wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział XXIX

Znowu zasnęłam, na może pół godziny. Ziewnęłam, przeciągnęłam się i szturchnęłam mojego chłopaka, żeby wstał. Było już blisko siódmej.
-Seeeeelly... błagam, jeszcze 15 minut.
- Idziemy dzisiaj na wielką Imprezie niedaleko hotelu... - powiedziałam mu na ucho.
- Ok, ale daj mi jeszcze pospać...- nasunął kołdrę po uszy.
O to mi chodziło, normalnie nie miałabym pewności, czy się zgodzi. Nie był specjalnym imprezowiczem a mógł być jeszcze trochę zły.
Po dziesięciu minutach wstał Joe, Ja byłam już przebrana w szare, dresowe spodnie i zieloną bluzę. Ci, dopiero się ogarniali, całkowicie zaspani.
- No, no kochani! Ruchy, albo schodzę sama...
Austin przyspieszył dwa razy tempo, Joe również się sprężył.
Zeszliśmy na parter. Ja prowadziłam, a oni nadal śpiący wlekli się za mną.
- A śniadania nie są od ósmej? - zapytał Joe, widząc na zegarku 7:30.
- Są. Ale ja powiedziałam, że schodzę na dół. - skręciłam w prawo, prowadząc ich na siłownię. 
Chciałam, żebyśmy poćwiczyli. Mój chłopak i tak był bardzo umięśniony, ale nikomu jeszcze nie zaszkodziło trochę potu. Austin popatrzył na mnie krzywym wzrokiem. Ja natomiast się odwróciłam i poszłam na bieżnię. Joe usiadł na mechanicznym rowerze, a mój chłopak wziął ciężarki. 
- Ile tu jeszcze będziemy? - zapytał
- Chwilkę. Jeszcze 15 minut. 
Oboje przytaknęli i kontynuowaliśmy ćwiczenie. Chciałam ich zmęczyć, ale powoli dochodziłam do wniosku, że ja męczę się szybciej. Nadal jednak zawzięcie biegłam, patrząc to na sufit, to na ilość kilometrów które przebiegłam. Nagle od tyłu złapał mnie Austin i podniósł wysoko, tak że przestałam biec. 
- Zmęczyła się księżniczka? - zapytał, delikatnie całując mnie w policzek. 
Tylko się uśmiechnęłam i zeszłam z bieżni. Joe wziął jakąś nie zaczętą wodę, stojącą koło jednej z maszyn, a następnie wszyscy wyszliśmy. Już mi się ciężko oddychało, ale nie chciałam żeby to odszyfrowali i udawałam że wszystko jest okej. 
- Tylko nie mów, że myślałaś że tam padniemy. - uśmiechnął się Joe. 
- No.... może trochę się przeliczyłam, ale dobrze Wam to zrobiło. 
- Oczywiście. Tylko czy będziesz miała siłę na imprezę? 
- Chyba żartujesz, na to zawsze mam zapasową energię. - chłopak podekscytował mnie wiadomością o tej imprezie. Już prawie o tym zapomniałam. 
- A idzie tam Ashley? 
- Tak. - przytaknęłam, mówiąc niepewnie. 
- To dobrze. 
Wtedy mój wzrok spotkał się ze wzrokiem Austina. Chwila, chwila... 
- Czyli wy... - zapytał mój ukochany. 
- Nie, ale powiedzmy że rozmawialiśmy i jest lepiej. 
Nawet się ucieszyliśmy. My też mieliśmy coś podobnego. 
Nadal jednak myślałam o Justinie. O ostatnim spotkaniu... to było coś więcej niż palenie. Zostaję jednak przy teorii, że jestem uzależniona od papierosów, nie od niego... mam nadzieje, że jest słuszna. 
Poszliśmy na śniadanie, wróciliśmy do pokoju a ja juz zaczęłam rozmyślać o tej imprezie. 
Justin odpisał, że na pewno będzie. Nie wiedziałam, czemu mnie tak to cieszyło, może dlatego że będzie miał coś do zapalenia. Vanessa i Nick też pójdą... Ashley też juz o wszystkim wie. 
To był już prze dostatni dzień wyjazdu.... ta impreza musi być genialna. 
*5 godzin później* 
- No nie wleczcie się juz tak! - krzyczałam, poprawiając moją biało-jeans'ową sukienkę jednocześnie patrząc na złoty zegarek. Miałam spięte włosy, delikatny makijaż i białe buty na niskim obcasie. 
- Juuuż idziemy, nie dramatyzuj. - odparł Austin, wychodząc z łazienki już gotowy, ubrany w jeansy i koszulkę z krótkim rękawkiem. 
Joe ubrał się bardzo podobnie i gdy wzięłam telefon wyszliśmy z pokoju. 
Spotkaliśmy Van i Nicka, zeszliśmy z nimi na parter i łapiąc dwie taxówki, ruszyliśmy na ulicę gdzie znajdował się klub. Gdy do niego weszliśmy, zobaczyłam szklany parkiet, świecący się jak tony diamentów. Pomieszczenie było ogromne, przy wejściu podano nam szampana a my wypijając całość, zaczęliśmy tańczyć. Austin co chwilę mnie przytulał, Vanessa zaczęła pić wódkę a Nick tak się rozruszał, że nigdy nie powiedziałabym, że to w ogóle on. Joe poszedł do DJ'a, podając mu nasze ulubione nagranie. Gdy usłyszeliśmy pierwsze dźwięki, zaczęliśmy piszczeć z szaleństwa. Nagle, mój chłopak powiedział że musi isć na moment po coś "specjalnego".
Byłam ciekawa, o co chodzi ale nadal tańczyłam jak szalona. Od tyłu zaszedł mnie Justin i dyskretnie pokazał paczkę papierosów. Z trudem odmówiłam i wyciągnęłam zapalniczkę z małej kieszonki w jeansowym fragmencie sukienki. Chłopak pogładził moją twarz ręką i uśmiechnął się. 
W sekundzie, całą salę ogarnęła ciemność. Pojawiły się dwa, białe światła. Na tablicy ukazały się dwa serca a DJ krzyknął : "Dwie osoby, które wyznaczą światła... pocałują się dzisiaj na oczach wszystkich!". Chyba 300 osób zaczęło krzyczeć, a światełka juz namierzały jakieś przypadkowe osoby. Pierwsze padło na Justina. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz