poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Rozdział XXIV

Po chwili nadeszła zimna fala, a ja zanurzyłam się po czubek głowy, nabierając wody do ust, aby za wszelką cenę pozbyć się tego zapachu. Wynurzyłam się i wszyscy zaczęliśmy pływać. Austin chciał wziąć mnie na barana, ale Joe na szczęście krzyknął:
- Patrzcie! Tam, to Vanessa na desce! 
Szybko się odwróciliśmy i rzeczywiście ujrzeliśmy Van, pływającą na sprzęcie Nick'a. 
Austin szybko się odwrócił i miał już wyjść z wody, gdy złapałam go i zapytałam:
- Powiesz mi, co się tam stało? 
- Nie.
- Mamy byc szczerzy, tak? - odparłam, niestety mówiąc coś czego ja nie przestrzegałam. 
- Tak, ale... no dobra, po prostu Vanessa ma niezły tupet. Wróciła do czegoś co było, tak? To mnie nadal boli. - odpowiedział z trudem, po czym złapał moją rękę. 
No tak... genialnie, że dopiero teraz doszło do mnie co zrobiłam. On nadal się przejmuje czymś co mu wybaczyłam, a ja ukrywam tyle rzeczy... mocno go przytuliłam i razem wyszliśmy z wody. 
Napiłam się wody, wzięłam słuchawki Joe'go i położyłam się na słońcu. 
Było tak ciepło... to był genialny pomysł, chwila relaksu i od razu czułam się jak nowo narodzona. Nadal czułam dym w mojej buzi, z każdą sekundą nie mogłam sobie tego wybaczyć. Ten pocałunek nie mógł mieć miejsca, a jednak nie dość, że był to mi się podobał. To nie dawało mi spokoju, nie mogłam tego powiedzieć mojemu chłopakowi czyli byłam sama z problemem. Austin mnie lekko szturchnął, więc wyjęłam słuchawki z uszu. 
- Idę trochę pobiegać. Ile mam przebiec kilometrów, żeby dostać nagrodę? - przygryzł wargi i się uśmiechnął. 
- Haha, tyle żebym poczuła to wieczorem. - zaśmiałam się. On był taki uroczy... 
Po tym jak Austin się oddalił i pobiegł brzegiem wody, podszedł do mnie Joe.
- Fajne słuchawki. - zaśmiał się, siadając na kocu obok mnie.
- Przepraszam, juz Ci je daję.
- Nie no, okej. Nic się nie stało. - odparł widząc moją zakłopotaną minę. - Ten twój ukochany to jakiś ideał, co? 
Przytaknęłam i poprawiłam włosy. Po chwili, coś mnie tknęło i powiedziałam:
- Mam do Ciebie ogromna prośbę. Mogę powiedzieć Ci coś, czego nigdy nie powtórzysz? Zwariuję, jak się nie wyżalę. Błagam.
- Pewnie... ale o co chodzi? - patrzył na mnie, jakbym miała powiedzieć że kogoś zabiłam. Ale ja tak się czułam. 
- Masz rację, on to ideał, a ja znam jeszcze buntownika który zawsze przychodzi w niewłaściwym momencie i psuje wszystko co tylko zrobię. 
Chłopak spoważniał i zapytał:
- Czy ty go zdradziłaś? To ten kretyn?
- Jeżeli kretyn to Justin, to tak o niego mi chodzi. Właśnie nie wiem... to trudne.
- Okej, słuchaj nic mu nie powiem. Spokojnie, zbierz słowa i powiedz co się stało.
Joe był jedyną osoba, której mogłam to powiedzieć. Teraz lepiej się poznaliśmy i był przemiłym facetem, który ma podobne przeżycia jak ja. Oparłam głowę na jego ramieniu i zaczęłam opowiadać, co stało się w plażowym barku, włączając wontek o Ash i co wtedy czułam.
Chłopak był lekko zaszokowany, pewnie nie tyle mną co Ashley.
- Nie martw się. On... widzisz jaki jest; albo Ty, albo Ashley, niedługo pojawi się jeszcze jakaś. Wcale nie oferuje nic tak pewnego jak Austin, tak? Poza tym to Twoje chwile słabości, a nie jakaś miłość. Nie zadręczaj się tym, po prostu zerwij z nim kontakt. 
- Bardzo, bardzo Ci dziękuję. Jesteś niesamowity. - przytuliłam go bardzo mocno. Nie wiem jak moja przyjaciółka mogła odepchnąć kogoś takiego. 
- A Ashley... dzisiaj się widzimy na tym spektaklu... pogadam z nią. - oznajmił Joe.
- Pamiętaj, że możesz mi też wszystko powiedzieć, dobrze? 
- Jasne. - nadal byliśmy w przyjacielskim uścisku. 
Nagle zjawił się Austin, widząc jak się obściskujemy. 
- Hej Księżniczko, masz jednego księcia z tego co pamiętam. - powiedział to żartem i usiadł obok popijając wodę.
- Spoko, w takim razie masz genialną księżniczkę. - zażartował Joe, a Austin objął mnie ramieniem. 
- Nie za krótko? - zapytałam.
- Nie. Po prostu się stęskniłem. 
Chłopak mnie pocałował w policzek, a Joe popatrzył na nas jak na dwa szczeniaczki. 
- Koniec tych słodkości, niedługo sie zbieramy co? - przerwał nam Joe. 
- Tak szybko? 
- No niestety. Trzeba się przygotować na wieczorowy teatr. - odpowiedział mi Austin i zaczał składać nasze rzeczy. Dla mnie to było zdecydowanie za krótkie, ale chciałam się przyszykować i spędzic ten wieczór cudownie. Vanessa i Nick cały czas surfowali, uśmiechając sie czule do siebie. Van chyba po raz pierwszy polubiła jakiś sport! Nick musiał nieźle na nią działać. Ja, Austin iJoe weszliśmy do hotelowego hall'u. Na główmnym zegarze, widniała godzina 16:30. Rzeczywiście, jak przedstawienie miało być na 19:00, a mielismy nadal jedną łazienkę, to była najwyższa pora do zaczęcia przygotowań. W szafie znalazłam czerwona sukienkę. Idealna - pomyślałam i położyłam ją na łóżku. Austin miał dylemat, dlatego postanowiłam mu pomóc przy wybiorze ubioru. 
- No i co? W krótkim rękawku nie pójdziesz. - zaczęłam.
- Dlaczego? 
- Bo ja zakładam czerwona sukienkę. Idziemy tam razem, tak? 
Joe zaczął się smiać i odłożył na stół już przygotowany garnitur. 
- Bierz przykład z kolegi. - dorzuciłam i odeszłam, nie akceptując tego, że mój chłopak chciał się ubrać nawet w połowie nie tak dobrze jak Joe. Chłopcy wymienili spojrzenia, a Joe poczuł sie najwyraźniej wyróżniony, bo uśmiech nie schodził mu z twarzy. 
* godzinę później* 
Wyszłam, mając już pomalowane na czerwono usta i mocno podkreślone, czarne oczy. 
"Moja obstawa" w garniturach, wyglądała przy mnie genialnie. Nasze miejsca były gotowe. Van i Nick doszli właściwie minutę po nas, również elegancko ubrani. Musieliśmy jeszcze czekać na Ash. Miała ona jeszcze czas, bo spektakl miał sie zacząć za 15 minut. Wyciągnęłam telefon. Miałam nieodebrana jedną wiadomość od Justina. Wysłał mi on tyle emotkę papierosa i czerwonych ust, oraz dopisał " Czekam w łazience na pierwszym piętrze. Może masz ochotę?"
Szybko odpisałam: "Nie. Nie mam ochoty teraz, jutro i za tydzień. Mieliśmy być tylko przyjaciółmi, nie pokazuj mi sie więcej na oczy". Na odpowiedź czekałam chyba 20 sekund. 
" Mylisz się. Dobrze wiem, że masz ochotę. Znam Cie lepiej niż myślisz, z każdym dniem chce Cie bardziej. xx". Zgasiłam ekran bo mój chłopak juz chciał zobaczyć co ja takiego piszę, gdy zaraz ma się wszystko zacząć. Przęłknełam ślinę. On miał rację.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz