Gdy już wzięłam ową sukienkę i schyliłam się po białe trampki, mój telefon zadzwonił.
To była mama, bardzo się za nią stęskniłam więc automatycznie humor mi się poprawił, gdy usłyszałam ciepły głos, a przez głośnik niemal czułam zapach pieczących się ciasteczek.
- No cześć skarbie!
- Hej mamo. Jak tam u was? - powiedziałam, odkładając ubranie na fotel, jednocześnie trzymając telefon w lewej ręce.
- A, wszystko dobrze. Tata właśnie coś ogląda w telewizji, a jak się bawicie? Mam nadzieję, że jesteś tam spokojna...
- No pewnie! Akurat teraz szykujemy się na małą imprezę. - Mój chłopak właśnie się przebudził i to słysząc lekko się zaśmiał.
- Tylko mi tam uważaj! Dobra, daj mi jutro jakiegoś sms'a, miłej zabawy kotku!
- Papa, trzymajcie się! - powiedziałam i zakończyłam rozmowę.
Joe też już powoli się przeciągał. Dałam im tabletkę na ból głowy, na szczęście już chociaż kontaktowali.
- Wieczorem idziemy na imprezę. Macie dwie godziny na ogarnięcie i przebranie. Musimy się zabawić! - powiedziałam do obydwu, patrzących na mnie z zainteresowaniem chłopaków.
Z szafy wyciągnęłam jeszcze jeans'ową narzutę, była dobrym dodatkiem do tak delikatnej sukienki w pastelowych kolorach. Trampki były obowiązkowe, przeciez nie idę na tydzień mody w Londynie, tylko tańczyć. I to nie tak mało o ile ci kretyni dojdą w pełni do siebie.
- Musze iść do pokoju. Wezmę rzeczy. - oznajmił Joe.
- Trafisz? Jaki macie numer? - zapytałam, chcąc się upewnić.
- no ten... 209?
- Napij się wody, ja pójdę. Dla informacji, twój pokój ma numer 110.
Wyszłam i idąc szybkim krokiem trafiłam pod drzwi Ashley. Zapukałam, mając nadzieję że moja przyjaciółka jest w środku.
- Cześć Selena! - powiedziała głośno, mocno mnie przytulając.
- No... cześć.
- Co Cię tu sprowadza?
- Przyszłam po jakieś rzeczy do ubrania dla Joe'go. - odparłam, wchodząc i otwierając szafkę ze spodniami chłopaka.
- Ubranie? A gdzie idziecie? - zapytała.
Teraz miałam dylemat. Ona nadal była moją przyjaciółką, to jej życie i ona wybiera co robi. Znałam też reakcję Joe'go. Bardzo go lubiłam, był na serio świetną osobą...
- Na imprezę. O 19.
- Super! Też wpadnę. - powiedziała zadowolona.
Wzięłam jakieś jeansy, t-shirt i dając buziaka Ash, wyszłam z pomieszczenia.
Gdy przeszłam obok drzwi Vanessy i Nicka, usłyszałam jakieś śmiechy. Nie wnikałam, z jakiego powodu i po wejściu do naszego podałam ubranie Joe'mu.
- Dzięki. - powiedział krótko i dosyć konkretnie.
Jaki postęp, chyba wydobrzeją na tę imprezę. Austin trzymał się trochę lepiej, nawet przygotował jakąś bluzkę.
- Już z wami lepiej? - zaśmiałam się.
- Zdecydowanie. - odparł mój chłopak.
Włączyliśmy telewizor, dziwnie się czułam widząc Joe'go juz ponad pół dnia non stop, w dodatku w moim pokoju. Leciała jakaś komedia, nawet nieźle się uśmialiśmy. Na zegarku było równo dziesięć minut po 18. Zaczęliśmy się ubierać, te 50 minut to wcale nie tak dużo jak na jedną łazienkę i dosyć mały metraż. Gdy zamknęłam się w pomieszczeniu z prysznicem, a co najważniejsze - lustrem i ubrałam się w sukienkę, zaczęłam się malować. Skoro sukienka jest delikatna, makijaż musiałbyć dosyć mocny. Nie lubiłam ostrych kolorów na twarzy, jakoś to do mnie nie przemawiało. Pomalowałam jednak usta czerwoną szminką, podkreśliłam oczy czarnymi kreskami, poprawiłam rozpuszczone włosy i wyszłam. Miny Austina i Joe'go najchętniej bym nagrała. Byli pod wrażaniem, z resztą taki miał być efekt, prawda?
Po tym, jak chłopcy się przygotowali, wyszliśmy. Wszyscy wyglądaliśmy bardzo dobrze, byłam z siebie dumna że wybrałam taki zestaw Joe'mu, a Austin... jak zwykle, był świetnie ubrany.
Przy recepcji czekała Vanessa, w różowo-białej sukience, w butach na wysokim obcasie. Obok niej stał Nick w krótkim rękawku. Weszliśmy na salę, impreza już trwała godzinę. Muzyka była świetna, od razu ruszyłam na parkiet z Austinem i Vanessą. Po chwili dołączyli do nas chłopcy i bujalismy się wszyscy razem. Gdzieś przy oddalonym od sceny stoliku, siedziałą Ashley. Nigdzie nie widziałam Justina, miałam cichą nadzieję że nie wyjechał. Austin co chwilę mnie całował, byliśmy sobą bardzo zajęci. Nawet nie zauważyłam, że tuż obok nas Joe tańczy z jakąś inną dziewczyną. Wyglądała całkiem fajnie, tak się cieszyłam że nie musi stać sam jak palec, tęskniąc za Ashley. Poszłam się czegoś napić. Na stoliku, nakrytym czerwonym obrusem stały drinki i jakieś soki. Zdecydowałam się na lżejszy napój. Nie chciałam skończyć jak mój ukochany i kolega. Obok mnie, z nienacka przebiegli Vanessa i Nick. To było dziwne, ona nigdy nie pałętała się po jakiś szarych kątach. Odłożyłam plastikowy kubek i znowu zajęłam sie tańcem. Po którejś piosence z rzędu, podeszłam z Austinem do pierwszego stolika. On odgarnał mi lekko włosy i delikatnie całując w policzek odszedł po jakiś orzeźwiający napój. Rozglądając się po oświetlonym tysiącami światełek pomieszczeniu, zobaczyłam Nicka, skradającego się za DJ'em. Jego kręcone włosy poznałabym wszędzie. To sie robiło podejrzane. Nagle muzyka ucichła. Na scenie pojawił się dym. Nie wierzyłam własnym oczom.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz