sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział XXI

Na łóżku leżał Austin, zakrywający sobie twarz poduszką. Podeszłam do niego i powiedziałam:
- Bierz strój. 
- Jaki strój?
- Na basen. Teraz.
- Nie. Nigdzie nie idziemy. 
- Ok, możesz iść bez, ale i tak idziemy teraz na basen.
Wtedy chłopak wziął czarne kąpielówki i ze zdziowoną miną patrzył, jak kolejny raz używam dobrodziejstwa hotelowej lodówki, i zabieram z niej czerwone wino. 
- O co chodzi? 
- Zobaczysz. - odparłam, zakładając klapki i łapiąc go za rękę. 
Weszliśmy do winy i zjechaliśmy na parter. Przechodząc obok recepcji a następnie idąc po schodkach, doszliśmy na basen. Pani podała nam ręczniki, była gdzieś 21 więc byliśmy właściewie jedyni. Poszłam do szatni, założyłam moje czerwono-białe bikini i narzucając żółty, wręczony mi przez panią ręcznik wyszłam. Mój chłopak stał już gotowy.
- No i co teraz? - był kompletnie zdezorientowany. 
- Teraz... - powiedziałam, zbliżając się do niego - pójdziemy sobie trochę popływać... 
Złapałam go za rękę i idąc drogą, ułożoną z niebieskich kafelek znaleźliśmy się na basenie. Nie było nikogo, o to mi dokładnie chodziło. Nie puszczając jego dłoni, zaprowadziłam go do małego baseniku, który znajdował się pod obniżonym, czarnym sufitem. Widziałam go juz wcześniej, był cudownie umieszczony, bo widać z niego było całe, oświetlone już o tej porze miasto. Odstawiłam nasze ręczniki na bok. Zanurzyłam się, tak aby moje włosy były całe mokre. Potem siadając na kolanach mojego chłopaka, delikatnie go pocałowałam. 
- Wiem co planujesz... nie uda Ci się to. - powiedział, uśmiechając się. 
- Chyba mnie nie znasz... - odparłam i zaczęłam coraz mocniej dawać mu całusy. 
Wkońcu się złamał, objął mnie i odwzajemniał moje pocałunki. Zeszliśmy na dno i ponownie łącząc nasze usta, wynurzyliśmy nasze ciała. Było bardzo romantycznie, basenik był oświetlony, wszędzie była cisza. Austin łapiąc za moje włosy, przyciągał mnie do siebie jeszcze bliżej. Gdy oparłam się o białe, delikatnie podświetlone "ramy" basenu, a mój ukochany subtelnie zaczął całować mnie po szyi, zaczęłam rozmowę:
- Czy my nie możemy zawsze spędzać tak wieczorów? Bez kłótni? 
- Ja... przepraszam. Ale mając taką dziewczynę w ramionach... nie da rady nie być zazdrosnym. - odparł, patrząc mi w oczy.
- Ale nie masz o co. On... on był. Ile razy mam Ci powtarzać, że tylko Ty się liczysz? Austin, to męczy... - spuściłam głowę. 
- Hej, naprawdę nad tym popracuję. Pamiętaj, że jesteś tak piękna... każdy byłby cholernie zazdrosny... dziękuję, że mnie tu wzięłaś. - powiedział to tak uroczo... on zawsze potrafił mnie przekonać. Wychodząc, chłopak podał mi ręcznik. Nie chciało nam się przepierać, więc Austin założył tylko swoje krótkie spodenki, a ja zakładając bieliznę owinęłam się ręcznikiem. 
Trzymając się mocno za dłonie, wyszliśmy. Pani, która juz sprzątała hall, była zdziwiona naszą obecnością... własciwie, kto by nie był; ale gdy odwróciłam się, aby zobaczyć która jest godzina na dużym zegarze, widziałam jej usmiech. 
Pobiegliśmy do pokoju, o 23 już nikogo nie było na korytarzach, a z tylko z niektórych pokoi słychać było telewizor. Glosno się śmieliśmy, czułam że wszystko jest już okej. W momencie, kiedy przeszliśmy pokój Ashley, usłyszeliśmy krzyki. Głośne krzyki. Przystanęliśmy i lekko podsłuchiwając doszliśmy do wniosku że to Ashley i Joe. 
- I co? To, że nigdy nie umiałeś się mną tak zająć jak Justin?! To Cię boli? - darła się moja przyjaciółka. 
- Co? Ja?! Robiłem dla ciebie wszystko, a Ty tylko żartowałaś, pływałaś w obłokach! Nigdy za nic nie dziękowałaś, nigdy nic cię nie obchodziło! - odpowiadał równie głośno Joe. 
- Dziękować? Na pocżatku było dobrze, potem już to olewałeś! 
Nagle Joe wyszedł, nakrywając nas na podsłuchiwaniu.
- Cześć. No więc... mogę spać u was? - zapytał.
- Jasne. -odparł bez namysłu Austin. 
Ashley, słysząc naszą rozmowę rzuciła mu koudrę i białą poduszkę poczym zatrzasneła drzwi. 
My, lekko zawstydzeni ruszyliśmy razem z Joe do naszego pokoju. Gdy chłopak zobaczył moje rumieńce, powiedział: "Spokojnie. Wiem, o co chodzi. Nie musicie się krępować" i dodał do tego uśmiech. Ja i Austin rzucilismy do soebie spojrzenie, a na naszych twarzach również pojawił się uśmieszek. Mój ukochany otworzył nam drzwi. 
- Przykro nam, że nie mamy jakiejś sofy.... ale czekaj. - powiedział i wziął do ręki hotelowy telefon. 
- I jak z Ashley? Aż tak żle? - usiadłam, narzucając na siebię bluzę.
- Szkoda gadać... ale na szczęście na imprezie spotkałem bardzo fajną dziewczynę, niedługo cos do niej napiszę.
- I tak trzymaj. - złapałam go za rękę i uśmiechnęłam się aby go jeszcze bardziej pocieszyć.
- Zaraz przyjedzie materac! - oznajmił Austin 
Oboje byliśmy lekko zdziwieni. Ja wstałam i poszłam do łazienki się umyć i co najważniejsze przebrać, bo chcąc nie chcąc wyglądałam dziwnie w samym ręczniku, który powoli się rozwalał. Założyłam piżamę i wyszłam. Austin już ścielił nasze łóżko, a Joe nalewał wodę do szklanki. Nagle ktoś zapukał do drzwi, ja je otworzyłam i zobaczyłam panią z wielkim materacem. Ona powiedziała tylko "dzień dobry", wepchnęła się do środka i postawiła, to co trzymała. Następnie wyszła i zatrzasnęła drzwi. Wszystko trwało chyba 5 sekund, zaczęłam się śmiać, a chłopcy wyścielili zastępcze łóżko dla Joe'go. Ja i Austin położyliśmy się w naszym łóżku, a Joe mówiąc nam "dobranoc" zgasił telewizor. Mój chłopak wkładając rękę pod moją bluzkę, delikatnie mnie przytulając. To był męczący dzień. Bardzo męczący, ale dzięki niemu zrozumiałam jak ważną w moim życiu osobą jest Austin. W dodatku, jak cudownie śpiewa!
Martwiła mnie jedynie Ashley, Justin ją cały czas okłamywał... 
O 8  obudził nas Joe, podając dwa świeże, pachnące rogaliki z czekoladą. 
- No to za nocleg... taki mały prezent. - zaśmiał się, widząc nas całkowicie zaspanych. 
Lekko się przeciągnęłam, ugryzłam rogala i podziękowałam za tak pyszne, wczesne jak dla mnie śniadanie. Popatrzyłam na mój telefon, miałam jedną nieodebraną wiadomość, jeszcze z wczoraj wieczora. 
Od: Ashley
Pozdrów tego kretyna. Niech już nie wraca do mojego pokoju.  Dobranoc kochana ;* 
Nic nie mówiłam Joe'mu, dzisiaj był bardzo zadowolony i uśmiechnięty, to by wszystko zepsuło. Mieliśmy zejść na śniadanie, więc razem z Austinem się ubraliśmy. Nałożyłam szorty i koronkową, białą koszulę, zawiązując na włosach kremową kokardę. Zza okna świeciło słońce, zapowiadał się dobry dzień. Gdy Austin też był gotowy, wszyscy zeszliśmy na dół do restauracji. Już miałam wejść do środka, podać kartę pani odznaczającej kto już jadł, a kto nie, gdy nagle zobaczyłam Vanessę i Nick'a, całujących się tuż za małą paprotką stojącej dosłownie 5 metrów od pomieszczenia. Tylko się uśmiechnęłam i pokazując po cichu małych kochasiów Austinowi, zabrałam się do środka. Wszędzie pachniało kiełbaskami i jajecznicą... każda potrawa pięknie wyglądała. Miałam już wziąć talerz, ale mój chłopak mi przeszkodził i mówiąc, że dzisiaj on wybierze mi pierwszy i najważniejszy posiłek dnia, odesłał mnie do stolika. Usiadłam i cierpliwie czekałam, myśląc co dzisiaj zjem. Joe również wyruszył na poszukiwania smakołyków, bałam się żeby nie spotkał przypadkiem Ash... 

Rozdziałdedykuję mojej przyjaciółce - Oliwii. I ciesz się związkiem Asutina i Sel :D 
A Wy? Którego chłopaka wolicie? :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz