- Nie rozumiem... za co? - udawałam, że nic się nie stało i nie wiem o czym ona mówi.
- No... że go pocałowałam.
- Tylko że tutaj siedzi mój chłopak... całuj Justina co noc jeśli tego chcesz. - pokazałam na Austina i wzięłam łyk napoju.
- Naprawdę? Super! - ucieszyła się i pobiegła spowrotem na parkiet.
To dziwnie wyglądało, no ale cóż, mam dziwne przyjaciółki - przywykłam.
- Idziemy? - zapytałam chłopaka.
- Jasne. - odstawił kieliszki i wyszliśmy razem z klubu.
* dwadzieścia minut później*
Taxi zaparkowało pod hotelem, Austin otworzył mi drzwi i zaprowadził do pokoju, bo byłam juz leciutko pijana. Jutro wyjeżdżamy, a Vanessa ma prowadzić... chyba zrobi to Nick albo Joe, którego nie widzę już od chyba 3 godzin. Weszliśmy do pokoju, Joe już tam spał. Znałam juz kierowcę auta, którym pojadę. Dałam sms'a mamie, że będziemy jutro na obiad. Nie mogłam jednak pójść z Austinem, jego rodzice też chcieli spędzić z nim troche czasu po tygodniowej rozłące. Zaczęłam się pakować. Włożyłam wszystko co tylko wypakowałam i stanełam przed oknem, patrząc na morze. Ten wyjazd był bardzo ważny, przynajmniej dla mnie. Dużo się działo, chyba nigdy tego nie zapomnę. Gdy juz miałam zamknąć torbę, gdy Austin otworzył przede mną brązowe pudełeczko, obwiązane wstążką. Nie była to biżuteria, tylko zdjęcie, jednak doprowadziło mnie prawie do płaczu. Było cudowne. Byłam na nim na plaży, spałam na kocu, a Austin wkoło ułożył nasze puste butelki i namalował na piasku serduszko z datą.
Rzuciłam mu sie na szyję i objęłam najmocniej jak potrafiłam.
- To tylko zdjęcie.... - powiedział zdziwiony.
- Zdjęcie? Ale niesamowite! - pocałowałam go w policzek i szybko spakowałam fotkę do torby.
Sprawdziłam, czy wszysto mam i narzucając na siebie kurtkę, wyszłam razem z chłopakami, zamykając drzwi do pokoju w którym się śmiałam, kłóciłam, płakałam, oglądałam filmy i przeżyłam coś wspaniałego. Przechodziliśmy przez toaletę, tak tę na pierwszym piętrze. Tez popatrzyłam na nią i sie uśmiechnęłam. Szliśmy dalej korytarzem, po drodze wzięliśmy z nami NIcka i Vanessę, a schodząc na dół podeszliśmy do Ashley, która tak jak nas zameldowywała, teraz odmeldowywyała.
- Teraz pojedziemy inaczej. Auto mam ja i Vanessa. - powód był jasny. jednak po popatrzeniu na Van, Ash zmieniła zdanie i właścicielem auta nazwała Nicka.
- To z kim ja mam jechać? - zapytał Joe.
- Selena, Joe i Nick w jednym aucie, a ja, Van i Austin w drugim.
- Nie. - Austin splótł nasze ręce na wiadomość rzekomej przejażdżki z Vanessą, jakbyśmy byli w pierwszej klasie podstawówki i byli wybierani do oddzielnych drużyn.
- No to... Selena, Austin i Nick. A Joe ze mną i Van. - powiedziała niechętnie, wiedząc że nie wygra z moim chłopakiem.
Wsiedliśmy do auta. Nick ostrożnie wyjechał z parkingu. Prowadził bardzo spokojnie. Położyłam się na kolanach mojego ukochanego i tak jak wcześniej zasnęłam.
- Seeelly... wstajemy. - powiedział Austin, gładząc mnie po twarzy.
Spałam chyba dwie godziny, nie wiedziałam co się dzieje.
- Ale... co? Gdzie? - ziewnęłam i wstałam, patrząc przez okno. Byliśmy na jakiejś stacji, pewnie potrzebujemy paliwa. Pogoda była nieciekawa, chmury były szare i było ich bardzo dużo.
- To my idziemy. Kupić Ci coś? - zapytał Austin.
- Żelki. - przygryzłam wargi i spojrzałam na chłopaka, dając mu znak, że więcej niż jedną paczkę i to moich ulubionych.
- Ok, zaraz wracamy kochana. - odparł i ruszył za Nickiem do budynku.
Położyłam się na tylnych siedzeniach, myśląc ile jeszcze będziemy jechać. Naszczęście GPS chłopaka Van był włączony i widziałąm że została 1, max. 2.
Mój telefon zabrzęczał. Dostałam sms'a od mamy.
I jak tam kochanie? Jedziecie? :)
Szybko odpisałam, dodając że mamy postój i weszłam w wiadomości.
Miałam jedną nieodebraną wiadomość w skrzynce, ciekawe czemu nie widziałąm jej wcześniej. Nadawca był Justin, nie wiedziałam czego mam sie spodziewać.
" Szerokiej drogi, niedługo znowu się zobaczymy. LIOBF? :* "
Nie odpisałam, może jak zobaczy że nie odpowiadam to przestanie... ach... miałam go dosyć.
Cały czas widziałam go, jak całuje Ashley, jeszcze wtedy w tym barze na plaży, powiedział że między nimi jest dobrze. Szkoda mi Joe'go, po tym wyjeździe zaprzyjaźniliśmy się tak mocno, że zrobiłabym dla niego wszystko. Nadal miałam dystans do Nicka, był trochę inny.
Chłopcy juz wrócili z trzema paczkami kwaśnych żelek.
- Takie kwaśne? - powiedziałam, ponownie kładąc sie na Austina.
- Mam tez cos na osłodę... - pocałował mnie, a w lusterku ujrzałam usmiech Nicka.
Usłyszeliśmy warkot silnika, a ja lekko czerwona zjadłam następnego "żelkowatego potwora".
Gdy juz wjeżdzaliśmy na droge główną, usłyszeliśmy policję na sygnale. Jechałą za nami. Nick gwałtownie nacisnął pedał gazu i ruszył przed siebie. Policjanci nadal nas gonili, a ja z trudem obserwowałam co sie dzieje. Był to ułamek sekundy. Nasz kierowca znowu przyśpieszył, wyprzedzając dwa kolejne samochody. Zaczęłąm sie trzymac mocno Austina, bo pędził jak szalony. Syrena była coraz dalej, a my wymijaliśmy następne auta. Na liczniku było już prawie 160 km na godzinę, szok.
- Mamy ich z głowy. - powiedział na luzie Nick.
- Świetnie. -odpowiedziałam z przerażeniem w oczach, wracając do normalnego rytmu oddychania.
Półtorej godziny później znależliśmy się pod moim domem. Wysiadłam, zabierając walizkę i pocałowałam Austina na pożegnanie. W drzwiach stanęli rodzice, przytulając mnie mocno. Czułam juz zapach mojej ulubionej zupy ogórkowej i pieczonego kurczaka.
- No opowiadaj, jak tam było. Fajnie? - zapytał tata.
- Jasne! Świetnie sie bawiliśmy. - usiadłam przy stole i już myślałam co im mówić a co nie, bo na pewno 80% jest dla nich niedostępne.
- Jaka ty opalona! Super, że wam się udało. No i co tam robiliście? - mama wróciła z kuchni i dołączyła się do rozmowy, podając mi talerz gorącej zupy.
- Dzięki. No właśnie spędzaliśmy czas na plaży.... gralismy w kręgle... i byłam nawet na kursie tańca z mistrzem świata w hip-hop'ie!
- No, no... a kto Ci załatwił wejściówki?
- ... Austin. - odparłam, lekko się usmiechając.
- Złoty ten twój chłopak... - moja mama westchnęła i popatrzyła jak zajadam się ogórkową. Była pyszna.
- Złoty nie złoty, musimy go poznać. - dodał tata.
- Właśnie! Może do nas wpadnie? - zaproponowała mama.
Gadali jak katarynki, ledwo co odpowiedziałam na jedno pytanie, pojawiało sie drugie.
Przytaknęłam głowę i zaniosłam talerz do zlewu.
Porozmawialismy jeszcze trochę i poszłam do siebie do pokoju. Nagle, ktoś do mnie napisał. Szybko zobaczyłam o co chodzi i odpisałam "ok", schodząc na parter.
Rzuciłam mu sie na szyję i objęłam najmocniej jak potrafiłam.
- To tylko zdjęcie.... - powiedział zdziwiony.
- Zdjęcie? Ale niesamowite! - pocałowałam go w policzek i szybko spakowałam fotkę do torby.
Sprawdziłam, czy wszysto mam i narzucając na siebie kurtkę, wyszłam razem z chłopakami, zamykając drzwi do pokoju w którym się śmiałam, kłóciłam, płakałam, oglądałam filmy i przeżyłam coś wspaniałego. Przechodziliśmy przez toaletę, tak tę na pierwszym piętrze. Tez popatrzyłam na nią i sie uśmiechnęłam. Szliśmy dalej korytarzem, po drodze wzięliśmy z nami NIcka i Vanessę, a schodząc na dół podeszliśmy do Ashley, która tak jak nas zameldowywała, teraz odmeldowywyała.
- Teraz pojedziemy inaczej. Auto mam ja i Vanessa. - powód był jasny. jednak po popatrzeniu na Van, Ash zmieniła zdanie i właścicielem auta nazwała Nicka.
- To z kim ja mam jechać? - zapytał Joe.
- Selena, Joe i Nick w jednym aucie, a ja, Van i Austin w drugim.
- Nie. - Austin splótł nasze ręce na wiadomość rzekomej przejażdżki z Vanessą, jakbyśmy byli w pierwszej klasie podstawówki i byli wybierani do oddzielnych drużyn.
- No to... Selena, Austin i Nick. A Joe ze mną i Van. - powiedziała niechętnie, wiedząc że nie wygra z moim chłopakiem.
Wsiedliśmy do auta. Nick ostrożnie wyjechał z parkingu. Prowadził bardzo spokojnie. Położyłam się na kolanach mojego ukochanego i tak jak wcześniej zasnęłam.
- Seeelly... wstajemy. - powiedział Austin, gładząc mnie po twarzy.
Spałam chyba dwie godziny, nie wiedziałam co się dzieje.
- Ale... co? Gdzie? - ziewnęłam i wstałam, patrząc przez okno. Byliśmy na jakiejś stacji, pewnie potrzebujemy paliwa. Pogoda była nieciekawa, chmury były szare i było ich bardzo dużo.
- To my idziemy. Kupić Ci coś? - zapytał Austin.
- Żelki. - przygryzłam wargi i spojrzałam na chłopaka, dając mu znak, że więcej niż jedną paczkę i to moich ulubionych.
- Ok, zaraz wracamy kochana. - odparł i ruszył za Nickiem do budynku.
Położyłam się na tylnych siedzeniach, myśląc ile jeszcze będziemy jechać. Naszczęście GPS chłopaka Van był włączony i widziałąm że została 1, max. 2.
Mój telefon zabrzęczał. Dostałam sms'a od mamy.
I jak tam kochanie? Jedziecie? :)
Szybko odpisałam, dodając że mamy postój i weszłam w wiadomości.
Miałam jedną nieodebraną wiadomość w skrzynce, ciekawe czemu nie widziałąm jej wcześniej. Nadawca był Justin, nie wiedziałam czego mam sie spodziewać.
" Szerokiej drogi, niedługo znowu się zobaczymy. LIOBF? :* "
Nie odpisałam, może jak zobaczy że nie odpowiadam to przestanie... ach... miałam go dosyć.
Cały czas widziałam go, jak całuje Ashley, jeszcze wtedy w tym barze na plaży, powiedział że między nimi jest dobrze. Szkoda mi Joe'go, po tym wyjeździe zaprzyjaźniliśmy się tak mocno, że zrobiłabym dla niego wszystko. Nadal miałam dystans do Nicka, był trochę inny.
Chłopcy juz wrócili z trzema paczkami kwaśnych żelek.
- Takie kwaśne? - powiedziałam, ponownie kładąc sie na Austina.
- Mam tez cos na osłodę... - pocałował mnie, a w lusterku ujrzałam usmiech Nicka.
Usłyszeliśmy warkot silnika, a ja lekko czerwona zjadłam następnego "żelkowatego potwora".
Gdy juz wjeżdzaliśmy na droge główną, usłyszeliśmy policję na sygnale. Jechałą za nami. Nick gwałtownie nacisnął pedał gazu i ruszył przed siebie. Policjanci nadal nas gonili, a ja z trudem obserwowałam co sie dzieje. Był to ułamek sekundy. Nasz kierowca znowu przyśpieszył, wyprzedzając dwa kolejne samochody. Zaczęłąm sie trzymac mocno Austina, bo pędził jak szalony. Syrena była coraz dalej, a my wymijaliśmy następne auta. Na liczniku było już prawie 160 km na godzinę, szok.
- Mamy ich z głowy. - powiedział na luzie Nick.
- Świetnie. -odpowiedziałam z przerażeniem w oczach, wracając do normalnego rytmu oddychania.
Półtorej godziny później znależliśmy się pod moim domem. Wysiadłam, zabierając walizkę i pocałowałam Austina na pożegnanie. W drzwiach stanęli rodzice, przytulając mnie mocno. Czułam juz zapach mojej ulubionej zupy ogórkowej i pieczonego kurczaka.
- No opowiadaj, jak tam było. Fajnie? - zapytał tata.
- Jasne! Świetnie sie bawiliśmy. - usiadłam przy stole i już myślałam co im mówić a co nie, bo na pewno 80% jest dla nich niedostępne.
- Jaka ty opalona! Super, że wam się udało. No i co tam robiliście? - mama wróciła z kuchni i dołączyła się do rozmowy, podając mi talerz gorącej zupy.
- Dzięki. No właśnie spędzaliśmy czas na plaży.... gralismy w kręgle... i byłam nawet na kursie tańca z mistrzem świata w hip-hop'ie!
- No, no... a kto Ci załatwił wejściówki?
- ... Austin. - odparłam, lekko się usmiechając.
- Złoty ten twój chłopak... - moja mama westchnęła i popatrzyła jak zajadam się ogórkową. Była pyszna.
- Złoty nie złoty, musimy go poznać. - dodał tata.
- Właśnie! Może do nas wpadnie? - zaproponowała mama.
Gadali jak katarynki, ledwo co odpowiedziałam na jedno pytanie, pojawiało sie drugie.
Przytaknęłam głowę i zaniosłam talerz do zlewu.
Porozmawialismy jeszcze trochę i poszłam do siebie do pokoju. Nagle, ktoś do mnie napisał. Szybko zobaczyłam o co chodzi i odpisałam "ok", schodząc na parter.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz