Czekam już 10 minut, ciekawe co zobaczę na talerzu. Naprzeciwko mnie usiedli Vanessa i Nick, z już gotowym śniadaniem. Chłopak miał dosłownie plamkę ciemno-różowej szminki na ustach. Udawali, że nic się nie dzieje, nawet nieźle im to wychodziło. Nadal nie mogłam uwierzyć, że są razem. To istne przeciwieństwa. Van zrobiła sobie dwie kanapki, dodatkowo na małym talerzyku zrobiła sobię typową sałatkę z pomidorów, sałaty i ogórka. Nick zdecydował się na sadzone jajka i białą kiełbasę. Już mi ślina ciekła, na widok tych pyszności. Byłam głodna, ale starałam się wyczekać na miejscu.
- I jak tam? - zaczęłam rozmowę.
- Bardzo dobrze. Może dzisiaj zrobimy sobie cały dzień na plaży? Słońce tak pięknie świeci... poopalamy się, popływamy... - zaproponowała Vanessa, połykając kawałek chleba z serem.
- Świetny pomysł!
- Zapomniałaś, kto był pomysłodawcą. - Uśmiechnął się Nick.
- Oczywiście, że Ty, jak na surfera przystało. - odparła Vanessa.
Jest! Wkońcu podszedł do mnie Austin z moim upragnionym śniadaniem w rękach.
- Przepraszam, że tyle czekałaś, ale...
- Jejku! Dziękuuuję! - krzyknęłam, wstając i całując go w policzek. Trzymał jeszcze swój talerz, trochę mniej wypchany jedzeniem, więc nie mogłam się na niego rzucic, chociaż radość mnie niesamowicie rozpierała. Na talerzu leżały moje ukochane naleśniki z miodem i borówkami. Przystrojone były gałką lodów i małym, karmelizowanym wafelkiem. Jezu, ja śniłam.
Vanessa, z lekką zazdrością popatrzyła, jak Austin po chwili podaje mi koktajl truskawkowy z barku obok i siada przy mnie. Jej sniadanie... no treochę różniło się od mojego.
- Smakuje? - zapytał, patrząc jak wcinam te naleśniki z prędkością odrzutowca.
- Pewnie! - odparłam, mając całe usta w czekoladzie. Chłopak dotknął ich swoim palcem, nabierając polewę i zlizał ją, oblizując wargi.
- Rzeczywiście, jestem niezłym kucharzem. - zabrał się do swoich kanapek z sałatą i szynką.
Szeroko się uśmiechnęłam i powróciłam do konsumowania. To było urocze, w dodatku przy znajomych. Wielu miałoby z tym problem, jednak ja mam ideał. Nie da się tego inaczej określić. Nick wytarł buzię, popijając herbatę, po czym zapytał czy pójde z nim sprawdzić o której godzinie rozpoczyna się wieczorowy teatr. Szybko wstałam i ruszyłam za chłopakiem, zostawiając Austina i Vanessę samych. Skoro on nie miał być zazdrosny, ja musiałam pokazać 100%-owe zaufanie.
- Jaki to ma być spektakl? - zapytałam.
- Sam nie wiem, widziałem że chyba jakaś komedia. - odparł.
Nick nie był specjalnie rozgadany, dlatego po chwili zadałam kolejne pytanie.
- Ty... masz dziewczynę?
- Znaczy... nie.
- Nie?
- Nie, a czemu jesteś taka zdziwiona? - zażartował, poprawiając koszulkę.
- Haha, nie nic. Nie ważne.
Gdy znaleźliśmy się przy recepcji, na plakacie informującym o spektaklu, był narysowany wielki kapelusz. Od razu zorientowałam się, że będzie to miało związek z magią.
- Dzień dobry. Poproszę 6 biletów na spektakl "19 O'clock".
- Dobrze, juz rezerwuję...
Chłopak wybrał miejsca blisko sceny, dziwiła mnie tylko ilość biletów.
- A te 6 sztuk to...
- Dla mnie, Vanessy, Ciebie, Austina, Joego i Ashley. - odpowiedział.
- Joe'go i Ashley?
- No... ona mnie bardzo o to prosiła.
- Ok, rozumiem. Miło będzie spędzić z nia czas.
- A właściwie od kiedy się znacie? - zapytał.
- Oj... no sama nie wiem. Niedługo chyba będzie z 4 lata.
Weszliśmy do restauracji, przy stoliku siedział już tylko Austin i to z nieciekawą miną.
- Co się stało? - zapytałam, kładąc mu rękę na barku i opierając na nim głowę.
Nick poszedł do pokoju, do Vanessy. Nie wiedziałam, co mogło się takiego stać, że mój chłopak milczał.
- O co chodzi? - zaczynałam się juz martwić.
- Wiesz... nic. Chodźmy.
- Na pewno? - zapytałam, widząc że nic się tak naprawdę nie zmieniło.
- Tak, jasne.
Nie naciskałam, to mogłoby tylko pogorszyć sprawę. Idąc obok niego, doszliśmy do pokoju. Siedział w nim Joe, ma szczęście szeroko się uśmiechał co nie oznaczało, że spotkał gdzieś Ash. Bałam się tego wieczorowego przedstawienia, oni się tam chyba pozabijają...
Austin ściągnął koszulkę, nadal z miną jakby był sześcioletnim dzieckiem, któremu nie kupiłam zabawki, po czym położył sie na łóżku zaczynając rozmowę. Zabrałam strój kąpielowy i weszłam do łązienki, dając sms'a do Vanessy:
"To jak? 10 i widzimy sie na plaży? xx"
Odpowiedz przyszła, zanim jeszcze zablokowałam ekran:
"Jasne. Przeproś ode mnie Austina, proszę."
To było dziwne, nie rozumiałam o co mogło chodzic, miałam nadzieję że do niczego nie doszło. Nasmarowałam ciało kremem z filtrem i wyszłam.
- Vanessa napisała, żebym Ci przekazała od niej przeprosiny. Nadal nie powiedz o co chodzi?
- Nie. Powiedz jej, że mało mnie obchodzą. - odparł, idąc się przebrać.
Joe wcześniej wszystko spakował do torby i nasmarował się filtrem, twierdząc że przebierze się na plaży.
- O co mu chodzi? - zaczał szeptem.
- Też chciałabym wiedzieć. - odparłam, równiez cicho, siadając zła na fotelu.
to głupie uczucie o czymś nie wiedzieć. Miał byc piękny dzień... ach.
Mój telefon znowu oznajmił, że otrzymałam wiadomość.
" Cześć. Będziecie dzisiaj na plaży?" Była od... Justina. Wiem, ostatnio się poprawił ale gdyby spotkał się z Austinem, ten miałby zepsuty humor na cały dzień. Zeszliśmy na dół, Joe zabrał jakieś drobne na picie czy lody i po 10 minutach, znaleźliśmy się na plaży. Vanessa, w czarnym stroju z okularami przeciwsłonecznymi i kapeluszem, zaczęła nam machać z miejsca w którym rozłożyli razem z Nickiem koc. Moi chłopcy kładą ręczniki obok nich, a ja pewnym krokiem idę do baru po jakąś wodę, jednocześnie stwierdzając, że Joe jest kiepską osobą do planowania, tego co zabieramy na plażę. Wchodząc do zacienionego, klimatyzowanego miejsca widzę Justina. Nie jest sam, dlatego lekko ukrywam się za drzwiami i już dobrze widzę, że to ....
Vanessa, z lekką zazdrością popatrzyła, jak Austin po chwili podaje mi koktajl truskawkowy z barku obok i siada przy mnie. Jej sniadanie... no treochę różniło się od mojego.
- Smakuje? - zapytał, patrząc jak wcinam te naleśniki z prędkością odrzutowca.
- Pewnie! - odparłam, mając całe usta w czekoladzie. Chłopak dotknął ich swoim palcem, nabierając polewę i zlizał ją, oblizując wargi.
- Rzeczywiście, jestem niezłym kucharzem. - zabrał się do swoich kanapek z sałatą i szynką.
Szeroko się uśmiechnęłam i powróciłam do konsumowania. To było urocze, w dodatku przy znajomych. Wielu miałoby z tym problem, jednak ja mam ideał. Nie da się tego inaczej określić. Nick wytarł buzię, popijając herbatę, po czym zapytał czy pójde z nim sprawdzić o której godzinie rozpoczyna się wieczorowy teatr. Szybko wstałam i ruszyłam za chłopakiem, zostawiając Austina i Vanessę samych. Skoro on nie miał być zazdrosny, ja musiałam pokazać 100%-owe zaufanie.
- Jaki to ma być spektakl? - zapytałam.
- Sam nie wiem, widziałem że chyba jakaś komedia. - odparł.
Nick nie był specjalnie rozgadany, dlatego po chwili zadałam kolejne pytanie.
- Ty... masz dziewczynę?
- Znaczy... nie.
- Nie?
- Nie, a czemu jesteś taka zdziwiona? - zażartował, poprawiając koszulkę.
- Haha, nie nic. Nie ważne.
Gdy znaleźliśmy się przy recepcji, na plakacie informującym o spektaklu, był narysowany wielki kapelusz. Od razu zorientowałam się, że będzie to miało związek z magią.
- Dzień dobry. Poproszę 6 biletów na spektakl "19 O'clock".
- Dobrze, juz rezerwuję...
Chłopak wybrał miejsca blisko sceny, dziwiła mnie tylko ilość biletów.
- A te 6 sztuk to...
- Dla mnie, Vanessy, Ciebie, Austina, Joego i Ashley. - odpowiedział.
- Joe'go i Ashley?
- No... ona mnie bardzo o to prosiła.
- Ok, rozumiem. Miło będzie spędzić z nia czas.
- A właściwie od kiedy się znacie? - zapytał.
- Oj... no sama nie wiem. Niedługo chyba będzie z 4 lata.
Weszliśmy do restauracji, przy stoliku siedział już tylko Austin i to z nieciekawą miną.
- Co się stało? - zapytałam, kładąc mu rękę na barku i opierając na nim głowę.
Nick poszedł do pokoju, do Vanessy. Nie wiedziałam, co mogło się takiego stać, że mój chłopak milczał.
- O co chodzi? - zaczynałam się juz martwić.
- Wiesz... nic. Chodźmy.
- Na pewno? - zapytałam, widząc że nic się tak naprawdę nie zmieniło.
- Tak, jasne.
Nie naciskałam, to mogłoby tylko pogorszyć sprawę. Idąc obok niego, doszliśmy do pokoju. Siedział w nim Joe, ma szczęście szeroko się uśmiechał co nie oznaczało, że spotkał gdzieś Ash. Bałam się tego wieczorowego przedstawienia, oni się tam chyba pozabijają...
Austin ściągnął koszulkę, nadal z miną jakby był sześcioletnim dzieckiem, któremu nie kupiłam zabawki, po czym położył sie na łóżku zaczynając rozmowę. Zabrałam strój kąpielowy i weszłam do łązienki, dając sms'a do Vanessy:
"To jak? 10 i widzimy sie na plaży? xx"
Odpowiedz przyszła, zanim jeszcze zablokowałam ekran:
"Jasne. Przeproś ode mnie Austina, proszę."
To było dziwne, nie rozumiałam o co mogło chodzic, miałam nadzieję że do niczego nie doszło. Nasmarowałam ciało kremem z filtrem i wyszłam.
- Vanessa napisała, żebym Ci przekazała od niej przeprosiny. Nadal nie powiedz o co chodzi?
- Nie. Powiedz jej, że mało mnie obchodzą. - odparł, idąc się przebrać.
Joe wcześniej wszystko spakował do torby i nasmarował się filtrem, twierdząc że przebierze się na plaży.
- O co mu chodzi? - zaczał szeptem.
- Też chciałabym wiedzieć. - odparłam, równiez cicho, siadając zła na fotelu.
to głupie uczucie o czymś nie wiedzieć. Miał byc piękny dzień... ach.
Mój telefon znowu oznajmił, że otrzymałam wiadomość.
" Cześć. Będziecie dzisiaj na plaży?" Była od... Justina. Wiem, ostatnio się poprawił ale gdyby spotkał się z Austinem, ten miałby zepsuty humor na cały dzień. Zeszliśmy na dół, Joe zabrał jakieś drobne na picie czy lody i po 10 minutach, znaleźliśmy się na plaży. Vanessa, w czarnym stroju z okularami przeciwsłonecznymi i kapeluszem, zaczęła nam machać z miejsca w którym rozłożyli razem z Nickiem koc. Moi chłopcy kładą ręczniki obok nich, a ja pewnym krokiem idę do baru po jakąś wodę, jednocześnie stwierdzając, że Joe jest kiepską osobą do planowania, tego co zabieramy na plażę. Wchodząc do zacienionego, klimatyzowanego miejsca widzę Justina. Nie jest sam, dlatego lekko ukrywam się za drzwiami i już dobrze widzę, że to ....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz