poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Rozdział XXV

Ten sms mnie troche przeraził. Justin robił sie niebezpieczny, ja naprawdę chciałam to zakończyć. Oparłam głowę na ramieniu Austina i zaczęłam oglądać spektakl. Ashley się spóźniła, ale cicho usiadła koło Joe'go, co dobrze wróżyło. Ogółem bardzo mi się to podobało, niektóre sceny były naprawdę udane i śmieszyły nas do łez. Po tym, jak jakas dziewczyna uciekła za kurtynę, ta opadła i nastała cisza. Wybił gong i ogłoszono 20 - sto minutową przerwę. 
- Zostaniesz tutaj i popilnujesz mi torebki? Musze iść do toalety. - powiedziałam do mojego chłopaka.
- Jasne. Będę tu czekał. 
Poszłam na wcześniej wspomniane pierwsze piętro, zabierając ze sobą telefon, tak na wszelki wypadek. Chciałam zapalić, ale nie chciałam spotkać się z Justinem. To było jednak nieuniknione, a ja chciałam mu powiedzieć, że z naszymi relacjami koniec. Nie miałam juz na to ani ochoty, ani siły. Rozmowa z Joe dużo mi uświadomiła i wiedziałam, że on manipuluje mną jak lalką dla zabawy. 
- A jednak... przyszłaś. - powitał mnie Justin. 
- Przyszłam, żeby coś wyjaśnić. 
- Masz tu klucz, zwinałem sprzątającej. Zamknij proszę drzwi. - powiedział, wręczając mi mały, srebrny kluczyk. 
Mimo, że wszyscy poszli do toalety na parterze, ja wolałam zamknąć drzwi i być spokojną.
Chlopak zapalił papierosa, podając mi paczkę. Popatrzyłam na niego, potam na skręty... 
- Nie. Nie chodzi tu o to. - oddałam mu jego własność. - Przyszłam, żeby powiedzieć Ci, że to koniec. Nie chcę się już z tobą spotykać, nie chcę problemów. Chce byc szczęśliwa.
- A Ty właściwie jesteś szczęśliwa? W tej uroczej, romantycznej klatce? 
Zapadła cisza. Za kogo on sie uważał? 
- Tak jestem. Rozmawiałam z pewna osobą i wiesz co? Ona miała rację, manipulujesz mną a tak naprawdę chcesz nie tylko mnie, ale Ashley, Vanessę... wszystkie które napotkasz! Nawet nie wiesz jak... 
- Może rozmawiałaś o tym z Twoim chłopakiem? - przerwał mi Juss.
- Ja...
- uroczo dziś razem wyglądaliście. Ty w sukni... on w garniturze. Szkoda, żeby to tak zaprzepaścić... - odpowiedział, ponownie wtrącając mi sie w zdanie i jednocześnie nabierając dymu do ust. 
- Czy Ty właśnie mnie szantarzujesz? I uważasz się za kogoś, kto mnie kocha?
- Tak, kocham Cię. Juz tyle razy mu darowałem, że Cię całuje. Już tyle razy nic mu nie mówiłem... nie widzisz, że daję Ci to co Ci potrzebne? Chodź zapal, trochę się zabawimy i wyjdziesz stąd, jak zawsze.
 - Co?! Ty...
- Chyba, że mam wysłać wiadomość do Twojego księcia na białym koniu... jeden klik kochanie. 
Zostałam na miejscu. Nie mogłam mu pozwolić wysłać cokolwiek do Austina. To byłby nasz koniec. Posłusznie wzięłam papierosa i nachyliłam go nad ogniem. Wysłałam sms'a Austinowi, że pójdę jeszcze do pokoju bo czegos zapomniałam, a kolejka w toalecie była ogromna. 
- Jak Ty to lubisz... - powiedział, patrząc jak palę i palę. 
Nie wiem co było w tych skrętach, ale rzeczywiście podobało mi się to. Staliśmy naprzeciwko siebie, i tak jak poprzednio dmuchaliśmy szarym dymem na nasze twarze.
-Kiedyś docenisz to co dla ciebie robię... - powiedział i dał mi paczkę, widząc że dopalam do konca papierosa. 
- Byc może. Ale proszę, nie mów nic Austinowi. 
- Oczywiście, ale małe całusy nie zaszkodzą?
- Zaszkodzą. - odsunęłam się od chłopaka. 
Wypuściłam ostatnio dymek, wyrzuciałam skręta i rzucając złe spojrzenie Justinowi spytałam:
- Masz gumę? Miętową?
- Mam. A co? Nie mogą się dowiedzieć, co tak naprawdę lubisz robić? 
- Nie. - powiedziałam i chwyciłam paczkę gum, biorąc pięć do buzi. 
- Cześć. Do zobaczenia.
- Cześć. - otworzyłam zła drzwi. 
Co mogłam zrobić? On może mu to powiedzieć, a w reku ma coś co tak cholernie mnie uzależnia... Miałam się zaraz rozpłakać, ale wiedziałam że za chwilę przerwa się kończy, wszyscy mnie zobaczą... To było trudne, wiedziełam że musze z tym isc do Joe'go. 
Zeszłam po schodach na parter. Usiadłam koło mojego chłopaka i mocno wtuliłam sie w jego koszulę.
- O! Jesteś! Co sie dzieje? 
- Nic. Możesz mi cos obiecać? - zapytałam.
- Chyba tak... - zasmiał się.
- Że tak będzie zawsze. Bardzo Cię kocham.  - powiedziałam zmartwiona tą sytuacją. 
- Obiecuję. - przytulił mnie i pocałował w czoło, gładząc włosy. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz