- Nie. - odparł chłopak, patrząc na moje usta.
- To co tu z nią robisz? - wyrzuciłam z pretensjami.
- Jestem tu, bo jestes tu ty. - powiedział i wręczył mi zapalniczkę. Ta złotą, którą rzuciłam w klubie. Miała dużą rysę, ale nadal działała. Wzięłam ją i pocałowałam chłopaka.
On jednak mnie leciutko odepchnał i powiedział:
- Jutro wyjeżdżam. Wylatuję do Anglii. Nie rób mi nadzieji... proszę. - powiedział cicho.
- Proszę, nie rób tego. - wtuliłam sie w jego koszulę.
- Muszę. Przykro mi.
- Na jak długo? - zapytałam zmartwiona.
- Miesiąc... - spuścił głowę. - ale nie martwmy sie za wczasu.
Mówiąc to, zaczął mnie całować. Oparłam się na nim i znowu pocałowałam.
- Gdy wrócisz... zaczniemy wszystko od nowa. Obiecuję. - przytuliłam go i wyszłam.
Usiadłam znowu obok Austina, patrząc na zaniepokojoną Ashley. Pewnie zastanawiała się, gdzie jest jej ukochany. Byłoby mi jej szkoda, gdyby powiedziała że będzie tutaj Juss. Okłamując mnie, cieszyłam się że tak to się potoczyło.
Nie mogłam znieść widoku Justina z nikim innym poza mną, czułam się z nim tak jak powinnam. Nie mogłam go nie całować, gdy był przy mnie. Nauczył mnie, co to wolność, co to charakter.
Teraz chciałam być tylko w jego ramionach... ale znam mój pech. Oczywiście teraz wylatuje. Na miesiąc. Świetnie. W końcu i on wrócił z toalety. Gdy Ash chciała go pocałować, ku zdziwieniu dziewczyny, on lekko odsunął twarz. Potem spojrzał na mnie. Wiedziałam, że to było tylko po to, żebym była zazdrosna. Plan mu się udał, przyznam.
Nagle wstałam.
- Idziemy Justin. Koniec tej szopki.
Chłopak również wstał, a miny Austina i Ashley były nie do opisania.
Złapał mnie za rękę i udaliśmy się do wyjścia. Nikt nas nie zatrzymywał, to tylko ułatwiało sytuację. Pogoda zmieniła się o 360 stopni. Niebo było zachmurzone, czułam zimno.
- Czemu to zrobiłaś? - zapytał.
- Bo już dawno powinnam. - ścisnęłam jego dłoń, patrząc na niego.
- To koniec z nim? - spojrzał na oddaloną już restaurację.
- Tak. - odparłam krótko, uśmiechnięta.
Dalej szliśmy do mojego domu. Gdy już stanęliśmy pod drzwiami, zapytałam:
- O której wylatujesz?
- 10. Wracam za miesiąc, może wcześniej. - przygryzł wargi i pocałował mnie na pożegnanie.
Weszłam do domu. I to jest właśnie to, czego nie czułam z Austinem. Czułam się jak małe dziecko, którego mama poszła do pracy i juz za nim tęskni.
Wracając do rzeczywistości, weszłam do mojego pokoju. Niezły bajzel, pomyślałam i położyłam się na łóżku. Wzięłam telefon do ręki, Joe coś do mnie napisał.
" Mam problem. Błagam, przyjedź"
Wstrzymałam oddech, o co mogło chodzić? Szybko wzięłam kurtkę i krzyknęłam że wychodzę. Wsiadłam do tramwaju. Moja mina, wyrażała wszystko. Co tu mówic, byłam przerażona. Tramwaj zbliżał się do osiedla, na którym mieszkał Joe. Co chwilę nerwowo spoglądałam na ekran, wysyłając do niego wiadomości. Na żadną nie odpowiadał, serce biło mi coraz mocniej. Wpadłam do jego domu, a on siedział z jakąś zgrabną blondynką na kanapie i popijał herbatę. Gdy zobaczył, że stoję zasapana w drzwiach, zaczął się śmiac na pół miasta.
- Genialny żart. - powiedziałam z sarkazmem i zła usiadłam obok niego.
- No przeeeestań... - szturchnął mnie chłopak.
- Jasne. Nie przedstawisz mi swojej koleżanki? - zapytałam, patrząc jeszcze raz na dziewczynę. Miała jakieś brązowe buty, jeansy i białą bluzkę z nadrukiem piórka. Była ładna. Bardzo ładna.
- Ach, przepraszam. Bridgit, to Selena. Selena, to Bridgit.
- Miło mi poznać. - powiedziała słodkiem głosem owa Bridgit.
- Również. Jestem najlepszą przyjaciółką Joe'go. A Wy... skąd się znacie? - zapytałam, podkreślając słowa "najlepsza" i "przyjaciółka".
- Znaczy my... my jesteśmy parą. - odparła, lekko zawstydzona.
- To może ja pójdę zrobic herbatę... a wy sobie porozmawiacie?
Joe poszedł, a ja przysunęłam się do jego nowej ukochanej. Pachniało od niej wanilią. Jak ja uwielbiam ten zapach.
- Coś tu pachnie...
- Wanilią? - uśmiechnęła się Bridgit.
- Tak. Śliczne perfumy.
- Czekaj... o proszę, tu masz mały flakonik takich samych. Są świetne na ponure dni w domu. - wręczyła mi małą buteleczkę zapachu, wyciągając ją z torby.
- Jejku, dziękuję Ci bardzo. - schowałam podarunek i kontynuowałąm rozmowę.
Joe znalazł idealna osobę, Brid była przeurocza. Szybko sie zaprzyjaźniłyśmy, uwielbiam jej poczucie humoru. Jest spokojna, rozesmiana i widać, że lubi kontakt z innymi.
Podałam jej rękę, ucałowałam Joego w policzek i wyszłam, bo troche się zasiedziałam.
Wróciłam do domu, tam czekała na mnie kolacja i oczekująca na mnie mama.
- Gdzieś ty była? Co to za zapach? Piekłas ciastka? - zapytała od razu.
- U kolegi mamo. Wanilia, moja przyjaciółka mi dała.- uśmiechnęłam się i usiadłam przy stole.
- Właśnie... a co tam u Twojego chłopaka? U Austina? - puściła mi oczko. Nienawidziłam takich rozmów.
- Nijak. - spuściłam wzrok. - już nie jesteśmy razem. - dodałam.
- Ojejku, tak mi przykro. - przytuliła mnie mama.
Szkoda, że mi nie było przykro, a on nawet nic nie napisał. Zero reakcji. Może to i lepiej...
wtorek, 29 kwietnia 2014
poniedziałek, 28 kwietnia 2014
Rozdział XXXIII
Ze smętną miną weszłam do budynku, widząc tych wszystkich ludzi po drodze. Jak ja ich nie lubiłam. Znaczy, miałam koleżanki czy znajomych ale o wiele lepiej bawiłam się z Vanessą czy Joe. Joe, który nadal nie odpowiada, co gorsze nawet nie odczytał mojej wiadomości.
Trudno, poczekam jeszcze, pewnie coś mu się dzieje z telefonem.
Poszłam do szafki, gdy nagle podbiegła do mnie Ashley.
- Cześć słońce. - zaczęła rozmowę.
- Coś się stało?
- Bo... możemy tę kolację przełożyć na dzisiaj? Plany się trochę zmieniły... Proszę.
- Jasne. - z tego co wiem Austin ma wolne, ale narazie Ash nic nie wie o mojej osobie towarzyszącej. - ale godzina ta sama, tak? - dodałam po chwili.
- Oczywiście. 17. - odparła całkowicie uradowana, że przyjadę.
Dziewczyna poszła już pod salę gdzie zaczynaliśmy, ale ja zostałam przy szafce. Czekałam na Austina.
- Cześć słodka. - powiedział i pocałował mnie w policzek na powitanie.
- Hej. Jednak dzisiaj idziemy na tę kolację. Masz czas, tak? - zapytałam, lekko niepewnie.
- No... mam. Powinienem. A właściwie gdzie pojechałaś wczoraj z Vanessą? Twoja mam mi powiedziała,. chciałem do Ciebie przyjść... - tym razem on zadał mi pytanie.
- A właśnie... mam dla Ciebie genialna wiadomość. - uśmiechnęłam się na myśl, że zaraz powiem mu o tym, że Nick i Van razem zamieszkają.
- No to mów, masz... - wtedy zadzwonił dzwonek. - a miałem powiedzieć, że sekundę. - zaśmiał się i puszczając moją rękę, pobiegł na lekcje.
Biorąc książki, te podeszłam pod drzwi nr 30 i stanęłam, czekając na nauczyciela.
Zapisaliśmy jakieś notatki i ponownie usłyszałam dzwonek. Nawet szybko zleciało.
Następne lekcje były równie którkie i nawet przyjemnie mi się uczyło.
Kiedy już na zegarku wybiła 14:20, wyszłam ze szkoły, ciekawa o co chodzi z tą kolacją i jaką minę zobaczę, gdy przyjdę z moim chłopakiem. Wiem, to nie było miłe z mojej strony bo tylko ja dostałam zaproszenie, ale chcę pokazac moim znajomym, że to coś poważnego.
Poza tym z Austinem czułam się pewniej, o wiele pewniej.
Tramwaj podwiózł mnie pod mój dom, gdzie przy drzwiach czekał Joe.
Szybko wyszłam i wołając do niego, podeszłam. Chłopak się uśmiechnął, nawyraźniej długo czekał, a jeszcze nie było nikogo w domu.
- Hej, ale co Ty tu... - powiedziałam zakłopotana, szukając kluczy w torbie.
- Spokojnie, przyszedłem się tylko pokazać. Mam teraz pewien problem... ale nie ważne. Co słychać u Ciebie?
- Chyba sobie żartujesz. - popatrzyłam na niego zdziwionym wzrokiem. - wchodź do środka. Jakie problemy? - zaczęłam rozwijac jego wypowiedź, jednocześnie ściągając kurtkę.
- Naprawdę nie istotne. Znowu chodzi o Ashley.
- Masz tu wodę, ciastka i opowiadaj. - usiadłam na kanapie, podając mu szklankę i paczkę wafelków.
- Dzięki. Szkoda słów... po prostu ona nie może się zdecydować. Nie może mi powiedzieć "to koniec. Sorry", albo "Przepraszam, kocham Cię."? To takie trudne? - westchnął, a ja już miałam mówiąc, że tak. Sama to wiedziałam najlepiej.
- Przykro mi. Może to Ty powienieneś zdecydować? - zapytałam zmartwiona.
- Ale gdy ja ją tak kocham? - złapał się za głowę.
Przemilczałam ten temat, potem przeszliśmy do codziennych spraw i prowadziliśmy luźną rozmowę. Uwielbiałam z nim rozmawiać, poraz setny zastanawiałam się, jak Ash może nim tak manipulować. Sama, gdybym była wolna... ach, nie Selena, nie. Koniec z tymi chłopakami.
Joe po 20 minutach naszej gadaniny o niczym wyszedł, a ja zaczęłam odrabiać zadanie domowe ze wszystkiego. Dosłownie. Minuty szybko zlatywały, a zaraz będę musiała napisać do taty, że wrócę później i co najważniejsze - przygotować się.
Dwie godziny później, stałam już ubrana w ciemne spodnie, biała bluzkę i sweterek w paski.
Gdzie będę sie stroić? Na spotkanie z moją przyjaciółka? Bez przesady.
Austin podszedł pod mój dom, równiez ubrany nie przesadnie. Poszliśmy na piechotę, była ładna pogoda, a restauracja była blisko.
Po 15 minutach spaceru, weszliśmy do budynku. Przy stoliku siedziała Ashley. Z Justinem.
- Wychodzimy stąd. Teraz. - powiedziałam, obracając się.
Niestety było za późno, Ash nas zauważyła i krrzykneła "heeej, tu jesteśmy!"
Zacisnęłam pięść, Austin popatrzył na Justina wilkiem i ostatecznie usiedliśmy przy stoliku.
Justin złapał Ashley za rękę. Starałam się nie zwracać uwagi na ich gesty, wiedziałam w co gra ze mną Juss. Zamówiliśmy cos do jedzenia i czekając na zamówienie, rozmawialiśmy o przeróżnych rzeczach. Ashley uśmiechnęła sie do Justina, po czym lekko pocałowała go w policzek. To mnie już trochę zdziwiło. Moje nastepne pytanie wyprzedził Austin:
- Więc jesteście razem? Tak? - uśmiechnął się, pytając.
Mi nie było do śmiechu, znowu byłam zazdrosna.
- Tak, chyba zaczynamy. - odparła uśmiechnięta Ash.
Genialnie. Wszyscy byli zadowoleni, jednak Justin tego nie potwierdził. Mogły byc to fanaberie mojej przyjaciółki. CHłopak nas przeprosił, mówiąc, że musi isć do toalety. Po chwili ja też odsunęłam krzesło, całując Austina w policzek, jednocześnie upewniając Ashley, żeniby jest mi obojętne, że jednak jest z Jussem.
Chłopak właśnie do kogos dzwonił. Złapałam go za ręke i wciągnełam do kabiny w damskiej toalecie. On automatycznie wyłączył telefon i oparł sie o ścianę.
- Kochasz ją?
Trudno, poczekam jeszcze, pewnie coś mu się dzieje z telefonem.
Poszłam do szafki, gdy nagle podbiegła do mnie Ashley.
- Cześć słońce. - zaczęła rozmowę.
- Coś się stało?
- Bo... możemy tę kolację przełożyć na dzisiaj? Plany się trochę zmieniły... Proszę.
- Jasne. - z tego co wiem Austin ma wolne, ale narazie Ash nic nie wie o mojej osobie towarzyszącej. - ale godzina ta sama, tak? - dodałam po chwili.
- Oczywiście. 17. - odparła całkowicie uradowana, że przyjadę.
Dziewczyna poszła już pod salę gdzie zaczynaliśmy, ale ja zostałam przy szafce. Czekałam na Austina.
- Cześć słodka. - powiedział i pocałował mnie w policzek na powitanie.
- Hej. Jednak dzisiaj idziemy na tę kolację. Masz czas, tak? - zapytałam, lekko niepewnie.
- No... mam. Powinienem. A właściwie gdzie pojechałaś wczoraj z Vanessą? Twoja mam mi powiedziała,. chciałem do Ciebie przyjść... - tym razem on zadał mi pytanie.
- A właśnie... mam dla Ciebie genialna wiadomość. - uśmiechnęłam się na myśl, że zaraz powiem mu o tym, że Nick i Van razem zamieszkają.
- No to mów, masz... - wtedy zadzwonił dzwonek. - a miałem powiedzieć, że sekundę. - zaśmiał się i puszczając moją rękę, pobiegł na lekcje.
Biorąc książki, te podeszłam pod drzwi nr 30 i stanęłam, czekając na nauczyciela.
Zapisaliśmy jakieś notatki i ponownie usłyszałam dzwonek. Nawet szybko zleciało.
Następne lekcje były równie którkie i nawet przyjemnie mi się uczyło.
Kiedy już na zegarku wybiła 14:20, wyszłam ze szkoły, ciekawa o co chodzi z tą kolacją i jaką minę zobaczę, gdy przyjdę z moim chłopakiem. Wiem, to nie było miłe z mojej strony bo tylko ja dostałam zaproszenie, ale chcę pokazac moim znajomym, że to coś poważnego.
Poza tym z Austinem czułam się pewniej, o wiele pewniej.
Tramwaj podwiózł mnie pod mój dom, gdzie przy drzwiach czekał Joe.
Szybko wyszłam i wołając do niego, podeszłam. Chłopak się uśmiechnął, nawyraźniej długo czekał, a jeszcze nie było nikogo w domu.
- Hej, ale co Ty tu... - powiedziałam zakłopotana, szukając kluczy w torbie.
- Spokojnie, przyszedłem się tylko pokazać. Mam teraz pewien problem... ale nie ważne. Co słychać u Ciebie?
- Chyba sobie żartujesz. - popatrzyłam na niego zdziwionym wzrokiem. - wchodź do środka. Jakie problemy? - zaczęłam rozwijac jego wypowiedź, jednocześnie ściągając kurtkę.
- Naprawdę nie istotne. Znowu chodzi o Ashley.
- Masz tu wodę, ciastka i opowiadaj. - usiadłam na kanapie, podając mu szklankę i paczkę wafelków.
- Dzięki. Szkoda słów... po prostu ona nie może się zdecydować. Nie może mi powiedzieć "to koniec. Sorry", albo "Przepraszam, kocham Cię."? To takie trudne? - westchnął, a ja już miałam mówiąc, że tak. Sama to wiedziałam najlepiej.
- Przykro mi. Może to Ty powienieneś zdecydować? - zapytałam zmartwiona.
- Ale gdy ja ją tak kocham? - złapał się za głowę.
Przemilczałam ten temat, potem przeszliśmy do codziennych spraw i prowadziliśmy luźną rozmowę. Uwielbiałam z nim rozmawiać, poraz setny zastanawiałam się, jak Ash może nim tak manipulować. Sama, gdybym była wolna... ach, nie Selena, nie. Koniec z tymi chłopakami.
Joe po 20 minutach naszej gadaniny o niczym wyszedł, a ja zaczęłam odrabiać zadanie domowe ze wszystkiego. Dosłownie. Minuty szybko zlatywały, a zaraz będę musiała napisać do taty, że wrócę później i co najważniejsze - przygotować się.
Dwie godziny później, stałam już ubrana w ciemne spodnie, biała bluzkę i sweterek w paski.
Gdzie będę sie stroić? Na spotkanie z moją przyjaciółka? Bez przesady.
Austin podszedł pod mój dom, równiez ubrany nie przesadnie. Poszliśmy na piechotę, była ładna pogoda, a restauracja była blisko.
Po 15 minutach spaceru, weszliśmy do budynku. Przy stoliku siedziała Ashley. Z Justinem.
- Wychodzimy stąd. Teraz. - powiedziałam, obracając się.
Niestety było za późno, Ash nas zauważyła i krrzykneła "heeej, tu jesteśmy!"
Zacisnęłam pięść, Austin popatrzył na Justina wilkiem i ostatecznie usiedliśmy przy stoliku.
Justin złapał Ashley za rękę. Starałam się nie zwracać uwagi na ich gesty, wiedziałam w co gra ze mną Juss. Zamówiliśmy cos do jedzenia i czekając na zamówienie, rozmawialiśmy o przeróżnych rzeczach. Ashley uśmiechnęła sie do Justina, po czym lekko pocałowała go w policzek. To mnie już trochę zdziwiło. Moje nastepne pytanie wyprzedził Austin:
- Więc jesteście razem? Tak? - uśmiechnął się, pytając.
Mi nie było do śmiechu, znowu byłam zazdrosna.
- Tak, chyba zaczynamy. - odparła uśmiechnięta Ash.
Genialnie. Wszyscy byli zadowoleni, jednak Justin tego nie potwierdził. Mogły byc to fanaberie mojej przyjaciółki. CHłopak nas przeprosił, mówiąc, że musi isć do toalety. Po chwili ja też odsunęłam krzesło, całując Austina w policzek, jednocześnie upewniając Ashley, że
Chłopak właśnie do kogos dzwonił. Złapałam go za ręke i wciągnełam do kabiny w damskiej toalecie. On automatycznie wyłączył telefon i oparł sie o ścianę.
- Kochasz ją?
piątek, 25 kwietnia 2014
Rozdział XXXII
Po mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Otworzyłam i zgodnie z treścią sms'a ujrzałam Vanesse z rowerem i niebieskim bidonem na wodę.
- To idziemy? - powiedziała pełna energii.
- Jasne, wezmę tylko rower i powiem rodzicom.
Mama się zgodziła, ja wyprowadziłam mój rower i ruszyłyśmy na wycieczkę.
- Jedziemy tam. - pokazała na prawo i wyszła na prowadzenie.
Nie do końca chciało mi się jechać po powocie, ale Van bardzo na tym zależało i widziałam, że zaraz by zwariowała gdybym się nie zgodziła.
Po 20 minutach jazdy, to po górkach, po trawie, po piaskach... miałam dosyć. Vanessa nie znała umiaru. Cały czas się uśmiechała, to było dziwne.
- Stańmy tutaj... - zajęczałam obolała.
- Jeszcze chwilka. Tam jest staw, usiądziemy na ławce obok. - odkrzyknęła mi przyjaciółka,
Rzeczywiście, po chwili usiedliśmy na drewnianej ławeczce nad wodą, po której pływały kaczki. Wzięłam od razu bidon i napiłam się chyba pół litra wody. Odsapnęłam i pochylona zaczęłam słuchać, jak Van coś mruczy pod nosem.
- Coś się stało, że gadasz do siebie? - zapytałam, wyrównując oddech.
- No nie,.. nie wiem jak Ci coś powiedzieć....
- Dawaj. Przeżyję, - miałam nadzieję, że nie będzie to coś co mnie zdenerwuje.
- No... ja.... i Nick chcemy... znaczy planujemy ze sobą zamieszkać.
Łyk wody, którą sobie nadal popijałam, wylądował na ścieżce. Że co? Zamieszkać? R-a-z-e-m? Vanessa nie może z kimś mieszkać, ona jest wolną kobietą, która robi dużo, duuużo rzeczy bez zobowiązań i chwilowo. Coś tak stałego, jak wspólne życie z Van nie wchodzi w grę.
- Ty?! -zapytałam, nadal będąc w szoku.
- Tak. Nasi rodzice miszkają dalej, to co to za przyjemność siedzieć samej w domu?
Nie wierzyłam. Ktoś chyba ją podmienił. I to jeszcze Nick, taki spokojny.
- Znaczy... super, kibicuję wam bardzo, ale czy to wypali?
- Myślę, że tak. Nick jest zupełnie inny, ale jedocześnie odpowiedzialny. Czuję się z nim pewnie, zmieniam się. - powiedziała patrząc w niebo. Ona się zakochała.
Wracałyśmy powoli do domu, jadąc przez piękny las. Słońce świeciło już coraz słabiej, ale nadfal lekko rziło nas po oczach. Gdy podjechałam juz pod mój dom, pomachałam przyjaciółce i weszłam do środka. Napisałam do Joe'go, czy może jutro się gdzieś spotkamy. Chętnie z nim pogadam o tej dziewczynie i Ashley. Pewne mu przykro, trzeba go wesprzeć.
Austin napisał, że wpadnie do mnie z filmem, jejku co za szalony dzień! Milei te szczęście, że wszystkich bardzo kochałam i zgadzałam sie na każde spotkanie. Tak było i teraz, więc gdy już zjadłam jakieś jabłko, dokończyłam zadanie z angielskiego i spakowałąm się do szkoły na jutro, usłyszałam ponownie że ktoś dzwoni do drzwi. Schodząc po schodach, zobaczyłam że mój tata już otworzył Austinowi drzwi, a ten na mnie patrzył z zakłopotaniem. Wzięłam go za rękę i zaprowadziłam na górę, mówiąc tacie, że idziemy oglądnąć film. Włączyliśmy płytę, połozyliśmy się na łóżku, otuliliśmy moim czarnym kocem i seans się zaczął.
Było całkiem ciekawie, Austin był całkowicie pochłonięty oglądaniem. Mój telefon sie lekko podświetlił, a ja delikatnie zobaczyłam, że ktoś znowu coś do mnie napisał. Tym razem była to Ash. Już każdy dzisiaj do mnie coś pisał, bateria mi zaraz padnie. Usmiechnęłam się i wczytałam się w tresć.
- Austin? Pójdziesz ze mną pojutrze do restauracji?
- Haha, ale czemu? - nadal patrzył w telewizor.
- Ashley nas zaprosiła. Znaczy mnie, ale wolę tam iść z Tobą. Tak?
- Dobra, niech będzie. Pojutrze?
- Tak. Masz czas?
- Mam, mam. Cii, teraz oglądaj. Zaraz Jack zabije Pita.
Uśmiechnęłam się od ucha do ucha i oparłam na chłopaku.
Wszędzie były porozbijane auta, ludzie przed sobą uciekali, a miasto było ruiną. Już wiedziałam, jakie filmy lubi Austin. Może nie była to moja bajka, no ale ciekawie było, i to bardzo. Chłopak wyszedł, delikatnie całując mnie w policzek i zszedł na dół. Otworzyłam mu drzwi, pożegnałam jeszcze raz i poszłam do kuchni cos zjesć. Jaka byłam głodna...
Zrobiłam kanapkę i herbatę, a nastepnie udałam sie do mojego pokoju. Nie wiedziałam po co Ashley chce sie ze mną spotkać, ale to miłe że wychodzi z taką propozycją.
Umyłam się, przebrałam i włączając telewizor, tyle że na normalnym programie, wtuliłam się w kołdrę. Powieki robiły mi się już ciężkie, byłam zmęczona.
Obudziłam sie rano. Słońce dosyć mocno świeciło, zapowadało się na ciepły dzień. Ubrałam spodnie 7/8, granatowo-czerwoną bluzkę z krótkim rękawkiem i trampki. Lekko podkreśliłam oczy, przypudrowałam nos i chwyciłam za plecak, oczywiście biorąc ciastko ze stołu. Rodzice pojechali wcześniej, ja miałam na druga lekcję. Joe nadal nie odpisał, może nie ma czasu.
Wsiadłam do autobusu i podjechałam pod szkołę. Już widziałam tych wszystkich nauczycieli... myślami wracałam do naszego urlopu. Chyba tylko to mnie pocieszało.
- To idziemy? - powiedziała pełna energii.
- Jasne, wezmę tylko rower i powiem rodzicom.
Mama się zgodziła, ja wyprowadziłam mój rower i ruszyłyśmy na wycieczkę.
- Jedziemy tam. - pokazała na prawo i wyszła na prowadzenie.
Nie do końca chciało mi się jechać po powocie, ale Van bardzo na tym zależało i widziałam, że zaraz by zwariowała gdybym się nie zgodziła.
Po 20 minutach jazdy, to po górkach, po trawie, po piaskach... miałam dosyć. Vanessa nie znała umiaru. Cały czas się uśmiechała, to było dziwne.
- Stańmy tutaj... - zajęczałam obolała.
- Jeszcze chwilka. Tam jest staw, usiądziemy na ławce obok. - odkrzyknęła mi przyjaciółka,
Rzeczywiście, po chwili usiedliśmy na drewnianej ławeczce nad wodą, po której pływały kaczki. Wzięłam od razu bidon i napiłam się chyba pół litra wody. Odsapnęłam i pochylona zaczęłam słuchać, jak Van coś mruczy pod nosem.
- Coś się stało, że gadasz do siebie? - zapytałam, wyrównując oddech.
- No nie,.. nie wiem jak Ci coś powiedzieć....
- Dawaj. Przeżyję, - miałam nadzieję, że nie będzie to coś co mnie zdenerwuje.
- No... ja.... i Nick chcemy... znaczy planujemy ze sobą zamieszkać.
Łyk wody, którą sobie nadal popijałam, wylądował na ścieżce. Że co? Zamieszkać? R-a-z-e-m? Vanessa nie może z kimś mieszkać, ona jest wolną kobietą, która robi dużo, duuużo rzeczy bez zobowiązań i chwilowo. Coś tak stałego, jak wspólne życie z Van nie wchodzi w grę.
- Ty?! -zapytałam, nadal będąc w szoku.
- Tak. Nasi rodzice miszkają dalej, to co to za przyjemność siedzieć samej w domu?
Nie wierzyłam. Ktoś chyba ją podmienił. I to jeszcze Nick, taki spokojny.
- Znaczy... super, kibicuję wam bardzo, ale czy to wypali?
- Myślę, że tak. Nick jest zupełnie inny, ale jedocześnie odpowiedzialny. Czuję się z nim pewnie, zmieniam się. - powiedziała patrząc w niebo. Ona się zakochała.
Wracałyśmy powoli do domu, jadąc przez piękny las. Słońce świeciło już coraz słabiej, ale nadfal lekko rziło nas po oczach. Gdy podjechałam juz pod mój dom, pomachałam przyjaciółce i weszłam do środka. Napisałam do Joe'go, czy może jutro się gdzieś spotkamy. Chętnie z nim pogadam o tej dziewczynie i Ashley. Pewne mu przykro, trzeba go wesprzeć.
Austin napisał, że wpadnie do mnie z filmem, jejku co za szalony dzień! Milei te szczęście, że wszystkich bardzo kochałam i zgadzałam sie na każde spotkanie. Tak było i teraz, więc gdy już zjadłam jakieś jabłko, dokończyłam zadanie z angielskiego i spakowałąm się do szkoły na jutro, usłyszałam ponownie że ktoś dzwoni do drzwi. Schodząc po schodach, zobaczyłam że mój tata już otworzył Austinowi drzwi, a ten na mnie patrzył z zakłopotaniem. Wzięłam go za rękę i zaprowadziłam na górę, mówiąc tacie, że idziemy oglądnąć film. Włączyliśmy płytę, połozyliśmy się na łóżku, otuliliśmy moim czarnym kocem i seans się zaczął.
Było całkiem ciekawie, Austin był całkowicie pochłonięty oglądaniem. Mój telefon sie lekko podświetlił, a ja delikatnie zobaczyłam, że ktoś znowu coś do mnie napisał. Tym razem była to Ash. Już każdy dzisiaj do mnie coś pisał, bateria mi zaraz padnie. Usmiechnęłam się i wczytałam się w tresć.
- Austin? Pójdziesz ze mną pojutrze do restauracji?
- Haha, ale czemu? - nadal patrzył w telewizor.
- Ashley nas zaprosiła. Znaczy mnie, ale wolę tam iść z Tobą. Tak?
- Dobra, niech będzie. Pojutrze?
- Tak. Masz czas?
- Mam, mam. Cii, teraz oglądaj. Zaraz Jack zabije Pita.
Uśmiechnęłam się od ucha do ucha i oparłam na chłopaku.
Wszędzie były porozbijane auta, ludzie przed sobą uciekali, a miasto było ruiną. Już wiedziałam, jakie filmy lubi Austin. Może nie była to moja bajka, no ale ciekawie było, i to bardzo. Chłopak wyszedł, delikatnie całując mnie w policzek i zszedł na dół. Otworzyłam mu drzwi, pożegnałam jeszcze raz i poszłam do kuchni cos zjesć. Jaka byłam głodna...
Zrobiłam kanapkę i herbatę, a nastepnie udałam sie do mojego pokoju. Nie wiedziałam po co Ashley chce sie ze mną spotkać, ale to miłe że wychodzi z taką propozycją.
Umyłam się, przebrałam i włączając telewizor, tyle że na normalnym programie, wtuliłam się w kołdrę. Powieki robiły mi się już ciężkie, byłam zmęczona.
Obudziłam sie rano. Słońce dosyć mocno świeciło, zapowadało się na ciepły dzień. Ubrałam spodnie 7/8, granatowo-czerwoną bluzkę z krótkim rękawkiem i trampki. Lekko podkreśliłam oczy, przypudrowałam nos i chwyciłam za plecak, oczywiście biorąc ciastko ze stołu. Rodzice pojechali wcześniej, ja miałam na druga lekcję. Joe nadal nie odpisał, może nie ma czasu.
Wsiadłam do autobusu i podjechałam pod szkołę. Już widziałam tych wszystkich nauczycieli... myślami wracałam do naszego urlopu. Chyba tylko to mnie pocieszało.
Rozdział XXXI
- Przepraszam. - powiedziała.
- Nie rozumiem... za co? - udawałam, że nic się nie stało i nie wiem o czym ona mówi.
- No... że go pocałowałam.
- Tylko że tutaj siedzi mój chłopak... całuj Justina co noc jeśli tego chcesz. - pokazałam na Austina i wzięłam łyk napoju.
- Naprawdę? Super! - ucieszyła się i pobiegła spowrotem na parkiet.
To dziwnie wyglądało, no ale cóż, mam dziwne przyjaciółki - przywykłam.
- Idziemy? - zapytałam chłopaka.
- Jasne. - odstawił kieliszki i wyszliśmy razem z klubu.
* dwadzieścia minut później*
Taxi zaparkowało pod hotelem, Austin otworzył mi drzwi i zaprowadził do pokoju, bo byłam juz leciutko pijana. Jutro wyjeżdżamy, a Vanessa ma prowadzić... chyba zrobi to Nick albo Joe, którego nie widzę już od chyba 3 godzin. Weszliśmy do pokoju, Joe już tam spał. Znałam juz kierowcę auta, którym pojadę. Dałam sms'a mamie, że będziemy jutro na obiad. Nie mogłam jednak pójść z Austinem, jego rodzice też chcieli spędzić z nim troche czasu po tygodniowej rozłące. Zaczęłam się pakować. Włożyłam wszystko co tylko wypakowałam i stanełam przed oknem, patrząc na morze. Ten wyjazd był bardzo ważny, przynajmniej dla mnie. Dużo się działo, chyba nigdy tego nie zapomnę. Gdy juz miałam zamknąć torbę, gdy Austin otworzył przede mną brązowe pudełeczko, obwiązane wstążką. Nie była to biżuteria, tylko zdjęcie, jednak doprowadziło mnie prawie do płaczu. Było cudowne. Byłam na nim na plaży, spałam na kocu, a Austin wkoło ułożył nasze puste butelki i namalował na piasku serduszko z datą.
Rzuciłam mu sie na szyję i objęłam najmocniej jak potrafiłam.
- To tylko zdjęcie.... - powiedział zdziwiony.
- Zdjęcie? Ale niesamowite! - pocałowałam go w policzek i szybko spakowałam fotkę do torby.
Sprawdziłam, czy wszysto mam i narzucając na siebie kurtkę, wyszłam razem z chłopakami, zamykając drzwi do pokoju w którym się śmiałam, kłóciłam, płakałam, oglądałam filmy i przeżyłam coś wspaniałego. Przechodziliśmy przez toaletę, tak tę na pierwszym piętrze. Tez popatrzyłam na nią i sie uśmiechnęłam. Szliśmy dalej korytarzem, po drodze wzięliśmy z nami NIcka i Vanessę, a schodząc na dół podeszliśmy do Ashley, która tak jak nas zameldowywała, teraz odmeldowywyała.
- Teraz pojedziemy inaczej. Auto mam ja i Vanessa. - powód był jasny. jednak po popatrzeniu na Van, Ash zmieniła zdanie i właścicielem auta nazwała Nicka.
- To z kim ja mam jechać? - zapytał Joe.
- Selena, Joe i Nick w jednym aucie, a ja, Van i Austin w drugim.
- Nie. - Austin splótł nasze ręce na wiadomość rzekomej przejażdżki z Vanessą, jakbyśmy byli w pierwszej klasie podstawówki i byli wybierani do oddzielnych drużyn.
- No to... Selena, Austin i Nick. A Joe ze mną i Van. - powiedziała niechętnie, wiedząc że nie wygra z moim chłopakiem.
Wsiedliśmy do auta. Nick ostrożnie wyjechał z parkingu. Prowadził bardzo spokojnie. Położyłam się na kolanach mojego ukochanego i tak jak wcześniej zasnęłam.
- Seeelly... wstajemy. - powiedział Austin, gładząc mnie po twarzy.
Spałam chyba dwie godziny, nie wiedziałam co się dzieje.
- Ale... co? Gdzie? - ziewnęłam i wstałam, patrząc przez okno. Byliśmy na jakiejś stacji, pewnie potrzebujemy paliwa. Pogoda była nieciekawa, chmury były szare i było ich bardzo dużo.
- To my idziemy. Kupić Ci coś? - zapytał Austin.
- Żelki. - przygryzłam wargi i spojrzałam na chłopaka, dając mu znak, że więcej niż jedną paczkę i to moich ulubionych.
- Ok, zaraz wracamy kochana. - odparł i ruszył za Nickiem do budynku.
Położyłam się na tylnych siedzeniach, myśląc ile jeszcze będziemy jechać. Naszczęście GPS chłopaka Van był włączony i widziałąm że została 1, max. 2.
Mój telefon zabrzęczał. Dostałam sms'a od mamy.
I jak tam kochanie? Jedziecie? :)
Szybko odpisałam, dodając że mamy postój i weszłam w wiadomości.
Miałam jedną nieodebraną wiadomość w skrzynce, ciekawe czemu nie widziałąm jej wcześniej. Nadawca był Justin, nie wiedziałam czego mam sie spodziewać.
" Szerokiej drogi, niedługo znowu się zobaczymy. LIOBF? :* "
Nie odpisałam, może jak zobaczy że nie odpowiadam to przestanie... ach... miałam go dosyć.
Cały czas widziałam go, jak całuje Ashley, jeszcze wtedy w tym barze na plaży, powiedział że między nimi jest dobrze. Szkoda mi Joe'go, po tym wyjeździe zaprzyjaźniliśmy się tak mocno, że zrobiłabym dla niego wszystko. Nadal miałam dystans do Nicka, był trochę inny.
Chłopcy juz wrócili z trzema paczkami kwaśnych żelek.
- Takie kwaśne? - powiedziałam, ponownie kładąc sie na Austina.
- Mam tez cos na osłodę... - pocałował mnie, a w lusterku ujrzałam usmiech Nicka.
Usłyszeliśmy warkot silnika, a ja lekko czerwona zjadłam następnego "żelkowatego potwora".
Gdy juz wjeżdzaliśmy na droge główną, usłyszeliśmy policję na sygnale. Jechałą za nami. Nick gwałtownie nacisnął pedał gazu i ruszył przed siebie. Policjanci nadal nas gonili, a ja z trudem obserwowałam co sie dzieje. Był to ułamek sekundy. Nasz kierowca znowu przyśpieszył, wyprzedzając dwa kolejne samochody. Zaczęłąm sie trzymac mocno Austina, bo pędził jak szalony. Syrena była coraz dalej, a my wymijaliśmy następne auta. Na liczniku było już prawie 160 km na godzinę, szok.
- Mamy ich z głowy. - powiedział na luzie Nick.
- Świetnie. -odpowiedziałam z przerażeniem w oczach, wracając do normalnego rytmu oddychania.
Półtorej godziny później znależliśmy się pod moim domem. Wysiadłam, zabierając walizkę i pocałowałam Austina na pożegnanie. W drzwiach stanęli rodzice, przytulając mnie mocno. Czułam juz zapach mojej ulubionej zupy ogórkowej i pieczonego kurczaka.
- No opowiadaj, jak tam było. Fajnie? - zapytał tata.
- Jasne! Świetnie sie bawiliśmy. - usiadłam przy stole i już myślałam co im mówić a co nie, bo na pewno 80% jest dla nich niedostępne.
- Jaka ty opalona! Super, że wam się udało. No i co tam robiliście? - mama wróciła z kuchni i dołączyła się do rozmowy, podając mi talerz gorącej zupy.
- Dzięki. No właśnie spędzaliśmy czas na plaży.... gralismy w kręgle... i byłam nawet na kursie tańca z mistrzem świata w hip-hop'ie!
- No, no... a kto Ci załatwił wejściówki?
- ... Austin. - odparłam, lekko się usmiechając.
- Złoty ten twój chłopak... - moja mama westchnęła i popatrzyła jak zajadam się ogórkową. Była pyszna.
- Złoty nie złoty, musimy go poznać. - dodał tata.
- Właśnie! Może do nas wpadnie? - zaproponowała mama.
Gadali jak katarynki, ledwo co odpowiedziałam na jedno pytanie, pojawiało sie drugie.
Przytaknęłam głowę i zaniosłam talerz do zlewu.
Porozmawialismy jeszcze trochę i poszłam do siebie do pokoju. Nagle, ktoś do mnie napisał. Szybko zobaczyłam o co chodzi i odpisałam "ok", schodząc na parter.
Rzuciłam mu sie na szyję i objęłam najmocniej jak potrafiłam.
- To tylko zdjęcie.... - powiedział zdziwiony.
- Zdjęcie? Ale niesamowite! - pocałowałam go w policzek i szybko spakowałam fotkę do torby.
Sprawdziłam, czy wszysto mam i narzucając na siebie kurtkę, wyszłam razem z chłopakami, zamykając drzwi do pokoju w którym się śmiałam, kłóciłam, płakałam, oglądałam filmy i przeżyłam coś wspaniałego. Przechodziliśmy przez toaletę, tak tę na pierwszym piętrze. Tez popatrzyłam na nią i sie uśmiechnęłam. Szliśmy dalej korytarzem, po drodze wzięliśmy z nami NIcka i Vanessę, a schodząc na dół podeszliśmy do Ashley, która tak jak nas zameldowywała, teraz odmeldowywyała.
- Teraz pojedziemy inaczej. Auto mam ja i Vanessa. - powód był jasny. jednak po popatrzeniu na Van, Ash zmieniła zdanie i właścicielem auta nazwała Nicka.
- To z kim ja mam jechać? - zapytał Joe.
- Selena, Joe i Nick w jednym aucie, a ja, Van i Austin w drugim.
- Nie. - Austin splótł nasze ręce na wiadomość rzekomej przejażdżki z Vanessą, jakbyśmy byli w pierwszej klasie podstawówki i byli wybierani do oddzielnych drużyn.
- No to... Selena, Austin i Nick. A Joe ze mną i Van. - powiedziała niechętnie, wiedząc że nie wygra z moim chłopakiem.
Wsiedliśmy do auta. Nick ostrożnie wyjechał z parkingu. Prowadził bardzo spokojnie. Położyłam się na kolanach mojego ukochanego i tak jak wcześniej zasnęłam.
- Seeelly... wstajemy. - powiedział Austin, gładząc mnie po twarzy.
Spałam chyba dwie godziny, nie wiedziałam co się dzieje.
- Ale... co? Gdzie? - ziewnęłam i wstałam, patrząc przez okno. Byliśmy na jakiejś stacji, pewnie potrzebujemy paliwa. Pogoda była nieciekawa, chmury były szare i było ich bardzo dużo.
- To my idziemy. Kupić Ci coś? - zapytał Austin.
- Żelki. - przygryzłam wargi i spojrzałam na chłopaka, dając mu znak, że więcej niż jedną paczkę i to moich ulubionych.
- Ok, zaraz wracamy kochana. - odparł i ruszył za Nickiem do budynku.
Położyłam się na tylnych siedzeniach, myśląc ile jeszcze będziemy jechać. Naszczęście GPS chłopaka Van był włączony i widziałąm że została 1, max. 2.
Mój telefon zabrzęczał. Dostałam sms'a od mamy.
I jak tam kochanie? Jedziecie? :)
Szybko odpisałam, dodając że mamy postój i weszłam w wiadomości.
Miałam jedną nieodebraną wiadomość w skrzynce, ciekawe czemu nie widziałąm jej wcześniej. Nadawca był Justin, nie wiedziałam czego mam sie spodziewać.
" Szerokiej drogi, niedługo znowu się zobaczymy. LIOBF? :* "
Nie odpisałam, może jak zobaczy że nie odpowiadam to przestanie... ach... miałam go dosyć.
Cały czas widziałam go, jak całuje Ashley, jeszcze wtedy w tym barze na plaży, powiedział że między nimi jest dobrze. Szkoda mi Joe'go, po tym wyjeździe zaprzyjaźniliśmy się tak mocno, że zrobiłabym dla niego wszystko. Nadal miałam dystans do Nicka, był trochę inny.
Chłopcy juz wrócili z trzema paczkami kwaśnych żelek.
- Takie kwaśne? - powiedziałam, ponownie kładąc sie na Austina.
- Mam tez cos na osłodę... - pocałował mnie, a w lusterku ujrzałam usmiech Nicka.
Usłyszeliśmy warkot silnika, a ja lekko czerwona zjadłam następnego "żelkowatego potwora".
Gdy juz wjeżdzaliśmy na droge główną, usłyszeliśmy policję na sygnale. Jechałą za nami. Nick gwałtownie nacisnął pedał gazu i ruszył przed siebie. Policjanci nadal nas gonili, a ja z trudem obserwowałam co sie dzieje. Był to ułamek sekundy. Nasz kierowca znowu przyśpieszył, wyprzedzając dwa kolejne samochody. Zaczęłąm sie trzymac mocno Austina, bo pędził jak szalony. Syrena była coraz dalej, a my wymijaliśmy następne auta. Na liczniku było już prawie 160 km na godzinę, szok.
- Mamy ich z głowy. - powiedział na luzie Nick.
- Świetnie. -odpowiedziałam z przerażeniem w oczach, wracając do normalnego rytmu oddychania.
Półtorej godziny później znależliśmy się pod moim domem. Wysiadłam, zabierając walizkę i pocałowałam Austina na pożegnanie. W drzwiach stanęli rodzice, przytulając mnie mocno. Czułam juz zapach mojej ulubionej zupy ogórkowej i pieczonego kurczaka.
- No opowiadaj, jak tam było. Fajnie? - zapytał tata.
- Jasne! Świetnie sie bawiliśmy. - usiadłam przy stole i już myślałam co im mówić a co nie, bo na pewno 80% jest dla nich niedostępne.
- Jaka ty opalona! Super, że wam się udało. No i co tam robiliście? - mama wróciła z kuchni i dołączyła się do rozmowy, podając mi talerz gorącej zupy.
- Dzięki. No właśnie spędzaliśmy czas na plaży.... gralismy w kręgle... i byłam nawet na kursie tańca z mistrzem świata w hip-hop'ie!
- No, no... a kto Ci załatwił wejściówki?
- ... Austin. - odparłam, lekko się usmiechając.
- Złoty ten twój chłopak... - moja mama westchnęła i popatrzyła jak zajadam się ogórkową. Była pyszna.
- Złoty nie złoty, musimy go poznać. - dodał tata.
- Właśnie! Może do nas wpadnie? - zaproponowała mama.
Gadali jak katarynki, ledwo co odpowiedziałam na jedno pytanie, pojawiało sie drugie.
Przytaknęłam głowę i zaniosłam talerz do zlewu.
Porozmawialismy jeszcze trochę i poszłam do siebie do pokoju. Nagle, ktoś do mnie napisał. Szybko zobaczyłam o co chodzi i odpisałam "ok", schodząc na parter.
środa, 23 kwietnia 2014
Rozdział XXX
Drugie nadal wędrowało, jakby nie miało wyznaczonego celu a każdy wiedział, że zaraz ukaże się osoba którą pocałuje Justin. Biała lampka wskazała dziewczynę stojącą przy barze. Podeszła do chłopaka, właściwie mnie od niego odpychając.
To była Ashley. Szlag. Tylko nie ona. Muzyka się podkręciła, ludzie zaczęli krzyczeć i ich usta złączyły się w pocałunku. Byłam krok od nich. Najgorsze jest to, że to nie był jeden pocałunek.
Łzy napłynęły mi do oczu. Tylko dlaczego? Nie wystarczał mi mój przeromantyczny chłopak, który dba i kocha mnie ponad życie?
Nie znałam przyczyny tego, że byłam strasznie zazdrosna widząc jak on ją całuje. Joe też patrzył na to jak na scenę z najgorszego horroru. Rzuciłam zapalniczkę na ziemię i poszłam w drugą stronę. Justin zaczął mnie gonić. Uciekłam do baru, już prawie płacząc. On podszedł i usiadł obok mnie. Odwróciłam głowę.
- Przestań. To był niewinny pocałunek.
- Nie tłumacz się. Nie jesteśmy razem, całuj kogo chcesz. - odowiedziałam.
- Nie, chcę całować tylko Ciebie. - pokazał tatuaż.
- Śmieszny jesteś. Nigdy się nie zmienisz.
- Słuchaj. Wiem co do mnie czujesz. Nie musisz tego ukrywać.
- No co do ciebie czuje? Jeżeli już chcesz wiedzieć, to nic.
Wtedy podszedł do nas Austin. Widziałam jego minę.
- gdzie tyle byłeś? - przytuliłam go, a następnie mocno pocałowałam tak, żeby Justin to bardzo dobrze zobaczył. Wtedy odszedł, a ja odczułam satysfakcję.
- No i gdzie ta niespodzianka? - zapytałam.
- Widzę, że ktoś tu się znowu wtrąca. - popatrzył na odchodzącego chłopaka.
- Wiem, postaram się to załatwić raz, a dobrze.
Mocno go przytuliłam, a ten wyciągnął zza pleców popcorn. Jak ja go kocham.
To jest najpyszniejsza, najcudowniejsza rzecz na świecie. Rzuciłam mu się na szyję, stawiając papierowy kubełek na ladzie.
- Dziękuję! - krzyknęłam i chwyciłam prażoną kukurydzę, bo muzyka już się podgłasniała.
Cały czas się nim zajadałam, a mój chłopak tylko śmiał się, widząc że za sobą zostawiam tony popcornu. Gdy już wszystko zjadłam, na spodzie zobaczyłam białą karteczkę z napisem "Dla Selenki :) ", jejku, to było przeurocze. wtuliłam się w jego koszulkę i zaprowadziłam na parkiet, bujając się na lewo i prawo. Nie wiedziałam, czy Justin nas widzi, może byłoby lepiej gdyby nawet widział. Niech idzie sobie do Ashley, nie chcę żeby znowu psuł mi relacje z osobą, która była ze mną zawsze, nie kiedy miała ochotę.
Muzyka robiła się trochę nudna, ale nadal tańczyliśmy. Vanessa kręciła się gdzieś obok, nadal z butelką zimnej wódki. Trochę się niepokoiłam, ale widząc jak kelner rozdaje drinki, wzięłam dwa i też paradowałam z alkoholem. Austin się rozkręcił, cały czas tańczyliśmy razem.
Gdy mój chłopak chyba lekko oszalał, wylał na mnie zawartość kieliszka, a następnie zaczął całować. Gdy już chciałam go przytulić i znowu pocałować, nagle usłyszeliśmy trzask kieliszka. Całe grono osób, które były zatracone w tańcu spojrzało na Justina.
Stłukł on kielich od jakiegoś wina i patrzył na mnie pustym wzrokiem. Widziałam jego wyraz twarzy, był... rozczarowany, chyba tak to można nazwać.
Chłopak się odwrócił, wychodząc z klubu. Ja delikatnie się uśmiechnęłam, a mój chłopak był bardzo zadowolony. Objął mnie w talii, muzyka się pogłośniła, a rozbite szkło świeciło w blasku kolorowych światełek, padających z lampionów.
*Pół godziny później*
- Muszę iść do toalety, poczekasz przy barze? - zapytałam Austina.
- Jasne. Zamówię jakieś napoje. - odparł i podszedł do lady a ja wyszłam, kierując się w stronę łazienki.
Weszłam, spojrzałam w lustro i stwierdziłam, że pomimo moich dzikich skoków, włosów oblepionych alkoholem i obolałych nóg wyglądam całkiem nieźle. Z mojej małej torebki wyciągnęłam puderniczkę, lekko podkreśliłam twarz i umyłam ręce.
Wzięłam telefon, zobaczyłam że jest już 1 w nocy, mamy jeszcze ze 2 godzinki. W sekundzie, gdy już miałam zablokować ekran i włożyć komórkę znów do torebki, otrzymałam sms'a od Jussa. Nie wiedziałam, czego może chcieć o tej porze, zwłaszcza że sobie juz dużo wyjaśniliśmy.
*treść* " Ile razy mu wybaczałem, gdy Cię całował? pogramy inaczej."
Przypomniałam sobie moment, kiedy mi to powiedział. Wiedziałam o co chodzi, ale nie odpisałam. Co właściwie miałam odpisać? Austin to mój chłopak, a Justinowi już nieraz mówiłam że nie chcę utrzymywać z nim bliskich kontaktów...
Owszem, znaczył dla mnie wiele, ale Joe miał rację.
Właśnie, Joe! Gdzie on się podziewa? Nie wiem jak zareagował na ten pocałunek Jussa i Ash, ponoć było między nimi okej. Miałam mętlik w głowie. Justin był jakimś elementem, który psuł wszystko. Przejechałam jeszcze szybko szminką po moich ustach i wyszłam. Otworzyłam drzwi do sali, przy barku czekał Austin. Podeszłam i wzięłam łyk jakiejś mieszanki coli z mocniejszym trunkiem.
- Mmm... dziękjuję, pychota. - powiedziałam, uśmiechając się.
- Nie ma za co. - odparł i położył swoją dłoń na moim kolanie.
Uśmiechnęłam się i popatrzyłam mu w oczy. Austin zbliżył swoją głowę do mojej, tak że poczułam jego perfumy. Były ostre, ale bardzo mi się podobały. Pocałowałam go w policzek, zostawiając mały ślad szminki i odsunęłam się od niego.
Czułam, że wszystko wraca do normy. Tak trzymaj Selena. - pomyślałam i obejrzałam się na stojącą za moimi plecami Ashley.
- Możemy porozmawiać? - zapytała niepewnie.
Zeszłam i skinęłam głową.
To była Ashley. Szlag. Tylko nie ona. Muzyka się podkręciła, ludzie zaczęli krzyczeć i ich usta złączyły się w pocałunku. Byłam krok od nich. Najgorsze jest to, że to nie był jeden pocałunek.
Łzy napłynęły mi do oczu. Tylko dlaczego? Nie wystarczał mi mój przeromantyczny chłopak, który dba i kocha mnie ponad życie?
Nie znałam przyczyny tego, że byłam strasznie zazdrosna widząc jak on ją całuje. Joe też patrzył na to jak na scenę z najgorszego horroru. Rzuciłam zapalniczkę na ziemię i poszłam w drugą stronę. Justin zaczął mnie gonić. Uciekłam do baru, już prawie płacząc. On podszedł i usiadł obok mnie. Odwróciłam głowę.
- Przestań. To był niewinny pocałunek.
- Nie tłumacz się. Nie jesteśmy razem, całuj kogo chcesz. - odowiedziałam.
- Nie, chcę całować tylko Ciebie. - pokazał tatuaż.
- Śmieszny jesteś. Nigdy się nie zmienisz.
- Słuchaj. Wiem co do mnie czujesz. Nie musisz tego ukrywać.
- No co do ciebie czuje? Jeżeli już chcesz wiedzieć, to nic.
Wtedy podszedł do nas Austin. Widziałam jego minę.
- gdzie tyle byłeś? - przytuliłam go, a następnie mocno pocałowałam tak, żeby Justin to bardzo dobrze zobaczył. Wtedy odszedł, a ja odczułam satysfakcję.
- No i gdzie ta niespodzianka? - zapytałam.
- Widzę, że ktoś tu się znowu wtrąca. - popatrzył na odchodzącego chłopaka.
- Wiem, postaram się to załatwić raz, a dobrze.
Mocno go przytuliłam, a ten wyciągnął zza pleców popcorn. Jak ja go kocham.
To jest najpyszniejsza, najcudowniejsza rzecz na świecie. Rzuciłam mu się na szyję, stawiając papierowy kubełek na ladzie.
- Dziękuję! - krzyknęłam i chwyciłam prażoną kukurydzę, bo muzyka już się podgłasniała.
Cały czas się nim zajadałam, a mój chłopak tylko śmiał się, widząc że za sobą zostawiam tony popcornu. Gdy już wszystko zjadłam, na spodzie zobaczyłam białą karteczkę z napisem "Dla Selenki :) ", jejku, to było przeurocze. wtuliłam się w jego koszulkę i zaprowadziłam na parkiet, bujając się na lewo i prawo. Nie wiedziałam, czy Justin nas widzi, może byłoby lepiej gdyby nawet widział. Niech idzie sobie do Ashley, nie chcę żeby znowu psuł mi relacje z osobą, która była ze mną zawsze, nie kiedy miała ochotę.
Muzyka robiła się trochę nudna, ale nadal tańczyliśmy. Vanessa kręciła się gdzieś obok, nadal z butelką zimnej wódki. Trochę się niepokoiłam, ale widząc jak kelner rozdaje drinki, wzięłam dwa i też paradowałam z alkoholem. Austin się rozkręcił, cały czas tańczyliśmy razem.
Gdy mój chłopak chyba lekko oszalał, wylał na mnie zawartość kieliszka, a następnie zaczął całować. Gdy już chciałam go przytulić i znowu pocałować, nagle usłyszeliśmy trzask kieliszka. Całe grono osób, które były zatracone w tańcu spojrzało na Justina.
Stłukł on kielich od jakiegoś wina i patrzył na mnie pustym wzrokiem. Widziałam jego wyraz twarzy, był... rozczarowany, chyba tak to można nazwać.
Chłopak się odwrócił, wychodząc z klubu. Ja delikatnie się uśmiechnęłam, a mój chłopak był bardzo zadowolony. Objął mnie w talii, muzyka się pogłośniła, a rozbite szkło świeciło w blasku kolorowych światełek, padających z lampionów.
*Pół godziny później*
- Muszę iść do toalety, poczekasz przy barze? - zapytałam Austina.
- Jasne. Zamówię jakieś napoje. - odparł i podszedł do lady a ja wyszłam, kierując się w stronę łazienki.
Weszłam, spojrzałam w lustro i stwierdziłam, że pomimo moich dzikich skoków, włosów oblepionych alkoholem i obolałych nóg wyglądam całkiem nieźle. Z mojej małej torebki wyciągnęłam puderniczkę, lekko podkreśliłam twarz i umyłam ręce.
Wzięłam telefon, zobaczyłam że jest już 1 w nocy, mamy jeszcze ze 2 godzinki. W sekundzie, gdy już miałam zablokować ekran i włożyć komórkę znów do torebki, otrzymałam sms'a od Jussa. Nie wiedziałam, czego może chcieć o tej porze, zwłaszcza że sobie juz dużo wyjaśniliśmy.
*treść* " Ile razy mu wybaczałem, gdy Cię całował? pogramy inaczej."
Przypomniałam sobie moment, kiedy mi to powiedział. Wiedziałam o co chodzi, ale nie odpisałam. Co właściwie miałam odpisać? Austin to mój chłopak, a Justinowi już nieraz mówiłam że nie chcę utrzymywać z nim bliskich kontaktów...
Owszem, znaczył dla mnie wiele, ale Joe miał rację.
Właśnie, Joe! Gdzie on się podziewa? Nie wiem jak zareagował na ten pocałunek Jussa i Ash, ponoć było między nimi okej. Miałam mętlik w głowie. Justin był jakimś elementem, który psuł wszystko. Przejechałam jeszcze szybko szminką po moich ustach i wyszłam. Otworzyłam drzwi do sali, przy barku czekał Austin. Podeszłam i wzięłam łyk jakiejś mieszanki coli z mocniejszym trunkiem.
- Mmm... dziękjuję, pychota. - powiedziałam, uśmiechając się.
- Nie ma za co. - odparł i położył swoją dłoń na moim kolanie.
Uśmiechnęłam się i popatrzyłam mu w oczy. Austin zbliżył swoją głowę do mojej, tak że poczułam jego perfumy. Były ostre, ale bardzo mi się podobały. Pocałowałam go w policzek, zostawiając mały ślad szminki i odsunęłam się od niego.
Czułam, że wszystko wraca do normy. Tak trzymaj Selena. - pomyślałam i obejrzałam się na stojącą za moimi plecami Ashley.
- Możemy porozmawiać? - zapytała niepewnie.
Zeszłam i skinęłam głową.
wtorek, 22 kwietnia 2014
Rozdział XXIX
Znowu zasnęłam, na może pół godziny. Ziewnęłam, przeciągnęłam się i szturchnęłam mojego chłopaka, żeby wstał. Było już blisko siódmej.
-Seeeeelly... błagam, jeszcze 15 minut.
- Idziemy dzisiaj na wielką Imprezie niedaleko hotelu... - powiedziałam mu na ucho.
- Ok, ale daj mi jeszcze pospać...- nasunął kołdrę po uszy.
O to mi chodziło, normalnie nie miałabym pewności, czy się zgodzi. Nie był specjalnym imprezowiczem a mógł być jeszcze trochę zły.
Po dziesięciu minutach wstał Joe, Ja byłam już przebrana w szare, dresowe spodnie i zieloną bluzę. Ci, dopiero się ogarniali, całkowicie zaspani.
- No, no kochani! Ruchy, albo schodzę sama...
Austin przyspieszył dwa razy tempo, Joe również się sprężył.
Zeszliśmy na parter. Ja prowadziłam, a oni nadal śpiący wlekli się za mną.
- A śniadania nie są od ósmej? - zapytał Joe, widząc na zegarku 7:30.
- Są. Ale ja powiedziałam, że schodzę na dół. - skręciłam w prawo, prowadząc ich na siłownię.
Chciałam, żebyśmy poćwiczyli. Mój chłopak i tak był bardzo umięśniony, ale nikomu jeszcze nie zaszkodziło trochę potu. Austin popatrzył na mnie krzywym wzrokiem. Ja natomiast się odwróciłam i poszłam na bieżnię. Joe usiadł na mechanicznym rowerze, a mój chłopak wziął ciężarki.
- Ile tu jeszcze będziemy? - zapytał
- Chwilkę. Jeszcze 15 minut.
Oboje przytaknęli i kontynuowaliśmy ćwiczenie. Chciałam ich zmęczyć, ale powoli dochodziłam do wniosku, że ja męczę się szybciej. Nadal jednak zawzięcie biegłam, patrząc to na sufit, to na ilość kilometrów które przebiegłam. Nagle od tyłu złapał mnie Austin i podniósł wysoko, tak że przestałam biec.
- Zmęczyła się księżniczka? - zapytał, delikatnie całując mnie w policzek.
Tylko się uśmiechnęłam i zeszłam z bieżni. Joe wziął jakąś nie zaczętą wodę, stojącą koło jednej z maszyn, a następnie wszyscy wyszliśmy. Już mi się ciężko oddychało, ale nie chciałam żeby to odszyfrowali i udawałam że wszystko jest okej.
- Tylko nie mów, że myślałaś że tam padniemy. - uśmiechnął się Joe.
- No.... może trochę się przeliczyłam, ale dobrze Wam to zrobiło.
- Oczywiście. Tylko czy będziesz miała siłę na imprezę?
- Chyba żartujesz, na to zawsze mam zapasową energię. - chłopak podekscytował mnie wiadomością o tej imprezie. Już prawie o tym zapomniałam.
- A idzie tam Ashley?
- Tak. - przytaknęłam, mówiąc niepewnie.
- To dobrze.
Wtedy mój wzrok spotkał się ze wzrokiem Austina. Chwila, chwila...
- Czyli wy... - zapytał mój ukochany.
- Nie, ale powiedzmy że rozmawialiśmy i jest lepiej.
Nawet się ucieszyliśmy. My też mieliśmy coś podobnego.
Nadal jednak myślałam o Justinie. O ostatnim spotkaniu... to było coś więcej niż palenie. Zostaję jednak przy teorii, że jestem uzależniona od papierosów, nie od niego... mam nadzieje, że jest słuszna.
Poszliśmy na śniadanie, wróciliśmy do pokoju a ja juz zaczęłam rozmyślać o tej imprezie.
Justin odpisał, że na pewno będzie. Nie wiedziałam, czemu mnie tak to cieszyło, może dlatego że będzie miał coś do zapalenia. Vanessa i Nick też pójdą... Ashley też juz o wszystkim wie.
To był już prze dostatni dzień wyjazdu.... ta impreza musi być genialna.
*5 godzin później*
- No nie wleczcie się juz tak! - krzyczałam, poprawiając moją biało-jeans'ową sukienkę jednocześnie patrząc na złoty zegarek. Miałam spięte włosy, delikatny makijaż i białe buty na niskim obcasie.
- Juuuż idziemy, nie dramatyzuj. - odparł Austin, wychodząc z łazienki już gotowy, ubrany w jeansy i koszulkę z krótkim rękawkiem.
Joe ubrał się bardzo podobnie i gdy wzięłam telefon wyszliśmy z pokoju.
Spotkaliśmy Van i Nicka, zeszliśmy z nimi na parter i łapiąc dwie taxówki, ruszyliśmy na ulicę gdzie znajdował się klub. Gdy do niego weszliśmy, zobaczyłam szklany parkiet, świecący się jak tony diamentów. Pomieszczenie było ogromne, przy wejściu podano nam szampana a my wypijając całość, zaczęliśmy tańczyć. Austin co chwilę mnie przytulał, Vanessa zaczęła pić wódkę a Nick tak się rozruszał, że nigdy nie powiedziałabym, że to w ogóle on. Joe poszedł do DJ'a, podając mu nasze ulubione nagranie. Gdy usłyszeliśmy pierwsze dźwięki, zaczęliśmy piszczeć z szaleństwa. Nagle, mój chłopak powiedział że musi isć na moment po coś "specjalnego".
Byłam ciekawa, o co chodzi ale nadal tańczyłam jak szalona. Od tyłu zaszedł mnie Justin i dyskretnie pokazał paczkę papierosów. Z trudem odmówiłam i wyciągnęłam zapalniczkę z małej kieszonki w jeansowym fragmencie sukienki. Chłopak pogładził moją twarz ręką i uśmiechnął się.
W sekundzie, całą salę ogarnęła ciemność. Pojawiły się dwa, białe światła. Na tablicy ukazały się dwa serca a DJ krzyknął : "Dwie osoby, które wyznaczą światła... pocałują się dzisiaj na oczach wszystkich!". Chyba 300 osób zaczęło krzyczeć, a światełka juz namierzały jakieś przypadkowe osoby. Pierwsze padło na Justina.
-Seeeeelly... błagam, jeszcze 15 minut.
- Idziemy dzisiaj na wielką Imprezie niedaleko hotelu... - powiedziałam mu na ucho.
- Ok, ale daj mi jeszcze pospać...- nasunął kołdrę po uszy.
O to mi chodziło, normalnie nie miałabym pewności, czy się zgodzi. Nie był specjalnym imprezowiczem a mógł być jeszcze trochę zły.
Po dziesięciu minutach wstał Joe, Ja byłam już przebrana w szare, dresowe spodnie i zieloną bluzę. Ci, dopiero się ogarniali, całkowicie zaspani.
- No, no kochani! Ruchy, albo schodzę sama...
Austin przyspieszył dwa razy tempo, Joe również się sprężył.
Zeszliśmy na parter. Ja prowadziłam, a oni nadal śpiący wlekli się za mną.
- A śniadania nie są od ósmej? - zapytał Joe, widząc na zegarku 7:30.
- Są. Ale ja powiedziałam, że schodzę na dół. - skręciłam w prawo, prowadząc ich na siłownię.
Chciałam, żebyśmy poćwiczyli. Mój chłopak i tak był bardzo umięśniony, ale nikomu jeszcze nie zaszkodziło trochę potu. Austin popatrzył na mnie krzywym wzrokiem. Ja natomiast się odwróciłam i poszłam na bieżnię. Joe usiadł na mechanicznym rowerze, a mój chłopak wziął ciężarki.
- Ile tu jeszcze będziemy? - zapytał
- Chwilkę. Jeszcze 15 minut.
Oboje przytaknęli i kontynuowaliśmy ćwiczenie. Chciałam ich zmęczyć, ale powoli dochodziłam do wniosku, że ja męczę się szybciej. Nadal jednak zawzięcie biegłam, patrząc to na sufit, to na ilość kilometrów które przebiegłam. Nagle od tyłu złapał mnie Austin i podniósł wysoko, tak że przestałam biec.
- Zmęczyła się księżniczka? - zapytał, delikatnie całując mnie w policzek.
Tylko się uśmiechnęłam i zeszłam z bieżni. Joe wziął jakąś nie zaczętą wodę, stojącą koło jednej z maszyn, a następnie wszyscy wyszliśmy. Już mi się ciężko oddychało, ale nie chciałam żeby to odszyfrowali i udawałam że wszystko jest okej.
- Tylko nie mów, że myślałaś że tam padniemy. - uśmiechnął się Joe.
- No.... może trochę się przeliczyłam, ale dobrze Wam to zrobiło.
- Oczywiście. Tylko czy będziesz miała siłę na imprezę?
- Chyba żartujesz, na to zawsze mam zapasową energię. - chłopak podekscytował mnie wiadomością o tej imprezie. Już prawie o tym zapomniałam.
- A idzie tam Ashley?
- Tak. - przytaknęłam, mówiąc niepewnie.
- To dobrze.
Wtedy mój wzrok spotkał się ze wzrokiem Austina. Chwila, chwila...
- Czyli wy... - zapytał mój ukochany.
- Nie, ale powiedzmy że rozmawialiśmy i jest lepiej.
Nawet się ucieszyliśmy. My też mieliśmy coś podobnego.
Nadal jednak myślałam o Justinie. O ostatnim spotkaniu... to było coś więcej niż palenie. Zostaję jednak przy teorii, że jestem uzależniona od papierosów, nie od niego... mam nadzieje, że jest słuszna.
Poszliśmy na śniadanie, wróciliśmy do pokoju a ja juz zaczęłam rozmyślać o tej imprezie.
Justin odpisał, że na pewno będzie. Nie wiedziałam, czemu mnie tak to cieszyło, może dlatego że będzie miał coś do zapalenia. Vanessa i Nick też pójdą... Ashley też juz o wszystkim wie.
To był już prze dostatni dzień wyjazdu.... ta impreza musi być genialna.
*5 godzin później*
- No nie wleczcie się juz tak! - krzyczałam, poprawiając moją biało-jeans'ową sukienkę jednocześnie patrząc na złoty zegarek. Miałam spięte włosy, delikatny makijaż i białe buty na niskim obcasie.
- Juuuż idziemy, nie dramatyzuj. - odparł Austin, wychodząc z łazienki już gotowy, ubrany w jeansy i koszulkę z krótkim rękawkiem.
Joe ubrał się bardzo podobnie i gdy wzięłam telefon wyszliśmy z pokoju.
Spotkaliśmy Van i Nicka, zeszliśmy z nimi na parter i łapiąc dwie taxówki, ruszyliśmy na ulicę gdzie znajdował się klub. Gdy do niego weszliśmy, zobaczyłam szklany parkiet, świecący się jak tony diamentów. Pomieszczenie było ogromne, przy wejściu podano nam szampana a my wypijając całość, zaczęliśmy tańczyć. Austin co chwilę mnie przytulał, Vanessa zaczęła pić wódkę a Nick tak się rozruszał, że nigdy nie powiedziałabym, że to w ogóle on. Joe poszedł do DJ'a, podając mu nasze ulubione nagranie. Gdy usłyszeliśmy pierwsze dźwięki, zaczęliśmy piszczeć z szaleństwa. Nagle, mój chłopak powiedział że musi isć na moment po coś "specjalnego".
Byłam ciekawa, o co chodzi ale nadal tańczyłam jak szalona. Od tyłu zaszedł mnie Justin i dyskretnie pokazał paczkę papierosów. Z trudem odmówiłam i wyciągnęłam zapalniczkę z małej kieszonki w jeansowym fragmencie sukienki. Chłopak pogładził moją twarz ręką i uśmiechnął się.
W sekundzie, całą salę ogarnęła ciemność. Pojawiły się dwa, białe światła. Na tablicy ukazały się dwa serca a DJ krzyknął : "Dwie osoby, które wyznaczą światła... pocałują się dzisiaj na oczach wszystkich!". Chyba 300 osób zaczęło krzyczeć, a światełka juz namierzały jakieś przypadkowe osoby. Pierwsze padło na Justina.
Rozdział XXVIII
Nabrałam dymu i rzuciłam je na ziemię, po czym pocałowałam chłopaka. Chyba ze smutku... chociaż sama nie wiem. Złączyłam nasze usta może trzy razy, gdy nagle Justin się lekko odchylił.
- Selena, nie chcę być pocieszeniem. - powiedział.
- Nie jesteś.
- To kim jestem? - zapytał, patrząc mi głęboko w oczy.
Zamilkłam. Właściwie kim on był? Wrogiem, przyjacielem, kochankiem? Nie umiałam określić naszych relacji. Juss miał rację. Stanęłam obok niego i sięgnęłam po papierosy. Dopiero teraz zauważyłam, że ich opakowanie jest czarne, ze złotym lwem w koronie.
Podpaliłam, po czym Justin też sięgnął po paczkę. Stanęliśmy jak zwykle naprzeciwko siebie i popalaliśmy. Gdy tak staliśmy, tworzyliśmy dosyć duży obłok dymu, wokół naszych głów.
Za oknem zaczął padać deszcz. Usiadłam na parapecie, dając nogi na bok i opierając plecy o ścianę. Chłopak do mnie podszedł i gładząc moją nogę powiedział, wypuszczając dym z ust:
- Jak ja cholernie chciałbym Cię mieć...
- To czemu nic teraz nie zrobisz? - zapytałam.
- Bo Ty go nadal kochasz. Bardzo kochasz. A do mnie... co Ty właściwie do mnie czujesz?
- Ja... Justin, to trudne. Jesteś kimś ważnym, tak?
Wtedy Juss ponownie złączył nasze usta i sięgnął do kieszeni, wtciągając zapalniczkę.
- Proszę.
- Czemu mi to dajesz? - powiedziałam, biorąc prezent.
- Żebyś zawsze o mnie pamiętała. Ja jestem kimś ważnym, a ty kimś najważniejszym. - odparł i ścisnął moją dłoń z małą, srebrną zapalniczką, z tym samym zwierzęciem co na opakowaniu papierosów.
- Dziękuję. - powiedziałam, uśmiechając sie do niego.
Znowu nastała cisza. Kropelki deszczu obijały o okna. Usłyszeliśmy, że ktoś wchodzi do toalety. Justin pokazał, żebyśmy się nie chowali. Nie spodziewczłam się, że zobaczę stojącego Austina, który wchodzi i staje naprzeciwko mnie z założonymi rękoma.
- Więc tutaj sie spotykacie... rzeczywiście świetne miejsce. - zaczął.
- Czemu tu przyszedłeś? - specjalnie wzięłam dym do ust i wypuściłam go powoli, niby nie zwracając uwagi na obecność chłopaka. Byłam zła. Justin rozumiał mnie lepiej, niz mój "ideał".
- Chciałem jeszcze coś wyjaśnić. Lubisz z nim spędzać czas?
Oczy Jussa powędrowały na mnie. Nie chciałam kłamać.
- Tak. - odparłam krótko.
- Dlaczego mnie okłamywałaś? - zapytał.
Wtedy milczałam. Znowu ogarnał mnie smutek.
- Bo bała się Ciebie stracić. - powiedział za mnie Justin.
Austin sie uśmiechnął i mnie przytulił. Lekko zeskoczyłam i również mocno go przytuliłam.
Widziałam, jak Justin wychodzi. Przypomniałam sobie słowa "Ile razy mu wybaczałem, że Cie całuje [...]" Mocno ścisnęłam zapalniczkę i schowałam ją do kieszeni.
- Przepraszam. - powiedziałam prze łzy, wtulając sie w Austina, jednocześnie wyrzucjając papierosa na kafelki.
- Obiecaj mi jedno.
- Tak?
- Postarasz się rzucić to cholerstwo. - spojrzał na podłogę, na której leżało cygaro, ze dwa papierosy i dużo niedopałków.
Przytaknęłam uśmiechając się i splatając nasze place, poszliśmy do pokoju.
Napisałam do Jussa krótkiego sms'a "Dziękuję" i wstawiłam uśmiechniętą emotkę.
Nie otrzymałam jednak odpowiedzi, leczy było tak późno, że ledwo co sie położyłam i od razu zasnęłam z głową pełną myśli.
Nazajutrz, gdy się obudziłam była 6:00, nie wiem czemu tak wcześnie wstałam. Chłopcy spali, nadal padał deszcz. Już wiedziałam, że nie pójdziemy na plaże. Bardzo cicho wstałam i wzięłam do ręki telefon, który właśnie naładował się do pełna.
Zobaczyłam, że ptrzyszła do mnie jakaś wiadomosć.
"Nie ma za co. Kocham Cię, do zobaczenia" - nadawcą był Justin.
Usmiechnełam się i nalałam wody do szklanki. Zaczęłam przeglądać internet. Na jakiejś stronie znalazłam link, do miejsca gdzie odbędzie się szalona impreza. Dzisiaj. Niedaleko miejscowości w krótej się znajdujemy. Przesłałam to Vanessie i Jussowi.
Obydwoje nie odpisali, nie dziwiłam się, przecież na zegarku była 6:10.
Nie wiem czemu, jakoś nie cieszyłam się tak bardzo, że Austin mi wybaczył.
Znaczy, cieszyłam ale nie tak jak się spodziewałam. Mówiłam sobie, że to przez tę kłótnię, ogółem to jest dla mnie całym światem. Spojrzałam jak spi i nachylając, delikatnie pocałowałam w policzek. Tu nie chodziło o to, że go nie kochałam. Po prostu z Justinem czułam się swobodnie i cały czas coś mnie do niego ciągnęło.
To pewnie przez te papierosy. Z tym też musiałam skończyć. Joe też słodko spał, więc postanowiłam ich nie budzić. Znów się położyłam i stwierdziłam, że muszę ich namówić na tę imprezę.
Nazajutrz, gdy się obudziłam była 6:00, nie wiem czemu tak wcześnie wstałam. Chłopcy spali, nadal padał deszcz. Już wiedziałam, że nie pójdziemy na plaże. Bardzo cicho wstałam i wzięłam do ręki telefon, który właśnie naładował się do pełna.
Zobaczyłam, że ptrzyszła do mnie jakaś wiadomosć.
"Nie ma za co. Kocham Cię, do zobaczenia" - nadawcą był Justin.
Usmiechnełam się i nalałam wody do szklanki. Zaczęłam przeglądać internet. Na jakiejś stronie znalazłam link, do miejsca gdzie odbędzie się szalona impreza. Dzisiaj. Niedaleko miejscowości w krótej się znajdujemy. Przesłałam to Vanessie i Jussowi.
Obydwoje nie odpisali, nie dziwiłam się, przecież na zegarku była 6:10.
Nie wiem czemu, jakoś nie cieszyłam się tak bardzo, że Austin mi wybaczył.
Znaczy, cieszyłam ale nie tak jak się spodziewałam. Mówiłam sobie, że to przez tę kłótnię, ogółem to jest dla mnie całym światem. Spojrzałam jak spi i nachylając, delikatnie pocałowałam w policzek. Tu nie chodziło o to, że go nie kochałam. Po prostu z Justinem czułam się swobodnie i cały czas coś mnie do niego ciągnęło.
To pewnie przez te papierosy. Z tym też musiałam skończyć. Joe też słodko spał, więc postanowiłam ich nie budzić. Znów się położyłam i stwierdziłam, że muszę ich namówić na tę imprezę.
środa, 16 kwietnia 2014
rozdział XXVII
Milczałam, ślepo patrząc w jego błyszczące oczy. Nie wiedziałam co powiedzieć. Serce mi mocno biło, gdy czułam jego oddech na moich ustach. Nadal czułam coś, co mną manipulowało. Jakieś uczucie, jakaś słabość.
- Ja...
- Nie tłumacz się. Nienawidzisz mnie, wiem. - powiedział, odwracając się i odchodząc dalej.
Albo miałam rozdwojenie jaźni, albo właśnie chciałam go pocałować.
Co się ze mną działo? Raz go nienawidzę, a raz niemal chcę pocałować. Nie wiedziałam co jest ze mną nie tak. Joe jednak dobrze poukładał mi to w głowie, a jak myślałam o Austinie, nie mogłam zrobić nic innego jak dokończyć jego myśl:
- Jak mogę czuć coś innego, jeżeli psujesz mi wszystko?
- A może to ty psujesz sobie wszystko? Po co tu przychodzisz, skoro twój chłopak jest ponoć na tyle wyrozumiały i tak baaardzo cię kocha? -odparł.
Wszystko co mówił, pozostawiało dużo do myślenia. Zobaczyłam, że jestem tu 10 minut, mam jeszcze trochę czasu. Włączyłam nagranie z mojej ulubionej listy piosenek, połozyłam telefon na parapecie i zaczęłam wyliczać rytm, tupiąc nogą.
Justin podszedł do mnie i złapał za biodra. Przytaknęłam, na znak że chcę zatańczyć. Starałam się byc tyłem do Justina. Nic nie mogło mnie pokusić o jakikolwiek całus. Schyliłam głowę, poruszyłam się do przodu. Powtórzyliśmy kroki ze studia, kiedy pierwszy raz go zobaczyłam. Jak wtedy, oparł mnie o ścianę, trzymając ręce. Kolejna decyzja. O dziwo na mnie nie naciskał, jedynie czekał co zrobię. Odepchnełam go i puściłam kolejną piosenkę.
- Dobry wybór. - powiedział, a ja podeszłam do niego.
- Zostało mi mało czasu, a nawet nie zapaliliśmy. - powiedziałam, będąc tuż przy nim.
- Na szczęście masz drugie uzależnienie. - zaśmiał się.
Położył rękę na mojej talii i znowu zaczeliśmy tańczyć. Kochałam z nim to robić, byliśmy jakimiś tanecznymi-bratnimi duszami. Szeroko sie uśmiechałam, patrząc jak takiego twardziela zamieniam w pełnego wdzięku tancerza. Justin obrócił mnie i przyciągając, pozostawił moje usta milimetr od jego. Kolejna okazja, do spełnienia mojego zyczenia o pocałunku przepadła, gdy usłyszeliśmy, że ktoś wchodzi. Na szczęście toaleta miała przedsionek z umywalkami i małą przestrzeń, gdzie po bokach stały toalety, więc szybko weszliśmy do jednej, zamykając się na dwa spusty. Przycupnęłam najciszej jak umiałam na toalecie, żeby nie było widać moich czerwonych butów. Justin stał i wysłuchiwał kto to jest.
- Selena? - Vanessa otworzyła drzwi i rozglądnęła się po wszystkich toaletach. Zobaczyła naszą, zamkniętą i dodała - to Ty?
Pokazałam Juss'owi, żeby nic nie mówił, kładąc palec na ustach. Ten przemilczał sytuację i gdy Van wyszła, wypuścił mnie z kabiny.
- Musze iść, szukają mnie. - powiedziałam.
- To cześć! - odkrzyknął, gdy już wychodziłam.
Zbiegłam do kręgielnie.
- Gdzie Ty tyle byłaś? - zapytał Nick.
- Ashley chciała ze mną rozmawiać. Przepraszam. To ile macie już punktów? - zapytałam, posyłając uśmiech Austinowi.
- Nie macie szans nas dogonić. - odparł Nick.
- A może teraz Vanessa i Selena powalczą? - powiedział mój chłopak, podchodząc do mnie.
- Ale jak?
- Ja przejdę do Sel, a Ty do Van. - Austin odpowiedział Nickowi.
- Ok! - krzykneła Vanessa, podchodząc blisko do Nicka.
Dziewczyna rzuciła, a kula od razu poleciała. Szkoda, ze zeszła z toru i Van nie zdobyła żadnych punktów. Teraz była moja kolej. Przymierzyłam kulą, już miałam wziąć zamach, gdy nagle Austin złapał mnie za rękę. Następnie pochylił moje ciało, ułożył odpowiednio rękę, i odchylając ją do tyłu, puścił. Zbiłam wszystkie kręgle i rzuciłam się chłopakowi na szyję.
Nick poszedł w ślady mojego dżentelmena i pokazał van, jak się rzuca. Po zaciętej walce, wygrałam ja i podziękowałam chłopakowi, dając całusa w policzek.
Poszliśmy do pokoi, była już 11:30. Przebraliśmy się, a gdy przyszedł Joe i zaproponował obiad, zgodnie zeszliśmy żeby coś przekąsić.
Nabrałam na talerz makaron i podeszłam do naszego stolika. Austin i Joe już coś jedli, najwyraźniej byli głodni.
- Idę sobie zrobić herbatę. Też chcecie? - zaproponowałam.
- Ja poproszę. - powiedział Joe.
- Ja też. Czekaj, pomogę Ci. - wstał Austin i poszedł ze mną do barku, gdzie robiono herbaty.
Włożyłam saszetkę do trzech filiżanek, ukroiłam plasterek cytryny, a mój ukochany wział cukier.
- Ała! - krzyknęłam, nagle czując wrzątek na moim palcu.
Austin, szybko odłożył jakieś saszetki z cukrem trzcinowym i biorąc lód z wystawy ryb naprzeciwko, położył go na mojej dłoni, od razu zmniejszając ból.
- Dziękuję. - usmiechnełam się i spojrzałam na niego.
- Nie ma za co. - chłopak ściągał "okład" i pocałował mój czerwony palec.
- Już mniej boli. Zastanawia mnie tylko jedna rzecz.
- Tak? - zapytał, trzymając mnie za ręce.
- Czemu jesteś taki idealny?
- Po prostu przeciwieństwa się nie przyciągają. - szeroko się uśmiechnął i wziął dwie herbaty.
Zjedliśmy wszystko, trochę pogadaliśmy i gdy dokończyłam mój deser, wyszliśmy z restauracji.
Cieszyło mnie, że spędzam tyle czasu z moim chłopakiem i tak dobrym przyjacielem, jakim jest Joe. Byli dla mnie bardzo ważni, stanowiliśmy zgraną ekipę.
Wzięłam mój telefon, nie było żadnego sms'a. Napisałam tylko do Joe'go:
*treść* " Muszę mu to dzisiaj powiedzieć. Załagodziłam wszystko z Jussem."
Chłopak odpisał, nie dając po sobie znaku że to ja. Austin mógł to zobaczyc, a jak on juz się czegoś uczepi to koniec.
" Ok. Nie myślisz, że on to zniesie normalnie?"
Odpowiedziałam równie szybko " Kochamy się ponad wszystko, powiem tylko o papierosach. Musi zrozumieć. Bądź wtedy przy mnie, dobrze?" Chłopak to potwierdził krótkim "Ok" i weszliśmy do naszego pokoju. Włączyliśmy DVD i biorąc jakieś chipsy, położyliśmy się na łóżku oglądając jakiś film. Był o detyktywistycznych zagadkach, nawet nam się podobał.
*2 godziny później*
Niebo się już powoli ściemniało, musiałam się zebrać na odwagę. Jeżeli chcę mieć dobry związek, nie może być w nim kłamstwa. Skinęłam głową do Joe'go, żeby stanął spokojnie obok drzwi, a następnie podeszłam do mojego chłopaka, szukającego czegoś w szafce.
- Austin? Możemy poważnie porozmawiać? - zapytałam niepewnie.
- Jasne, coś się stało?
- Obiecaj najpierw, że nie będziesz zły.
- Postaram się... to coś poważnego. - przejął się, patrząc na mnie.
-Bo...
- Tak?
- Uzależniłam się od papierosów, paląc je z Justinem. Nie, proszę nie bądź zły. On mnie szantażował, że powie Ci że Cię okłamuje a ja po prostu byłam słaba. On mnie do tego namówił... już nigdy w nic się nie wtrąci, rozmawiałam z nim o tym. - powiedziałam szybko, widząc jego minę.
- Co? Znowu on?!
- Do niczego nie doszło, naprawdę.
- Ty.. mnie okłamywałaś! Wtedy, kiedy czułem dym na plaży też z nim paliłaś! - wstał i krzyknął.
- Wiem... ja Cię przepraszam. Bardzo przepraszam, już nigdy nie zrobię takiego błędu, obiecuję!
- Nie. To... to koniec. Nie zniosę więcej Justina. Albo tańczycie, albo się całujecie, albo palicie. Nigdy nie da Ci spokoju, a ty najwyraźniej tego chcesz.
- Stary, do niczego nie doszło. To kawał drania, on się go bała. - dodał Joe.
- Nie wtrącaj się. - syknął Austin i widząc moje łzy w oczach, dodał. - Daj mi czasu, ja nie wiem... nie wiem czy to sobie ułożę. - wziął kurtkę i wyszedł trzaskając drzwiami. Wybiegłam za nim. Nie wiedziałam czy poszedł na wprost, w prawo, czy w lewo. Plącząc, biegłam przed siebie, żeby go jakkolwiek dogonić. W panice, weszłam do toalety. Na parapecie siedział Justin, paląc cygaro. Rozpędzona, wbiegłam prosto na niego, wtulając się w jego czarny t-shirt. Cała sie trzęsłam.
- Co się stało? - był bardzo zmartwiony, patrząc jak wylewam łzy.
Nic nie odpowiedziałam, tylko wzięłam od niego cygaro i włożyłam je do buzi.
- Ja...
- Nie tłumacz się. Nienawidzisz mnie, wiem. - powiedział, odwracając się i odchodząc dalej.
Albo miałam rozdwojenie jaźni, albo właśnie chciałam go pocałować.
Co się ze mną działo? Raz go nienawidzę, a raz niemal chcę pocałować. Nie wiedziałam co jest ze mną nie tak. Joe jednak dobrze poukładał mi to w głowie, a jak myślałam o Austinie, nie mogłam zrobić nic innego jak dokończyć jego myśl:
- Jak mogę czuć coś innego, jeżeli psujesz mi wszystko?
- A może to ty psujesz sobie wszystko? Po co tu przychodzisz, skoro twój chłopak jest ponoć na tyle wyrozumiały i tak baaardzo cię kocha? -odparł.
Wszystko co mówił, pozostawiało dużo do myślenia. Zobaczyłam, że jestem tu 10 minut, mam jeszcze trochę czasu. Włączyłam nagranie z mojej ulubionej listy piosenek, połozyłam telefon na parapecie i zaczęłam wyliczać rytm, tupiąc nogą.
Justin podszedł do mnie i złapał za biodra. Przytaknęłam, na znak że chcę zatańczyć. Starałam się byc tyłem do Justina. Nic nie mogło mnie pokusić o jakikolwiek całus. Schyliłam głowę, poruszyłam się do przodu. Powtórzyliśmy kroki ze studia, kiedy pierwszy raz go zobaczyłam. Jak wtedy, oparł mnie o ścianę, trzymając ręce. Kolejna decyzja. O dziwo na mnie nie naciskał, jedynie czekał co zrobię. Odepchnełam go i puściłam kolejną piosenkę.
- Dobry wybór. - powiedział, a ja podeszłam do niego.
- Zostało mi mało czasu, a nawet nie zapaliliśmy. - powiedziałam, będąc tuż przy nim.
- Na szczęście masz drugie uzależnienie. - zaśmiał się.
Położył rękę na mojej talii i znowu zaczeliśmy tańczyć. Kochałam z nim to robić, byliśmy jakimiś tanecznymi-bratnimi duszami. Szeroko sie uśmiechałam, patrząc jak takiego twardziela zamieniam w pełnego wdzięku tancerza. Justin obrócił mnie i przyciągając, pozostawił moje usta milimetr od jego. Kolejna okazja, do spełnienia mojego zyczenia o pocałunku przepadła, gdy usłyszeliśmy, że ktoś wchodzi. Na szczęście toaleta miała przedsionek z umywalkami i małą przestrzeń, gdzie po bokach stały toalety, więc szybko weszliśmy do jednej, zamykając się na dwa spusty. Przycupnęłam najciszej jak umiałam na toalecie, żeby nie było widać moich czerwonych butów. Justin stał i wysłuchiwał kto to jest.
- Selena? - Vanessa otworzyła drzwi i rozglądnęła się po wszystkich toaletach. Zobaczyła naszą, zamkniętą i dodała - to Ty?
Pokazałam Juss'owi, żeby nic nie mówił, kładąc palec na ustach. Ten przemilczał sytuację i gdy Van wyszła, wypuścił mnie z kabiny.
- Musze iść, szukają mnie. - powiedziałam.
- To cześć! - odkrzyknął, gdy już wychodziłam.
Zbiegłam do kręgielnie.
- Gdzie Ty tyle byłaś? - zapytał Nick.
- Ashley chciała ze mną rozmawiać. Przepraszam. To ile macie już punktów? - zapytałam, posyłając uśmiech Austinowi.
- Nie macie szans nas dogonić. - odparł Nick.
- A może teraz Vanessa i Selena powalczą? - powiedział mój chłopak, podchodząc do mnie.
- Ale jak?
- Ja przejdę do Sel, a Ty do Van. - Austin odpowiedział Nickowi.
- Ok! - krzykneła Vanessa, podchodząc blisko do Nicka.
Dziewczyna rzuciła, a kula od razu poleciała. Szkoda, ze zeszła z toru i Van nie zdobyła żadnych punktów. Teraz była moja kolej. Przymierzyłam kulą, już miałam wziąć zamach, gdy nagle Austin złapał mnie za rękę. Następnie pochylił moje ciało, ułożył odpowiednio rękę, i odchylając ją do tyłu, puścił. Zbiłam wszystkie kręgle i rzuciłam się chłopakowi na szyję.
Nick poszedł w ślady mojego dżentelmena i pokazał van, jak się rzuca. Po zaciętej walce, wygrałam ja i podziękowałam chłopakowi, dając całusa w policzek.
Poszliśmy do pokoi, była już 11:30. Przebraliśmy się, a gdy przyszedł Joe i zaproponował obiad, zgodnie zeszliśmy żeby coś przekąsić.
Nabrałam na talerz makaron i podeszłam do naszego stolika. Austin i Joe już coś jedli, najwyraźniej byli głodni.
- Idę sobie zrobić herbatę. Też chcecie? - zaproponowałam.
- Ja poproszę. - powiedział Joe.
- Ja też. Czekaj, pomogę Ci. - wstał Austin i poszedł ze mną do barku, gdzie robiono herbaty.
Włożyłam saszetkę do trzech filiżanek, ukroiłam plasterek cytryny, a mój ukochany wział cukier.
- Ała! - krzyknęłam, nagle czując wrzątek na moim palcu.
Austin, szybko odłożył jakieś saszetki z cukrem trzcinowym i biorąc lód z wystawy ryb naprzeciwko, położył go na mojej dłoni, od razu zmniejszając ból.
- Dziękuję. - usmiechnełam się i spojrzałam na niego.
- Nie ma za co. - chłopak ściągał "okład" i pocałował mój czerwony palec.
- Już mniej boli. Zastanawia mnie tylko jedna rzecz.
- Tak? - zapytał, trzymając mnie za ręce.
- Czemu jesteś taki idealny?
- Po prostu przeciwieństwa się nie przyciągają. - szeroko się uśmiechnął i wziął dwie herbaty.
Zjedliśmy wszystko, trochę pogadaliśmy i gdy dokończyłam mój deser, wyszliśmy z restauracji.
Cieszyło mnie, że spędzam tyle czasu z moim chłopakiem i tak dobrym przyjacielem, jakim jest Joe. Byli dla mnie bardzo ważni, stanowiliśmy zgraną ekipę.
Wzięłam mój telefon, nie było żadnego sms'a. Napisałam tylko do Joe'go:
*treść* " Muszę mu to dzisiaj powiedzieć. Załagodziłam wszystko z Jussem."
Chłopak odpisał, nie dając po sobie znaku że to ja. Austin mógł to zobaczyc, a jak on juz się czegoś uczepi to koniec.
" Ok. Nie myślisz, że on to zniesie normalnie?"
Odpowiedziałam równie szybko " Kochamy się ponad wszystko, powiem tylko o papierosach. Musi zrozumieć. Bądź wtedy przy mnie, dobrze?" Chłopak to potwierdził krótkim "Ok" i weszliśmy do naszego pokoju. Włączyliśmy DVD i biorąc jakieś chipsy, położyliśmy się na łóżku oglądając jakiś film. Był o detyktywistycznych zagadkach, nawet nam się podobał.
*2 godziny później*
Niebo się już powoli ściemniało, musiałam się zebrać na odwagę. Jeżeli chcę mieć dobry związek, nie może być w nim kłamstwa. Skinęłam głową do Joe'go, żeby stanął spokojnie obok drzwi, a następnie podeszłam do mojego chłopaka, szukającego czegoś w szafce.
- Austin? Możemy poważnie porozmawiać? - zapytałam niepewnie.
- Jasne, coś się stało?
- Obiecaj najpierw, że nie będziesz zły.
- Postaram się... to coś poważnego. - przejął się, patrząc na mnie.
-Bo...
- Tak?
- Uzależniłam się od papierosów, paląc je z Justinem. Nie, proszę nie bądź zły. On mnie szantażował, że powie Ci że Cię okłamuje a ja po prostu byłam słaba. On mnie do tego namówił... już nigdy w nic się nie wtrąci, rozmawiałam z nim o tym. - powiedziałam szybko, widząc jego minę.
- