niedziela, 30 marca 2014

Rozdział XV

Pomimo tego, że lekko odpychałam chłopaka, ten cały czas mnie całował. W końcu się poddałam, zapomniałam o tym co było. Może właśnie dlatego ta winda się zacięła? Los chce, abyśmy teraz sobie wybaczyli? Przyciągnęłam go do siebie, łapiąc za czarną skórę i oddawałam pocałunki wielokrotnie. Austin mnie złapał za uda i pozwolił zaplątać nogi na jego biodrach.  Nagle, z głośnika windy, dobiegł głos - "Przepraszamy za awarię. Niedługo dojedzie mechanik, prosimy zachować..." 
Austin nacisnął guzik, przerywając jednocześnie instrukcję jak powinniśmy się zachować w takiej sytuacji i powiedział, cały czas mnie trzymając - "Nawet nie wiesz, jak Cię kocham"
Wtedy go mocno przytuliłam i w takim uścisku czekaliśmy na pomoc.
Chłopak dał mi swoją skórę, ponieważ zrobiło się trochę zimno.
- Przykro mi, nie mam gorącej czekolady. - powiedział z uśmiechem.
- Nic nie szkodzi. Niczego już nie potrzebuję. - odparłam, patrząc mu głęboko w oczy.
- Już nigdy nie popełnię żadnego błędu. Obiecuję.
Austin pocałował mnie w rękę, w zasadzie składając mi coś w rodzaju obietnicy. 
Po chwili zapaliło się światło i winda ruszyła. Wyszliśmy, trzymając się za ręce. 
Austin otworzył mi drzwi i zaprosił do środka. Gdy tylko zobaczyłam napis "WYBACZ" z płatków róż, nie mogłam się powstrzymać i zaczęłam płakać z radości. To był jakiś sen? 
- Uszczypnij mnie - powiedziałam do chłopaka, który stał obok mnie.
- Dlaczego? - był bardzo zdziwiony.
- Nie wierzę. 
- Ale w co? - zaczał się śmiać. 
- No w ... - brakowało mi słów.
Austin złapał mnie w talii, lekko trzymając i patrząc prosto na mnie.
- Popełniłem błąd. To trzeba jakoś naprawić. Nikt inny nie czyni mnie takim szczęśliwym. 
- Kocham Cię! - wykrzyknęłam, rzucając się mu na szyję. To był jakiś cud. Mimo, że zrobił coś złego na prawdę mu na mnie zależy. On był wręcz idealny. 
Usłyszeliśmy krzyki na korytarzu. To była Ashley. Szybko wyszliśmy i zobaczyliśmy ją, Justina i Joe'go, którzy ewidentnie nadużyli alkoholu. Jedynie Ash jakoś kontaktowała, chłopcy trzymali butelkę wódki i śpiewali ludowe piosenki. 
- Selena, jak miło! Idziemy na plażę do Nick'a, trochę się zabawić. Idziecie z nami? - zapytała Ashley, poczym wybuchła śmiechem bez powodu. 
Popatrzyłam na Austina, on na mnie i zgodnie odpowiedzieliśmy - "Jasne"
Chłopak szybko wziął jakiś ręcznik i nasze stroje kąpielowe. Zamknęliśmy drzwi i ruszyliśmy całą grupą na plażę. Joe trzymał jakiś koc, Ashley zabrała po drodzę kosz a Justin trzymał butelki z mocniejszymi trunkami. Przeszliśmy recepcję, głośno krzycząc, to co przychodziło nam do głowy. Z każdym słowem, było coraz więcej śmiechu. Ludzie się na nas gapili, ale to nam nie przeszkadzało. Zobaczyłam morze. Razem z Ashley wbiegłyśmy do wody i rzuciłyśmy się na Nicka. Chłopak cały czas ćwiczył. 
- Heeeeeej. Jak tam idzie? - zaczęła Ashley.
- Od Was czuć alkoholem... co się dzieje? - Nick był trochę przestraszony.
- Co? Nic... - odparłam. Zaczęłam śmiać się z moją przyjaciółką, a Nick wział nas za ręce i wyprowadził z morza. Rozłożyliśmy koc, Nick się osuszył i przebrał, a ja położyłam się na kocu. Po chwili przyszedł do mnie Austin. Leżeliśmy tak obok siebie, patrząc na to jak Joe i Justin ledwo co mówili i walczyli o Ashley. Chłopak podał mi kieliszek z jakimś drinkiem, sam pijąc wódkę z gwintu. 
- Ej, zaraz będziemy tak pijani jak oni. - powiedziałam, lekko przerażona że wtedy tu zostaniemy a Nick sobie pójdzie, albo upije się równie mocno jak nasi znajomi. 
- I co z tego? Ja mogę tu zostać na zawsze. - odparł, lekko gładząc moją twarz. 
Sama wzięłam łyka i tak butelka stała się pusta. Wstałam, żeby wyrzucić nasze śmieci, a nagle od tyłu ktoś oblał mnie wodą. Był to Justin. Zaczęłam go gonić i krzyczeć, żeby tak nie robił. Ten jednak był całkowicie upity i coś mamrotał, nadal wylewając zimną wodę z wiaderka. 
- Przestań! - zaczynało mnie to juz bawić. 
Chłopak nagle do mnie podszedł, złapał i trzymając na rękach podszedł do wody. Wyrywałam się, jednak Justin nie puszczał. Z resztą, też nie byłam trzeźwa. 
Weszliśmy do pasa w głąb morza, znaczy Justin wszedł, bo ja cały czas byłam na jego rękach. 
Słońce było bardzo nisko, w oddali na brzegu Joe i Ashley się całowali, a ja byłam trzymana przez Justina. Chłopak coś do mnie mówił i z czasem zaczynał mnie jeszcze mocniej przytulać. Wszytko było okej, do momentu kiedy przy wodzie nie zobaczyłam mojego chłopaka z założonymi rękoma. Był zły. Bardzo zły. Justin traktował jako rywala. Wyrwałam się z ramion Jussa i podeszłam do Austina. 
- Przestań, on jest pijany. - uspokoiłam go, kładąc ręce na jego barkach.
- Jest pijany ale jest też zakochany.
- Co? - byłam zdziwiona.
- No popatrz; najpierw Cię sprowokował, a potem zaciągnął do wody. Jeszcze chwila i by Cię pocałował. 
- Nie przesadzaj, do tego by nie doszło. Chyba to, że wypił za dużo i trzymał mnie w wodzie, ledwo trzymając się dna nic nie oznacza. - teraz i ja byłam trochę zła. 
- Luz stary! Ta Afrodyta jest tylko Twoja. - krzyknął Juss, wychodząc z wody. Po alkoholu mówił jeszcze bardziej niewyraźnie. 
- Przepraszam, on mi działa na nerwy. - przyznał się Austin.
- Nie przepraszaj, po prostu zrozum że... może i on coś do mnie czuje, lubimy razem ze sobą tańczyć, ale nigdy, przenigdy nie będziemy razem. I nie ważne czy to Nick, Justin czy Joe, a nawet jakis obcy z ulicy. Kocham tylko Ciebie, tak?
Kończąc to zdanie, pocałowałam go w policzek i trzymając za rękę podeszłam do naszego koca.
- I jak tam? - zapytał Nick. To było dziwne, że jeszcze nic nie wypił. 
- Całkiem, całkiem, ale chyba będziemy się powoli zbierać. - odparłam.
- Już? Tak szybko? 
- Chcemy być wyspani na jutro. Może wyjdziemy na basen, Ash i Joe wspominali o jakimś spa... 
- Rozumiem. A czemu nie ma Vanessy? - zapytał.
Westchnęłam głęboko i zaczęłam pakować stroje kąpielowe.
- Nie wiemy. - opowiedział Austin. To było kłamstwo. 
- To może sie jej spytajcie, siedzi tam, przy wydmach. - powiedział Nick.
Podałam torbę Austinowi i zaczęłam iść w stronę mojej byłej przyjaciółki.Słyszałam tylko głos mojego chłopaka, on nie chciał żebym z nią rozmawiała.
Byłam coraz to bliżej Van. Gdy usiadłam na kocyku obok niej, zobaczyłam że ona płacze.
- Co się stało? - zapytałam.
- Straciłam przyjaciółkę, przez coś czego nie chciałam. Straciłam ją na zawsze i teraz nie mam nikogo. - rozpłakała sie jeszcze bardziej. Takiej Vanessy nie znałam. Ona przyznaje sie do błędu i płacze? 
- Nie martw się. Między mną a Austinem jest juz normalnie. Między nami tez może być.
- Ja Cię na prawdę przepraszam... co? - zapytała.
- Nie musisz tracić jej na zawsze. Pomyśli, że on musiała wyjść na dłuższą imprezę.
- Na prawdę? - dziewczyna lekko mnie przytuliła.
- Tak. Bardzo Cię kocham, wiesz? - również ją przytuliłam.
- Ja kocham Cię mocniej. 
Siedziałyśmy tak przytulone, wpatrzone w ciche morze i zachodzące słońce. Nie mogłam patrzeć jak ona płacze, za dużo nas łączyło. Znaczyła dal mnie bardzo wiele, tamto nie jest juz ważne. 


piątek, 28 marca 2014

Rozdział XIV

- Tak? - zapytał
- Pewnie dziwnie to zabrzmi, ale proszę Cię, zapomnijmy o tamtym... - zaczęłam.
- Jasne, nie ma problemu. 
- Dziękuję. 
Sama nie myslałam, że to tak łatwo pójdzie. Przytuliłam go i ruszyliśmy na parter schodami. To dziwne uczucie, iść z kimś na koktajl z kim się namiętnie całowałaś i (niby) o tym zapomniliście. To tak jak poprawić dwójkę. Niby jest nowa ocena, ale tamta nadal jest gdzeiś z tyłu głowy. 
Przy barku zobaczyłam Ashley z Joe, powiedziałam Justinow do kogo właśnie podchodzimy, a on nagle zrobił "sztamę" z chłopakiem Ash. To było dziwne. 
- Ashley! Zobacz, kto przyszedł! Mój kolega z gimnazjum! - krzyknął uradowany Joe, jakby dostał nową zabawkę od taty a Ash byłaby jego mamą. 
- Hej Ash... - zaczęłam, odkłądając torebkę na krzesło obok i opierając się o blat. 
- No cześć Słońce. Jak tam? Musimy pójść na plażę całą grupą, pooglądać jak Nick surfuje i trochę się zabawić. 
To był dobry pomysł. Właściwie mało czasu spędzaliśmy razem. 
- Nie ma sprway, tylko nie wiem czy dam radę tam pójść z Austinem i Vanessą.
- Rozumiem... - powiedziała Ash, dopijając sok z pomarańczy.
- A właśnie, gdzie jest Nick? 
- Jakieś dwie godziny temu poszedł surfowć. Ma chłopak prawdziwą pasję. Pływa godzinami. 
- Woow. A jak tam z Joe? - zaczęłam lekko szturchać przyjaciółkę. 
- Genialnie. Popatrz, chyba na prawdę się lubią - powiedziała Ash, pokazując na Jussa i Joe'go, którzy bawią się w najlepsze, oglądając coś na telefonach. 
- To dobrze. Justin jest bardzo miły. 
Chwila, chwila. Tego nie miałam mówić. 
- Bardzo miły? Może nie tylko dla Joe'go, co? - zaczęła Ash
- Miły, ale nic poza tym. Uwielbiam z nim tańczyć, to fakt.
- On tańczy?
- I to jak... Dostaliśmy nawet pochwałę od tego mistrza, który robił tutaj trening...
- Ale bilety były wyprzedane juz wcześniej... 
- Austin mi je załatwił. - powiedziałam, lekko dumna.
- Wiesz... nie strać go przez pocałunek. Wiem, że to trochę straszne, ale on tego żałuje. Wczoraj o tym gadaliśmy... on nie może sobie tego wybaczyć. 
Przemilczałam to. Justin podszedł i zamówił dla nas dwa koktajle bananowe. 
- Jaki pyszny, dziękuję. - powiedziałam, gdy chłopak za mnie zapłacił.
Widziałam wzrok Ash...
- Jesteśmy tylko przyjaciółmi kochana. Jestem Justin - powiedział do Ashley, podając rękę. 
- Haha, bystry. Ashley. 
Justin pocałował jej rękę, ja śmiałam się z Justina a Joe, był bardzo niezadowolony i wtedy pocałował moją. 
- Joe, Ty znasz Selenę. Za to my możemy się poznać lepiej... - zaczeła Ashley, patrząc na Justina. 
Wszyscy się smiali. To było komiczne. Joe oblał koszulkę wódką, która wylała mu się lekko z kieliszka kiedy Justin dodał, że Joe rymuje się z Selena. Tak, to było bez sensu i na tyle głupie, że nie mogliśmy wytrzymać. Justin tak rozbawił mnie, Ash i Joe'go, że prawie płakaliśmy ze śmiechu. Nagle zobaczyłam, że w czarnej skórze i w luźniejszych spodniach, podchodzi do nas Austin. 
- Możemy porozmawiać? - zapytał.
Moi lekko podpici przyjaciele przestali już żartować, a ja podeszłam do chłopaka. 
- Słuchaj Selena... popełniłem błąd. Proszę, w naszym pokoju czeka niespodzianka, moje przeprosiny. Błagam, chodź tam ze mną.
- Okej, ale wiedz, że narazie nic ostatecznie nie mówię. 
- Jasne. - odparł, prowadząc mnie do windy. 
Gdy tam weszliśmy i wcisnęliśmy guzik, Austin oparł się o ścianę. Byliśmy sami. Kolejny niezręczny moment. Najwyraźniej tylko przy alkoholu da się rozluźnić na max'a.
Przejechaliśmy, nie wiem - może 2 metry i winda się zacięła. Światło zgasło. Nigdzie nie jechaliśmy. Austin zadzwonił dzwonkiem, nic sie nie działo. Zaczęliśmy pukać, waliś w ściany, nikt nas nie słyszał. Trochę się bałam, widziałam tylko trochę, przez telefon i małą lampkę na górze windy. 
- I co teraz? - zapytałam. 
- Teraz czas powiedzieć coś ostatecznie - powiedział i mnie pocałował. 


Rozdział XIII

- Wiem, że jesteś smutna. I że jesteś smutna przez niego. Chcesz o tym porozmawiać? 
- Ok, to chodźmy do tego baru obok, serwują świetny koktajl bananowy. - odpowiadziałam.
- Świetnie, ja stawiam. 
- Ojejku, zapomniałam telefonu. Jest u mnie w pokoju. Zaczekasz tutaj? - powiedziałam po chwili, gdy zorientowałam się że moja kieszeń jest pusta.
- Zaczekaj, pójdę z Tobą. 

Weszliśmy do windy. To było trochę krępujące - ta cisza i tylko nas dwoje. Na szczęście szybko dojechaliśmy i wysidliśmy na 2-gim piętrze. Do windy wchodziła jakaś pani z wnuczką. Trzymały one koło w kształcie ryby, a mała była cała w czekoladzie. To było przesłodkie. 
Przeszliśmy dalej, zobaczyliśmy że Austin krzyczy na Vanessę. Pokazałam, żeby był cicho, kładąc palec na ustach a następnie podchodząc do drzwi mojej przyjaciółki... może nawet nie przyjaciółki. Nie nazywajmy ludzi po ich funkcji w moim życiu, gdy nie tak dawno temu się całowali. Nadal obojga bardzo kochałam. Ponad życie. 
- Jak to mogłaś zrobić?! Czemu mnie tak uwiodłaś? NIgdy Ci nie wybaczę, że zniszczyłaś związek z kobieta mojego życia! - krzyczał Austin. To było trochę wzruszające. Nazwał mnie kimś, z kim chciałby spędzić resztę swoich dni. 
- Co?! O nie,nie. Ja tylko zaproponowałam bezzobiązywujący pocałunek! Sam mówiłeś, że ładnie dziś wyglądam, chciałeś pójść na basen.... kto tu kogo podkusza! - kontynuowała Van.
- Ładnie dziś wyglądasz to komplement dla przyjaciółki mojej dziewczyny, nie dla mojej dziewczyny. Na basen tak, ale żeby popływać! Patrz co narobiłaś! Wszystko mi zepsułaś. Jeszcze ten cholerny Justin, teraz ją stracę na zawszę... - ściszył ton i westchnął głęboko.
- Dobra, to była nasza wina... przepraszam. - powiedziała Vanessa.
Wtedy odsunęłam się z Jussem po cichu i weszłam do pokoju zabrać telefon. To było wzruszające, fakt. Ale kolejnym faktem było to, że się całowali. Tego nie da się wybaczyć od tak. Gdy otworzyłam drzwi do mojego pokoju, rzeczy Austina były porozwalane po całym pokoju. 
- Ja... przepraszam za jego bałagan... - zaczełam.
- Rozumiem. Chyba już wiem o co chodzi. - odparł, siadając na fotelu przy oknie. 
- No tak to mniej więcej. Ale i tak zejdziemy na ten koktajl, chcę się zrelaksować - powiedziałam, wyprzedzając jego pytanie.
Weszłam na łóżko szukając telefonu w pościeli. Obok mojej komórki znalazłam Iphona Austina. Na wygaszaczu miał mnie, leżącą na jego kolanach, jednocześnie pożerającą żelki. Wtedy coś we mnie pękło i zaczęłam lekko płakać. Gdy Justin to zobaczył, podszedł i mnie przytulił. Wyjął mi telefon z ręki, szepcząc, żebym się nie zadręczała.
Wziął moją twarz w dłonie, spojrzał głęboko w  oczy i bardzo delikatnie dotknął moich ust swoimi. Odwzajemniłam ten pocałunek, równie spokojnie i subtelnie,
Chłopak lekko upuścił mnie na łóżko,cały czas całując. Sciągnęłam jego koszulkę, on delikanie obsunął moją bluzkę i znowu nasze usta się złączyły. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Justin się szybko zerwał z łóżka i usiadł na fotelu zakłądając koszulkę, a ja po kontroli mojego ubioru, podeszłam do drzwi, otwierając je, Stał za nimi Austin. Chłopak wszedłdo środka, zmierzacjąc Justina i wygniecione łóżko, a następnie powiedział:
- Co on tu robi?
- Nic. Miałam wziąć telefon i zejść z Justinem do baru na dole.
- Miałaś? - zapytał zdziwiony.
- Znaczy... Właściwie to z niczego Ci się nie muszę tłumaczyć.
- Jasne. Przyszedłem się spytać czy mogę tu dzisiaj spać.
- Tak... ale ja prześpię się na podłodze. - powiedziałam, kłądąc rękę na pościeli, przenosząc ją na dywan.
- Nie wygłupiaj się... ja tu będę spał. - odpowiedział stanowczo, lekko dotykając mojej dłoni. Justin cały czas siedział w fotelu. W końcu, gdy zapadła cisza, zapytał:
- Idziemy do tego baru? 
- Jasne. - odpowiedziałam i wstałam. Zamykając za nami drzwi, zobaczyłam Austina, któremu z oka wyleciała mała łezka. Wtedy przypomniałam sobie jego słowa :
"... teraz już nigdy jej nie odzyskam". Poczułam smutek i jednocześnie zdałam sobie sprawę, że źle zrobiłam oddając się w ramiona Justina.
- Hej! Zaczekaj chwilę, proszę. - krzyknęłam i podbiegłam do Jussa.

czwartek, 27 marca 2014

Rozdział XII

... szybko krzyknęłam:
- Puszczaj!
- Błagam Cię! To... była chwila słabości! Proszę, wybacz! - chłopak prawie klękał.
- Nie interesuje mnie twoja chwila słabości! 
Austin mnie złapał mocnicej i pocałował. Jego usta były ciepłe. Od ust Vanessy. To było okropne uczucie. Wyrwałam się i tylko słyszałam przeprosiny ich obojga z odległego już korytarza. Cały czas płakałam. Wpadłam po drodze na Ashley, wszystko powiedziałam a ta ruszyła do mojego, już chyba byłego chłopaka... Nie mogłam się uspokoić. Gdy za nią przyszedł Joe, mocno mnie przytulił. Ale tak po przyjacielsku, po prostu. Wtuliłam się w jego koszulę, to mi trochę pomogło. 
Otarłam twarz chusteczką i zjechałam windą na parter. Byłam strasznie zdziwiona, sala taneczna była otwarta i ludzie do niej wchodzili. "Czy oni właśnie zaczynają jutrzejszą lekcję?" - pomyślałam. Obok mnie przeszły dziewczyny w dresach, śmiejąc się i mówiąc, która poderwie mistrza tańca w hip-hop'ie. Ja miałam na sobie luźne spodnie i białą bluzkę na ramiączkach. Taniec zawsze mi pomagał, więc kupiłam wodę mineralną w pobliskim barku i ruszyłam na salę. Wszystko się tu zatrzymywało. Przenosiłam się w inny świat, bez problemów i zdrad. To było coś co sprawiało przyjemność mnie i mojej duszy. To co kocham. Poprawiłam włosy i pewna siebie, choć nadal lekko czerwona od łez weszłam na salę. Zaczęliśmy rozgrzewką. Parę ćwiczeń na rozciąganie i zaczęło się przydzielanie par. Genialnie.
Każda dziewczyna miała swojego chłopaka, lub partnera z profesjonalnych zajęć. Zostałam ja. W jakiś spodniach i bluzeczce. Uwierzcie, że wyglądałam śmiesznie w porównaniu do profesjonalnych tancerek. Mimo że to był hip-hop, wyglądały cudownie.
- Dobrze, Ty będziesz ćwiczyła ze mną - powiedział trener.
- Ja? - zapytałam zdziwiona, widząc wzrok pełen zazdrości, że zaraz zatańczę z mistrzem świata. 
- Tak. Ale musisz się pięknie uśmiechnąć. - odparł, podając mi rękę. 
- Dziękuję... - powiedziałam tak cicho, że właściwie do siebie, albo i do Boga. 
- To zaczynamy greep'em. Ja i ...
- Selena. - uśmiechnęłam się.
- Ja i Selena pokażemy Wam szczegóły tego układu kroków na początek. Potem go powtarzajcie. 
My zaczęliśmy, a inni powtarzali zgodnie z instrukcją. Nawet ta początkowa, trochę podstawowa dla mistrza konstrukcja kroków, była skomplikowana. 
- I do przodu, do tyłu. Obrót, lewa, prawa i znowu greep. Raz, dwa, trzy... 
Wtedy trener mnie opóścił na podłogę i powoli podciągnął do góry, bujając na prawo i lewo. 
Wszyscy nas naśladowali to było piękne. Nagle ktoś wszedł na salę i zapytał mojego partnera:
- Bardzo ładną ma Pan partnerkę. Pozwolisz? - tak, ten niedbały głos... to był Justin. Nie stawiając oporów, oddałam się w objęcia chłopaka i odeszliśmy na bok. Juss mnie złapał, obrócił i powtórzyliśmy sekwencję kroków z naszego pierwszego spotkania. Potwm chłopak mnie złapał w biodrach, podniósł a następnie upuścił, robiąc ze mnie coć w rodzaju latawca. To było cudowne uczucie, a wszystkie dziewczyny patrzyły z niebywałą zazdrością, gdy Justin i ja, byliśmy od siebie milimetrami, a następnie otrzymałam pocałunek w dłoń. Każdy zaczął bić brawo, nawet sam mistrz. Ukłoniliśmy się i dokończyliśmy lekcję wspólnie. Taniec z nim był jedną z najprzyjemniejszych rzeczy na tym wyjeździe. Na moment zapomniałąm o Austinie, to było trochę straszne. Gdy jednak trener nas pożegnał, dziękując za wspólny trening i przepraszając za zmianę dnia, zapytałam Justina o coś co nie dawało mi spokoju:
- Czemu mnie nie pocałowałeś? 
- Nawet nie wiesz jak bardzo musiałem się przed tym chamować. - zaśmiał się, podając mi butelkę wody. 
- Dziękuję - odpowiedziałam.
- Nie ma za co. Trochę o tym ostatnio myślałem. Twój chłopak, musi być o Ciebie strasznie zazdrosny. Pewnie nie spuszcza Cię z oka.
- Znaczy... - powiedziałam spuszczając głowę. Chodźmy już, co? 
Gdy wychodziłam, Austin czekał na mnie przy wyjściu. 
- Cześć...
- Cześć - odpowiedziałam, dając znak Justinowi, żeby odszedł na bok. 
- Na prawdę Cię przepraszam... nie wiem co we mnie wstąpiło. To był moment. Sekunda słabości, ona mnie podpuściła... błagam, tylko Ciebie kocham.
- Wiesz co Ci powiem? Gdy ja Ci to mówiłam, powiedziałeś że się zastanowisz. Niestety różnica była taka, że on mnie pocałował przed naszym związkiem. A teraz byliśmy tacy szczęśliwi... wszystko zepsułeś! - podniosłam głos.
- Nie używaj formy przeszłej, nie rób tego. - powiedział, łapiąc mnie za rękę. 
- Wiesz... nie wiem skąd on się tu wziął, ale wybrał odpowiedi moment, gdy potrzebuję wsparcia. Myślałam, że mogę Ci zaufać... daj mi czasu. 
- Pamiętaj, że Cię kocham... - odparł, całując mnie w policzek. 
Justin do mnie podszedł i zapytał, miłym ciepłym głosem.... 

wtorek, 25 marca 2014

Rozdział XI

Gdy powoli się przebudziłam i rozejrzałam, zobaczyłam że mój chłopak śpi, opierając głowę o moją poduszkę. Był taki słodki. Nick również powoli przysypiał, a Vanessa spokojnie jechała, słuchając klubowej muzyki. Nieźle prowadziła, trzeba jej to oddać. Chwilę potem nas wszystkich osatecznie obudziła, oznajmiając że robimy postój na stacji benzynowej, a jechać będziemy jeszcze tylko pół godziny. 
- Jak ja długo spałam - powiedziałam, podnosząc się z kolan Austina i lekko się przeciągając.
Chłopak też był zmęczony i zaspany, nic dziwnego. 
- Ale za to bardzo słodko spałaś. Sama przyjemność. - odparł, przytulając mnie mocno, a następnie otwierając drzwi auta. Vanessa poszła do toalety, Austin też. Zostałam sama z Nickiem. On był trochę dziwny. Zdecydowanie za spokojny. 
- To... od kiedy surfujesz? - zapytałam, burząc ciągłą ciszę. 
- Od 5 lat. Kocham to robić. A Ty lubisz... - odparł, wyciągając ręce z kieszeni. 
- Kocham tańczyć. 
- Czyli Ty i Austin tańczycie razem? Jako partnerzy w tańcu? - zapytał.
Hej, czy on właśnie zapytał czy ja nie jestem z Austinem normalnie? 
- Znaczy... 
Na szczęście z toalety wyszedł mój chłopak i widząc, że Nick stoi blisko automatycznie podszedł i pocałował mnie w policzek. 
- .... nie do końca. Nie jesteśmy partnerami w tańcu. Tylko i wyłącznie w życiu.
Nick zrozumiał. Odszedł i spojrzał na półkę z napojami. Widziałam, że Austin był zazdrosny, dlatego, przygryzłam lekko wargi i pokazałam na zegarku, że tylko 30 minut i jestem tylko jego. 

Van też wróciła, kupiliśmy parę napoi, żelki i opakowanie ciastek a następnie ruszyliśmy dalej. 
Ashley i Joe dali nam znać, że jadą trochę przed nami, pewnie wcześniej odpoczęli na poprzedniej stacji. Zapięłam pasy. Starałam się już nie męczyć Austina, ale po 10 minutach jazdy, sama się osunęłam na jego ciało. Zawsze spałam w samochodzie przy dłuższych podróżach. Czasami to było bardzo przyjemne, tak jak teraz. Jechaliśmy długo a ja tylko pamiętam, jak jadłam żelki i rozmawiałam z NIckiem. W sumie to było bardzo dziwne, że zapytał się mnie o taką rzecz. Dziwiło mnie też, że Joe nie stanął na tej samej stacji... Wszystkie powody dwóch sytuacji, przykrył sen. Może to i dobrze... 
Nareszcie, dojechaliśmy. Ośrodek był piękny. Wszędzie były kwiaty, budynek był nowoczesny, czysty i zadbany. Słońce pięknie świeciło, a tuż obok widziałam ludzi idących na plażę. Na bilbordzie reklamującym ośrodek, widniała ilustracja basenu w środku hotelu, a w recepcji stała Ashley z Joe. Szybko wypakowaliśmy bagaże, zamknęliśmy auto i poszliśmy do pary która już na nas czekała. W między czasie dałam sms'a mamie i tacie że dojechaliśmy i wszystko jest idealnie. Ash już wszystko opłaciła i ustaliła pokoje:
Ty i Austin, Vanessa i Nick oraz ja i Joe. - powiedziała wskazując na mnie a następnie na pozostałych. Każdy udał się do swoich pokoi i zaczęliśmy rozpakowywanie. Gdy stanęłam przed drzwiami na taras, podziwiając jakie jest piękne morze, mój chłopak podszedł od tyłu i wręczył mi karnet na godzinny kurs tańca w sali na parterze. Moim trenerem ma być mistrz świata w tańcu hip-hop! 
- Jeeeejku! Jak się cieszę! Jak to załatwiłeś? - powiedziałam, mocno go przytulając. 
- Pogadałem z recepcjonistką, znalazła jeszcze jedno, ostatnie wolne miejsce. - odparł, całując mnie w usta. Odwzajemniłam pocałunek. Chłopak już chciał kontynuować to dalej, ale do drzwi zapukała Vanessa. 
- Hej. Idzie ktoś ze mną na basen? - zapytała.
- Cześć! Wiesz, ja pójdę na sam dół i zobaczę tą salę. Musi być świetnie wyposażona! - opowiedziałam. 
- W sumie.... to ja mogę pójść...- powiedział Austin, jednocześnie spoglądając czy może iść tam z moją przyjaciółką. Przytaknęłam i podałam mu worek z ręcznikiem i kąpielówkami. 
- To ja idę! - Krzyknęłam, udając się na parter. 
Sala do tańcał była ogromna. Lustra były dosłownie wszędzie, a z tyłu były drzwi z kostiumami. Wyczytałam, że jutro będzie otwarcie, a bilety na pierwszy trening sa już wykupione. 
"Ale on kochany" - pomyślałam, idąc do baru. Strasznie chciało mi się pić. Zamówiłam koktajl bananowy, nadal podziwiając wnętrze hotelu. Gdy kelnerka podała mi napój, a ja usiadłam w fotelu i zrelaksowałam się, zobaczylam że z zewnątrz wchodzi Ashley z Joe. Chłopak co chwila całował Ash, a ona śmiała się za każdym oddanym całusem. Wyglądali przesłodko, dobrze że w końcu są razem. Stwierdziłam, że pójdę do pokoju i wypakuję resztę rzeczy. Wsiadłam do windy i wcisnęłam 2, chcąc wyjść na drugim piętrze. Przeszłam paroma korytarzami i weszłam do naszego pokoju. Zobaczyłam, że worek ze strojem mojego chłopaka jest suchy i leżał w tym miejscu, w którym go położyłam. Szybko podbiegłam do pokoju Van, chcąc dowiedzieć się o co chodzi. Drzwi były uchylone, serce mi mocno biło... Gdy spojrzałam przez szparę, zobaczyłam mojego chłopaka, który całował namiętnie moja najlepszą przyjaciółkę. Austin nie miał koszulki, a Vanessa mocno go przytulała, gdy ten całował jej szyję. 
Otworzyłam drzwi i stanęłam z lejącymi się strumieniami łez w oczach. Po sekundzie, Austin mnie zauważył. Vanessa również. Wyszłam najszybciej jak tylko mogłam, chłopak wybiegła na mną a ja go co chwilkę odtrącałam, mówiąc jak go nienawidzę. Uciekałam przez korytarz, on mnie nadal gonił. Nie chciało mi się wierzyć ; mój perfekcyjny chłopak zdradził mnie z moja najlepszą przyjaciółką. Gdy ten mnie złapał.... 

Ciąg dalszy nastąpi :) Mam nadzieję, że się Wam podobało, trochę zniszczyłam niektórym ideał mężczyzny, co? :) 

poniedziałek, 24 marca 2014

Rozdział X

Wtorek, 7:20. Wstałam wcześniej, żeby przeczytać jeszcze parę notatek i co najważniejsze nie spóźnić się na test, który zaczyna się punkt ósma. W internecie preczytałam, że trzeba dobrze zjesć przed sprawdzianami. Wsunęłam kanapkę z szynką, jajkiem i majonezem, popiłam herbatą z cytryną i zagryzłam paroma suszonymi morelami, Oczywiście spakowałam jakieś ciasteczko do szkoły i weszłam do łązienki. Uczesałam włosy w wysoki kucyk, spryskałam lakierem i nałożyłam trochę podkłądu, Moja twarz dawała znaki, że widziała poduszkę zdecydowanie za krótko. Szybko załozyłam białą bluzkę, granatowe spodnie i narzuciłam czarno-biały sweterek. Szybko włożyłam wodę do torby i ruszyłam na przystanek, Gdy się stresowałam, dużo piłam, Chociaż... tak się wszystkiego nauczyłam, że nie miałam powodów do stresu. Autobus był pod szkołą za 15 ósma. Nie poszłam do szafki zostawić książki, bo pewnie natknęłabym się na Austina i weszłabym do klasy spóźniona.
Ruszylam pod salę, Umięśniony, lekko ograniczony chłopak już stał pod drzwiami.
- Hej - powiedziałąm, chcąc rozluźnić atmosfere. Widać, że on się bardzo bał.
- Hee-ej - odparł. Nawet głos mu drżał.
- Może Cię przepytać z jakiś podstaw?
- Ok. Ale szybko, bo mało czasu.
- To wymień cechy najmniejszego kontynentu świata, uwzgledniając pasma roślinne i wymień 5 gatunków kanurów zamieszkujący ten teren,
Chłopak zamilkł, oparl się o ścianę i którko mówąc - załamał się,
- NIe martw się - powiedziałam, widząc że moje "podstawy" wiedzy, znacznie go przerastają,
Pięć minut później doszłą druga osoba, wraz z nauczycielem z kartkami w ręku, Weszliśmy do sali, usiedliśmy w trzech pierwszych ławkach i usłyszeliśmy wyraźne "wytyczne".
- Witam wszystkich. Na napisanie macie 40 minut, do nikogo nie zaglądamy i piszemy skupiając się na treści. Są dwie, proste strony. Mam nadzieję,  że drugi raz się tu nie spotkamy , dlatego życzę Wam powodzenia. - powiedział, siadając za biurkiem.

"Łatwizna" - pomyślałam, rozwiązując pierwsze pięć pytań zamkniętych.
Po chwili rozwiązałam bez problemu nastepne, i następne... Dopisałam parę ciekawostek geograficznych + opisałam dodatkowe właściwości między lądami pustynnymi,
- Proszę - powiedzialam, oddając kartkę Panu 20 minut przed czasem. Nauczyciel zamarł. Zapytał, czy chcę aby sprawdził to teraz. Poczekałam 5 minut,a na teście pojawiła się... Wielka, czerwona SZÓSTKA. Wszystko napisałam idealnie i wyszłam z sali dumna. Skakałam, piszczałam, śmiałam się na cały głos.To było cudowne! Ta praca się opłaciła, a pokazując ten świstek rodzicom, dostanę zgodę na wyjazd! Pobiegłam do Ashley. Szybko jej o wszystkim powiedziałam i zaczęłyśmy piszczeć razem. Ona nie mogła w to uwierzyć i była ze mnie strasznieee dumna. Przy szafce stał Austin. Podeszłam do niego od tyłu,zasłoniłam oczy i pocałowałam w policzek. On się odwrócił i zapytał:
- Jak poszło?
- Genialnie! Dostałam sześć! - odparłam, skacząc przed moim ukochanym.
- Super! Czyli jedziemy? Bo moi rodzice się zgodzili!
- Taaak! - krzyknęłam radosna, unoszona co chwilę przez Austina.
Byliśmy przeszczęśliwi! Razem, cały tydzień! Musiliśmy iść na kolejne lekcje, więc ustaliliśmy że zadzwonimy do siebie wieczoem. Nastepne lekcje minęły szybko. Nawet Pan od wf'u mi nie przeszkadzał, nie mogłam się opanować. Chciałam już pokazać mamie i tacie moją nową ocenę i zobaczyć ich miny, Wróciłam do domu i od progu zaczełam krzyczeć - "Dostałam sześć! Piekne, okrągłe sześć! Czy ktoś tu mówił, że nie dam rady? " pokazując jednocześnie test tacie. Mama zaczeła mnie ściskać i całować, mówiąc jaką ona ma mądrą córkę, Tata przetarł oczy i pogratulował, oznajmiając że mogę jechać na wymarzony, tygodniowy wyjazd z przyjaciółmi. Szcześliwa, poszłam na górę i wyciągnęłam walizkę. Zaczęłam pakowanie. Zadbałam o każdy szczegół, żeby ten wyjazd był perfekcyjny, Gdy dopakowałam aparat fotograficzny, jakieś karty do gry i szczotkę do włosów,wszystko było już dopięte na ostatni guzik. Zgodnie z umową zadzwoniłam do mojego chłopaka i ustaliliśmy szczegóły. Bardzo cieszyliśmy się z faktum, że mamy dwuosobowe pokoje - trochę intymności nie zaszkodzi. Vanessa napisała,że podjedzie po mnie swoim autem, jutro rano o 7. Chcemy być wcześnie na miejscu, więc musimy się zebrać wcześnie. Jedziemy dwoma autami. Ja, Austin i Vanessa w pierwszym i Ash z Joe w drugim.
Po dniu pełnym emocji, wykąpałam się, przebrałam w piżamę i położyłam na łóżku z głową pełną myśli; Jak to będzie? Co się wydarzy? Ahh, to będzie cudowne.
W końcu moje oczy się zamknęły i zasnęłam.
Środa, 6:30. Nastawiłam budzik, żeby sprawdzić wszystko i pożegnać się z rodzicami.
Ubrałam się sportowo, jak na wyjazd, zabrałam walizkę i po kazaniu pt. "Uważaj na wszystko co robisz, jesz, gdzie przebywasz, z kim i o czym rozmawiasz oraz w jakim jesteś pokoju, Również z kim" od rodziców, przytuliłam i oboje i wyszłam kiedy Van zatrąbiła z auta.
- Czeeeść - przywitała mnie Van, Usiadłam z tyłu, całując w policzek mojego chłopaka, następnie kładąc mu się na kolanach. Zobaczyłam, że ktoś siedzi obok Van. Mimo,że byłam zaspana, szybko zapytałam:
- A kto to? Mam halucynacje? - zapytałam, przymrużając oczy.
- A tak, zapomniałam. Nick to jest Selena. Selena to Nick.
Co?! Że kto? On z nami jedzie? Ja go nie znam! A jak jest zamułem? Albo ćpunem z imprez Vanessy? Już się go bałam.
- Cześć. Miło cię poznać.
- Hej - odparłam, nie dopowiadając tej drugiej części, no bo jak można się cieszyć ze spotkania o 7 rano, w aucie, przed wyjazdem. Austin też nie byl zadowolony, ale chyba przez zazdrość.
- Nie martwcie się Nick jest surferem, chce trochę popływać bo tam są ponoć dobre fale. Mamy pokój razem, bo taki tylko został, ale jesteśmy tylko przyjaciółmi żeby wszystko było jasne. - powiedziała Van, widząc w lusterku moją minę,
To mnie trochę uspokoił\o. Powoli zasypiałam na nogach Austina. Chłopak gładził moją twarz, podając mi co chwilę żelki,


Niedługo pojawią się perspektywy różnych postaci. Przepraszam za błędy, jestem na laptopie który co chwilę się zacina :( Błędy poprawię niedługo,  zapraszam do komentowania :)

niedziela, 23 marca 2014

Nowy bohater!

Nowym bohaterem zostanie, przystojny, młody Nick. Jest on przyjacielem Vanessy i razem z nią pojedzie nad morze. Czy przypadnie innym do gustu? Gdzie i jak namiesza?
Czytajcie następne rozdziały, a już wkrótce się dowiecie! :) 
Dane: 
wiek : 23 lata
zainteresowania : Sport, surfing.
Vanessa zna go: Z imprez, oczywiście.
Charakter: Trochę szalony, skupiony na swoim celu. Przyjacielski, uśmiechnięty i zawzięty. 


Rozdział IX

Poszłąm do mojego pokoju. Cel był jasny ; nauczyć się na ten głupi test. Akurat dobrze się złożyło, bo za dwa dni mamy jakiś dla tych, którzy mają gorsze oceny (czyt. Ja. i dwóch najgłupszych chłopaków w całej szkole. Jeden otyłu i non stop dłubiący w nosie i drugi, miłośnik sportu. Szkoda, że choć 1% jego mięśni nie został przekazany na umysł) 
Szybko napisałam do znajomych i Austina, że nigdzie nie wychodzę, bo muszę to zdać. 
Vanessa była załamana, że nie może pójść na impreze. Sama nigdy nie lubiła. 
Wszystko było załatwione. Wyjazd była za 3 dni, Ashley zawsze zostawiała wszystko na ostatnią chwilę. Test za dwa dni. Zostało mi 48 godzin do nauki na 5. Extra. 
Wzięłam wszystkie książki, zeszyty, odpaliłam jakieś blogi z ciekawostkami geograficznymi i wzięłam się ostro za naukę. Gdyby moi rodzice zrobili mi teraz zdjęcie, wisiało by ono w ramie. Złotej. Na ścianie głównej. Przy wejściu. Zrobiłam sobie kawę, porwałam niezbędne ciasteczka i kontynuowałam wkuwanie bezsensownych rzeczy. Zależało mi na tym wyjeździe. Mogłoby być wspaniale. Ja, Austin, Ashley, Vanessa... uwielbiałam z nimi spędzać czas! I to jeszcze nad morzem! Było już późno. Poszłam się umyć. Wysuszyłam włosy i ubrałam szlafrok. Postanowiłam, że nie będę do nikogo pisać, ale nie powstrzymałam się od sms'a do Austina o tym, jak mi idzie. Szybko wystukałam wiadomość, życząc mu kolorowych snów. Byłam kompletnie zakochana. Z każdym dniem bardziej. Nikt inny nie wprawiał mnie w taki nastrój, a ten wyjazd mógłby nas zbliżyć na tyle, że byłoby to coś bardzo poważnego. 
Chłopak mi odpisał, odłożyłam telefon i znowu czytałam. To było strasznie męczące, ale gdy myślałam o plaży, wszystko stawało się do zrobienia. 
O 2 w nocy, poszłam spać. Byłam wykończona. Śniły mi się litery i globus. To była obsesja. Tyle ile się dzisiaj nauczyłam, nie nauczyłam się przez cały rok szkolny. 

Poniedziałek, 7:10. Budzik zadzwonił, a ja jak zwykle nie mogłam się ruszyć z łóżka. 
Gdy wkońcu spełzłam z pościeli i zeszłam na dół, zobaczyłam tatę, czytającego gazetę i popijającego herbatę.
- I jak Ci idzie nauka skarbie? - powiedział z sarkazmem. 
- Świetnie. Mam już opanowaną połowę materiału, czyli 3 jest pewne. - odparłam, sztucznie się uśmiechając i nalewając sok pomorańczowy. Tata był zdziwiony, ale i zadowolony. Chyba nie wierzył mi, że to zrobię co mnie jeszcze bardziej motywowało. Zjadłam małą kanapkę z szynką i serem, ubrałam jakąś bluzkę i spodnie a następnie ruszyłam na przystanek. W szkole przy szafce czekał Austin. Albo on nie może spać, albo nie ma co robić o poranku. 
- Cześć Słodziaku - powitałam mojego chłopaka, całując w policzek. 
- Hej, słońce. Wiesz... przepraszam za wczoraj... To że ten chłopak do Ciebie tak lgnie, to nie Twoja wina. Kocham Cię, wiesz? - powiedział, wręczając mi małego kwiatuszka - stokrotkę.
Czy on musi być tak perfekcyjny? Powoli nie mogę uwierzyć, że tak bardzo go kocham. 
- Dziękuję! Już nie mogę się doczekać naszego wyjazdu - odparłam, przytulając Austina.
Obok nas przechodziły jakieś dwie nowe dziewczyny, gdy chłopak je zobaczył zaczepił jedną i powiedział : 
- Popatrz, tu masz najpiększniejszą i najukochańszą dziewczynę w szkole. Pamiętaj. 
Ona poszła, lekko obrażona, a ja obrócona twarzą do mojej szafki śmiałam się do łez. 
Pocałowałam go w policzek i uciekłam na lekcje. W-f... cos czego nienawidzę. Może nie samego przedmiotu, ale Pana. Był dziwny. Bardzo. Trochę jak pedofil, ale cicho. Nikomu nie mówcie. Zawsze nas poganiał, krzyczał... jakbyśmy były chłopakami. Istne tortury. 
Następnie zaczęła się historia. Nic nie umiałam, bo jak mogłam spędzając ponad pół dnia nad geografią? Po paru innych przedmiotach, z których jako-tako mi poszło, weszłam do sali od geografii, porozmawiać z Panem o moich ocenach. 
- Proszę Pana, jestem przygotowana na test. Gdybym dostała pięć... byłaby szansa na 4? 
Ten się zaśmiał, wziął kubek i wyszedł z klasy. Chciałam go uderzyć i powiedzieć co to ma znaczyć, ale wtedy szansa do 4 na pewno by spadła. O ile by nie zniknęła. 
Czy oni na serio twierdzą, że tego nie zrobię?! Mylą się! Teraz miałam taką motywację, że nie chciałam piątki. Chciałam szóstkę. Porwałam książki i ruszyłam do domu. Geografia będzie zaliczona na sześć. Zdziwią się wszyscy którzy nie wierzyli... wmawiałam sobie, malując na ścianie globus i podpisując wszystko co się dało. Pisałam definicje w każdym widocznym miejscu ; w zeszytach, na karteczkach samoprzylepnych, zawiesiłam nawet parę nad łóżkiem i nakleiłam ze 2 na lodówkę. Przeczytałam podręcznik od A do Z  i położyłam się spać. Jutro jest mój wielki dzień. Jutro. I zamknęłam oczy, nasuwając kołdrę na ciało. 

Rozdział VIII

Nacisnęłam dzwonek. Chwilę po tym usłyszałam kroki i słodki głos Ashley, oznajmiający, że to ona otworzy drzwi. Gdy przyjaciólka mnie zobaczyła, już zamykała drzwi, gdy włożyłam buta pomiędzy ramę i stało się to nie możliwe. 
- Musimy porozmawiać - powiedziałam przez zatkany nos. 
- O czym? - odparła, otwierając drzwi i opierając rękę na biodrze.
- O tym, co się stało. Czemu mnie okłamałaś i chcesz zakończyć naszą przyjaźń. Mogę wejść? 
- Jejku, ty płaczesz! - dziewczyna dostrzegła moje łzy i zaprosiła do środka.
Jej dom też był spory. Poszłyśmy do jej pokoju, który był na górze. Bardzo go lubiłam, był taki czysty i biały a wszystko miało tam swoje niezmienne miejsce. Usiadłam na kanapie i zaczęłam rozmowę. 
- Przepraszam. Nie chciałam, żebyś tak to odebrała. Chodzi o to, że lubię i Ciebie i Vanessę. Nie musicie się przyjaźnić, po prostu to zaakceptuj, proszę.
- Rozumiem... też Cię strasznie przepraszam. Chodzi o to, że... - usiadła obok mnie z opuszczoną głową.
- O co? Nie bój się. - położyłam rękę na jej ramieniu. 
- Przez te wszystkie problemy, uzależniłam się od alkoholu. Wiem, to do mnie nie podobne i nie krzycz na mnie. Rodzice nie mogą się dowiedzieć. Zawsze mówię, że idę do Ciebie się uczyć. 
- Jak to? Co Ty gadasz? - zaczęłam, z trudem powstrzymując krzyk. 
- Normalnie. Nigdy tego nie próbowałam, a po tej akcji z mamą tego nadużyłam. Nie jestem alkoholiczką, ale... no nie pasuje mi to Selly - odparła, chowając głowę w poduszce, jednocześnie płacząc nad tym co właśnie mówi. Mocno ją przytuliłam. Ustaliłyśmy, że jej z tym pomogę. Wszystko jakoś to ułożymy. Gdy się uspokoiła, zapytała co mi sie stało. Zaczęłam tą długą opowieść z Justinem, którą chwilę temu opowiadałam mojemu chłopakowi. Ashley dobrze znała Austina, kiedyś nawet bardzo jej się podobał, ale od kiedy Joe jest koło niej, nikt inny nie może sie do niej zbliżyć. 
- Bardzo mi przykro z powodu tej kłótni. Nic nie da się zrobić? - zapytała Ash.
- Znaczy... powiedział, że zadzwoni. Mam nadzieję, że dzisiaj. A co z Joe? 
- Nic Ci nie mówiłam, ale... chyba niedługo wyjedziemy nad morze! Może nawet z kimś jeszcze... 
- Z kim?
Gdy zobaczyłąm wzrok Ashley, wiedziałąm że chodzi o mnie. 
- Z Tobą, Austinem i Vanessą. 
- Vanessą?! - zamarłam. 
- Tak. Pogodziłysmy się i nawet obcykałyśmy parę lokali z dobrym alkoholem. - odparła zadowolona, że się uśmiecham. 
- To świetnie! Powiem o tym Austinowi, może zmieni zdanie. 
- Leć do niego! Szybko mu o tym opowiedz! 
- Dobra, to ja już idę. I Ashley! Zero alkoholu! Pamiętaj, proszę. - odparłam zadowolona, wychodząc z pokoju. Wybiegłam z mieszkania i ile siły w nogach, biegłam do domu mojego ukochanego. Zadzwoniłam do drzwi, na szczęście otworzył.
- Cześć. Mam dla Ciebie wiadomość... chyba dobrą... 
- Tak? - odparł bez entuzjazmu. 
- Ashley zorganizowała dla nas wyjazd... dla Ciebie, mnie, jej, Joe;go i Vanessy czyli mojej przyjaciółki. 
- Dla mnie? Ale ja jeszcze nic nie...
- Cii. Będą dwuosobowe pokoje... - odparłam, szybko przerywając chłopakowi, poprzez położenie palca na jego ustach. 
- No dobrze... Ale z Justinem to koniec? Nic a nic Cię z nim nie łączy, tak? 
- Oczywiście, że nie. Bardzo Cię kocham - odpowiedziałam, przytulając go mocno i upewniając, że wszystko jest już okej. 
- To do zobaczenia i prześlij mi, kiedy to będzie! - powiedział, gdy już odchodziłam.
Zadzwoniłam do Van, obgadałyśmy wszystko co dotyczyło rzekomego wyjazdu, a mi pozostało jedno; przekonać moich rodziców. Moje oceny sa słabe, potrzeba cudu... 
Weszłam do domu. W salonie siedział tata. Podeszłam, usiadłam obok i zaczęłam spokojnie rozmowę. 
- Tatooo? Mam do Ciebie prośbę... 
- Tak? 
- Bo... ja wiem że nie idzie mi najlepiej w szkole, ale nad tym pracuję.
- Rozumiem. Co w związku z tym? - odpowiedział, wyczuwając powoli sytuację.
- Ashley, zorganizowała wyjazd dla mnie i naszych przyjaciół. Jedziemy tam w  piątkę. Błagam Cię, pozwól mi jechać z nimi! - nie mogłam tego tak przeciągać. 
- Ale gdzie jedziecie? Kiedy? 
- Nad morze. W najbliższym tygodniu, z tego co Vanessa mi mówiła przez telefon...
- Dobrze, zgoda. Ale... musisz dostać piątkę z geografii. Inaczej mnie nie przekonasz.
Zawsze było to ale! Tata dobrze wiedział, co jest dla mnie nieosiągalne. 5 z geografii? Jak ja ledwo co trzy dostaje, a przy czwórce jestem zadowolona na maxa? To dopiero wyzwanie.
- Ale proszę.... 
- Nie. Jeżeli tego nie zrobisz, nigdzie nie wyjedziesz. 

