piątek, 25 kwietnia 2014

Rozdział XXXII

Po mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Otworzyłam i zgodnie z treścią sms'a ujrzałam Vanesse z rowerem i niebieskim bidonem na wodę.
- To idziemy? - powiedziała pełna energii.
- Jasne, wezmę tylko rower i powiem rodzicom.
 Mama się zgodziła, ja wyprowadziłam mój rower i ruszyłyśmy na wycieczkę.
- Jedziemy tam. - pokazała na prawo i wyszła na prowadzenie.
Nie do końca chciało mi się jechać po powocie, ale Van bardzo na tym zależało i widziałam, że zaraz by zwariowała gdybym się nie zgodziła.
Po 20 minutach jazdy, to po górkach, po trawie, po piaskach... miałam dosyć. Vanessa nie znała umiaru. Cały czas się uśmiechała, to było dziwne.
- Stańmy tutaj... - zajęczałam obolała.
- Jeszcze chwilka. Tam jest staw, usiądziemy na ławce obok. - odkrzyknęła mi przyjaciółka,
Rzeczywiście, po chwili usiedliśmy na drewnianej ławeczce nad wodą, po której pływały kaczki. Wzięłam od razu bidon i napiłam się chyba pół litra wody. Odsapnęłam i pochylona zaczęłam słuchać, jak Van coś mruczy pod nosem.
- Coś się stało, że gadasz do siebie? - zapytałam, wyrównując oddech.
- No nie,.. nie wiem jak Ci coś powiedzieć....
- Dawaj. Przeżyję, - miałam nadzieję, że nie będzie to coś co mnie zdenerwuje.
- No... ja.... i Nick chcemy... znaczy planujemy ze sobą zamieszkać.
Łyk wody, którą sobie nadal popijałam, wylądował na ścieżce. Że co? Zamieszkać? R-a-z-e-m? Vanessa nie może z kimś mieszkać, ona jest wolną kobietą, która robi dużo, duuużo rzeczy bez zobowiązań i chwilowo. Coś tak stałego, jak wspólne życie z Van nie wchodzi w grę.
- Ty?! -zapytałam, nadal będąc w szoku.
- Tak. Nasi rodzice miszkają dalej, to co to za przyjemność siedzieć samej w domu?
Nie wierzyłam. Ktoś chyba ją podmienił. I to jeszcze Nick, taki spokojny.
- Znaczy... super, kibicuję wam bardzo, ale czy to wypali?
- Myślę, że tak. Nick jest zupełnie inny, ale jedocześnie odpowiedzialny. Czuję się z nim pewnie, zmieniam się. - powiedziała patrząc w niebo. Ona się zakochała.
Wracałyśmy powoli do domu, jadąc przez piękny las. Słońce świeciło już coraz słabiej, ale nadfal lekko rziło nas po oczach. Gdy podjechałam juz pod mój dom, pomachałam przyjaciółce i weszłam do środka. Napisałam do Joe'go, czy może jutro się gdzieś spotkamy. Chętnie z nim pogadam o tej dziewczynie i Ashley. Pewne mu przykro, trzeba go wesprzeć. 
Austin napisał, że wpadnie do mnie z filmem, jejku co za szalony dzień! Milei te szczęście, że wszystkich bardzo kochałam i zgadzałam sie na każde spotkanie. Tak było i teraz, więc gdy już zjadłam jakieś jabłko, dokończyłam zadanie z angielskiego i spakowałąm się do szkoły na jutro, usłyszałam ponownie że ktoś dzwoni do drzwi. Schodząc po schodach, zobaczyłam że mój tata już otworzył Austinowi drzwi, a ten na mnie patrzył z zakłopotaniem. Wzięłam go za rękę i zaprowadziłam na górę, mówiąc tacie, że idziemy oglądnąć film. Włączyliśmy płytę, połozyliśmy się na łóżku, otuliliśmy moim czarnym kocem i seans się zaczął. 
Było całkiem ciekawie, Austin był całkowicie pochłonięty oglądaniem. Mój telefon sie lekko podświetlił, a ja delikatnie zobaczyłam, że ktoś znowu coś do mnie napisał. Tym razem była to Ash. Już każdy dzisiaj do mnie coś pisał, bateria mi zaraz padnie. Usmiechnęłam się i wczytałam się w tresć. 
- Austin? Pójdziesz ze mną pojutrze do restauracji? 
- Haha, ale czemu? - nadal patrzył w telewizor. 
- Ashley nas zaprosiła. Znaczy mnie, ale wolę tam iść z Tobą. Tak? 
- Dobra, niech będzie. Pojutrze? 
- Tak. Masz czas?
- Mam, mam. Cii, teraz oglądaj. Zaraz Jack zabije Pita. 
Uśmiechnęłam się od ucha do ucha i oparłam na chłopaku. 
Wszędzie były porozbijane auta, ludzie przed sobą uciekali, a miasto było ruiną. Już wiedziałam, jakie filmy lubi Austin. Może nie była to moja bajka, no ale ciekawie było, i to bardzo. Chłopak wyszedł, delikatnie całując mnie w policzek i zszedł na dół. Otworzyłam mu drzwi, pożegnałam jeszcze raz i poszłam do kuchni cos zjesć. Jaka byłam głodna... 
Zrobiłam kanapkę i herbatę, a nastepnie udałam sie do mojego pokoju. Nie wiedziałam po co Ashley chce sie ze mną spotkać, ale to miłe że wychodzi z taką propozycją. 
Umyłam się, przebrałam i włączając telewizor, tyle że na normalnym programie, wtuliłam się w kołdrę. Powieki robiły mi się już ciężkie, byłam zmęczona. 
Obudziłam sie rano. Słońce dosyć mocno świeciło, zapowadało się na ciepły dzień. Ubrałam spodnie 7/8, granatowo-czerwoną bluzkę z krótkim rękawkiem i trampki. Lekko podkreśliłam oczy, przypudrowałam nos i chwyciłam za plecak, oczywiście biorąc ciastko ze stołu. Rodzice pojechali wcześniej, ja miałam na druga lekcję. Joe nadal nie odpisał, może nie ma czasu.
Wsiadłam do autobusu i podjechałam pod szkołę. Już widziałam tych wszystkich nauczycieli... myślami wracałam do naszego urlopu. Chyba tylko to mnie pocieszało. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz