wtorek, 15 kwietnia 2014

Rozdział XXVI

Mało co mnie już śmieszyło. Nie wiedziałam, jak z tego wybrnąć. Justin był wszędzie, gdzie ja. Nawet gdybym wcześniej wyjechała, i tak mnie znajdzie. Z resztą w tym hotelu też się znalazł... ale przypadek. Musiałam zrobić wszytko, żeby Austin się nie dowiedział, gdybym go teraz straciła, nigdy bym sobie tego nie wybaczyła. Wszyscy zaczęli bić brawo, nawet nie zauważyłam że Ashley nie wróciła po tej przerwie. Zostawiłam Austina lekko z tyłu i szybko podeszłam do Joe'go, szturchając go i pokazując sms'a od Justina.
- Poszłaś?
- Poszłam.
- Zaczekaj. Mam plan. 
Mój chłopak właśnie do mnie doszedł i złapał mnie za rękę.
- I jak, podobało Ci się? - zapytał.
- Tak, było super! - uśmiechnęłam się sztucznie, mimo to on odwzajemnił mój uśmiech i szliśmy dalej w kierunku naszego pokoju. Joe otworzył drzwi, po czym powiedział że zostawił na dole telefon i biorąc mnie, z prośbą o pomoc zostawił Austina samego. Poszliśmy na korytarz przy windzie.
- Po cholerę tam szłaś?
- Chciałam mu powiedzieć, że to koniec. Że nie chcę, żebyśmy utrzymywali kontakt. 
- Coś jeszcze? 
- Chciałam zapalić.. - dodałam, lekko zawstydzona.
- Selena... I co on mówił?
- Kazał mi zamknąć drzwi i zapalić. Nawet nie było tak źle, dopóki mnie nie zaszantażował. Powiedział, że jak zrobię coś nie tak, pójdzie do Austina i powie mu wszystko. 
- To mamy przechlapane. - powiedział załamany. 
Wcale mi to nie pomagało. Chłopak nie miał pomysłu, ja też byłam bezsilna. 
- Ja nie wiem co mam robic. Nie mogę stracić Austina, rozumiesz? - przytuliłam go, zaczynając płakać.
- Spokojnie. Poczekaj do następnego sms'a, wtedy pójdę z Tobą i z nim pogadam, tak? 
- Dobrze. - wytarłam łzy ręką i uśmiechnęłam się, żeby Austin niczego nie podejrzewał. Nie wiedziałam, jak dziękować Joe'mu, gdyby nie on, nie miałabym juz nic; ani chłopaka, ani przyjaciół. Najprawdopodobniej wróciłabym do domu smutna, bez chęci do życia. 
Ponownie weszliśmy do pokoju. Szybko się przebrałam i wskoczyłam pod kołdrę. Nie wiem czemu, Joe powiedział, że idzie na spacer. O godzinie 21 nikt normalny nie idzie na spacer, więc wiedziałam że to sprawka Austina. Byłam nawet zadowolona, bo jak bardzo był lubiła Joe'go, trochę prywatności się przyda. 
- Ile więc przebiegłeś tych kilometrów? - zapytałam słodko. Gdy byliśmy sam na sam, zapominałam o wszystkim. Austin był osobą, którą kochałam ponad wszystko. 
- A ile miałem? 
- No... co najmniej 30. - zażartowałam. 
Chłopak ściągając koszulkę, nachylił sie nade mną i spojrzał mi w oczy. 
- Za 5, też coś dostanę? 
- Jeżeli biorąc pod uwagę fakt... 
Austin przerwał naszą rozmowę, mocno mnie całując. Odwzajemniłam powoli ten pocałunek, kładąc ręce na jego plecach. Gdy już miałam znowu go pocałować, on się odsunął i położył obok mnie.
- Coś się stało? -zapytałam zdziwiona.
- Nie, nic. 
Widziałam uśmiech na jego twarzy, znowu coś kombinował. 
- Heeej... - pocałowałam go lekko w ramię i szturchnęłam głową. 
Po chwili, Austin zaczął mnie łaskotać. Wyrywałam się na wszystkie strony, śmiejąc się tak głośno że cały hotel mnie słyszał. Miałam niebywałe łaskotki, on o tym wiedział. 
Teraz ja położyłam się z kamienną miną, w bezruchu. 
- Coś nie... - zaczął chłopak, lekko zmartwiony. 
Odczekałam dokładnie tyle co on i rzuciłam go poduszką. Ta sytuacja była komiczna. Bardziej komiczna, niż to przedstawienie, powinniśmy iść do teatru. Mocno go przytuliłam i gasząc światło, zasnęłam wtulona w chłopaka. Zostały trzy dni wyjazdu. Miałam nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży... 
Joe musiał przyjść w nocy, ponieważ gdy obudziliśmy się rano on spał na swoim "łóżku".
Postanowiliśmy, że dzisiaj pójdziemy na kręgle. Ubrałam sportową koszulkę i zwykłe, ciemne jeansy. Mój chłopak ubrał się podobnie, Joe z resztą też. Vanessa i Nick znowu na nas czekali. Vanessa, będąc z Nickiem zmieniła się nie do poznania. Cieszyłam, się że są razem. Zastanawiał mnie fakt, co robi Ashley. Zeszliśmy na piętra pod parterem, gdzie znajdowała się kręgielnia. 
- Dobra, to proponuję: Vanessa i Selena oraz Nick i Austin, ok? - powiedział Joe.
- A Ty? - zapytała Vanessa. 
- Ja? Ja własne zmykam, przepraszam, to nagła sprawa. Miłej zabawy! 
Zanim zdążyliśmy potwierdzić nasz "pary", imiona pojawiły się na tablicy a maszyna wypluła kule do kręgli. Może to był i dobry pomysł, trochę pogadam z Vanessą. Chłopcy, poszli po jakieś paluszki i krakersy a my oddałyśmy pierwsze rzuty. Oba spaliłyśmy i stwierdzając, że to głupie usiadłyśmy, czekając na Nicka i Austina. 
- I jak z Nickiem? - zapytałam. 
- Wiedziałam! Haha, jak już pewnie wiesz... spotykamy się. - odparła.
- No tak, wiem. Jesteście przesłodcy. 
- Wiesz, nigdy czegoś tak silnego nie czułam... 
Przerwałyśmy naszą rozmowę, widząc że paluszki i krakersy idą. 
Byliśmy juz na piątej rundzie, mając całe 2 punkty. Jeden mój i jeden Van. Byłyśmy fatalne, a chłopcy grali już prawie między sobą, wykluczając nas jako konkurencję.
Mój telefon wydał lekki odgłos. Zobaczyłam znowu te same emotki:  papieros i czerwone usta, z dopiskiem: "Czekam, pierwsze piętro, tam gdzie wczoraj. ;* " 
Skłamałam moim przyjaciołom, mówiąc że Ashley chce koniecznie ze mna porozmawiać. 
Joe'go nie było - genialnie. Kolejny raz pójdę tam sama.
Idąc po schodach, miałam nogi jak z waty. Dochodząc do toalety wzięłam głęboki wdech. 
Nacisnęłam klamkę i weszłam do środka. 
- Czemu dzisiaj w takim skromnym stroju? - zapytał, siedząc już na parapecie. 
- Nie twój interes. Kiedy to się skończy? 
- Ty nie chcesz końca.
- Chcę. - odpowiedziałam ostro. 
- Czyli nie chcesz zapalić? 
Milczałam, patrząc na niego. Po chwili wzięłam jednak tego papierosa. 
- Widzisz? I co tu chcesz kończyć? 
- Ciebie. Słuchaj, ja juz znalazłam moja miłość. 
- Tak? - Zbliżył się do mnie. Nasze twarze były centymetr od siebie. - to co tu robisz? 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz