wtorek, 8 kwietnia 2014

Rozdział XVIII

Gdy przekroczyłam próg, zobaczyłam Austina i Joe'go którzy ledwo co się trzymali na nogach. Próbowali wstać, ale kompletnie im to nie wychodziło. Zaczynali coś śpiewać. Coś ze smerfów, ale mniejsza o to. W momencie, w którym musiałam ich podnosić i kłaść na łóżku, zaczęłam żałować tego, że zaproponowałam im tę wódkę. Jak można się tak upić w niecałe 20 minut? 
Zobaczyłam na telefonie, że jest już 15. Trzeba coś zjeść. 
Zeszłam do restauracji, na drzwiach wisiała kartka : 
" Przepraszamy, awaria kuchni. Zapraszamy do baru na pyszne i świeże kanapki" 
No cóż, idę po te kanapki. Podeszłam do lady. Z każdą sekundą byłam coraz to bardziej głodna. 
- Dzień Dobry.
- W czym mogę pomóc? - zapytała, niska blondynka.
- Poproszę kanapkę. 
- Jaką? Z szynką, serem? Mamy również sernik w promocji. - powiedziała, tak sztucznie się uśmiechając, że olałam ją na wstępie.
- Świeżą i pyszną. - powiedziałam i odeszłam, siadając przy stoliku numer 22.  
Ludzie nie potrafią się normalnie uśmiechać? Jak ja nienawidzę tej sztucznizny.
Na szczęście niedługo czekałam, na rzeczywiście dobre zastępstwo mojego obiadu. 
Zostawiłam 5$ i wyszłam przed hotel. Do budynku właśnie zmierzał Justin. Nie, tylko nie to. 
- Cześć. - podszedł do mnie.
- Muszę iść. Cześć.
Chłopak szybko mnie złapał i jednocześnie zatrzymał. Słońce mocno świeciło, promienie odbijały się od jego czarnych okularów. 
- Proszę. Przepraszam. Zachowałem się jak kretyn. 
- Nie przepraszaj. Wyjedź stąd i zostaw mnie w spokoju. - rzuciałam ostro.
- Dobrze. Ale pod jednym warunkiem. Błagam, musisz ze mną gdzieś pójść. - powiedział spokojnie, a w jego głosie można było wyczuć, że mu zależy. 
- Haha, kolejny podstęp? Mam tego dosyć. 
- Nie. Jedno miejsce. To 5 minut stąd. Zajmie Ci to niecałe 30 minut, proszę. 
- No... dobrze. Ale co to za miejsce? - zapytałam bardzo zdziwiona. Nie wiedziałam o co chodzi. Kompletnie. 
- Zobaczysz. 
Szliśmy rzeczywiście chwilę. Było bardzo ciepło, wokół nas biegały małe dzieci, które puszczały bańki. Starałam się nie patrzeć na chłopaka. Udawało mi się to, do momentu gdy stanęliśmy przed studiem tatuażu. Teraz zupełnie nic nie rozumiałam. 
Nie zapytałam jednak, co to ma znaczyć i weszłam razem z Jussem do środka. W trakcie spaceru, zauważyłam że ma on wytatuowany wilczy kieł na ramieniu. Pierwszy raz widziałam go w tak krótkim rękawku, a na basenie zdawało mi się, że tego jeszcze nie miał...
- Zaczekasz tutaj? Zaraz otworzę to okienko. - powiedział wchodząc do małej budki, gdzie wykonywano dziary. 
Rozglądnęłam się po tym pomieszczeniu. Wyglądało jak jakaś szopa. Ściany były poobdzierane, światłem była jakaś mini lampka, a sofa, która rzekomo miała być poczekalnią, wzięta była ze śmietniska. Ale jeżeli on się ode mnie odczepi, to mogę tu nawet stać godzinę.
Jakiś gruby mężczyzna, odsłonił kratkę, i tym samym przez dosyć małą szybkę widziałam, co robi Justinowi. Już wiedziałam, że ten tatuaż będzie zrobiony na nadgarstku. Nadal jednak nie wiedziałam, po co mnie ze sobą zabrał, ale bacznie obserwowałam co dzieje się za ścianą. 
Po lekko ponad 15 minutach, chłopak wyszedł. 
- Podoba Ci się? - zapytał, pokazując czarne litery.
- A co to oznacza? - "LIOBF" mało mi mówiło, jak miałam być szczera.  
- Love Is One Big Fail. - powiedział. 
- Myślałam, że jesteś zakochany. Skąd taki pomysł? - On i Ashley wyglądali na szczęśliwych,. nie rozumiem co to miało oznaczać.
- Bo jestem. Ale w niewłaściwej osobie. - odrzekł, patrząc na mnie.
- Ale... 
- Wiem, ja to spieprzyłem. Chciałem, żebyś tu była bo musisz wiedzieć jedno. Wszystko co robię, robię dla Ciebie. Cholernie Cię kocham. Od momentu, kiedy ujrzałem Cię w tym studiu tańca. Ja... nic nie poradzę. 
Wtedy mnie zatkało. Lekko go przytuliłam. Nie mogłam tego nie zrobić. 
- Przepraszam. - powiedział jeszcze raz, mocniej mnie przytulając. 
- Nie chcę, żebyś wyjeżdżał. 
- Jak to? - puścił mnie i popatrzył, jakbym powiedziała, że jestem kobietą kotem i ukrywałam to odkąd skończyłam 5 lat. 
- Bo... ja nie wiem. Nie chcę z Tobą być, kocham tylko jednego chłopaka, który właśnie leży całkowicie pijany w naszym pokoju, ale chcę żebyśmy się przyjaźnili. - zaczęłam, lekko rozbawiona jego wyrazem twarzy.
Justin mnie tylko objął i otworzył drzwi. Wyszliśmy i po chwili znaleźliśmy się w hotelu. Pożegnałam się i szybko poszłam do pokoju. Nie wiedziałam co się dzieje z Austinem i Joe. Miałam nadzieję, że nie wypili kolejnej dawki wódki. 
Weszłam do pokoju i zobaczyłam, że obydwoje jeszcze śpią. Nie mogłam się powstrzymać i zrobiłam im zdjęcie. Jednocześnie zobaczyłam na wyświetlaczu mojego telefonu, że coraz to bliżej do 17. Musiałam zobaczyć, co ubiorę. Otworzyłam szafę. Wybór był dosyć prosty... 

DZIĘKUJĘ WAM ZA PONAD 200 WYŚWIETLEŃ! :) Mam nadzieję, że jeszcze ktoś poza moimi przyjaciółkami to czyta, haha :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz