mnie - uruchomiłem wulkan. 
- Bardzo doceniam jego pomoc, ale powiesz mu o tym kiedy się spotkacie, może nie teraz? - opieram sie i wzdycham. 
- Nic nie rozumiesz. Nigdy nic nie rozumiesz. - Czemu określa mnie jako osobe "zawsze wszystko nie rozumiejącą?". Kiedy byłem u Harrego też mi to wyrzuciła. 
- Ach, przepraszam, tylko Harry Cie rozumie. Swoją drogą nie wiem jak daje rade z tak zmienna osobą! - to nie było przemyślane, lecz jest już po fakcie. Chcę ja za to przeprosić, ale szybko dodaje swoją kwestie. Po cholerę to zaczynaliśmy - myślę, uważając już na to co jej powiem, a co pozostanie w mojej głowie. 
- Musisz do tego wracać? Masz racje, on stara sie mnie zrozumieć! - co? Patrze na nią zszokowany, jak może mówić mi coś takiego teraz? 
- Stara się? Może mi jeszcze powiesz, że stara się z Tobą być. - ironizuję. 
- Nie zaprzeczyłabym. I wiesz co? Szkoda, że dałam mu nadzieję! - widzę, jak pierwsze łzy spływają po jej bladym policzku. Nie, to nie miało tak wyglądać. 
- Przepraszam. Nie było tematu, ok? - przybliżam się do niej, mając nadzieję, że znów pokaże swoją huśtawkę nastrojów i obejmie mnie, łącząc nasze usta. 
- Nie bylo tematu? Właśnie wypomniałes mi Harrego i nie rozumiesz, jak ważny w moim życiu jest Joe! 
- Dobra, ja nie daję rady. - wstaje i kieruje się do kuchni. Może jakimś cudem zostanie u mnie, ale nie mam ochoty na jakieś romantyczne wieczory. 
- Nigdy nie dajesz rady. - wyrzuca, właściwie nie wiem na jekiej podstawie. Dobrze, że nie wiesz o wielu rzeczach, związanych z Harrym. - mruczy pod nosem, myśląc że tego nie usłyszę. 
Przez myśli przelatuje mi obraz Seleny w jego łóżku tamtej nocy. Widzę, jak ten pieprzony kretyn ją dotyka, a następnie całuje. Nie, tego jest za wiele. 

*Selena* 
Czemu zatrzymał sie w połowie drogi? Usłyszał to? - zastanawiam się. Jestem zła, myślałam że będę mogła mu juz wszystko odpuścić i skończyć z naszymi wiecznymi kłótniami. 
- Coś Ty powiedziała? - słysze jego zimny głos. 
- Nic, nic. 
- Słyszałem to. - oznajmia, a następnie podchodzi, stając przy kanapie. 
- Ale co? - udaję, że nie wie o czym mówi. 
- Powiedz mi szczerze, ani razu go nie pocalowałaś, prawda? - widze, jak szybko oddycha. 
Milczę, a w moich oczach gromadza się łzy na wspomnienie pocałunku podczas gry w butelkę. Potem pojawia mi się przed oczami obraz nas, w toalecie. Pamiętam jak wtedy sie czułam, jak wtedy na mnie patrzył. 
- Mów. - warczy. Nie znałam go takiego, jego mięśnie są strasznie napięte i myślę, że nie mogłbym ich teraz delikatnie pomasowac jak w filmach. 
- Pocałowałam. - wyduszam, a on strąca butelkę wódki, rozdrabniając ją na małe kawałki. 
- Co kurwa? - uzywa po raz pierwszy przekleństwa na głos, zawsze robił to pod nosem, albo starał się je omijac. 
- Justin... To nie było tak. To była butelka, te wszystkie okoliczności... - zaczynam, a jego oczy robią się wściekłe. Nie złe, wściekłe. 
- Wynoś się stąd. - pokazuje drzwi, a ja momentalnie trace oddech. Jak to?
- Zrozum... Przecież wiesz, że
- Wyjdź. Wyjdź teraz, albo ja wyjdę. - oznajmia, a ja powolnie zbieram się z kanapy. 
- Błagam Cie, nic mnie z nim nie łączy. - tłumaczę, po części kłamiąc. 
- Mówisz mi, że go pocałowałaś. Naprawde nie widzisz w tym nic złego? - krzyczy, a ja otwieram drzwi i zatrzaskuje je z hukiem. Co ja zrobiłam? 

                                                                          ***

Po tym, jak wróciłam do domu wczoraj tramwajem, budze się w moim łóżku. Moje oczy sa podkrążone od braku snu i wylanych łez, które pochłonęła moja pościel. 
Mój telefon nie pokazał ani jednej wiadomości od Justina, dlatego zaczęłam czytac te stare. Z każdą płakałam mocniej, nie wiedząc jak w jednej sekundzie moglismy sie tak pokłócić. 
Wysłałam do niego parę wiadomości, ale na żadną nie odpisał. 
- Selena? - słysze, jak moja mama woła mnie na sniadanie. Odkrywam kołdrę i zerkam na zegarek. Jest już 9:20, więc zarzucam na siebie szlafrok i poprawiając na oślep włosy schodzę na dół po schodach.
- Tak mamo? - usmiecham się, przecierając oczy, aby myslała że po prostu je zatarłam. 
- Chcesz jajecznicę? - pyta, a ja spoglądam z utęsknienieniem na stół, widząc właściwie hologram talerza wypełnionego jedzeniem przez Jussa. 
- Taa, jasne. - mówię po chwili i siadam przy stole. Bawię się obrusem i spoglądam przez okno; jest śliczna pogoda, zapowiada się na słoneczny dzień. 
- Upieczemy dzisiaj ciasteczka? - proponuje. 
- No pewnie! - uśmiecham się szeroko na ten pomysł i patrzę, jak jajka na patelni lekko się przypalają. 
- Proszę. Smacznego słoneczko. - całuje mnie w czoło, chyba sie bardzo stęskniła. 
Wkładam widelec do ust i zajadam się przyrządzonym daniem. Nalewam wody do szklanki i po raz 20 tego poranka patrzę na mój telefon. Zero. Totalne zero informacji. 
- Hej kochanie! - wita mnie tata, a ja siadam na sofie, włączając telewizor. Usmiecham się, kiedy mama przychodzi do pomieszczenia z talerzem kanapek i wszyscy napotykamy na jedynm z kanałów nasza ulubioną komedię. Brakowało mi ich, tu jest mój dom. 

*Justin* 
Obudziłem sie wcześnie, dopakowałem parę rzeczy do torby i wsiadłem do zamówionej wcześniej taksówki. Powstrzymuję się od wysłania sms'a do Seleny, to mnie przerosło. Zakładam okulary przeciwsłoneczne, ponieważ promienie wkradają się przez szyby auta i mam wrażenie, że będą dzisiaj wszędzie. Wzdycham głęboko i poprawiam włosy. 
W ręku trzymam bilety, a myślami uciekam do wizji odprawy na lotnisku.