Dziękuję Wam za 100 wyświetleń! Zapraszam do czytania bloga, będzie się dużo działo w następnych rozdziałach. Zachęcam też do komentowania! :) 

sobota, 22 marca 2014

Rozdział VII

Zobaczyłam wielki bukiet czerwonych róż. Było ich chyba z 50! Wszystko w ogromnym koszu wiklinowym, obwiązanym bordową kokardą. To chyba marzenie każdej dziewczyny. Zasłoniłam buzię rękoma i ledwo co się powstrzymałam od pisku. Z za ściany wyskoczył Austin, wręczając mi kosz z kwiatami. Odłożyłam go  i rzuciłam się chłopakowi na szyję. 
- Widzę, że Ci się podoba... - powiedział, trzymając mnie w ramionach.
Przytaknęłam, przygryzając wargi i spoglądając w oczy chłopaka. 
Ten mnie pocałował, popychając do środka domu i zamykając za nami drzwi. Potem szybko spytał, czy ktoś jest w domu.
- Nie... - odparłam, nie ukrywając mojego zdziwienia. 
- To bardzo dobrze - powiedział, całując mnie ponownie. 
- Skąd ta niespodzianka? - zapytałam, odrywając się od ust chłopaka. 
- A niespodzianki są zakazane? - uśmiechnął się, puszczając mnie.
- Oczywiście, że nie - zaśmiałam się i poszłam do salonu.
- Hmmm... więc przerwałem Ci sprzątanie. - odparł widząc ścierki i mopa.
- Tym bardziej mi się podobało. - uśmiechnęłam się i schowałam ścierki w szafce.
- Masz bardzo ładne mieszkanie. - co chwilę to mówił, patrząc na meble, zdjęcia i figurki. 
- Dziękuję. Zaczekasz tutaj chwilę? Przyniosę coś do picia, co?
- Nie ma sprawy. 
Austin ściągnął czarną skórę i usiadł na kanapie, nadal rozglądając sie po pokoju. 
Słyszałam, że chodzi i ogląda wiele rzeczy. Nie przeszkadzało mi to. 
Gdy przyszłam z dzbanem mrożonej herbaty i dwiema szklankami, zobaczyłam że chłopak siedzi i ogląda bransoletkę. Tą od Justina. "Głupia Ty! Było ją schować!" - pomyślałam, przeklinając ten durny rzemyk z baletnicą. 
- Możesz mi powiedzieć, kim jest ten Justin i czemu wczoraj Ci to dał? - powiedział wyraźnie zły.
- Ale... skąd...? - odparłam, kładąc napój na stoliku obok sofy.
- Napisał Ci tu karteczkę " Od Justin dla Seleny." Dopisał też datę, bardzo miło z jego strony - dodał wstając i biorąc skórę.
- Zaczekaj, ja Ci to wszystko wytłumaczę!
- No co? Co mi wytłumaczysz? To, że dostałas jakąś bransoletkę od  nijakiego Justina? Może opowiesz kiedy to było? Na imprezie? W parku? A może w hotelu? - krzyczał na cały pokój.
Rozumiałam jego reakcję. Zrobiłabym tak samo na jego miejscu. Żałowałam, że nie schowałam tego prezentu, a tymbardziej tego że nie spojrzałam tam i nie wyjęłam kartki. 
- Chodzi o to, że... Spotkałam go w studiu tańca. Jeszcze przed tym, kiedy mnie zaprosiłeś. Nie znałam go, on podszedł, zaczęliśmy tańczyć i on mnie pocałował. 
- Że co?! Nie, ja stąd wychodzę. - wrzasnął przechodząc przez próg salonu, jednocześnie wchodząc do przedsionka. 
- Zaczekaj! Powiedziałam mu, żeby poszedł. Potem on mnie nie wiem... śledził? I znalazł się na imprezie. Powiedziałam mu, że jestem z Tobą! Że Cię bardzo kocham! A on jest najbardziej denerwującą osobą na świecie! Przysięgam, odrzuciłam go! On mi to wręczył wczoraj, na przeprosiny. Błagał, żebym to przyjęła. To nie jest żaden dowód miłości! Uwierz!
- I ja mam Ci w to uwierzyć? To brzmi jak bajka. Gość Cię pocałował, potem tańczyliście na imprezie... nie, ja muszę to przemyśleć! - powiedział, naciskając klamkę.
- Kocham Cię. Najmocniej na świecie. Nie idź. - powiedziałam, zalewając się łazami.
- Muszę. Zadzwonię. - odparł markotnie, zamykając drzwi.
I co narobiłaś? Czemu tego nie schowałaś?! Głupia, głupia, głupia! - krzyknęłam sama do siebie, opierając się o ścianę, pełna łez w oczach. Byłam wściekła. Znowu! Znowu coś idzie nie tak!
Poszłam do pokoju, położyłam się na łóżku i zobaczyłam, czemu mój telefon miga.
Ashley przysłała sms'a. Nareszcie dała mi jakiś znak. 

Od: Ashley 
Hej. Nie musisz się mną przejmować. Masz innych przyjaciół, ja się nie liczę. Sądzę, że nie powinnyśmy się już tak mocno przyjaźnic. Zawiodłam się na Tobie. 

O co chodzi?! Czemu wszystko się wali? Ash... ja ją kocham. Nie mogę tego tak zostawić. 
Ubrałam kurtkę i wyszłam z domu. Przeszłam parę ulic i stanęłam przed drzwiami przyjaciółki. Cała czerwona, nadal we łzach, z nadzieją że ktos otworzy.  

Licze na Wasze komentarze! Nastepny rozdział będzie ciut dłuższy, obiecuje ;) 

piątek, 21 marca 2014

Rozdział VI

.... Tymbardziej, że ona nigdy nie lubiłą imprez a wtedy była lekko podpita. Nie tak jak Vanessa, do niej to jej daleko, ale nie wiem jak to będzie dalej... 
Ahh - westchnęłam i opadłam na łóżko. 

Włożyłam słuchawki i puściłam sobie moją ulubioną piosenkę. Uwielbiałam ją. Zawsze podnosiła mnie na duchu :)       
Tak było i teraz. Zrelaksowałam się. Nie można wszystkim się tak przejmować. 
Jutro jest nowy dzień. "Make it strong". - pomyślałam i zasnęłam.
Gdy się obudziłam, nie mogłam uwierzyć, że słońce za oknem świeci tak jasno mimo wczesnej pory jak na weekand - 9:00. Chciałam tańczyć. Tak, to było to czego chciałam teraz. W taką cudowną pogodę, nie mogłam leżeć w łóżku. Poszłam do łazienki, założyłam legginsy, zwiewną bluzkę i sweterek. Nie dzwoniłam do vanessy, pewnie ma kaca po ostatnij imprezie. Nieraz z nią o tym rozmawiałam. Umówmy się, że według jej wersji "Ona nad tym pracuje" 
Poprawiłam włosy, ubrałam ulubioną bransoletkę i wyszłam z domu. Wsiadłam w autobus i ruszyłam pod studio. Ulice były puste, nie wiem czemu. Pogoda była przecudowna, najwyraźniej nie rozumiem ludzi. Stanęłam przed wejściem. Przez szklane rozsuwane drzwi widziałam dobrze mi znaną recepcjonistkę, w czarnej marynarce witającej jakich gości. Gdy szarpnęłam za klamkę, zorientowałam się że drzwi są zamknięte. Na wysokości moich oczu, wisiała kartka "Studio tańca dzisiaj zamknięte. Przepraszamy i zapraszamy ponownie" 
"Zapraszamy ponownie" - pomyślałam zła  i kopnęłam kamyk leżący obok na ulicę. 
Stwierdziłam, że wstąpię do sklepu, kupię coś do picia i wrócę, bo właściwie co miałam zrobić? Przechodziłam przez skrzyżowanie ulic, gdy wpadł na mnie chłopak w  szarej czapce i trampkach. 
- Uważaj jak idziesz! - krzyknęłam. 
- Ja... przepra.. - nie dokończył, bo spojrzał na moją twarz. 
- To Ty...? - powiedziałam, niedowierzając, że gdy nie ma prawie nikogo w mieście, trafiam na tego debila.
- Tak, to ja jeżeli to mnie masz na myśli. - mruknął cicho.
Ta wymowa zawsze mnie tak irytowała... ach... od razu wiedziałam,że to Justin. 
- Co Ty tu robisz? Jak? To niemoż... Nie! Idę stąd, bo zaraz zrobisz coś co znowu mnie zdołuje. - powiedziałam, robiąc pierwszy krok w stronę chodnika. 
- Czekaj. - chłopak złapał mnie za dłoń i przytrzymał abym nie odeszła. 
- Co znowu?! Jeżeli chcesz mnie pocałować, od razu nie wyrażam zgody. - rzuciłam. 
- Nie. Chcę zaprosić Cię na kawę. Bez pocałunków. Bez flirtu. Bez uwodzenia. Chcę Cię przeprosić, porozmawiać. - powiedział spokojnie i odziwo dosyć wyraźnie. 
- Bez pocałunków? - zapytałam.
Chłopak przytaknął i oboje poszyliśmy w kierunku kawiarni. Tak, pewnie się dziwicie dlaczego, jak jeszcze przed chwilą na niego krzyczałam i przeklinałam los, że musiałam go spotkać. Jeżeli ma być to spokojna rozmowa, z moją ulubioną kawą... nie ma problemu. Każdy zasługuje na drugą szansę, tak? Każdy popełnia błędy, a nie kryłam tego że tańcząc z Justinem czułam się bardzo dobrze. 
Usiedliśmy przy dwuosobowym stoliku obok okna, przez które wpadały promyki słońca. 
Odgarnęłam włosy i żeby nie było mu tak miło, spojrzałam na telefon mówiąc ; masz 20 minut. 
- Chciałem Ci powiedzieć, że jest mi głupio. Na serio nie chciałem Cię zranić a tym bardziej uwieść. Po prostu... kocham z Tobą tańczyć i pewnie głupio to zabrzmi, ale mógłbym robić to z Tobą cały czas. Kurczę, zamilkłam. Był taki miły i mówił do rzeczy. Najgorsze, że czułam to samo. Nie, to nie była miłość. To było coś w rodzaju tanecznych-bratnich dusz. 
To było bardzo dziwne, ale to nie ja dokończa o tym decyduję.
- Rozumiem. Przyjmuje Twoje przeprosiny. Też Cię przepraszam za moją wybuchowość... - powiedziałam, drapiąc się za uchem z zakłopotania i chcąc niechcąc wstydu. 
- Proszę, przyjmij to. Nie, nie jako symbol miłości czy czegoś takiego. Po prostu na zgodę. - powiedział, wręczając mi małą bransoletkę, ze złotą baletnicą. Równocześnie się uśmiechał. Wiedział co czuję. 
- Znaczy... nie wiem co na to mój chłopak... - musiałam to podkreślić. NIe może myśleć, że to jest początek czegokolwiek. Po prostu mu wybaczyłam. Nic poza tym.
- Proszę. Nie musisz tego nosić, chodzi o to żebyś ją miała. To dla mnie ważne. 
NIe mogłam mu odmówić. Wzięłam prezent, schowałam do torebki i dopiłam kawę. 
- Musze już iść. To... dzięki za kawę, tu jest napiwek dla kelnerki - powiedziałam wstając i kładąc 5 dolarów na stoliku obok filiżanki. 
Nagle poczułam, że trafiło we mnie coś lekkiego. Było to jednak na tyle wyczuwalne, że sie odwróciłam i zobaczyłam trójkę 16-latków, rzucających papierkami w ludzi. Brak mi słów... - pomyślałam i naturalnie ich zignorowałam odwracając twarz. Sekundę po tym usłyszałam głos Justina : Co wy sobie myślicie? Nie macie nic do roboty?! Zostawcie ją w spokoju, jasne? 
Podziękowałam mu w formie uśmiechu. Był to bardzo miły gest. 
Wróciłam do domu, przebrałam się i zabrałam  za sprzatanie. Mama pojechała na zakupy, tata do pracy na parę godzin... trzeba coś zrobić, szczególnie że teraz muszę wkupić sie w łaski rodziców. 
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Co do diaska - pomyślałam, odstawiając mop i idąc do drzwi. Nie wierzyłam gdy zobaczyłam ... 

Dziękuję za wszystkie komentarze ; te które były i które [mam nadzieję] będą. Prosze udostępniajcie to, polecajcie i komentujcie. Na prawdę mi tym pomagacie :) 





Rozdział V

Kucnęłam pod umywalką opierając się o ścianę, wycierając jednocześnie łzy.
Justin schylił się ale ja cały czas go odpychałam. Nagle, gdy usłyszałam krzyki z sali i ludzi wybiegających z toalet podniosłam się i wybiegłam. Zobaczyłam krąg, wokół którego stało mnóstwo osób. Wszyscy coś pili, krzyczeli i stali milimetrami od siebie. Zaczęłam ich przepraszać i dochodzić coraz bliżej centra afery. Zobaczyłam Van i jakąś blondynkę, które wrzeszczały na siebie, oblewając jadna drugą szampanem. O co chodziło? - pomyślałam. Nagle zorientowałam się, że za mną stoi Juss i krzyczy do Van, żeby przestała. 
Krzyknęłam STOP! Ale muzyka była tak głośno, że nikt mnie nie słyszał. Dopchałam się do końca i ujrzałam Vanessę, wyzywającą Ashley. Tak, tą Ashley która jest w domu by pomóc mamie. Tą która nie lubi imprez i alkoholu. Nie wierzyłam, że moje dwie najlepsze przyjaciółki na jednej imprezie zrobiły takie wielkie zamieszanie. Wzięłam obydwie za ręce i szarpnęłam krzycząc, że nic się nie stało. Szybko wyprowadziłam je na dwór, przed wejście. Ludzie tam palili. Vanessa się nie krępowała, wzięła skręta i podpaliła końcówkę. 
- Przestań! Nienawidzę tego - syknęła Ashley. 
- Zamknij się! Robię co chcę, przy kim chcę. - odburknęła dmuchając dym prosto w twarz Ash. 
- Ty... - niedokończyła, bo złapałam ją mocno za dłoń. 
- Słuchajcie, spokojnie. O co chodzi? Co się stało? - zapytałam łagodząc atmosferę. 
- Ona... - zaczęła Ash.
- Ona? Mam imię. - odburknęła Van.
- Vanessa, uspokój się - powiedziałam.
- Skąd Ty ją znasz?! - krzyknęła Ash.
- Ashley, to jest Vanessa. Przyjaźnimy się. - starałam się zachować spokój w każdym słowie. 
Obie patrzyły na mnie jak na wariatkę, a na ich twarzach możnaby było napisać "Ty znasz tą wariatkę?" 
- Słuchajcie, wiem że się różnicie, nie wnikam o co poszło, ale obie z Was bardzo lubię, tak? I macie się pogodzić. Vanessa wypuściła ostatni dymek, rzuciła papierosa i podała rękę oburzonej Ashley. 
- No okej, idź Van chcę pogadać z Ashley.
- Ok, widzimy się jutro w studiu, pamiętaj! - odkrzyknęła odchodząc.
- O co chodzi? - powiedziała Ashley, poprawiając włosy.
- O co?! Od kiedy to się pomoga chorej mamie, będąc w klubie? - wyrzuciłam z siebie na jednym oddechu. Dziewczyna nic nie mówiła, stała z założonymi rękoma i takim wyrazem na twarzy, jakby miała jeszcze do mnie oto pretensje. 

- Bo... - zaczeła niepewnie.
- Bo? Nie masz wytłumaczenia. Nie spodziewałam się tego po Tobie.
- Idź sobie do tej Vanessy. Najwyraźniej ona Cię lepiej rozumie - syknęła i odeszła. 

Muszę już stąd iść. Tyle emocji w niecałe 2 godziny... masakra. 
Nagle mój telefon zadzwonił. To był Austin. 
- Cześć Królewno. Masz chwilę? 
- Hej ... właśnie wracam z imprezy. Zaraz się załamię. A co? 
- Załamiesz? Czekam przy przystanku. 
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, chłopak się rozłączył. No pięknie! Mam mu powiedzieć o tym co się dzisiaj wydarzyło? O Justinie? Miałam pustkę w głowie.
Gdy doszłam na przystanek, zobaczyłam Austina. 
- Co się stało ? - powiedział przytulając mnie i całując delikatnie w czoło. 
- Wtuliłam się w jego bluzę i zaczęłam lekko płakać.
- Co się dzieje? Mów. - złapał mnie za ramiona i spojrzał głęboko w oczy. 
- Chodzi o to... że... Moje dwie przyjaciółki się pokłóciły. I bardzo za Tobą tęskniłam . - z trudem łapałam oddech. 
- Chodź tu... - przytulił mnie najmocniej jak tylko mógł. 
Przeszliśmy parę ulic, ciągle byłam smutna. Nie mogłam mu powiedzieć  Justinie, on by tego nie zrozumiał. To nie jest tak, że on mi się podoba, ale Austin mógłby tak to odebrać. A nie chcę go stracić. 
Chłopak odprowadził mnie do domu, w zdecydowanie lepszym nastroju. Uśmiechnęłam się na tyle sztucznie, żeby uwierzył, że wszystko jest okej i zamknęłam drzwi. 
Czemu Ashley mnie okłamała? - cały czas zadawałam sobie to pytanie...
Z kuchni wyszła mama. Była naburmuszona i zła, co nie wróżyło dobrze. 
- Kochanie... - zaczęła dosyć twardym głosem. 
- Tak mamusiu? - odpowiedziałam słodko, licząc że to coś da. Myliłam się.
- Dostaliśmy pismo ze szkoły. Dyrektor pisze, że idzie Ci coraz gorzej. Co to ma znaczyć? 
- Ale..
- Nie ma żadnego "ale". Albo chodzisz na imprezy z ta Vanessą,  albo spotykasz się z tym chłopakiem. Wracasz wieczorami z miasta. NIc dziwnego, że kiepsko Ci idzie. Masz to poprawić, albo szlaban na wszystkie imprezy i miłostki, jasne?! - powiedziałą głośno i agresywnie. 
- Tak. Postaram się to poprawić - odpowiedziałam spuszczając głowę i wchodząc na górę po schodach. To jakiś koszmar! Wszystko jest nie tak. Dobrze, że mam chociaż Van i Austina. Ash strasznie mnie zawiodła. Martwię się o nią, szczególnie że... 

Rozdział może trochę krótszy, ze względu na małą ilość komentarzy :) Zapraszam na dalszą część- już niedługo :) 

wtorek, 18 marca 2014

Rozdział IV

*Selena*
Austin pociągnął mnie za rękę i razem wyszliśmy na dwór. Padało jak z cebra, powiedziałam żebyśmy wracali do środka i przeczekali to ale on kompletnie mnie nie słuchał i ciągnął dalej. 
Gdy doszliśmy na stary plac zabaw, notabene koło restauracji, poczułam się niesamowicie. Te stare huśtawki, karuzele, piaskownice... wszystko w deszczu. "Czemu on zawsze mnie tak idealnie rozumie?" - pomyślałam i w tej samej chwili chłopak mnie chwycił i wrzucił do piaskownicy. Zaczęłam krzyczeć i śmiać się jednocześnie, mówiąc że zniszczył mi całe ubranie. Rzuciłam w niego piaskiem i szybko się wygramoliłam z piachu. Austin mnie złapał i szeptem powiedział, że tak wyglądam idealnie, Przygryzłam lekko wargi, przymrużyłam oczy i nasze usta sie złączyły. Odwzajemniłam pocałunek, aż w końcu wylondowaliśmy na trawie. Austin mnie nie puszczał, dalej całował. Czułam, że on kocha mnie bez względu na to jak wyglądam, gdzie jestem, co robię... Po chwili się podnieśliśmy z ziemi i lekko otrzepaliśmy. Deszcz nadal padał, było mi bardzo zimno. NIe, nie podał mi marynarki jak w filmach. Kupił mi gorącą czekoladę w pobliskiej kawiarence. "Urocze" - pomyślałam i razem z nim wróciłam do domu. Pocałowałam Go w policzek, zamknęłam drzwi i szybko pobiegłam po schodach aby nikt mnie nie zauważył. Gdyby zobaczyli mnie całą w błocie, pytania nigdy by sie nie skończyły, a moje odpowiedzi owszem. Ściągnełam ubrania, wzięłam prysznic i połozyłam się na łóżku, z usmiechem od ucha do ucha. Sięgnęłam po telefon, z kuchni dobiegł krzyk mamy o późnej kolacji - pizzy. 
- Juz idęęę! - odkrzyknęłam i zobaczyłam, że na ekranie wyświetliła mi się nieodebrana wiadomość, a właściwie dwie. 

Od: Vanessa
Hej Seeel, wychodzimy jutro na imprezę do pobliskiego lokalu? Trochę tańca nie zaszkodzi, co?" 

Od: Ashley 
Hej. U mnie już lepiej, mama wyszła ze szpitala. Jestem bardzo szczęśliwa, ale narazie musze się nią trochę poopiekować, także zobaczymy się za parę dni, ok? :) Kochaaaam Cię. 

Na oba szybko odpisałam, zgadzając się na wyjście i to, że Ash teraz musi wesprzeć mamę. 
Zbiegłam po schodach i zjadłam kanapki z pomidorem i rukolą. Były takie smaczne... 
Gdy zrobiło się późno i w telewizji nie było juz nic ciekawego połozyłam się pełna różnych mysli w głowie. Zawsze tak miałam przed snem. Analizowałam dzień i moje postanowienia odnośnie jego. Nagle doszedł sms od Austina. 
"Dobranoc Królewno!" , on jest na prawdę przesłodki! Zawinęłam się w koudrę i wtuliłam twarz w poduszkę z myślą o jutrzejszej imprezie. 
Kolejny poranek. Piątek. 6:40. Piątek oznaczał weekend, ale i wcześniejsze wstawanie. Mama jedzie wcześniej do pracy, trzeba zrobić śniadanie i ogarnąć kuchnię. 
Szybko posmarowałam kromkę białym serem, posypałam szczypiorkiem i dorzuciłam obowiązkowe ciasteczko. Po całym dniu szkoły, poprawie tej nieszczęsnej dwójki i nudnych zajęciach wyrównawczych z matmy wróciłam do domu. Odrobiłam lekcje, zadzwoniłam do Van i ustaliłam godzinę wyjścia, a co najważniejsze napisałam kareteczkę do mamy, że wracam wieczorem i idę do knajpy z Vanessą. Mama ją nawet lubiła. Pewnie przez to, że nie bywała z nami na imprezach. Haha, no ale dosyć. Impreza była na 20, dlatego zaczęłam przygotowania. Założyłam czarną, klasyczną sukienkę i buty na niskim obcasie. Dzisiaj chciałam trochę zaszaleć, rozładować emocje. Gdy zajechałam do klubu, przy wejściu czekała Van. Podeszłam, pocałowałam w policzek i razem weszłyśmy do środka. Zaczęła grac muzyka. Razem z Van uwielbiałyśmy to miejsce ; najlepsze nagrania, brzemienie, genialnie ludzie i całkiem niezłe trunki do picia. Oczywiście Vanessa była ich fanka, ja znacznie mniejszą. Zaczęłyśmy tańczyć. Najpierw razem, potem osobno. Nasz układ zostawiłysmy na sam koniec. 
- Van! To nasza ulubiona piosenka! - krzyknęłam do niej, ale ona była już w objęciach jakiegoś wysokiego przystojniaka. 
Zaczęłam tańczyć sama, gdy nagle od tyłu poczułam dotyk. Silny dotyk. Ktos złapał mnie w talii i zaczął mna poruszać. Nie ukrywam, podobało mi się to. Nie wiem dlaczego, ale szybko się odwróciłam i zbliżyłam do nieznajomego. Tańce na dyskotekach nie znaczyły dla mnie wiele, różnie już to bywało. Taniec się rozkręcał i rozkręcał aż w końcu, gdy piosenka dobiegła końca poczułam usta na mojej szyi. Ta osoba genialnie tańczyła, dlatego tego nie przerywałam. Sama do końca nie wiem dlaczego. Niekiedy robię różne dziwne rzeczy. Gdy  znienacka chłopak mnie obrócił i mocno przyciągając do siebie pocałował, światła się zapaliły. Gdy tylko ujrzałam tą twarz, wybiegłam ze łzami w oczach do toalety, trzymając się za usta. NIe chciałam tego pocałunku. Ja mam chłopaka. Są jakieś granice. I jeszcze ten palant! Skąd on się tu wziął. Justin podbiegł do mnie i spytał się czemu płacze. 
- Ty nic nie rozumiesz! Ja mam chłopaka! Niszczysz mi wszystko co tylko sobie ułożę! - krzyczałam, płacząc i wymachjąc rękoma. 
- To był tylko taniec... przepraszam. - powiedział skruszony. 
- Nie przepraszaj! Odczep się ode mnie! Co Ty właściwie do mnie masz? Śledzisz mnie? Chcesz zrobić krzywdę? - byłam bliska załamania.
- Chodzi o to... - powiedział, kładąc rękę na umywalce.
- No o co?! O co? - nie mogłam się uspokoić.
- O to, że kiedy tańczę z tobą, czuję się niesamowicie. Twoje ciało, usta... nie mogę przestać o tobie myśleć. - powiedział ciszej. 
Zamarłam. NIe wiedziałąm co mu powiedzieć. 

Ciąg dalszy będzie, ale miłoby było gdyby pojawił się choć jeden komentarz :) Licze na Was! 

niedziela, 16 marca 2014

Rozdział III

*Selena* 
Zadzwonił budzik. Czwartek. 7:10. 
- Genialnie... - powiedziałam, wstając z łóżka. 
Poszłam do łazienki, umyłam zęby, ogarnęłam fryzurę i zaczęłam sie ubierać.
Nigdy nie lubiłam stroić się do szkoły. Z reguły zakładałam trampki, jeansy, jakiś biały t-shirt z nadrukiem i bluzę. Tak było i dzisiaj. Z kuchni wzięłam kanapkę, zrobioną przez mamę i porwałam ciasteczko na drogę. Nie ma co mówić o porankach w moim domu. Każdy wyglądał tak samo.  Szybko pobiegłam na przystanek, żeby złapać autobus do szkoły. 
Gdy weszłam do środka, pod salą gdzie miały się zaraz zacząć lekcje nie było Ashley. Pewnie jest w szpitalu - pomyślałam i usiadłam na ławce obok. 
- Dzień Dobry - powiedziała ciepłym głosem Pani Green. Uwielbiałam zaczynać dzień językiem angielskim, nasza pani była naprawdę cudowna. 
Dzisiaj zajmiemy się omawianiem literatury. Otwórzcie książki na stronie 46 i przeczytajcie ten dłuższy fragment tekstu. Potem przetłumaczcie go i zapiszcie pięć definicji nieznanych lub trudniejszych dla Was.
I tak nie było źle. Wolę to przepisywanie, niż geografię. Kto wymyślił ten przedmiot?! A już nie wspomnę o strefach czasowych... 
Po trzeciej lekcji, czyli biologii poszłam wziąć kanapkę z mojej szafki. Spotkałam tam czekającego na mnie Austina. Tak jak ja wolał luźny styl. Zawsze nosił szeroką bluzę, adidasy i jeansy. 
- Czekałem na Ciebie - powiedział bardzo urokliwie. 
- Tak? - podeszłam i pocałowałam go w policzek. Był chyba zdziwiony, że to zrobiłam. Zresztą ja też. Ale jak go widzę, chciałabym go całować non stop. 
- Dziękuję za takie miłe powitanie. Randka jutro aktualna? - zapytał.
- Oczywiście. Czerwona, czy czarne mini? 
- Haha, obojętnie. We wszystkim Ci cudownie. - odpowiedział i puszczając moja rękę pobiegł na kolejne zajęcia. 
Zaczęła się geografia. Czyli zaczęło się czytanie ocen. 
- Selena ? Dwa. - powiedział Pan Deem, wręczjąc mi kartkę. 
"Świetnie" , pomyślałam i schowałam ją do zeszytu patrząc na zegarek. 
Po zrobieniu paru zadań, dzwonek nareszcie zadzwonił. Czekałam na to tak długo! Nie dość, że dzisiaj widzę się z Austinem, to muszę podejść do domu Ash. Mam nadzieję, że u niej wszystko okej. 
* pół godziny później* 
Zapukałam do drzwi domu mojej przyjaciółki. Cisza. 
Zapukałam ponownie - nic. 
Najwyraźniej jest w szpitalu, wyślę jej sms'a i zadzwonie wieczorem.

Sprawdziłam godzinę na zegarku. Była już 17, czyli mam dwie godziny do randki. 
Wróciłam do domu i zaczęłam przygotowania. Włożyłam czerwoną mini, czarne, niewysokie szpilki, nałożyłam delikatny make-up i spryskałam nadgarstki ulubionymi, różanymi perfumami. 
Ta stylizacja była dla mnie naprawdę dziwna, szczerze wolałam bluzkę i spodnie, ale nie wszędzie mogę tak wyjść, to logiczne. Narzuciłam czarny płaszcz bo było coraz zimniej i ruszyłam na przystanek, krzycząc że wrócę po 20. Nagle mój telefon zadzwnił i pokazał że przyszedł sms. "Może Ash odpisała"- pomyślałam. O dziwo, był to sms od tego samego, nieznanego numeru co wczoraj. 
" Mam nadzieję, że niedługo się zobaczymy... może nawet dzisiaj. "Fly when You want"" 
Hej! "Fly when You want" to tytuł piosenki do której tańczyłąm w studiu! To on! Co on sobie myśli? Dobrze, że gdzieś idę bo w domu bym nie wytrzymała. Stanęłam przy przystanku i czekałam na autobus. Zostało 30 minut do 18, nadal nic nie podjechało. Na nie szczęście zaczął padać deszcz. Zrobiło mi się strasznie ziomno, nie myślałam o niczym innym, tylko o dotarciu na miejsce. Nagle poczułam ciepłe ręce zasłaniające mi oczy od tyłu. 
Hej? Austin? - powiedziam, bo nikt inny mi nie przychodził na myśl. 
- Blisko. Ale zamień "A", na "J" - powiedział, tym swoim niedbałym stylem mówienia. 
- Co Ty sobie myślisz? Co mają znaczyć te sms'y? " - krzyknęłam, uderzając go w ramie i odwracając się. 
- Kotku, nie złość się bo zaraz makijaż Ci się zepsuje. Nie wspominając o tym nieziemskim stroju - powiedział jak gdyby nigdy nic, obejmując mnie lekko w talii, łapiąc za czerwony materiał. 
- Puszczaj! Idę teraz na randkę. Nie pisz, nie dzwoń. Nic nie rób." - odburknęłam i odwróciłam się, chcąc wejść do autobusu. 
Nadal nic nie przyjechało. Austin już czeka - pomyślałam. 
- Chyba musisz napisać do tego swojego Austina, że się trochę spóźnisz - powiedział sarkastycznie Justin. 
Wystukałam do Austina, że mogę się trochę spóźnić i dodałam, że mam dla niego niespodziankę. Szybko odpowiedział "ok, czekam kochana". 
- Naprawdę? Dziękuję za przypomnienie. - odparłam 
- Siadaj na kolanach. Tutaj nie pada - powiedział siadając na ławce w budce przy przystanku. 
- Czy Ty coś piłeś? Nigdy Ci nie usiądę na kolanach! Jeszcze czego! Poza tym nie powiedziałeś mi skąd masz mój numer telefonu.
- Od Vanessy. No siadaj... nie powiesz, że nie chcesz. 
- Świetnie. Nie, nie chcę. - pomyślałam i po chwili dodałam - nie  bądź taki pewny siebie. 
Autobus przyjechał, szybko wsiadłam, a Justin został na przystanku. Był trochę zaszokowany. I dobrze. Tak działa mi na nerwy! 
Weszłam do lokalu, Austin tam już czekał. W garniturze. Z bukietem róż. Był zupełnie inny. Z typowego skat'a, zmienił się w cudownego, poważnego mężczyznę. 
- Co się stało, że jesteś taka mokra? Nie miałaś parasolki? - zapytał patrząc na mój mokry płaszcz i wilgotne włosy. 
- Tak, ale nic się nie stało. - odpowiedziałam uśmiechając się i podając mu mokre ubranie. 
- Cudownie wyglądasz. Myślałem, że z tą mini to żart - stwierdził, odsuwając mi krzesło i wręczając bukiet kwiatów. 
- I powiedział to chłopak w garniturze? Który zawsze ma bluzę i nie rozstaje się ze swoimi sportowymi korkami?- zaśmiałam się. 
Po chwili rozmowy, zamówiliśmy dania. Ja wzięłam sałatkę, a Austin jakiś specjał restauracji. 
Nadeszła pora na deser. 
- To ja poproszę.. - zaczęłam.
- Lody z gorącymi malinami - uzupełnił Austin. 
- Skąd wiedziałeś? - zaśmiałam się ponownie, odwracając wzrok od kelnerki. 
- Chciałem wziąć to samo. - odparł z uśmiechem na twarzy. 
- To poprosimy dwa- złożyłam zamówienie. 
- Nie, poprosimy jeden - odparł Austin, a kelnerka posłusznie zapisała jego wersję. Gdy odeszła zapytałam :
- Dlaczego jedne? Jednak nie chcesz? 
- Zjemy je razem. Co za problem? Chciałbym żebyś poczuła się jak na wakacjach, nie jak w restauracji. 
Złapałam go za rękę i popatrzyłam w oczy. On właśnie wiedział, czego ja chcę. On chciał tego samego. Byliśmy bardzo podobni. 
Zjedliśmy razem lody. Były przepyszne, a z łyżki Austina jeszcze lepsze. 
- Ok, to teraz chodźmy.  - powiedział.
- Gdzie? - odparłam zdziwiona.
- Zobaczysz... - podał mi płaszcz i chwycił za rękę. 

Prosze o komentarze :) Dziękuję za przeczytanie i wszystkie wyświetlenia.