niedziela, 6 kwietnia 2014

Rozdział XVII

Stali tam Justin i Ashley. Szkoda, że nie tylko stali, ale czule się obejmowali. On delikatnie dotykał jej twarzy swoimi palcami i co chwilę całował. 
Już chciałam krzyczeć, ale Austin zasłonił mi usta, przewidując co chcę powiedzieć przyjaciółce. W sekundę znowu pojawiłam się w moim stroju i mówiąc, że powiem to spokojnie, zostawiłam chłopaka przy saunie i za chwilę stanęłam obok Jussa i Ash. 
- Przepraszam, że przerywam gołąbeczkom. - powiedziałam z dużym sarkazmem. 
Czy to takie trudne, mając chłopka czy dziewczynę nie całować się z drugą osobą. To mnie już trochę przerażało. Wiem, że to wyjazd; emocje, flirty itp. ale ludzie, bez przesady. Szczególnie, że Joe jest tak zakochany w Ashley... 
- Nie, niby dlaczego? - powiedział Justin, śmiejąc się razem z dziewczyną stojącą obok. 
Po tych słowach chłopak połozył rękę na mojej pupie i przyciągnął do siebie. 
- Puszczaj! - krzyknęłam tak głośno, że chyba wszyscy mnie słyszeli, a już na pewno pani w Jacuzzi, która patrzyła na mnie jak na wariatkę.
- Oj przeeeestań, on tego nie widzi. No chodź... - powiedział tak,  jakby to nie było nic strasznego i jeszcze mocniej mnie objął. 
Wtedy zaczęłam krzyczeć i się wyrywać. Ashley lekko zdziwiona, stała obok i się na nas gapiła, a ja pełna nadzieji popatrzyłam w stronę sauny, modląc się żeby mój chłopak zaraz przywalił temu debilowi. On był szybszy niż sądziłam. Stał już z tyłu Justina.
- Cześć Kolego. Chyba masz problemy z odróżnianiem osób zajętych i osób wolnych. - powiedział spokojnie, starając się opanować emocje. Widziałam, że był tak cholernie zazdrosny... to jeszcze bardziej mnie w nim pociągało. 
- Wolnych.... ciałem czy duchem? - zaczął się śmiać.
- Hahaha, nie rozumiesz pewnych rzeczy. Tak się składa, że ta oto pani jest i ciałem i duchem jak to ująłeś moja. A ta tutaj mojego kolegi. Z resztą Twojego przyjaciela. - powiedział, pokazując najpierw na mnie a potem na Ashley, jednocześnie lekko go popychając. 
- Podpisałeś je obydwie? Odezwał się święty, nie pamiętamy zdrady? Ach tak, nie pamiętamy, bo wtedy Twoja dziewczyna świetnie bawiła się ze mną! - krzyknął, pełen pogardy. 
- Hej, nie kłóćcie się. - powiedziała Ashley, chyba juz lekko zażenowana tym co zrobiła. 
- Cicho. - powiedział Austin. Wtedy wziął zamach i uderzył Jussa w twarz. 
- Ej! - Weszłam pomiędzy nich, lecz oni mnie odsunęli i nadal się okładali. Nagle Justin przyłożył mojemu chłopakowi tak mocno, że on juz leżał na podłodze przy wodzie.
- I co? Teraz też powiesz, że go kochasz? - zapytał, zadowolony. 
Szybko podbiegłam do Austina.
- Wszystko w porządku? - byłam przerażona, z nosa leciała mu krew. 
- Tak. Wiesz... chodźmy juz stąd. - powiedział, wstając. Widać, że było mu ciężko. 
Podeszłam do Justina i dałam mu z liścia. Nie mogłam nic innego zrobić. On był zadowolony, nigdy nie widział niczego złego. Ashley rzuciła mu się w ramiona, a ja i mój ukochany zobaczyliśmy, że niedaleko miejsca w którym my zobaczyliśmy tych kochanków, stał Joe. Łza kręciła mu się w oku, najwyraźniej wszystko słyszał. 
- Joe... przepraszam, my dopiero teraz to zobaczyliśmy. Austin zaczął się z nim bić... ja... - zaczęłam, widząc smutek mojego dobrego kolegi. 
- Przestań. Teraz wiem ,że to nie był żart... ale, mój najlepszy przyjaciel? Jak on... 
Wiedziałam co czuje. Przeżyliśmy dokładnie to samo. Mocno go przytuliłam i powiedziałam, że wszystko będzie dobrze. 
Poprosiłam go, czy pójdzie z nami. Nie mógł tak tu stać, jeszcze skończyłby jak mój chłopak. Joe podał ręcznik Austinowi, ja poszłam do szatni się przebrać i w trójkę ruszyliśmy do pokoju. Każdy miał zły humor, Austin wyglądał już lepiej. Najchętniej by tam wrócił, wiedziałam to.
- Daj spokój stary. On nie jest tego warty...- powiedział Joe, widząc że Austin juz się powoli zatrzymuje, zaciskając pięści. 
- Dobra. Przykro mi, nie przejmuj się, pewnie Ashley to przejdzie. 
- Nawet gdyby... chyba jej tego nie wybaczę. - odparł, spuszczając głowę.
"Też tak mówiłam" - chciałam to kontynuować, ale stwierdzałam że tylko pogorszę atmosferę. 
Podeszłam więc do chłopaków, dałam po całusie w policzek jednemu i drugiemu a następnie otworzyłam drzwi do naszego pokoju. 
- Kto ma ochotę na wódkę? - zapytałam, wyjmując prawie zamrożony alkohol z hotelowej lodówki. 
Oboje popatrzyli i podali mi kieliszki. Położyłam je na stole, przebrałam się w łazience w luźną bluzę i czarne rurki  i poszłam do pokoju Vanessy, zostawiając ich z trunkiem i dobrym filmem.
Zapukałam do pokoju Van i Nicka. Po chwili otworzył mi chłopak. Zapinał koszulę, w końcu przed chwilą wrócił z dziewczyną z basenu.  
- Hej. Jest Vanessa? - zapytałam.
Chłopak, przecierając mokre włosy ręcznikiem, pokazał mi drzwi łazienki. Dziewczyna suszyła własy. 
- Cześć. Wy już wróciliście? - zapytałam, wyłączając sprzęt.
- O! Hej. Tak, było całkiem zabawnie - powiedziała, nie rozwijając tematu, ale po jej uśmiechu wywnioskowałam, że nie tylko pływała. Szczególnie, że Vanessa poza tańcem nie lubi żadnych innych form ruchu. 
- Mam pomysł. Każdy jest w kiepskim humorze... może podejdziemy dzisiaj na jakąś imprezę? - wiedziałam, że się zgodzi.
- I Ty się jeszcze pytasz? Jasneee! - wykrzyczała.
- Niezły pomysł! O której? - zapytał Nick, stając w drzwiach. 
- Napisali, że jest od 18 do 1 w nocy... może umówmy się, że spotkamy się przy recepcji o 19, co?
- Nie ma sprawy. - odpowiedziała Van. 
Zadowolona, że nawet Nick ma ochote się trochę rozerwać, wyszłam z ich pokoju i podbiegłam pod nasz. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz