czwartek, 10 kwietnia 2014

Rozdział XX

Na scenie oświetlonej małymi, białymi światełkami stał Justin z mikrofonem. Po chwili zaczęły na niego spadać płatki czerwonych róż. Pierwsze dźwięki, upewniły mnie że piosenka jest kierowana do mnie. Chłopak delikatnie śpiewał tekst znajomej mi piosenki. Słyszałam ją w radio pewnego dnia. Bardzo mi się podobała. Ale chwila, o co chodziło?  Gdy doszło do refrenu, za moimi plecami wyłonili się Nick i Van. 
- I jak? Podoba Ci się? - zaczęła Vanessa z lekkim uśmiechem na twarzy. Gdy juz miałam odpowiedzieć, że to chyba  jakiś  żart, do stolika podszedł Austin. 
- Co to ma znaczyć? - krzyknął.
- Ja... nie wiem...
- Nie. Zostaw to mnie. - powiedział i rzucając szklankę z Mohito, poszedł w kierunku sceny. Poprawił lekko koszulkę i włosy. Szedł przed siebie z uniesioną głową. Szykowałam się na najgorsze i krzyczałam, ale on już nic nie słyszał. 
Dziewczyny ubrane w najdroższe suknie patrzyły to na Justina, to na mnie. Wiedziały, że chłopak ciągle się na mnie patrzy, a ich wygląd i najdroższe biżuterie nic nie zdziałają. Czułam się jak w telenoweli. Nagle mój chłopak wziął drugi mikrofon od DJ'a i stanął obok Jussa, dając mu groźne spojrzenie. Wiedziałam, że to mój koniec. 
Westchnęłam i patrzyłam co będzie się dalej działo. 
Justin zaczął śpiewać, jakby nie było tam Austina: 
There's nothing like us, there's nothing like you and me
Together through the storm.There's nothing like us, there's nothing like you and me...Together.
On jednak szybko o sobie przypomniał, nucąc wcale nie gorzej:

What about love? What about the promisses? You take it all and leave me nothing. 
What about love? What about love,love,love? 

Vanessa i Nick byli przerażeni. Stali za mną, nie zdając sobie w co mnie wpakowali jakimś żarcikiem...
- Ale... to miało wyglądać inaczej. On miał śpiewać do Ashley. - powiedział Nick.
- Jak to? Do Ashley? - odparłam zdziwiona.
- To miał być plan, że my odciągniemy waszą uwagę, a on zaśpiewa coś dla niej. Nawet wytatuował sobie tatuaż "LIOBF". - dodała Vanessa.
- No a co to waszym zdaniem oznacza? 
- No... Ash mówiła, że Justin wyjawił, że to skrót od Love Is One Beautiful Feeling" - rzekł Nick.
- No to pięknie... - zakończyłam rozmowę i podeszłam pod scenę. Chłopcy nadal śpiewali. To była walka. Walka na głosy. Właściwie, to nie wiedziałam że mój chłopak tak genialnie śpiewa. Gdy pokazałam palcem Austin'owi, żeby wyszedł, ten powiedział: 
"Na zawsze moja." , poczym popatrzył z pogardą na Justina, który powoli dokończył piosenkę. 
Austin zszedł po schodkach.  Złapałam go za rękę i razem wyszliśmy przed salę.
- Błagam Cię, co Ty wyprawiasz? - zaczęłam.
- Jak to co? Lepiej odpowiedz, co on tam robi. Z różami. Wiem, że patrzył na Ciebie. 
- Nie wiem. Znaczy wiem... to trudne. I to nie moja wina. - oparłam się na jego ramieniu.
Chłopak mnie delikatnie objął. Wiedział, że przecież nie prosiłam o to Justina. Nawet nie chciałam żeby to robił. Bałam się tej rozmowy, ale była nieunikniona. Nie mogę bać się mówić prawdy, komuś kogo kocham tak mocno, że każde kłamstwo jest tak ciężkie to zatajenia... 
- Powiedz o co chodzi. Obiecuję, że nie będę się złościł, jeżeli to tylko jego wina.
- Chodzi o to, że... kiedyś coś między nami zaiskrzyło. Teraz on próbuje... jakby to tak... 
- Odzyskać. - dokończył, już lekko poddenerwowany.
- Dokładnie. I ja z nim rozmawiałam, parę razy mnie zaczepiał, aż wkońcu... poszliśmy do studia tatuażu. Powiedział, że potem mnie zostawi w spokoju... - bałam się każdego słowa.
- I Ty się zgodziłaś?! - podniósł ton. 
- Tak... chciałam spokoju, on mnie błagał. Coś we mnie pękło. I... on wytatuował sobie taki skrót literowy... Love Is One Big Fail... po czym powiedział, że mnie bardzo kocha. - ostatnie zdanie powiedziałam chowając twarz w dłoniach, na jednym wydechu. Bałam się jego reakcji.
- I co dalej?
- Powiedziałam, że możemy być przyjaciółmi. Dodałam, że tylko z Toba jestem szczęśliwa. Przysięgam, nie ma winy po mojej stronie. - zaczęłam płakać. Austin był zły. Bardzo zły. 
Nagle się odwrócił, chcąc ode mnie odejść. Złapałam go szybko za rękę. 
- Kocham Cię. 
On mocnym ruchem zabrał dłoń i poszedł dalej. Kucnęłam na ziemi, patrząc na mieniące się kafelki. Moje łzy, kapiące na podłogę oświetlały ogromne żyrandole. Musiałam coś zrobić. 
Nagle, patrząc na kropelki wody, które przed sekundą wypłynęły z moich oczu, wpadłam na pomysł. Czas,żebym to ja go zaskoczyła, coś między nami naprawiła i przede wszystkim udowodniła. Weszłam do windy, pełna nadzieji, że wszystko wypali a następnie ruszyłam do naszego pokoju. Drzwi były lekko uchylone, wiedziałam że Austin już tam jest. "No kochanie, teraz się przekonasz co jest między nami" - pomyślałam i pewnie pchnęłam drzwi do środka. 

Dziękuję kochani za kolejne wyświetlenia, proszę komentujcie coś od czasu do czasu! :))) 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz