czwartek, 29 maja 2014

Rozdział XXXXXI

Moim oczom ukazują sie zwykłe, smaczne kanapki. Wyobrażam sobie, co by zrobił Justin, ale od razu odganiam te myśli. Koniec. Nie mogę o nim myśleć. 
- O jejku, dziękuję! - mówie słodkim głosem i siadam przy stole. 
- Nie ma za co. Chcesz herbatę? - pyta i uśmiecha się, widząc jak łapczywie jem to, co przyrządził. Byłam strasznie głodna. 
- Tak, jasne. 
- Więc... spotykasz się z Justinem, czy własnie zerwaliście? - widziałam jak niepewnie zadaje mi pytanie. Myslę, że chciał wiedziec na czym stoi, czy możemy pozwolić sobie na cos więcej. Lekko się zaczerwieniam, ale jednoczesnie cieszę  na myśl, że to nie ja będę musiała poruszać ten temat.
- Znaczy... to skomplikowane... Nie wytrzymuje z jego nawykami, teraz mocno sie pokłócilismy i to ko... nie chce, żeby to był koniec ale tak to wygląda. - plącze się, nie chcąc go zawiesć. Nie wiedziałam, czego ode mnie oczekuje. 
- Rozumiem. Mam dokłądnie tak samo ze swoją dziewczyną. 
Co? Dziewczyną? To on jest w związku? Malutkie ukłucie zazdrości przepływa przez mój organizm. Cóż, będziemy mieli jakies tematy do rozmowy. 
- Och, przykro mi. - to jedyne co moge powiedzieć. 
- Nie, nie ma sprawy. - popija kanapkę gorącym napojem. 
Rozmawialiśmy tak jeszcze przez dobre pół godziny. Już wiem czemu Harry ma kłopoty z Alicie i ich związek jest niestabilny. Chłopak poznał równiez moją historię, dał mi nawet kilka cennych rad. To było przyjemne, sami śmialismy się z tego, co nam się przytrafiło i nie myśleliśmy o czasie. 

                                                                             ***

- Chcesz jakies koce? - pyta mnie, gdy jestem juz przebrana w piżamę i właściwie gotowa do snu. 
- Nie, nie. Dziękuję, mam tutaj pościel. - usmiecham się. Harry jest naprawdę miły. 
- Ok, to dobranoc. 
- Czekaj. - mówię, gdy chce już zamknać drzwi i pójść do swojego pokoju. 
- Tak? 
- Co zrobić, jeżeli do mnie pisze i pisze? - pytam, nie wiedząc co zrobić z tym głupim telefonem. 
- Może przeczytać chociaż jedna wiadomosć? - jego usmiech jest teraz perfekcyjny. 
- Dziękuję. - mówię i go przytulam. Jego ręka również mnie obejmuje i czuje jak dłonią gładzi moje plecy. 
- Nie ma za co. - szepcze i odchodzi, delikatnie całując mnie w czoło. 
Wow, nie znałam go od tej strony. Jaki by nie był, pomógł mi, a teraz chce nawet przeczytać to, co napisał Juss. A przynajmniej małą część. 
Kłade sie na łóżku i odblokowywuje telefon. Klikam na wszystko, co otrzymałam od Justina, a liczba wiadomości, czyli 365 mnie przeraża. 
' Wiem, że nie odpiszesz. Powiedz chociaż, gdzie jesteś..." 
" Przepraszam. Przepraszam za wszystko, pozwól to sobie wyłumaczyć' 
' Ona miała problemy, nie oceniaj tego tak, jak to wygląda. Kocham Cie."
'Nie dałem Ci przykładu na lotnisku, kiedy pocałowałem Ciebie? Chcę to robic do końca mojego zycia, jeżeli ma Cie to upewnić'
'Porozmawiajmy. Nie wiem, jak przekonać Cie do spotkania' 
Nie, nie moge tego czytać. Czuję jak łzy zbierają mi się w oczach, ale nic nie pisze. To tylko tak wygląda, on nie może tak naprawiać wszystkiego. Gasze światło, ignoruje kolejne sms'y i próbuję zasnąć. Widzę Justina i Ashley trzymających się za ręce, co chwilę przelatują mi przez głowę słowa chłopaka, widzę nawet te wiadomości. Przewracam się z boku na bok nie mogąc usnać. To nie moja wina, że widzę ich ciągle razem, gdyby do niej nie poszedł nie było by tego i leżałabym u jego boku. To jego wina. 
Po godzinie próby usnięcia nie wytrzymuje i wstaje. Cicho otwieram drzwi i udaję się do kuchni. Nalewam wody do szklanki i patrze na zegarek. Co? Jest juz 2 w nocy? 
Wnioskuję, że chyba juz dzisiaj nie zasnę i popijając wodę staram sie uspokoić. 
Siadam i głęboko oddycham, powtarzając sobie słowa Joego: musze go zostawić.
Muszę zapomnieć, chociaż nie wiem jakbym bardzo go kochała. 
Gdy chce wrócić do łóżka, widzę że w pokoju mojego tymczasowego lokatora pali się mała lampka. On tez nie może zasnąć? Podchodzę i pukam, aby upewnic się czy mogę do niego wejsć. 
- Tak? - słyszę jego głos.
- To ja... nie moge spać. - czuje się jak pięcioletnie dziecko. Boże, po co ja pukałam. 
- Ja też. Chcesz może pogadać? - pyta, a ja niepewnie podchodze do łóżka. 
Widze jego uśmiech, więc kłade sie obok niego. Jest tu znacznie wygodniej i jest mi jakoś łatwiej oderwać sie od wizji Jussa i Ash, którzy sa razem. Tego było mi trzeba. 

środa, 28 maja 2014

Rozdział XXXXX

Nakrywam się cała kocem i chcąc uciec od problemu - próbuję zasnąć. 
Nie wiem jak przeżyję bez Justina, to on dodawał mi pewności siebie, to on dawał mi te wszystkie emocje, dzięki którym moje życie było ciekawe, takie jak chciałam. 
Dałam wcześniej sms'a mojej mamie, że moge wrócic nawet jutro po szkole, bo mam wszystkie książki i że bardzo ją kocham. Nie może się domyslić, co stało się między Jussem, a mną. 
- Heej, Selena? - czuję dotyk i cichy, ciepły głos Joe'go. Delikatnie przecieram oczy i siadam na kanapie.
- Tak? - mamroczę jakbym znowu była pijana, ale raczej chodzi o to że spałam jakąś godzinę i nie zamieniłabym jej w tym momencie na nic innego. 
- Naprawdę mi głupio, ja przepraszam, ale musze wyjść i nie chce zostawiać Cię tu samej... 
- Nie ma sprawy, i tak dużo mi już pomogłeś. - pocieszam go i posyłam mu uśmiech. Naprawdę zawsze mogę na niego liczyć. Wstaję i składam koc, powoli wychodząc. 
- Musisz z nim skończyć, wiesz o tym? - pyta, gdy jestem już w drzwiach. Pewnie chce mi przypomniec, że nie moge do niego isć. Jedynie przytakuję i zamykam drzwi. Schodzę po schodach, modląc się żeby nigdzie po drodze nie spotkać Justina. Nie chcę na niego patrzeć, moja komórka cały czas wibruje, a ja widzę bez przerwy wysyłane sms'y. Zawsze musi tak dochodzić do porozumienia? Wszystkie wiadomości ignoruję i wyłączam telefon aby mnie nie drażniły. Mam jego dosyć, mam dosyć jego kłamstw.
Gdy wychodzę i czuję jak chłodno jest na dworze - załamuję się. Co mam zrobić? Przez chwilę zastanawiam się nad powrotem do Joe'go, ale nie mogę mu tak uciążać. Nie wróce również do domu w takim stanie, od razu zaczną się mnie wypytywac o co chodzi. Na początku myślę, żeby pójść do Vanessy, ale nie odpowiada ona na moje telefony. Szukam w kontaktach chociaż jednej osoby, która mogłaby mi teraz pomóc. Natrafiam na spis imion rozpoczynających sie na literę "H". Widzę numer Harrego, ale nie chcę do niego iść. Nawet nie znam jego adresu, a kto wie co by sie wydarzyło, gdybym do niego poszła. 
Wszystkie moje "kolezanki" przeciez mi odmówią, albo nie odbiorą. Naprawdę nie mam takiej osoby? Znaczy miałam, Justina. Do niego zadzwoniłabym od razu. 
Gdy tylko przypominam sobie, jak zareagowałby na wiadomosc, że przyjade do niego na noc, chce mi się płakać. Ostatecznie wygaszam ekran, nie widząc żadnej sensownej osoby. 
Wsiadam w nocnego bus'a i jadę pod mój dom. Trzęsę się powoli z zimna, nie wierzę że o 20 może być tak lodowato. Pocieram ręce na zmianę i dochodze powoli do drzwi. Jest już ciemno, droge oświecają mi jedynie lampy drogowe. Naciskam klamkę - drzwi są zamknięte. Dzwonie - również brak odzewu. Nigdzie nie pali sie chociażby mała lampka, z czasem orientuje się, że na podjeździe nie ma też auta. NIe, tylko nie to. Musieli pojechać do znajomych mojego taty, tak, teraz pamiętam. Boże, co ja zrobiłam... 
Siadam na ziemi, płacząc gorzej niz na początku. Nie mam nawet gdzie spac, nikt nie może mnie pocieszyć, po prostu przytulić. Znowu zerkam na telefon, wiadomości jest juz mniej, chociaż nadal przychodza i to tylko od Jussa. Nie, chociażby miałabym spać pod tymi drzwiami, wolę to niż proszenie go o nocleg. 
Znów otwieram spis kontaktów, powoli czując jak odmarzają mi palce u dłoni. 
Dzwonię do Harrego, nie myśląc do końca co robię. Nie wiem jednak, kto inny mógłby mi teraz pomóc. Po drugim sygnale słyszę lekko zachrypnięty głos. 
- Tak, słucham? - mówi chłopak a ja nagle tracę zasób słownictwa.
- Harry? Ja wiem, że to głupio zabrzmi... - zaczynam.
- Selena? Cos się stało? - mówi, upewniając się czy to ja. Nie dziwię się, nie zadzwoniłabym do niego od tak o, on o tym wie.
- Mógłbyś po mnie przyjechać? Nie mam noclegu i... no i mogłabym u ciebie zostać? Tylko do jutra, po prostu moi rodzice... 
- Spokojnie, mam dodatkowy pokój. Gdzie jesteś? - pyta, lekko zakłopotany.
- Pod moim domem. - jakkolwiek by to nie zabrzmiało. - znaczy... - chcę sie poprawić, ale chłopak mi przerywa. 
- Wiem gdzie to jest, zaraz będę. - szybko sie rozłącza. 
Skąd on wie, gdzie ja mieszkam? A mniejsza o to, wazne że zaraz przyjedzie. Za moment  tu zamarznę. Wstaję i próbuje się rozgrzać, kiedy czekam na Harrego. Musze byc ostrozna, szczególnie gdy bedziemy juz u niego, nic nie może sie wydarzyć. Właściwie, nie wierzę że zaraz tu podjedzie. Po chwili naprzeciwko mnie staje czarne, wyskoie auto. Harry pokazuje, żebym weszła a ja zadowolona siadam na miejscu pasażera. 
- Boże, twoje usta są całe sine. A twoje ręce... - łapie za nie i czuje, że są dosłownie lodowate.
- Ja wiem... pokłóciłam się z Justinem, moich rodziców nie ma. Ja... naprawdę przepraszam że musiałes tu przyjechać. - łzy spływają mi po policzku, na imię Jussa. 
- Nie martw się, to nie problem. Z tyłu jest koc, weź go i okryj się bo zaraz mi tu zamarzniesz! - lekko żartuje, widząc smutek w moich oczach. 
- Dzięki. - chwytam materiał i dokładnie się nim owijam.
Auto rusza, w głośnikach słyszę muzykę. Harry co chwilę gdzieś skręca, a droga zdaje sie być znajoma. Chwile później chłopak wysiada, a następnie otwiera mi drzwi. Wysiadamy przy jakiś brązowych blokach, są całkiem ładne i nowoczesne. Niedaleko mieszka Vanessa, stąd ulice nie były mi obce. Hazz zaprasza mnie do środka jego małego, lecz uroczego mieszkania i prowadzi do pokoju. Mamy oczywiście oddzielne łóżka, a same wnętrze nie równa się z tym Justina. Dużo jest w nim standardowych mebli, wszędzie wiszą obrazy, a metraż jest znacznie mniejszy. Uśmiecham się, gdy proponuje mi coś do zjedzenia i słysze jak idzie do kuchni. Wyciągnęłam szczoteczke do zębów i piżamę z torby, aby nie szukac ich potem i siadam na moim tymczasowym łóżku. Jest całkiem wygodne, pokój również jest przyjemny. 
Justin przestał już pisać, a telefon wyświetlił mi 200 nieodczytanych wiadomości. Dzwonił też niejednokrotnie i nawet parę razy się nagrał. Stwierdziłam, że odsłucham jedną wiadomość z poczty głosowej "Selena, to naprawdę nie tak jak myślisz. Ona dziekowała mi za pomoc, byłem u niej tylko jako przyjaciel. Ashley miała problemy, błagam Cie... porozmawiajmy. Gdzie teraz jesteś?" Na jej imię sie wzdrygam, a myśl że rzeczywiście u niej był i że się przyjaźnią totalnie mnie rozbija na małe kawałeczki. On ma jeszcze czelność się z nia przyjaźnić? Nie wie, do czego jest zdolna i miał się trzymac od niej z daleka. 
- Selena? - słysze głos Harrego z kuchni. Pewnie juz coś przygotował. 
- Już idę! Sekunda! - wołam i wychodzę z pokoju. 

wtorek, 27 maja 2014

Rozdział XXXXIX

Mój opuszek dotyka gładkiego ekranu, jednocześnie otwierając skrzynkę odbiorczą. 
Gdy patrzę, kto pisał do mojego chłopaka czuje jak miękną mi nogi. Nie, nie ja źle widzę. W pośpiechu odczytuję treść sms'a od Ash:  'Dziękuję za wszystko, ciesze sie że już jest okej. xx" 
Chwila, co?! Przecież Justin miał zerwać z nią kontakt, a ona pisze że "jest ok"? Boże, nie. Łzy powoli spływają  po moich policzkach, gdy widzę jeszcze 3 inne wiadomości od Ashley. 
Jak mógł mi to zrobić? Ustalaliśmy coś, i gdy już wszystko jest w normie, znowu z czymś wyskakuje. Na jego szczęście go tu nie ma, nie wyszedłby żywy z tego mieszkania. Moje wyrzuty sumienia mijają, a głowa przepełniona jest myślami, za co ona mu dziękuje. Jestem rozwścieczona. Mógłby sms'ować z każdym, poza Ashley, przecież ona nadal go kocha. 
Wychodzę zatrzaskując drzwi i nie myśląc o tym, która jest godzina idę do sklepu spożywczego. Cały czas zadaje sobie pytanie, jak mógł mi to zrobić, co jeśli teraz jest z nią? Albo jeżeli nadal się spotykają? Moje policzki sa mokre, makijaż mi sie rozmazał i idę zła przed siebie. Z każdym krokiem złość zamienia się w smutek. Wchodzę do małego sklepiku, bo czuję że zaraz coś rozwalę gdy przed oczami widzę jedynie kostkę brukową. 
- Poproszę whiskey. - mówię, od razu wyciągając portfel.
- Pani jest pełnoletnia? - pytanie te wyprowadza mnie z równowagi, co do cholery?
- Tak, jestem. Inaczej bym tego nie kupowała. - widzę minę sprzedawcy, który jak myślę chciał się raczej upewnić, czy nie jestem pijana. Mogłam tak trochę wyglądać, po tym jak puściły mi nerwy.
Porywam sporą butelkę i gdy wychodzę, niebo jest lekko zachmurzone. 
Siadam na murku i odkręcam szklane opakowanie alkoholu. Okropny smak od razu uderza moje kubki smakowe, na co mocno sie krzywię, ale nie odrywam gwintu od moich warg. Robi się chłodno, ale nie czuję tego przez rozgrzewający, mocny trunek. Gdy upijam juz 1/4, czuję jak powoli odpływam. Przestaję myśleć o Justinie, to chyba był główny cel mojego upicia. Jednocześnie tracę kontrole nad tym co robię, ale i tak pije dalej. Kto mi zabroni? 
Pół butelki znika w 15 minut, ledwo co widzę co sie dzieje. Gdy chce wziąć kolejny łyk, podbiega do mnie chłopak. Przymrużam oczy, chcąc zobaczyć kto to jest, lecz widzę tylko wysokiego człowieka idącego do mnie. 
- Selena?! Co Ty tu robisz? - krzyczy do mnie Joe. Rozpoznaję jego głos i czuje, jak wyrywa mi butelkę. 
- Jeo? Jeo, ooo, jak miło. - mamrocze, przekręcając jego imię. 
- Czy ja muszę widzieć Cię zawsze pijaną? Boże, co się z Tobą dzieje? Idziemy. - przerzuca mnie przez ramie i wlecze do samochodu, a ja mamroczę jakies przypadkowe słowa, co chwilę mówiąc "Juss". Wiem, że to słyszy i czuję jak powoli układa mnie na siedzeniu w jego samochodzie. 
- A co Ty tu robisz? - bełkoczę, smiejąc się. Co ja ze soba zrobiłam? 
- Ratuję Cie. Jeszcze pare łyków i znowu byś zemdlała. Selena, błagam Cie. - wydziera się  i siada za kierownicą, podkręcając ogrzewanie. 
Opieram jedynie głowę o szybę i lekko przysypiam, kiedy wyjeżdżamy sprzed sklepu. 
                                                                            ***
Czuje miękki ciepły koc, rozłożony na moim brzuchu. Rozglądam się wokół i widze mieszkanie Joe'go. Leżę na jego kanapie, obok położony został mój telefon. Chwytam go i widzę, że nikt nie dzwonił. Kolejna łza wypływa mi z oka, ponieważ pamiętam że jestem tu przez Jussa. 
- Nawet nie zadzwonił. - kłade się i mówię do siebie. 
- Dzwonił. Chyba z 20 razy. Odebrałem i opieprzyłem go. Czy Ty myślisz, że on może Cie tak ranić? Nie chciałem być zły, ale gdy powiedział że tu przyjedzie, zacząłem rozmawiać ostrzej. - fuka Joe, słysząc to co powiedziałam. Moje oczy mimo kiepskiego samopoczucia powiększają się i cieszę się na wiadomość, że jednak próbował się ze mną skontaktować. 
- Co zrobiłeś? - podejmuję ten temat, chociaż odczuwam jak alkohol zadziałał na moją głowę, i jak bardzo mnie teraz boli. 
- Słyszałaś.  NIe mogę pozwolić, żeby się do Ciebie zbliżał. 
- Kocham go. - rzucam, aby krótko mu wyjaśnic o co w tym chodzi. 
- Nie gadaj bzdur, lepiej pij wodę. I nie sięgaj już po alkohol, okej? - podaje mi szklankę, wypełnioną wodą i patrząc w oczy, uśmiecha się gdy nie wykazuję sprzeciwu. Lubi mieć racje, znam go nie od dziś. 
- Gdzie Brigit? - pytam po chwili, czując się już troche lepiej. 
- Pokłóciłem się z nią. Ale to minie, wiem to. - jego kąciki ust podnoszą się i wiem, że mówi prawdę. Kiedy promile w mojej krwi maleją, zaczynam widzieć co zrobił dla mnie Joe. Znowu. Nie wierzę, że mam tak dobrego przyjaciela. 
- Przykro mi. Dziękuję. 
- Nie ma za co. Powiesz mi chociaż dlaczego wypiłas tyle whiskey? - siada bliżej mnie, widząc że już konaktuję.
- Ashley. - widzę jak reaguje na jej imię, aż boję się kontynuować. - napisała do Justina. A miał zerwac z nia kontakt, taka była umowa. - dokańczam.
- Co? Dlaczego? 
- Na imprezie razem tańczyli, wiesz wtedy kiedy się upilismy. 
Jego wyraz twarzy nie wygląda najlepiej i wiem, że będzie teraz jeszcze bardziej wkurzony. 
- Ale jak to... co ona... - przerywa mu walenie do drzwi. Podskakuje ze strachu, kiedy ktos zaczyna szarpac za klamkę i wydzierać sie na całą klatkę schodową. Boże, tylko nie to. 
Joe spokojnie wpuszcza do środka Justina, a ten przybiega do mnie, łapiąc mnie za rękę. Jest cały roztrzęsiony, musiał sie przestraszyć kiedy zobaczył, że nie ma mnie w jego mieszkaniu.
- Co sie stało? Kochanie, jestem tu. - mówi mi, a ja zabieram dłoń z jego uścisku.
- Kochanie? Gdzie byłes półtorej godziny wcześniej? - wyrzuca mu Joe.
- Byłem, żeby załatwić ważną sprawę, to nie Twój interes. - wstaje i mierzy go wzrokiem. 
- Ach, a sms od Ashley też sie do tego zalicza? - widze jak Juss traci kontrole i łapie za koszulke mojego przyjaciela.
- Pusć go! On ma rację, miałes zerwac z nią kontakt, jak mogłes mi to zrobić? - krzyczę, przestając dusić w sobie łzy. 
- Skąd wiesz, że pisała... grzebałas mi w telefonie? - zniża swój ton, ale widzę jak na mnie patrzy. 
- Tak. Musiałam. I wiesz co? Nie żałuję, to koniec. Nie wytrzymam tego, jak nie dotrzymujesz obietnic. 
- Skarbie, wyjdźmy. Porozmawiajmy na spokojnie, wyjaśnię Ci to. - podchodzi do mnie i widze, jak nagle przejmuje się tym, co czuję. Niestety jest na to za późno. 
- Byłeś teraz u niej? - pytam, na co potakuje. - Wyjdź stąd. Natychmiast. - mówię, a Joe chwyta go i wyprowadza na klatkę schodową. Czuję, jak strumyczki wody spływaja po mojej twarzy. Nie chciałam, ale musiałam. 


niedziela, 25 maja 2014

Rozdział XXXXVIII

Gdy budze się rano, wtulona w Justina przypominam sobie wczorajszy wieczór. Uśmiech pojawia się na mojej twarzy gdy widzę jak chłopak śpi tuż obok mnie. 
Wstaję po cichu i ubieram moja koszulkę, którą ostatecznie ściągnęłam, aby nie spaść z balkonu. Przypominam sobie, że miałam dzisiaj być w szkole o 8, ale z racji że jest już 20 minut po, stwierdzam że zostanę tutaj. Jedne wagary nie zrobią róznicy, nie przesadzajmy.
Wyciągnęłam papierosy z kurtki Justina, przyłapując się na przeszukiwaniu jego kieszeni. Wiem, że to nie fair, ale musiałam wiedziec czy nie ma gdzieś jakiś naroktyków. 
Odetchnęłam z uglą, widząc że kieszenie są puste i zapaliłam jednego papierosa. 
Juss nadal spał, a ja wyszłam na taras. Zapach dymu by mu nie przeszkadzał, nie w tym rzecz; raczej chodzi o to, że miałby ochote na skręta, a nadal musi zrobić sobie małą przerwę. 
Wpatruję się w ulice, ludzi biegnących do pracy, słonce które jest jeszcze nisko i zatracam się, nabierając znowu dym do ust. 
- Niegrzeczna dziewczynka. - słyszę tuż po tym, jak skrzypienie drzwi dochodzi do moich uszu. 
- Jeden nikomu nie zaszkodził... - widze jak sie uśmiecha i jest to chyba najlepszy widok, który mogę sobie wyobrazić o 8:30. 
- Oczywiście. - całuje mnie i idzie do kuchni aby zrobić śniadanie. 
Wszystko między nami się poukładało. Jest w zasadzie idealnie. Opruszam papierosa gdy słyszę, że Justin woła mnie z kuchni i idę, aby zobaczyć co przygotował. 
- Omlety! O mój Boże, uwielbiam je! - krzyczę jak małe dziecko i przytulam go mocno w podziękowaniu. 
- Dobrze o tym wiem. Masz jakies plany na dzisiaj? - pyta mnie i uśmicha się, kiedy zaczynam jeść to co ugotował. Było pyszne, kucharz z niego jest świetny. 
- W sumie to nie... jedynie pójdę do sklepu, może zrobimy sobie romantyczną kolację? - przygryzam wargę i patrzę na niego w oczekiwaniu. 
- Czyli cały dzień spędzamy razem i kończymy go romantyczna kolacją? - mówi, na co przytakuję. - odpada. - stwierdza i popija herbatę. 
- Jak to? - jestem zaskoczona jak nigdy. 
- Zbyt nudno. Teraz pójdziesz na zakupy jeżeli chcesz, potem posiedzimy tu razem a nastepnie wybierzemy się do wesołego miasteczka. - postanawia, mówiąc to tak pewnym tonem że zastanawiam się, czy w ogóle warto dyskutowac na ten temat. Nawet bym tego nie chciała, plan wydawał sie być całkiem atrakcyjny. Dokańczam mojego omleta, zmywam po sobie i gdy upijam ostatni łyk kawy, zaczynam sie szykować do sklepu. Otwieram szafę, zapominając że nie mieszkam tu na stałe i widzę tylko puste wieszaki. Mam z wczoraj jeansy, nie jest źle. 
Nie wiem jednak co zrobić, żeby zdobyć koszulkę. Nie pójdę chyba w ręczniku do sklepu i nie kupię nowej, a żadnej tu nie zostawiłam. Wzdycham głęboko i wołam do Justina, który jest w łazience.
- Juss? Wiem, że głupio to zabrzmi, ale nie masz jakiejś damskiej koszulki? 
- A wyglądam, jakbym miał? - uśmiecha się, wychodząc z pomieszczenia i patrząc na mnie, ubraną tylko w spodnie i bieliznę. 
- To nie jest śmieszne. Jak mam gdzieś wyjść, jak nie mam co na siebie włożyć? - spuszczam głowę, a chłopak spogląda w kierunku szafki znajdującej się w jego pokoju. 
- Czekaj, zaraz coś wytrzaśniemy. - podchodzi bliżej i zaczyna czegos szukać. 
Chyba nie ma jakiejś starej koszulki z moich poprzednich pobytów w jego mieszkaniu? Barszczę brwi i czekam, na jaki pomysł wpadł Justin. 
- Popatrz, ta jest idealna. - wyciąga czarny t-shirt z białym nadrukiem i wręcza mi go do rąk. 
- Ale... to jest męska koszulka. - patrzę zdziwiona raz na materiał, raz na mojego chłopaka.
- Co za problem? Jest tylko trochę za szeroka, idziesz jedynie do sklepu. - mówi i ubiera bardzo podobny podkoszulek. Zaczynam się śmiać, lecz przeciągam przez głowę czarną koszulkę i spinam włosy. Czuję jego perfumę, jest cudowna. Połowa mnie czuje sie jak meżczyzna, naprawdę. Maluję dwie czarne kreski na powiekach i nakładam delikatną szminkę na wargi aby zminimalizować to uczucie. Jeansy mam lekko przetarte, po chwili decduję się ubrać czarne szpilki z wczoraj i podkreślam całość czarnymi okularami, które wygrzebałam z mojej torebki. Jest całkiem nieźle jak na to, że miałam jedynie jeansy - śmieję sie sama do siebie i otwieram drzwi. 
- Cholera, wyglądasz... genialnie. - słyszę głos zza moich pleców.
- Dziękuję. Zaraz wracam.  - rzucam mu ciepły uśmiech i znikam na klatce schodowej. 
                                                                           ***
Wybór w sklepie jest ogromny. Mimo, że nie bedę przygotowywać kolacji, zrobię zakupy aby Justin miał coś w lodówce. Moja mama myśli, że jestem w szkole więc wróce około 15, aby pokazać się w domu. Pakuję trzy pomidory do siatki, dorzucam do koszyka maliny, wybieram zgrzewkę soku pomarańczowego, na której producent zapewnia mnie, że jest bez konserwantów i ruszam do kasy. 
- Dzień dobry. - mówię, gdy przychodzi kolej na mnie. 
- Dobry. - mamrocze gruba sprzedawczyni, a ja tylko myślę, że nie mogła znaleźć lepszej pracy ze swoim entuzjazmem. 
- Poprosze jeszcze torbę. - dodaję i wyciągam portfel. 
- 56 złotych i 30 groszy. - mówi, na co podaję jej pieniądze. 
Chwytam siatki w dłonie i kieruje się ku wyjściu. Widzę, ile osób patrzy na mnie ze względu na koszulkę Jussa. Czuję sie w niej dobrze, to troche tak, jakby był tutaj cały czas. 
Wychodzę ze sklepu i widzę, że przy moim aucie stoi jakiś mężczyzna. Gdy podchodze bliżej, robiąc pare kroków w kierunku mojego samochodu, rozpoznaję znajomą mi twarz - to Harry. Już mam zawracać i czekać aż odejdzie, lecz słyszę jego miękki głos.
- Hej. - mówi i patrzy jak obracam się w jego stronę. 
- Cześć. - odpowiadam niechętnie i poprawiam torby, które wydają się byc jeszcze cięższe niż wcześniej. 
- Daj, pomoge Ci. - odbiera ode mnie zakupy i gdy otwieram auto, pakuje je do środka. 
- Czemu tu przyszedłeś? - pytam, stając naprzeciwko, utrzymując jednak spora odległośc między nami. 
- Chciałem Ci podziękować że przyszłaś. No i... przeprosić za to, co powiedziałem. 
- Oh. Nie musisz, trudno. - otwieram moje przednie drzwi, widząc że nie ma juz nic do powiedzenia. 
- Stój. Wiem, że jesteś zła. 
- NIe, nie jestem. Po porstu uważam ,że nie powinnam z Toba rozmawiać po tym, co sie stało. Szczególnie, że mam... 
- Justina. Tak, wiem. Przepraszam, to było głupie. Nie gniewaj się, będę źle sie z tym czuł. - przerywa, czego bardzo nie lubię. Słysze jednak, że to co mówi jest szczere i uśmiecham się, aby pokazac że wszystko jest okej. 
- Nie gniewam się, wyluzuj. 
- Fajna koszulka. - droczy sie ze mną, gdy atmosfera się polepsza.
- Wybaczyłam Ci, ale nie jesteśmy przyjaciółmi. - żartuję, zamykam drzwi i odpalam silnik. 
Widzę, że Harry do mnie macha a ja odjeżdżając utrzymuje tylko mój usmiech. 
Wysyłam sms'a Justinowi, że już się za nim stęskniłam i za 20 minut powinnam być w domu z zakupami. Parkuję dokładnie kwadrans po tym i wchodzę po schodach z pełnymi siatkami i znajduję się w mieszkaniu. Jest 14, może coś  ugotuje i musze zmykać do domu. Kładę klucze na półce, słyszę tylko klimatyzację. Justin gdzieś wyszedł? Mielismy spędzić razem czas, to niemożliwe. Rozglądam się po pokojach, nigdzie go nie ma. Nie leży na kanapie, łazienka tez jest pusta. Wyszedł. 
Wybieram lekko poddenerwowana jego numer i słyszę wibrujący telefon na stole w kuchni. Świetnie, zostawił go i nawet nie wiem gdzie poszedł. Patrze na ekran, ma nieodebrane 2 wiadomości i moje połączenie. Jedna jest ode mnie, a druga? 
Selena, nie. To złe, nie grzeb mu w telefonie. Odchodze od stołu, ale moje stopy zawracają. Chcę to zobaczyc, ale jesteśmy w związku. Pewnie to jakiś kolega, albo Ariana. Tak, to na pewno Ariana. Nie musze tego czytać. Każda myśl pojawia się i znika w przeciągu sekundy. 
Moja ręka jest milimetr nad znaczkiem "odczytaj". 


wtorek, 20 maja 2014

Rozdział XXXXVII

Nie chciałam jednak z nim romansować, to nie dla mnie. Juz jeden raz miałam taką sytuację, nie będę zachowywać się jak 11-latka. Zniknełam za rogiem, aby pozbyc się tego beznadziejnego uczucia. Przeszłam trzy ulice, po drodzę kupując rogalika z czekoladą. Gdy już znalazłam się na mojej uliczce,  mój telefon zaczął dzwonić, problemów na dzisiaj nie koniec? 
- Cześć Selena! - przesłodki głosik wydobył się z słuchawki. Kojarzyłam go.
- Hej... kto mówi? - musiałam sie jednak upewnić, aby nie popełnić jakiejś gafy.
- Z tej strony Ariana. Justin do mnie dzwonił... muszę Ci powiedzieć tylko jedna ważna rzecz.
- Posłuchaj kochana, potrzebuje przerwy z Twoim bratem. Zawiódł mnie, ok? I to, że powiesz coś w jego obronie nie usprawiedliwi tego, jak bardzo jest nieodpowiedzialny. - przerwałam ostro.
- Tak, tak ja wszystko to wiem. Nawet nie wiesz ile razy mu to mówiłam. On juz taki jest, nie panuje na imprezach, czasami zbliży sie do kogos za bardzo... ale nie robi tego złośliwie. - zaczęła znowu go tłumaczyć.
- On musi to przemyśleć. Wybacz, ale to juz nie mój problem jaki on jest. 
- Rozumiem Cie, każda dziewczyna by tak zrobiła, ale uwierz że on kocha Ciebie bezgranicznie. Opowiadał mi o Tobie całymi dniami, nawet wiem że twoim ulubionym miejscem jest studio taneczne, że uwielbiasz ciasteczka... serio, znam cie całkiem dobrze. - zaśmiała się, co ja odwzajemniłam nawet nie wiedząc ile ktos może o mnie wiedzieć, widząc mnie raz i to przez kamerkę telefonu. 
- Przemyślę to. - powiedziałam już znacznie cieplej i zakończyłam naszą rozmowę. 
Po chwili znalazłam się w domu. 
- Kochanie, Justin tu był i zostawił jakiś list. - krzyknęła z kuchni moja mama, gdy tylko usłyszała że wróciłam. 
- Cześć. Ok, dzięki! 
Chwyciłam kopertę i pobiegłam uśmiechnięta na górę. Rzuciłam torbę na podłogę, usiadłam na sofie i zaczełam rozpakowywać liścik. Koperta nie była równa, a więc było cos jeszcze zapakowanego w środku. Umierałam z ciekawości, starając sie jednak nadal zachować dystans do wszelkich decyzji o spotkaniu. Gdy rozprostowałam kartkę, zobaczyłam wielki napis "Wiem, jestem do dupy. Przepraszam". Usmiechnęłam sie szeroko i zobaczyłam co jeszcze było w kopercie. Juss zapakował do niej jeden papieros, z napisem " J + S = <3 " 
Tak to było w jego stylu. Napisałam sms'a, aby wiedział że już to przeczytałam, wysyłając jedynie emotkę otwartej koperty. Spakowałam potrzebne mi na jutro książki, zrobiłam zadanie z historii, notabene ołówkiem Harrego, który w oczach moich koleżanek był zrobiony ze złota  i gdy już miałam zacząć uczyc się angielskiego, otrzymałam wiadomość zwrotną. 
"Spotkamy się w kawiarni? Proszę, tylko pół godziny".  
Popatrzyłam na moje podręczniki, plan lekcji i co najważniejsze  - zegarek. Pomyślałam chwilę i gdyby nie telefon Ariany, odmówiłabym. Odpisałam, zgadzając się i narzucając cieplejszy sweterek, ponieważ za oknem nie widziałam specjalnie pięknej pogody. 
Zeszłam, mówiąc mamie że wrócę za niecałą godzinę i udałam się do kawiarni. 
*Pół godziny później* 
- Cześć. Dziękuję, że pszyszłaś. - powitał mnie Juss.
- Hej. O czym chciałeś rozmawiać? - zapytałam dosyc sucho, zgodnie z moim planem dotyczącym dystansu. Jego mina była idealna do nagrania, numer jeden na wszelkich toplistach youtuba. 
- Przepraszam. - westchnał i dotknął mojej dłoni. Zabrałam ja jednak i poprawiając włosy, zaczęłam moją wcześniej zaplanowaną wypowiedź. 
- Ograniczasz imprezy, alkohol i papierosy. Od dzisiaj. A jeżeli nie, to nie musisz mnie zatrzymywać kochanie. 
- Wszystko dla tak zdecydowanej kobiety. - odparł i popatrzył na mnie z lekkim podziwem.
- To będziemy tutaj tak siedzieć? - zapytałam, gdy chłopak wpatrywał sie we mnie jak w obrazek, a sekundy na moim zegarku mijały jedna po drugiej.
- Może sie czegoś napije...sz? - na jego szczęście nie dokończył tego w liczbie mnogiej. 
- Ja może poproszę piwo. Małe piwo. - usmiechnęłam się i po chwili mówię to samo do kelnerki. Justin wziął wodę. Wiedział, że na nic innego mu nie pozwolę. 
- Zaczekaj. - powiedział, gdy już wypiłam połowę mojego napoju.
- Cos sie stało? - zdziwiłam się, patrząc jak przybliża sie do mnie, nachylając się nad stołem. 
- Jesteś cała brudna. - powiedział i dosłownie zlizał białą pianę z moich ust. 
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się i przygryzłam wargę. 
- Może wpadniesz do mnie? Teraz? - zapytał.
- To chyba nie najlepszy pomysł. Mówiłam, że niedługo wrócę, a poza tym... muszę zobaczyc czy dotrzymasz słowa. 
- Ok, to odprowadzę Cię. - oznajmił i wyszliśmy z budynku. 
Justin prowadził mnie inna drogą ale wiedziałam, że teraz nie zrobi niczego głupiego. 
Za duzo by to go kosztowało. Po chwili znaleźliśmy się w parku. Było tam cudownie mimo tej nieciekawej pogody. 
- Nie znałam tej drogi. - powiedziałam, łapiąc go za rękę. 
- Nie znasz jeszcze wielu dróg. - odparł lekko niewyraźnie, dokładnie w jego stylu. 
Szliśmy coraz wolniej, czas nas nie interesował. Drzewa były prosto z bajki, czuję że będę chodzić tutaj chodzić częściej. Nagle zobaczyłam, że naprzeciwko nas idzie chłopak w czarnym płaszczu, z kręconą czupryną na głowie. O nie, tylko nie Harry. Spuściłam głowę i przyśpieszyłam kroku, aby nikt ; ani mój partner, ani Harry nic nie zauważyli. Juss jednak to wyczuł i zatrzymał mnie, chwytając mocno za moją rękę. Od razu zaczął mnie całować, do momentu kiedy Harry przeszedł już kawałej za nami. 
- Teraz już się odczepi czy mam z nim porozmawiać? - zapyta, uśmiechając się szeroko.
- Myślę, że to już podziałało. Skąd wiedziałeś? 
- Znam Cię zbyt dobrze. - spojrzał na mnie i obydwoje zaśmialiśmy się głośno. 
Nasze palce się splotły i poszliśmy dalej. Tak mogłabym spędzać każde popołudnie. 
- Mogę wejść do środka? - zapytał mnie, gdy już miałam zamknąć drzwi od mojego domu i pożegnać sie z nim krótkim "cześć". Moje myśli nadal krążyły wokół pijanego Justina, a mój rozum chciał go jeszcze troche ukarać, ale moja ręka samoistnie otworzyła drzwi, przepuszczając go do środka.
- Dzień dobry. - przywitał się z moimi rodzicami, którzy własnie coś robili w oddzielnych pokojach.
- Witaj Justin. Chciałbyś może ciasto? - zapytała moja mama, wyglądając z kuchni ubrana w niebieski fartuszek. Trzymała sernik i uśmiechała się do mojego chłopaka. "wow, co za odmiana" - pomyślałam i zatrzasnęłam drzwi. 
- Nie, nie. Dziękuję bardzo. 
- Jak ty to robisz? - szepnęłam, wchodząc po schodach, tak aby tylko Juss mógł to usłyszeć. 
On jedynie zachichotał i otworzył drzwi do mojego pokoju. 
Usiadłam na kanapie, patrząc na chłopaka. Justin usiadł koło mnie, delikatnie opierając się na swojej ręce.
- Wiesz, że bardzo Cię kocham? - w tym momencie moje wszelkie urazy mijają i delikatnie przytakuję na jego słowa. 
- Nie będziesz już się tak upijać? - pytam i patrzę na jego oczy, chcąc zmanipulować go do reszty.
- Nigdy... - całuje mnie, a następnie bawi się moimi włosami. 
' Cześć. Jutro organizujemy imprezę klasową, aby lepiej zapoznać się z Harrym. Wpadniesz? Zoe, xx" Odczytuję sms'a, jednoczesnie przerywając naszą romantyczną chwilę. 
Zoe? Ona nigdy by do mnie nic nie napisała. Mimo, że się kolegowałyśmy, ona była bardzo popularna i nie chciała abyśmy utrzymywały bliskie kontakty. Odpowiadam "tak" bez większego namysłu, ponieważ klasowa impreza nie jest wcale takim złym pomysłem. Nie mówię jednak o tym Justinowi i oplatam od tyłu ręce na jego klatce. 
- Zostaniesz na dłużej? - pytam, delikatnie sie uśmiechając, a on potakuje. 
Kładziemy się na łóżku i obdarzamy sie delikatnymi pocałunkami. Gdy Justin próbuje ściągnąć ze mnie koszulkę, obsuwam ją spowrotem i przygryzam wargi, pozostawiając mu niedosyt. Wiedziałam o tym, o to chodziło. 
Na jego twarzy dostrzegłam grymas, lecz nadal pozostawałam jedynie przy całowaniu. 
Gdy mój chłopak opuścił mój dom, zaczynam myśleć o imprezie. O tym, że będzie na niej Harry, wszystkie moje "koleżanki", tyle obcych mi osób... Gdy juz mam odpisać, że jednak mi coś wyskoczyło i nie mogę przyjsć, dostaję wiadomość od nieznanego mi numeru. 
' Cieszę się, że wkrótce Cie zobaczę. 18:00, pamiętasz? :) '  Harry. To musiał być on. 
Wzdycham głęboko i z zaufaniem do mojej intuicji, decyduję że tam pójdę. Wkrótce zasypiam, a mój mózg uklada plan jutrzejszej imprezy, nakazując mi uważać. 
Budzik dzwoni rano, stawiając mnie na równe nogi, tak że mam wystarczjąco duzo czasu na przebranie się. Jest dzisiaj ciepło, nareszcie mogę założyc coś krótszego. 
Decyduję sie na kremową bluzkę z krótkim rękawkiem i dosyć dużym wycięciem na plecach, oraz spodnie 7/8. Wiążę włosy w niedbały kucyk, prostując przed tym włosy i nakładam błyszczyk. Całość dopełniają drobinki różu na moich policzkach, a gdy mam już torbę z moimi książkami i obowiązkowym ciasteczkiem, stwierdzam że jestem gotowa. 
Wychodzę, a słońce od razu opromienia mi twarz. Przymrużam oczy i kieruję sie do autobusu. Zajmuję grzecznie, o dziwo wolne miejsce i rozglądam sie po bezchmurnym niebie. 
To musi być cudowny dziń - myślę i po chwili wysiadam kiedy pojazd zatrzymuje się pod moją szkołą. Lekcje mijają mi dosyc dobrze, chociaż nadal czuję wzrok Harrego na każdej mojej części ciała. Widze też, jak sie do mnie uśmiecha. Nie zwracam jednak na to uwagi i wracam do domu. Gdy orientuję się, że moja praca nad zadaniami domowymi, porządki i przeglądanie internetu zajęło mi aż tyle czasu, że zegarek pokazuje godzine 17:10, załamuję sie i biegnę do łazienki. Wzmacniam znacznie makijaż, dodając czarne kreski, dosyć ciemny cień i grubą warstwę tuszu na moje rzęsy. Moje usta wypełniają się znacznie, gdy nakłanam na nie błyszczyk i poprawiam kontury kreską. Włosy zostają spięte, tak ja były a mój strój ulega zmianie; spodnie zamieniają się w szorty a bluzkę zastępuje luźny t-shirt z pomarańczowymi, małymi wzorkami. Zakładam równiez okulary przeciwsłoneczne, gdyż słońce świeci znacznie mocniej i dumna z siebie wychodzę. Moje nogi są już zmęczone, ale jestem blisko umówionego miejsca. Docieram na nie z lekka zadyszką i pięciominutowym opóźnieniem. Wszycy spoglądają na mnie gdy podchodze do grona "popularnych" i posyłam im ciepły uśmiech. Ku mojemu zdziwieniu serdecznie mnie witają, podają ciastka i orzeźwiający napój, a ja rozpoczynam rozmowę z Juliet. Nigdy tak długo nie rozmawiałyśmy, jest całkiem miła. Każdy nagle bierze coś do picia i wznosimy toast za dobry początek Harrego w nowej szkole. Nadal jest ciepło, ale jestesmy na zawnątrz co sprawia że każdy się uśmiecha i nie czuje dyskomfortu. 
- Bierzemy coś mocniejszego? - pyta się Brown, mój "kolega". Mimo, że dobrze bawiłam się i z colą, sięgam po szklankę napełnioną alkoholem i siadam na trawie, obok dziewczyn. Całkiem dobrze się bawiłam i nawet nie byłam znudzona, gdy minęła już druga godzina. Harry unikał mojego wzroku, sama starałam się zachowac do niego dokłądnie taki sm stosunek. Zoe, Juliet, Daniele, Freny, Polly i ja usiadłyśmy w kółku i zaczęłyśmy plotkować. Ich rozmowy opierały się głównie na ubraniach, ale i tak uśmiechałam się z powodu że nareszcie dostrzegły mnie - szarą myszkę. Dobrze mi w ich gronie, a z każdym łykiem trunku atmosfera się rozkręca. 
- Gramy w butelkę? - pyta jedna z nich. Wszyscy patrzą na Danielle, trzymającą butelkę i znaczna wiekszośc potakuje. Robię to nawet ja, ale widzę że zaczynam tego żałować gdy siadamy w kółku, a naprzeciwko usadawia się Harry. Alkohol jednak buzuje mi lekko w zyłach i pozostaję na miejscu śmiejąc się i żartując. 
- Prawda, czy wyzwanie Polly? - pyta Sam, kiedy gwint pokazje na dziewczynę. 
- Prawda. - oznajmia dziewczyna i przełyka lekko ślinę. Każdy jest lekko podpity, ale rozmawiamy normalnie. 
- Kogo z tego grona najbardziej lubisz? 
- Wszystkich. - odpowiada, a ja odczuwam ciepło rozchodzące się we mnie. To miłe. Nigdy by tak nie powiedziała. Miałam nadzieję, że to nie tylko przez alkohol i bawiła się równie dobrze jak ja. 
- Prawda czy wyzwanie? - słowa te padają ponownie, tym razem w kierunku Zoe.
- Wyzwanie. 
- Ściągnij koszulkę i zostań tak do końca gry. - oznajmia Greg. 
Ona jedynie przewraca oczami i ściąga ja posłusznie. 
Kolejne prawdy i wyzwania padają jedna po drugiej, doprowadzając niektórych do szleństwa. Niektóre sa naprawdę straszne, nie wiem jak Freny mogła ściągnąć spodnie, a potem zatańczyć z Moodym w samej bieliźnie. Widac jest odważna. Nadal jednak butelka nie wskazała mnie. Zaczynałam się powoli niecierpliwić, ale nagle słyszę "Prawda czy wyzwanie Sel?" Zastanawiam się chwilę, nie kryjąc mojego usmiechu i odpowiadam "wyzwanie" 
- Dobra. Pocałuj Harrego. - czerwienie się i zaprzeczam, kiwając głową na boki. 
- Weźcie, ona jest inna. Spokojniejsza, zdecydowanie. - słysze pomruki jakiegoś kolesia z tyłu. To mnie denerwuje. Nawet bardzo denerwuje i sięgając po butelkę wódki przybliżam się do Harrego. Maja mnie za świętoszke? Zobaczymy. Alkohol źle na mnie działa, bo jestem coraz bliżej ust chłopaka. 
Nagle czuję, jak delikatnie ich dotyka, a tłum za nami piszczy z radości. Nie mogę przestać i po chwili czuję zimne palce Harrego, dotykające mojego brzucha. Całuję go mocniej a inni tylko krzyczą, podkręcając atmosferę. Moje myśli są szalone, jego usta nadal stykają się z moimi. On siąga ze mnie koszulkę i delikatnie szepcze "Lepiej niż z Justinem, prawda?" Skąd on zna jego imię? Chwila, co ja wyprawiam. Co on wyprawia?! Naburmuszona patrzę na niego a on tylko się we mnie wpatruje. Odsuwam się od niego, lecz powstrzymuję się od komentarza ze względu na dobrą atmosferę. Nie chce, żeby inni myśleli że coś się stało, że znowu mi coś nie pasuje. Harry patrzy sie na mnie jeszcze bardziej dokładnie niz poprzednio. " Co Ci odbiło Selena?" - mówię sama do siebie ale nadal sztucznie sie usmiecham gdy wszyscy na mnie patrzą, pełni zdziwienia. Idziemy dalej, gdy nagle Harry otrzymuje wyzwanie, aby pocałowac mnie ponownie. Wtedy szybko odchodzę, kiwając przecząco głową. Byłam przerażona. Co ja właśnie zrobiłam?! "Przyjadź po mnie, proszę. Czekam przy kiosku, niedaleko Waterloo" udaję sie szybko pod kiosk, a chłopak idealnie podjeżdża na czas. Wsiadam i patrze na niego, chcąc powiedzieć co się stało. Jego oczy są spokojne, co bardzo mnie dziwi. 
- Przepraszam. Ja byłam na imprezie klasowej. Nie bądź zła, że Ci nie mówiłam. - patrzę błagalnym wzrokiem, a on nadal zachowuje spokój. To było podejrzane. Bardzo. 
- Nie ma sprawy, Harry mówił że byłas spokojna. Pewnie zalazł Ci za skórę. - uśmiecha się a ja doznaje szoku. 
- Skąd znasz jego imię?! Jest nowy... on też wiedział jak się nazywasz! - podnosze głos, a Justin rusza, dodając gazu. 
- Cóż... kolegujemy się. Uważaj, bo może pocałowac Cie przy pierwszej lepszej okazji. - mówi spokojnie.
- I ty tak o tym spokojnie mówisz? - patrzę na niego wielkimi oczami. Zachowywał się jak mój przyjaciel, to było okropne. 
- Tak, on lubi sie tak bawić dziewczynami. Poza tym, wie że jestes moja. - uśmiecha się i zaczyna się śmiać. Jest cholernie pewny siebie i lekceważy Harrego. Po części mi się to podoba, ale nie roumiem go w 100%. Gdy Austin się do mnie zbliżał, choćby żeby mi coś podać to jego zazdrość stawała się ogromna. Tylko potakuję i usmiecham się.
- Hej, gdzie Ty jedziesz? - pytam, gdy skręca w złą ulicę.
- Do domu. 
- Dom jest tam. - odpowiadam i wskazuje palcem w przeciwnym kierunku.
- NIe kochanie. - "kochanie" mnie totalnie rozwala, szczególnie wypowiedziane przez niego. Nagle widzę, że skręca a osiedle, gdzie znajdował sie jego dom. Wtedy wszystko staje sie jasne. Nie skrywam mojego uśmiechu, gdy ten odpina pasy i wychodzi z auta. 
Idziemy po schodach, a potem wchodzimy do środka. Uwielbiam to miejsce, jest genialne. 
- NIe chciałabyś zapalić? - pyta, wyciągając paczkę papierosów. 
Waham się przez chwilę, lecz moja ręka wyraźnie nie ma problemów i decyduje się sięgnąć w jej kierunku. Widzę, że Juss się uśmiecha, no dobra - tu mnie ma. 
Odwzajemniam usmiech i widzę, jak on jeszcze bardziej się u niego powiększa gdy wyciągam moją złotą zapalniczkę. Nigdy się z nia nie rozstaję. Zaciągam się, po czym siadam na sofie i przyglądam się, gdy ten ściąga koszulkę. Justin wślizguję się obok mnie i patrzy jak ruszam papierosem. Sam po nie nie sięgnął, co bardzo mnie cieszyło. Chyba zrozumiał mój "zakaz". 
Pozwalam, aby mógł wziąć dym do ust z mojego skręta i widze ile sprawia mu to radości. Czuję jego dotyk, gdy znowu sięga po papierosa i nie jestem w stanie mu odmówić aby kolejny raz jego usta go dotknęły. Kładę się aby troche odpocząć po tej imprezie i wziać głęboki oddech. Przez moment czuję zimne palce Harrego na moim brzuchu, to nie mogło mieć miejsca. Uczucie to zamienia się na dotyk Justina, który chce zbliżyć się do mojej twarzy. 
Całuje mnie, a gdy ja to odwzajemniam zaczyna się seria pocałunków. Po chwili Juss chce ściągnąć ze mnie koszulkę, ale nadal chcę być złośliwa i hamuje jego ruch rękoma. Uśmiecham się jak głupia, gdy widze jak bardzo to go drażni. 
Chłopak bierze mnie za ręce, mimo że sie wyrywam i zanosi na balkon. Jest zbyt silny, a jego mięśnie mocno spięte uniemozliwiaja mi ruchy. Pozostaje mi się śmiać, co właśnie czynię, gdy czuję już wiatr na moich plecach. 
- Co ty robisz? - śmieję się, gdy nachyla mnie nad ulicą. Wiem, że mnie nie puści, nie ma takiej opcji. 
- Albo będę w końcu mógł zedżeć z ciebie te ubrania, albo moje ręce nie wytrzymają. - usmiecha się i patrzy raz na mnie, raz na ulice na dole. 
Potakuję i znowu złączam moje usta z jego, gdy już stoje na zimnych kafelkach tarasu. 



poniedziałek, 19 maja 2014

Rodział XXXXVI

Obudziłam się gdy zadzwonił budzik i szybko zerwałam sie z łóżka. Było trochę później niż myślałam, musiałam mocno spać. Przebrałam sie w codzienny strój, nałorzyłam lekki makijaż i porywając czekoladowe ciasteczko z lady, opuściłam dom. Siedząc w autobusie i wyglądając przez okna, stwierdziłam, że muszę trochę zwolnić tempo, ograniczyc imprezy i poukładać moje realcje. Nadrobić braki w ocenach bo zbliżał się powoli koniec roku i co najważniejsze - odpocząć. 
Justin się nie odzywał, lecz nie martwiłam się tym specjalnie. W zasadzie to była jego sprawa, jeżeli on nie martwił się o mnie to po co ja miałam się martwic o niego? Gdy pojazd się zatrzymał, wysiadłam razem z moimi "znajomymi". Fajnie by było, gdybym kogoś z nich naprawdę lubiła. Wiem, że się powtarzam ale moje towarzystwo spoza szkoły było o niebo lepsze. Przekroczyłam próg, obawiając się że znowu wszyscy zaczną się na mnie gapic bo Justin znowu coś wymyśli. Obawiałam, albo miałam nadzieję. 
Nikt jednak nie zwracał na mnie uwagi, wszystko wróciło do normy, a gdy znalazłam się na przeciwko szafek - napisu nie było. Wtedy byłam zła. Nie wierzyłam, że potraktował to tak normalnie. Nawet nie zadzwonił, nie przeprosił... Ale co się dziwić, pewnie ledwo co dotarł do domu. Po drugiej lekcji, gdy moja złość już minęła, a na telefonie nie było żadnego powiadomienia - zaczełam się martwić. Stanełam przy szafce i rozmyslałam, czy aby na pewno wszystko jest z nim w porządku. Nie chciałam o tym myślec, ale moje sumienie mi na to nie pozwalało. Podczas gdy moje koleżanki chodziły i chichotały, plotkując nawzajem o sobie, ja wysyłałam kolejnego sms'a do mojego chłopaka. Nagle podszedł do mnie Austin, trzymając coś w ręce. 
- Masz, to na uspokojenie. - otworzył dłoń, w której miał białą tebletke i uśmiechnął się do mnie. 
- Dziękuję. - powiedziałam i zgarnęłam pigułkę, delikatnie dotykając jego palców. 
- Wszystko w porządku? - zapytał, a ja starałam się nie rozwijać wontku dotyczącego Justina. 
- Tak, jasne. 
- Zawsze nie umiałas kłamać. - mówiąc to, odgarnał moje włosy za ucho. Poczułam wtedy jego dotyk na moim policzku. Momentalnie zrobiłam krok do tyłu. 
- Przepraszam, ale spieszę się na lekcje. Do zobaczenia potem? 
- Nie ma sprawy. - odparł spokojnie i odszedł. 
Żwawym krokiem ruszyłam w stronę sali, gdzie zaraz miał sie zacząć angielski. 
Pani otworzyła drzwi, a my weszliśmy do środka. Wygodnie usiadłam i rozłożyłam książki, czekając aż usłyszę "Good Morning. How're ya all my dear klass?". Nasza nauczycielka nas naprawdę lubiła, z resztą my ją też. Ogromnie sie zdziwiłam, gdy zamiast tego usłyszałam jedynie "Good Morning". Zrozumiałam to dopiero, gdy do klasy wszedł wysoki, przystojny brunet i stanął przy jej biurku. 
- A więc to jest nasz nowy kolega. Może się przedstawisz? 
- Cześć. Mam na imię Harry, musiałem sie przenieść do szkoły bliżej mojego nowego domu... - chłopak lekko plątał się w słowach, ale jego uśmiech wynagradzał mi wszystkie pomyłki. Miał kręcone, ciemne włosy i błyszczące oczy. Wszystkie moje koleżanki patrzyły na niego, jak na najnowsze buty w jednym z najlepszych butików.
- Także, uznajmy że się znacie. Harry, usiądź tam, obok Seleny. - moje oczy zrobiły się wielkie i od razu zaczęłam się denerwować. 
- Czesć, bardzo ładne imię. - usiadł koło mnie i wyciągnął zeszyt. 
Uśmiechnęłam się i zaczęłam spisywać zdania z tablicy. Harry był przesłodki, ale nadal myślałam o tym, że Juss się nie odzywa. A jeszcze rano postanowiłam, że zwolnię z moim życiem...
- Ugh. - jęknęłam, gdy złamał mi się mój ulubiony ołówek.
- Proszę, weź ten. - chłopak wyciągnął bardzo podobny z piórnika i położył go przy mojej książce.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się i zaczęłam pisać ponownie. Wszyscy się na nas patrzyli, to było straszne. Automatycznie uważałam na każdy mój ruch i każde moje słowo. Co chwile poprawiałam włosy i kręciłam się na krześle. Widziałam, że Harry też się stresował, pierwszy dzień w nowej szkole i od razu wszystkie oczy sa skierowane na niego. 
Nareszcie, dzwonek zadzwonił i mogłam wyjść. Wstałam i tylko gdy przekroczyłam próg, zaczeły się pytania. Lawina pytań. "Jaki on jest? Masz jeszcze ten ołówek? Boże, ile ja bym dała żeby siedział tak blisko mnie! Jego włosy sa cudowne, coś jeszcze zauważyłaś? Może zamienimy sie miejscami?" 
- Stop! - krzyknęłam, tak że mój głos było słychać na całym korytarzu. 
Wtedy spoglądnął na mnie Harry, Pani od angielskiego, Ashley, wszyscy koledzy, nawet Austin to usłyszał. Chciałam się zapasć pod ziemię. Uciekłam do toalety, zamykając sie w pierwszej lepszej kabinie. Zaczełam głęboko oddychac i sie uspokajać. Czy moje życie musiało wyglądac jak kolejka górska? 
- Selena? - usłyszałam ciepły, męski głos. - Przepraszam, przepraszam. - szeptał, najwyraźniej chcąc dostać się bliżej mnie. 
- Także, uznajmy że się znacie. Harry, usiądź tam, obok Seleny. - moje oczy zrobiły się wielkie i od razu zaczęłam się denerwować. 
- Czesć, bardzo ładne imię. - usiadł koło mnie i wyciągnął zeszyt. 
Uśmiechnęłam się i zaczęłam spisywać zdania z tablicy. Harry był przesłodki, ale nadal myślałam o tym, że Juss się nie odzywa. A jeszcze rano postanowiłam, że zwolnię z moim życiem...
- Ugh. - jęknęłam, gdy złamał mi się mój ulubiony ołówek.
- Proszę, weź ten. - chłopak wyciągnął bardzo podobny z piórnika i położył go przy mojej książce.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się i zaczęłam pisać ponownie. Wszyscy się na nas patrzyli, to było straszne. Automatycznie uważałam na każdy mój ruch i każde moje słowo. Co chwile poprawiałam włosy i kręciłam się na krześle. Widziałam, że Harry też się stresował, pierwszy dzień w nowej szkole i od razu wszystkie oczy sa skierowane na niego. 
Nareszcie, dzwonek zadzwonił i mogłam wyjść. Wstałam i tylko gdy przekroczyłam próg, zaczeły się pytania. Lawina pytań. "Jaki on jest? Masz jeszcze ten ołówek? Boże, ile ja bym dała żeby siedział tak blisko mnie! Jego włosy sa cudowne, coś jeszcze zauważyłaś? Może zamienimy sie miejscami?" 
- Stop! - krzyknęłam, tak że mój głos było słychać na całym korytarzu. 
Wtedy spoglądnął na mnie Harry, Pani od angielskiego, Ashley, wszyscy koledzy, nawet Austin to usłyszał. Chciałam się zapasć pod ziemię. Uciekłam do toalety, zamykając sie w pierwszej lepszej kabinie. Zaczełam głęboko oddychac i sie uspokajać. Czy moje życie musiało wyglądac jak kolejka górska? 
- Selena? - usłyszałam ciepły, męski głos. - Przepraszam, przepraszam. - szeptał, najwyraźniej chcąc dostać się bliżej mnie. - Także, uznajmy że się znacie. Harry, usiądź tam, obok Seleny. - moje oczy zrobiły się wielkie i od razu zaczęłam się denerwować. 
- Czesć, bardzo ładne imię. - usiadł koło mnie i wyciągnął zeszyt. 
Uśmiechnęłam się i zaczęłam spisywać zdania z tablicy. Harry był przesłodki, ale nadal myślałam o tym, że Juss się nie odzywa. A jeszcze rano postanowiłam, że zwolnię z moim życiem...
- Ugh. - jęknęłam, gdy złamał mi się mój ulubiony ołówek.
- Proszę, weź ten. - chłopak wyciągnął bardzo podobny z piórnika i położył go przy mojej książce.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się i zaczęłam pisać ponownie. Wszyscy się na nas patrzyli, to było straszne. Automatycznie uważałam na każdy mój ruch i każde moje słowo. Co chwile poprawiałam włosy i kręciłam się na krześle. Widziałam, że Harry też się stresował, pierwszy dzień w nowej szkole i od razu wszystkie oczy sa skierowane na niego. 
Nareszcie, dzwonek zadzwonił i mogłam wyjść. Wstałam i tylko gdy przekroczyłam próg, zaczeły się pytania. Lawina pytań. "Jaki on jest? Masz jeszcze ten ołówek? Boże, ile ja bym dała żeby siedział tak blisko mnie! Jego włosy sa cudowne, coś jeszcze zauważyłaś? Może zamienimy sie miejscami?" 
- Stop! - krzyknęłam, tak że mój głos było słychać na całym korytarzu. 
Wtedy spoglądnął na mnie Harry, Pani od angielskiego, Ashley, wszyscy koledzy, nawet Austin to usłyszał. Chciałam się zapasć pod ziemię. Uciekłam do toalety, zamykając sie w pierwszej lepszej kabinie. Zaczełam głęboko oddychac i sie uspokajać. Czy moje życie musiało wyglądac jak kolejka górska? 
- Selena? - usłyszałam ciepły, męski głos. - Przepraszam, przepraszam. - szeptał, najwyraźniej chcąc dostać się bliżej mnie. - Także, uznajmy że się znacie. Harry, usiądź tam, obok Seleny. - moje oczy zrobiły się wielkie i od razu zaczęłam się denerwować. 
- Czesć, bardzo ładne imię. - usiadł koło mnie i wyciągnął zeszyt. 
Uśmiechnęłam się i zaczęłam spisywać zdania z tablicy. Harry był przesłodki, ale nadal myślałam o tym, że Juss się nie odzywa. A jeszcze rano postanowiłam, że zwolnię z moim życiem...
- Ugh. - jęknęłam, gdy złamał mi się mój ulubiony ołówek.
- Proszę, weź ten. - chłopak wyciągnął bardzo podobny z piórnika i położył go przy mojej książce.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się i zaczęłam pisać ponownie. Wszyscy się na nas patrzyli, to było straszne. Automatycznie uważałam na każdy mój ruch i każde moje słowo. Co chwile poprawiałam włosy i kręciłam się na krześle. Widziałam, że Harry też się stresował, pierwszy dzień w nowej szkole i od razu wszystkie oczy sa skierowane na niego. 
Nareszcie, dzwonek zadzwonił i mogłam wyjść. Wstałam i tylko gdy przekroczyłam próg, zaczeły się pytania. Lawina pytań. "Jaki on jest? Masz jeszcze ten ołówek? Boże, ile ja bym dała żeby siedział tak blisko mnie! Jego włosy sa cudowne, coś jeszcze zauważyłaś? Może zamienimy sie miejscami?" 
- Stop! - krzyknęłam, tak że mój głos było słychać na całym korytarzu. 
Wtedy spoglądnął na mnie Harry, Pani od angielskiego, Ashley, wszyscy koledzy, nawet Austin to usłyszał. Chciałam się zapasć pod ziemię. Uciekłam do toalety, zamykając sie w pierwszej lepszej kabinie. Zaczełam głęboko oddychac i sie uspokajać. Czy moje życie musiało wyglądac jak kolejka górska? 
- Selena? - usłyszałam ciepły, męski głos. - Przepraszam, przepraszam. - szeptał, najwyraźniej chcąc dostać się bliżej mnie.  - Także, uznajmy że się znacie. Harry, usiądź tam, obok Seleny. - moje oczy zrobiły się wielkie i od razu zaczęłam się denerwować. 
- Czesć, bardzo ładne imię. - usiadł koło mnie i wyciągnął zeszyt. 
Uśmiechnęłam się i zaczęłam spisywać zdania z tablicy. Harry był przesłodki, ale nadal myślałam o tym, że Juss się nie odzywa. A jeszcze rano postanowiłam, że zwolnię z moim życiem...
- Ugh. - jęknęłam, gdy złamał mi się mój ulubiony ołówek.
- Proszę, weź ten. - chłopak wyciągnął bardzo podobny z piórnika i położył go przy mojej książce.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się i zaczęłam pisać ponownie. Wszyscy się na nas patrzyli, to było straszne. Automatycznie uważałam na każdy mój ruch i każde moje słowo. Co chwile poprawiałam włosy i kręciłam się na krześle. Widziałam, że Harry też się stresował, pierwszy dzień w nowej szkole i od razu wszystkie oczy sa skierowane na niego. 
Nareszcie, dzwonek zadzwonił i mogłam wyjść. Wstałam i tylko gdy przekroczyłam próg, zaczeły się pytania. Lawina pytań. "Jaki on jest? Masz jeszcze ten ołówek? Boże, ile ja bym dała żeby siedział tak blisko mnie! Jego włosy sa cudowne, coś jeszcze zauważyłaś? Może zamienimy sie miejscami?" 
- Stop! - krzyknęłam, tak że mój głos było słychać na całym korytarzu. 
Wtedy spoglądnął na mnie Harry, Pani od angielskiego, Ashley, wszyscy koledzy, nawet Austin to usłyszał. Chciałam się zapasć pod ziemię. Uciekłam do toalety, zamykając sie w pierwszej lepszej kabinie. Zaczełam głęboko oddychac i sie uspokajać. Czy moje życie musiało wyglądac jak kolejka górska? 
- Selena? - usłyszałam ciepły, męski głos. - Przepraszam, przepraszam. - szeptał, najwyraźniej chcąc dostać się bliżej mnie. 
- Harry? - zapytałam, niepewna.
- Tak. Wyjdziesz na chwilę? Nie mogę zostać tu specjalnie długo, jest tu zbyt różowo. - zaśmiał się, a ja wyszłam, ukrywając moje czerwone poliki. 
- Czego chcesz? - rzuciłam. Byłam zła. Na wszystko. 
- Spokojnie. Jak chcesz mogę się przesiąść... - popatrzył na mnie i lekko się do mnie zbliżył. 
- Znaczy... ja... - nie dokończyłam, bo chłopak mnie delikatnie pocałował. Zrobił to po raz drugi, równie subtelnie. Nagle odsunełam moje usta.
- Przepraszam... ja nie mogę. Mam chłopaka. - wybiegłam, ponownie zawstydzona. Harry jednak był spokojny i chwilę po mnie równiez wyszedł na korytarz. 
Nadal każdy się na mnie patrzył, czułam ich wzrok na sobie. Chciałabym, żeby ten dzień się skończył. Chciałam zobaczyć Jussa, wiedzieć że nic mu nie jest. 
Tego było za dużo, gdyby nie ta tabletka od mojego byłego to nie wiem czy dałabym radę zniesć jeszcze te dwie lekcje. Na nastepnych godzinach Harry usiadł ze swoimi nowymi kolegami. Wiedziałam jednak, że mnie obserwuje. 
Nawet nie wiecie, jak cieszyłam się gdy w końcu usłyszłam dzwonek. Spakowałam się i wyszłam na zewnątrz. Miałam mętlik w głowie, dziewczyny z mojej klasy już dopytywały sie Harrego kiedy ma wolną chwilę, a on nadal śledził mnie wzrokiem. 




czwartek, 15 maja 2014

Rozdział XXXXV

- Selena?! - nagle słyszę głos Joego, który co chwilę oklepuje mnie po moich policzkach. 
Przez lekko zmrużone oczy widzę, że jestem w jakimś pokoju, leże na sofie a obok mnie jest tylko mój przyjaciel. 
- Co Ty tu... - łapię się za głowę i próbuję z trudem usiąść. 
- Ciiiicho. - szepcze i kładzie spowrotem, delikatnie przykrywając mnie kocem.
- Co się sta... gdzie my jesteśmy? - mamroczę, zamykając oczy. 
- Przesadziłas z alkoholem. Justin nie zna chyba ograniczeń. - mówiąc to, zaczynałam sobie przypominać o co chodzi, a przynajmniej wiedziałam, że nadal jestem w tym budynku. 
- Gdzie Justin? - mówię już troche bardziej wyraźnie i rozglądam się, nie widząc mojego chłopaka.
- Nie wiem. Wygoniłem go. Był tak pijany, że Bóg wie gdzie się teraz poniewiera. - odparł, jakby nic sie nie stało.
- Co?! - podniosłam ton, nie wierząc że mógł tak zrobić.
- To co słyszysz. On Cie upił, nie wyobrażasz sobie co teraz mogłoby się stać? Gdyby znaleźli Cie jacyś ćpuni? Selena, myśl. 
Może i miał racje? Gdyby on nie wziął mnie z tej barowej lady, nie wiem czy teraz nie byłabym załamana. 
- Dziękuję. Ale jak mogłeś wygonić Justina, gdzie on teraz jest? - zapytałam.
- Chyba sobie żartujesz. On jest aż tak nieodpowiedzialny i to Ty masz sie o niego martwić? - odparł, patrząc na mnie jak na wariatkę. Mruknęłam, ale wiedziałam że ma on rację. Zawiodłam się na Jussie, przecież mogło mi się coś stać. - teraz zostaniesz z Austinem. Ja idę do Vanessy. Cześć. - dodał po chwili i wyszedł.
- Nie. Tylko nie z nim. - mówię zdecydowanie, slysząc imie mojego byłego. 
- Przeciez on nie gryzie. - odparł, juz wychodząc. Czy on myslał, że ja tak po prostu z nim zostanę? Nie ma mowy. Chciałam sięgnąć po telefon, ale gdy chciałam się poruszać, moja głowa odmawiała posłuszeństwa, chcąc pozostać na poduszce. Westchnęłam i łapiąc sie za czoło zaczekałam, jak przyjdzie Aus. Rozglądałam sie po tym pomieszczeniu, nie było specjalnie urokliwe. Przypominało mi lekko piwnicę, może własnie tutaj zaniósł mnie Joe? Ktoś nagle nacisnął klamkę i powoli otworzył skrzypiące drzwi. 
- Cześć. - mówi chłopak, siadając obok mnie. 
- Nie musiałes tu przychodzić. 
- Wiem. 
Zapadła cisza. Austin popatrzył na mnie i złapał moją rękę. Błądziłam wzrokiem, chcąc uniknąć widoku jego błyszczących oczu, wpatronych w moją twarz. 
- Proszę, nie wykorzystuj sytuacji... - zabrałam dłoń, więdząc do czego to może zaprowadzić. 
- Tęsknię za tobą. - oznajmia, nie wiem czemu. 
- Przestań. - podniosłam się mimo obolałej głowy, nie mogąc spędzić ani chwili dłużej z nim w jednym pokoju. Przechodzę dosyc powoli do drzwi i wychodzę, chcąc odnaleźć Justina. Niektórzy naprawdę przestadzili z alkoholem i juz leżeli na podłogach. Gdy ich widziałam, doceniałam to co zrobił dla mnie Joe. Zaczełam wypatrywać mojego ukochanego, z którym miałam duzo do ustalenia. Było dosyc ciemno, nie do końca widziałam kto kim jest. Przybarze go nie było, gdy podeszłam na parkiet, wydawało mi sie że też go nie widzę. Martwiłam się coraz bardziej, wspominając słowa Joe'go. Szukałam go wszędzie, chociaż czułam sie fatalnie. Gdy juz prawie sie poddałam, zobaczyłam że dużo osób siedzi w  czymś w rodzaju loży. Duża lampa oświacała ludzi, którzy tam siedzieli i jedna osoba wydawała mi się całkiem podobna. Zrobiłam parę konkretnych kroków, omijając tańczących imprezowiczów i znalazłam sie na przeciwko wesołej gromady. Pili i palili, oczywiście Justina tam nie brakowało. Siedział on wygodnie rozłozony, popalał cygaro i żartował w gronie jak mi sie wydaje, nowych znajomych. 
- Justin, pozwolisz na chwilę? - zawołałam głośno, aby mnie usłyszał.
- Ooo... tu jesteś! Akuku... - podszedł do mnie chwielnym krokiem, uradowany że się "znalazłam"
- Ty jestes całkowicie pijany! Zostawiłes mnie tam, czy ty myslisz? - wyrzuciłam z pretensjami, przekrzykując głośna muzyke.
- Ja? Nieee... tylko troche wypiłem. Mooo- że chcesz zapalić? - z trudem sklejał sylaby, podając mi cygaro. Rzuciłam je na ziemie i mocno go łapiąc, wyprowadziłam na zewnątrz. 
- Jesteś taki nieodpowiedzialny! Jak mogłeś? - szturchałam, aby zrozumiał chociaż trochę z moich ciągłych narzekań. Było zimno, ale podejżewałam, że Jussowi to nie robi róznicy. 
- Co... ale że jak? - mamrotał, ledwo co stawiając kolejne kroki. 
- Człowieku! - krzyknełam, niewytrzymując już całej tej sytuacji. - czy ty naprawdę ie widzisz w tym nic złego?! Ogranicz to, to ja mam Cie ratować? Co by było gdybyś to przedawkował?! 
Chłopak milczał, patrząc na mnie. Sama nie czułam się idealnie, ale ból głowy powoli ustepował. Nerwy mi puściły i odeszłam szybko, wsiadając do pierwszej lepszej taksówki, wysyłając Vanessie sms'a z przeprosinami, dotyczącymi mojej krótkiej obecności. Ostro i konkretnie podałam adres mojego domu taksówkarzowi i ruszyliśmy na przód. Było cicho, chociaż myślałam że o 24:30 będzie więcej ruchu. NIe mogłam przestac myśleć, jak Justin mógł mi wykręcic taki numer. Owszem, też ubiłam zapalić czy wypic ale wszystko z umiarem. Nie wspominając, że to ona jest mężczyzną. Słono za to zapłaci. Kierowca podjechał pod mój dom. Wyszłam, płacąc bo oczywiście mój ukochany upity chodził teraz po parkiecie i weszłam do domu. Zamknełam mój pokój i wzdychając, jednoczesnie usiadłam na łóżku. To było straszne. Jak każda impreza ma się tak kończyc, to ja za wszystkie dziękuję. Podziękowałam jeszcze Joe'mu sms'em i przebrałam się, okrywając moje ciało kałdrą. Wtuliłam twarz w poduszkę i zasnęłam. 

środa, 14 maja 2014

Rozdział XXXXIV

Napisał do mnie Joe, o dziwo przepraszając mnie za to co zrobił. Nie miałam jednak ochoty mu wybaczać, bo myślałam że rozumiemy sie znacznie lepiej. Nic nie odpisałam, wyciszyłam dźwięk i schowałam telefon do kieszeni, licząc na to że jutro go nie spotkam.  Nick zawzięcie rozmawiał, Justin i Vanessa przyszli a ja stwierdziłam, że najwyższa pora się zbierać. Narzuciłam kurtkę i wyszłam. Miałam nadzieję, że mój chłopak również szczęśliwie zajdzie do domu, bo widziałam że był lekko pijany. Nie omijały mnie też myśli o jutrzejszej imprezie, przecież będzie tam Ashley... niech ten wypad będzie lepszy od mojej ostatniej wyprawy, błagam. 
*Następny dzień, około 17* 
- Selena! Wyglądasz świetnie, możesz juz wyjść z tej łazienki? - słysze po raz setny, dobijającego się do drzwi chłopaka. Czy on myśli, że przygotowanie sie na imprezę urodzinową, i to nie byle jaką to chwila? Nadal patrzyłam w lusterko, poprawiając każdą niedoskonałość. Gdy stwierdziłam, że wszystko jest idealnie, wyszłam. Obróciłam się, uśmiechając sie szeroko i czekałam na reakcję Jussa.
- Jeżeli tak masz wyglądać cały dzień... księżniczko... - popatrzył na mnie pocałował, po chwili wchodząc do łazienki. 
- Dzień, albo noc... - powiedziałam gdy już zamknął drzwi. 
Popatrzyłam na telefon, aby sprawdzić jak stoimy z czasem. Mimo, że się grzebałam, a Justin wcale nie był ode mnie szybszy nie było najgorzej. Bardziej martwił mnie stan psychiczny Joe'go, który wydzwaniał do mnie od godziny. Czy on sobie myśli, że jeżeli powie mi któryś juz raz od wczoraj, wszystko wróci do normy? Nawet nie chciałabym widzieć miny mojego chłopaka, a znając charakter mojego przyjaciela, nie byłyby to czyste przeprosiny, a tuż po nich usłyszałbym "ale...". Taki już był Joe i chyba zapomniał że znam go za dobrze, aby mógł to zatuszować od tak. Czas płynął, a my nadal byliśmy w domu. Spakowała prezent, jeszcze raz popatrzyłam w lustereczko czy aby wszystko jest w porządku i czekałam gotowa do wyjścia.  Justin wyszedł. Wyglądał genialnie. Czarny garnitur, krawat... czyzbym zakochała się w nim jeszcze bardziej? 
- Dzień... albo noc. - powtórzyłam i usmiechnełam się, wymykając mu się, gdy ten chciał mnie przytulić. Wiedziałam, że jego też to bawi. 
Usiedliśmy w wcześniej zamówionej taksówce i podalismy adres klubu. Sami nie wiedzieliśmy gdzie on się znajduje, był nowy i nie reklamował się zbytnio. Nie wierzyłam, gdy podjechaliśmy pod wskazaną ulicę. Ten budynek był cudowny i naprawdę wyglądało to jak ślub. Ludzie trzymali kwiaty, prezenty i wina. Stanelismy obok jakiś przypadkowych ludzi, którzy oczekiwali "narzeczeństwa" i cierpliwie czekaliśmy starając się zachować powagę. Nie mogłam sobie wyobrazić, jak ten cudowny obrazek przemienia się w dziką imprezę z alkoholem i istnym szaleństwem na parkiecie. Vanessa i Nick podjechali pod wejście i weszli do środka. Byliśmy ponownie zaszokowani, bo widzieliśmy z daleka  wchodzącego tłumu, że  nie było ani parkietu, świateł... niczego. 
- To naprawdę mia byc nudna impreza, gdzie sie posmiejemy i pogadamy? - zapytałam dyskretnie Justina.
- To Nick, czyli jest to całkiem możliwe. - wzruszył ramionami i trzymając mnie za rękę - wprowadził do środka. Nick, ubrany w czarny, elegancki garnitur stał z szampanem w ręku i witał wszystkich, mówiąc aby stawali pod drzwiami. Wygłosił przemowę, dotyczącą jego, Vanessy, wszystkich jego przyjaciół i gdy juz lekko przysypiałam, opierając sie o mojego ukochanego... zaczął odliczać. " Trzy, dwa, jeden!" Po tym, szampan wybuchnął, muzyka została puszczona na maxa, a tło ślubne, które okazało się być idealnym złudzeniem zniknęło, ujawniając normalny klub. Nikt sie tego nie spodziewał, to nawet nie wyglądało sztucznie. Ludzie piszczeli z zachwytu. Juz znałam podstep... te stroje! Wyglądaliśmy komicznie. Goście, jak i my rzucili prezenty w kąt a Van zapoczątkowała dziką balangę. Justin poprosił mnie do tańca. Czułam, że przetańczymy całą noc. Jego dłonie mocno mnie objęły w talii, wprowadzając ciało w ruch. Bujaliśmy się tak w rytm naszych ulubonych piosenek, nie czując upływającego czasu. Taniec to było coś w czym doskonale sie odnajdowaliśmy, nasze ciała idealnie współpracowały. Nie baliśmy się okazywać sobie uczuc publicznie i wykonywać profesjonalnych kroków, gdy wszyscy wokół ledwo co sie bujali i usmiechali się do siebie nawzajem. Wtedy reszta sie nie liczyła. Czułam bicie jego serca, jego oddech. Wiedziałam nawet jakie kroki zaraz zrobi... to było nie do opisania. 
Gdy wpuszczono na salę trochę światła, aby odpocząć od tyłu zaczedł mnie jakiś chłopak. Na początku myslałam, że to kelner i tak jak myslałam, podał mi drinka. Jedynym małym szczegółem było to, że był to Austin. Wręczył mi on kieliszek, a nastepnie dosłownie w mgnieniu oka musnął mój policzek swoimi ustami. Mój chłopak zrobił gwałtowny krok do przodu, a ja natychmiast zatrzymałam go ręką. 
- Proszę, nie zwracaj na to uwagi. - powiedziałam, zbliżając moja twarz do jego. 
Chłopak tylko popatrzył na odchodzącego już Austina i został na miejscu, nie pakując się w żadne kłopoty. Gdy znowu zapadły ciemności, poszliśmy do baru. 
- Poprosimy 10 kieliszków wódki. - powiedział Justin, przebijając się przez mocne basy, towarzyszące głośnej muzyce. 
- Az tyle? Ja wypije na pewno mniej. - powiedziałam, patrząc jak barman rozlewa alkohol do kileiszków. 
- Spokojnie, damy radę. Nie możemy być zbyt trzeźwi, prawda? - uśmiechnął się Juss i postawił 5 kieliszków przed moją twarzą. Spojrzałam na nie niepewnie. Wzięłam pierwszy, potem drugi, następnie trzeci... a potem leciało już z górki. 

wtorek, 13 maja 2014

Rozdział XXXXIII

Joe nie zwracał na mnie uwagi i szedł dalej. Przestałam wołać, gdy usłyszałam zanikające się drzwi. Momentalnie z moich oczu wypłynęły łzy i weszłam do środka mieszkania spowrotem. 
- Justin, po co to robiłeś... - zaczęłam i usiadłam na kanapie, tam gdzie przed chwila siedział  mój przyjaciel. 
- Nie słyszałaś co z głupoty gadał? Miałem tak o, kontynuować kiedy jest zupełnie inaczej? - od razu podniósł głos. 
- Tak, znaczy... Przepraszam. To jest mój najlepszy przyjaciel, naprawdę mi pomógł. 
- Rozumiem, ale przyznasz ze przesadził. - odpowiedział i usiadł obok mnie. 
- Wszyscy sa przeciwko mnie. Czy to sa moi przyjaciele? Tej coś się nie podoba, ta się zakochała... - zaczęłam wyładowywać emocje i rozszerzać moja wypowiedź coraz bardziej. 
- Najważniejsze jest to, co my czujemy, nie przejmuj sie nim, z czasem będzie lepiej. Twoja mama już inaczej na to patrzy... Myślę, ze Nick tez nie będzie miał nic przeciwko. Tak? - popatrzył mi w oczy. 
- Racja. 
Chłopak mnie przytulil, a ja otarłam łzy delikatnie sie uśmiechając. 
Nagle dostałam wiadomość od Vanessy. Przeczytałam pierwsza linijkę, Takiego sms'a nie spodziewałabym sie w ogóle, tymbardziej od mojej szalonej przyjaciółki. Tak sie zdziwiłam, ze wypuściłam telefon z ręki. 
- Co jest? - zapytał Juss. 
- Vanessa... 
- Van?! Coś sie stało? - zmartwił sie, wiedząc ze dotyczy to jego przyjaciółki.
- Nie... ona... Bierze ślub. 
On złapał się za głowę a ja zaczęłam sie śmiać. Vanessa i ślub? Nie wierze. 
- Ale jak to? Teraz? Z Nickiem? - zadawał duzo pytań, wyraźnie zaszokowany.
- No zobacz. - wręczyłam mu telefon. 
Mój chłopak wczytał się w treść i nie wiem dlaczego, zaczął się śmiać w niebogłosy.
-To urodziny Nicka, nie żaden ślub. Czytaj chociaż trochę ze zrozumieniem. - pokazał mi dopisek, który rzeczywiście mówił o imprezie w klubie, a "Ślub" był tytlko tematyką. 
Tylko ja mogłam przeinaczyć urodziny w ślub.
- Czyli czekaj... jest to impreza urodzinowa, o tematyce ślubnej w tym nowym klubie przy Fright'a, tak? - zapytałam, mając już mętlik w głowie.
- Dokładnie. O 18, jutro. 
- Jutro? - krzyknęłam dziwiona. O takich większych imprezach powiadamia się troche wcześniej... - przecież moja mama mnie zabije, jak dowie się że znowu gdzieś baluję po nocach. 
- Oj przestań. Mamy większy problem. Suknia. Masz jakąś elegancką? - usmiechnał się, a ja przytaknęłam.
W sumie, to nie dużo się pomyliłam bo kto normalny organizuje impreze, która ma odzwierciedlać prawdziwy ślub? Wtedy Nick bedzie panem młodym, a Vanessa Panną młodą. Nie mogłam powstrzytmać się od śmiechu. 
- Masz teraz mokrą kanapę i mokrą dziewczyne... to co robimy? - powiedziałam, zmieniając temet.
- Dziewczyna nie taka mokra, kanapę sie wytrze... a teraz pójdziemy do kawiarni. Pogoda jest beznadziejna, co Ty na to? 
- Jasne! - wstałam i narzuciłam kurtkę. 
Wyszliśmy, zamknęliśmy drzwi i zeszliśmy po schodach. Pogoda była  rzeczywiście idealna na gorącą kawę, szczególnie że było mi zimno od tej mokrej bluzki. Przeszliśmy przez dosłownie trzy ulice, mocno trzymając sie za ręce i znaleźliśmy się w Starbucks'ie. 
- To tutaj jest Starbucks? - zdziwiłam się, nie znając tego osiedla.
- Tak. Usiądź tam a ja cos zamówię. 
Ściągnęłam kurtkę, usiadłam przy stoliku i rozglądając się po tym wielkim pomieszczeniu oczekiwałam na mój gorący napój. Wszędzie były obrazy, przedstwiające ziarna kawowca, lub filiżanki. Wszędzie pachniało kawą, było pełno ludzi. 
- Uważaj, bo jest gorąca. Mam nadzieje, że lubisz wanilię. - Justin postawił po chwili kubek na stoliku i usiadł naprzeciwko mnie.
- Wanilię? Uwielbiam. - powąchałam kawę i napiłam się odrobinkę, juz czując wspaniały smak. 
- Wiesz... mam ci coś do powiedzenia. - zaczął.
- Dawaj. - usmiechnełam się i spojrzałąm na niego.
- Chciałbym żebyśmy wylecieli do Anglii. Nie na stałe, na 2 tygodniee, miesiąc... 
- Musiałabym porozmawiać z rodzicami... też bardzo bym chciała, ale nie wiem czy to się uda w najbliższym czasie. 
Rozmowę przerwali nam Vanessa i Nick, wchodząc i od razu nas zauważając. 
- Cześć gołąbeczki. Dostaliście wiadomość? Aj, najpierw się przebiorę. Możemy się dosiąść? - pewne rzeczy się nie zmieniły i chyba nigdy nie podlegną zmianie - Van jest roztargnięta i lubi gadać. 
- Jasne, nie ma problemu. - odpowiedział Justin, dostawiając dwa krzesła i ponownie siadając na swoim miejscu.
Gdy już wszyscy siedzieliśmy razem, rozpoczął się temat imprezy urodzinowej.
- Dlaczego akurat taka tematyka? Nie do końca kojarzy mi się z urodzinami. - zapytałam, jednoczenie stwierdzając fakt. No bo komu ślub kojarzy się z urodzinami? 

- Mieszkamy razem... już od dawna się znamy... kto wie jak to będzie. Poza tym, Nick to wymyślił, nie ja. - odparła Van, z wyraźnym usmiechem na ustach. 
- Mam nadziję, że nie macie nic przeciwko temu że pójdziemy tam razem? - zapytał Justin.
- Nie no, skąd! Nie mogłam Ci wysłać jakiejś informacji, bo nie miałam Twojego numeru. Ale jestes bardzo mile widzianym gościem. 
Zaczęliśmy rozmawiać, żartować... tego mi ostatnio brakowało. W końcu mam moją przyjaciółkę na wyłączność. Jeszcze Justin był jej znajomym, nie miała nic przeciwko "nam". 
- To co? Teraz coś mocniejszego? - zaproponował mój chłopak. 
Wiedziałam, że to zrobi. Na szczęście mogłam coś wziąć, a oni myśleli że moja wilgotna koszulka to sprawa deszczu. Vanessa zamówiła coś strasznie mocnego, Nick pozostał przy klasycznym kieliszku wódki, z reszta tak jak ja. Justin wybrał z karty jakiegoś drinka i nadal siedzieliśmy, gadając o tak nie istotnych rzeczach, że z połowy sie śmialiśmy. 
Juss i Vanessa wyszli na zewnątrz zapalić, ja jakos nie miałam ochoty. Wolałam palić z nim. Tylko i wyłącznie. Nick nie bawił się najlepiej, wiedziałam że ma coś do mojego chłopaka. 
- Nie zaraziłeś się jeszcze paleniem od Vanessy? - zapytałam go, przerywając niezręczną ciszę.
- Nie. Jeszcze nie, bo ona jest istnym diabłem. - zaśmiał się. - pewnie jest teraz zachwycona, że nie musi tam sama sterczeć. - dodał, a ja popatrzyłam na tą dwójkę, stojącą za drzwiami. 
Przez chwile nawet chciałam tam pójść, ale zostawiając Nicka czułabym sie dziwnie. Chłopak dopił resztkę wódki i odszedł, aby gdzieś zadzwonił. Najwyraźniej nie miał takiego charakteru jak ja i nie miał z tym problemu. Kelnerki co chwilę prosiły klientów do odbioru ich zamówień, a ja nadal czekałam na Justina. Ile można palić? Nagle przyszedł do mnie sms. Czyżby wszystkie dzisiejsze wiadomości mają mnie dzisiaj zaskakiwać? 

DZIEKUJĘ WAM ZA PONAD 500 WYSWIETLEŃ, JESTEŚCIE CUDOWNI :)