wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział XXVIII

Nabrałam dymu i rzuciłam je na ziemię, po czym pocałowałam chłopaka. Chyba ze smutku... chociaż sama nie wiem. Złączyłam nasze usta może trzy razy, gdy nagle Justin się lekko odchylił. 
- Selena, nie chcę być pocieszeniem. - powiedział.
- Nie jesteś. 
- To kim jestem? - zapytał, patrząc mi głęboko w oczy. 
Zamilkłam. Właściwie kim on był? Wrogiem, przyjacielem, kochankiem? Nie umiałam określić naszych relacji. Juss miał rację. Stanęłam obok niego i sięgnęłam po papierosy. Dopiero teraz zauważyłam, że ich opakowanie jest czarne, ze złotym lwem w koronie. 
Podpaliłam, po czym Justin też sięgnął po paczkę. Stanęliśmy jak zwykle naprzeciwko siebie i popalaliśmy. Gdy tak staliśmy, tworzyliśmy dosyć duży obłok dymu, wokół naszych głów. 
Za oknem zaczął padać deszcz. Usiadłam na parapecie, dając nogi na bok i opierając plecy o ścianę. Chłopak do mnie podszedł i gładząc moją nogę powiedział, wypuszczając dym z ust:
- Jak ja cholernie chciałbym Cię mieć... 
- To czemu nic teraz nie zrobisz? - zapytałam.
- Bo Ty go nadal kochasz. Bardzo kochasz. A do mnie... co Ty właściwie do mnie czujesz? 
- Ja... Justin, to trudne. Jesteś kimś ważnym, tak? 
Wtedy Juss ponownie złączył nasze usta i sięgnął do kieszeni, wtciągając zapalniczkę. 
- Proszę. 
- Czemu mi to dajesz? - powiedziałam, biorąc prezent. 
- Żebyś zawsze o mnie pamiętała. Ja jestem kimś ważnym, a ty kimś najważniejszym. - odparł i ścisnął moją dłoń z małą, srebrną zapalniczką, z tym samym zwierzęciem co na opakowaniu papierosów. 
- Dziękuję. - powiedziałam, uśmiechając sie do niego. 
Znowu nastała cisza. Kropelki deszczu obijały o okna. Usłyszeliśmy, że ktoś wchodzi do toalety. Justin pokazał, żebyśmy się nie chowali. Nie spodziewczłam się, że zobaczę stojącego Austina, który wchodzi i staje naprzeciwko mnie z założonymi rękoma. 
- Więc tutaj sie spotykacie... rzeczywiście świetne miejsce. - zaczął.
- Czemu tu przyszedłeś? - specjalnie wzięłam dym do ust i wypuściłam go powoli, niby nie zwracając uwagi na obecność chłopaka. Byłam zła. Justin rozumiał mnie lepiej, niz mój "ideał". 
- Chciałem jeszcze coś wyjaśnić. Lubisz z nim spędzać czas? 
Oczy Jussa powędrowały na mnie. Nie chciałam kłamać. 
- Tak. - odparłam krótko. 
- Dlaczego mnie okłamywałaś? - zapytał.
Wtedy milczałam. Znowu ogarnał mnie smutek. 
- Bo bała się Ciebie stracić. - powiedział za mnie Justin.
Austin sie uśmiechnął i mnie przytulił. Lekko zeskoczyłam i również mocno go przytuliłam. 
Widziałam, jak Justin wychodzi. Przypomniałam sobie słowa "Ile razy mu wybaczałem, że Cie całuje [...]" Mocno ścisnęłam zapalniczkę i schowałam ją do kieszeni. 
- Przepraszam. - powiedziałam prze łzy, wtulając sie w Austina, jednocześnie wyrzucjając papierosa na kafelki.
- Obiecaj mi jedno. 
- Tak? 
- Postarasz się rzucić to cholerstwo. - spojrzał na podłogę, na której leżało cygaro, ze dwa papierosy i dużo niedopałków. 
Przytaknęłam uśmiechając  się i splatając nasze place, poszliśmy do pokoju. 
Napisałam do Jussa krótkiego sms'a "Dziękuję" i wstawiłam uśmiechniętą emotkę. 
Nie otrzymałam jednak odpowiedzi, leczy było tak późno, że ledwo co sie położyłam i od razu zasnęłam  z głową pełną myśli. 
Nazajutrz, gdy się obudziłam była 6:00, nie wiem czemu tak wcześnie wstałam. Chłopcy spali, nadal padał deszcz. Już wiedziałam, że nie pójdziemy na plaże. Bardzo cicho wstałam i wzięłam do ręki telefon, który właśnie naładował się do pełna. 
Zobaczyłam, że ptrzyszła do mnie jakaś wiadomosć. 
"Nie ma za co. Kocham Cię, do zobaczenia" - nadawcą był Justin.
Usmiechnełam się i nalałam wody do szklanki. Zaczęłam przeglądać internet. Na jakiejś stronie znalazłam link, do miejsca gdzie odbędzie się szalona impreza. Dzisiaj. Niedaleko miejscowości w krótej się znajdujemy. Przesłałam to Vanessie i Jussowi. 
Obydwoje nie odpisali, nie dziwiłam się, przecież na zegarku była 6:10. 
Nie wiem czemu, jakoś nie cieszyłam się tak bardzo, że Austin mi wybaczył. 
Znaczy, cieszyłam ale nie tak jak się spodziewałam. Mówiłam sobie, że to przez tę kłótnię, ogółem to jest dla mnie całym światem. Spojrzałam jak spi i nachylając, delikatnie pocałowałam w policzek. Tu nie chodziło o to, że go nie kochałam. Po prostu z Justinem czułam się swobodnie i cały czas coś mnie do niego ciągnęło. 
To pewnie przez te papierosy. Z tym też musiałam skończyć. Joe też słodko spał, więc postanowiłam ich nie budzić. Znów się położyłam i stwierdziłam, że muszę ich namówić na tę imprezę.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz