Milczałam, ślepo patrząc w jego błyszczące oczy. Nie wiedziałam co powiedzieć. Serce mi mocno biło, gdy czułam jego oddech na moich ustach. Nadal czułam coś, co mną manipulowało. Jakieś uczucie, jakaś słabość.
- Ja...
- Nie tłumacz się. Nienawidzisz mnie, wiem. - powiedział, odwracając się i odchodząc dalej.
Albo miałam rozdwojenie jaźni, albo właśnie chciałam go pocałować.
Co się ze mną działo? Raz go nienawidzę, a raz niemal chcę pocałować. Nie wiedziałam co jest ze mną nie tak. Joe jednak dobrze poukładał mi to w głowie, a jak myślałam o Austinie, nie mogłam zrobić nic innego jak dokończyć jego myśl:
- Jak mogę czuć coś innego, jeżeli psujesz mi wszystko?
- A może to ty psujesz sobie wszystko? Po co tu przychodzisz, skoro twój chłopak jest ponoć na tyle wyrozumiały i tak baaardzo cię kocha? -odparł.
Wszystko co mówił, pozostawiało dużo do myślenia. Zobaczyłam, że jestem tu 10 minut, mam jeszcze trochę czasu. Włączyłam nagranie z mojej ulubionej listy piosenek, połozyłam telefon na parapecie i zaczęłam wyliczać rytm, tupiąc nogą.
Justin podszedł do mnie i złapał za biodra. Przytaknęłam, na znak że chcę zatańczyć. Starałam się byc tyłem do Justina. Nic nie mogło mnie pokusić o jakikolwiek całus. Schyliłam głowę, poruszyłam się do przodu. Powtórzyliśmy kroki ze studia, kiedy pierwszy raz go zobaczyłam. Jak wtedy, oparł mnie o ścianę, trzymając ręce. Kolejna decyzja. O dziwo na mnie nie naciskał, jedynie czekał co zrobię. Odepchnełam go i puściłam kolejną piosenkę.
- Dobry wybór. - powiedział, a ja podeszłam do niego.
- Zostało mi mało czasu, a nawet nie zapaliliśmy. - powiedziałam, będąc tuż przy nim.
- Na szczęście masz drugie uzależnienie. - zaśmiał się.
Położył rękę na mojej talii i znowu zaczeliśmy tańczyć. Kochałam z nim to robić, byliśmy jakimiś tanecznymi-bratnimi duszami. Szeroko sie uśmiechałam, patrząc jak takiego twardziela zamieniam w pełnego wdzięku tancerza. Justin obrócił mnie i przyciągając, pozostawił moje usta milimetr od jego. Kolejna okazja, do spełnienia mojego zyczenia o pocałunku przepadła, gdy usłyszeliśmy, że ktoś wchodzi. Na szczęście toaleta miała przedsionek z umywalkami i małą przestrzeń, gdzie po bokach stały toalety, więc szybko weszliśmy do jednej, zamykając się na dwa spusty. Przycupnęłam najciszej jak umiałam na toalecie, żeby nie było widać moich czerwonych butów. Justin stał i wysłuchiwał kto to jest.
- Selena? - Vanessa otworzyła drzwi i rozglądnęła się po wszystkich toaletach. Zobaczyła naszą, zamkniętą i dodała - to Ty?
Pokazałam Juss'owi, żeby nic nie mówił, kładąc palec na ustach. Ten przemilczał sytuację i gdy Van wyszła, wypuścił mnie z kabiny.
- Musze iść, szukają mnie. - powiedziałam.
- To cześć! - odkrzyknął, gdy już wychodziłam.
Zbiegłam do kręgielnie.
- Gdzie Ty tyle byłaś? - zapytał Nick.
- Ashley chciała ze mną rozmawiać. Przepraszam. To ile macie już punktów? - zapytałam, posyłając uśmiech Austinowi.
- Nie macie szans nas dogonić. - odparł Nick.
- A może teraz Vanessa i Selena powalczą? - powiedział mój chłopak, podchodząc do mnie.
- Ale jak?
- Ja przejdę do Sel, a Ty do Van. - Austin odpowiedział Nickowi.
- Ok! - krzykneła Vanessa, podchodząc blisko do Nicka.
Dziewczyna rzuciła, a kula od razu poleciała. Szkoda, ze zeszła z toru i Van nie zdobyła żadnych punktów. Teraz była moja kolej. Przymierzyłam kulą, już miałam wziąć zamach, gdy nagle Austin złapał mnie za rękę. Następnie pochylił moje ciało, ułożył odpowiednio rękę, i odchylając ją do tyłu, puścił. Zbiłam wszystkie kręgle i rzuciłam się chłopakowi na szyję.
Nick poszedł w ślady mojego dżentelmena i pokazał van, jak się rzuca. Po zaciętej walce, wygrałam ja i podziękowałam chłopakowi, dając całusa w policzek.
Poszliśmy do pokoi, była już 11:30. Przebraliśmy się, a gdy przyszedł Joe i zaproponował obiad, zgodnie zeszliśmy żeby coś przekąsić.
Nabrałam na talerz makaron i podeszłam do naszego stolika. Austin i Joe już coś jedli, najwyraźniej byli głodni.
- Idę sobie zrobić herbatę. Też chcecie? - zaproponowałam.
- Ja poproszę. - powiedział Joe.
- Ja też. Czekaj, pomogę Ci. - wstał Austin i poszedł ze mną do barku, gdzie robiono herbaty.
Włożyłam saszetkę do trzech filiżanek, ukroiłam plasterek cytryny, a mój ukochany wział cukier.
- Ała! - krzyknęłam, nagle czując wrzątek na moim palcu.
Austin, szybko odłożył jakieś saszetki z cukrem trzcinowym i biorąc lód z wystawy ryb naprzeciwko, położył go na mojej dłoni, od razu zmniejszając ból.
- Dziękuję. - usmiechnełam się i spojrzałam na niego.
- Nie ma za co. - chłopak ściągał "okład" i pocałował mój czerwony palec.
- Już mniej boli. Zastanawia mnie tylko jedna rzecz.
- Tak? - zapytał, trzymając mnie za ręce.
- Czemu jesteś taki idealny?
- Po prostu przeciwieństwa się nie przyciągają. - szeroko się uśmiechnął i wziął dwie herbaty.
Zjedliśmy wszystko, trochę pogadaliśmy i gdy dokończyłam mój deser, wyszliśmy z restauracji.
Cieszyło mnie, że spędzam tyle czasu z moim chłopakiem i tak dobrym przyjacielem, jakim jest Joe. Byli dla mnie bardzo ważni, stanowiliśmy zgraną ekipę.
Wzięłam mój telefon, nie było żadnego sms'a. Napisałam tylko do Joe'go:
*treść* " Muszę mu to dzisiaj powiedzieć. Załagodziłam wszystko z Jussem."
Chłopak odpisał, nie dając po sobie znaku że to ja. Austin mógł to zobaczyc, a jak on juz się czegoś uczepi to koniec.
" Ok. Nie myślisz, że on to zniesie normalnie?"
Odpowiedziałam równie szybko " Kochamy się ponad wszystko, powiem tylko o papierosach. Musi zrozumieć. Bądź wtedy przy mnie, dobrze?" Chłopak to potwierdził krótkim "Ok" i weszliśmy do naszego pokoju. Włączyliśmy DVD i biorąc jakieś chipsy, położyliśmy się na łóżku oglądając jakiś film. Był o detyktywistycznych zagadkach, nawet nam się podobał.
*2 godziny później*
Niebo się już powoli ściemniało, musiałam się zebrać na odwagę. Jeżeli chcę mieć dobry związek, nie może być w nim kłamstwa. Skinęłam głową do Joe'go, żeby stanął spokojnie obok drzwi, a następnie podeszłam do mojego chłopaka, szukającego czegoś w szafce.
- Austin? Możemy poważnie porozmawiać? - zapytałam niepewnie.
- Jasne, coś się stało?
- Obiecaj najpierw, że nie będziesz zły.
- Postaram się... to coś poważnego. - przejął się, patrząc na mnie.
-Bo...
- Tak?
- Uzależniłam się od papierosów, paląc je z Justinem. Nie, proszę nie bądź zły. On mnie szantażował, że powie Ci że Cię okłamuje a ja po prostu byłam słaba. On mnie do tego namówił... już nigdy w nic się nie wtrąci, rozmawiałam z nim o tym. - powiedziałam szybko, widząc jego minę.
- Co? Znowu on?!
- Do niczego nie doszło, naprawdę.
- Ty.. mnie okłamywałaś! Wtedy, kiedy czułem dym na plaży też z nim paliłaś! - wstał i krzyknął.
- Wiem... ja Cię przepraszam. Bardzo przepraszam, już nigdy nie zrobię takiego błędu, obiecuję!
- Nie. To... to koniec. Nie zniosę więcej Justina. Albo tańczycie, albo się całujecie, albo palicie. Nigdy nie da Ci spokoju, a ty najwyraźniej tego chcesz.
- Stary, do niczego nie doszło. To kawał drania, on się go bała. - dodał Joe.
- Nie wtrącaj się. - syknął Austin i widząc moje łzy w oczach, dodał. - Daj mi czasu, ja nie wiem... nie wiem czy to sobie ułożę. - wziął kurtkę i wyszedł trzaskając drzwiami. Wybiegłam za nim. Nie wiedziałam czy poszedł na wprost, w prawo, czy w lewo. Plącząc, biegłam przed siebie, żeby go jakkolwiek dogonić. W panice, weszłam do toalety. Na parapecie siedział Justin, paląc cygaro. Rozpędzona, wbiegłam prosto na niego, wtulając się w jego czarny t-shirt. Cała sie trzęsłam.
- Co się stało? - był bardzo zmartwiony, patrząc jak wylewam łzy.
Nic nie odpowiedziałam, tylko wzięłam od niego cygaro i włożyłam je do buzi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz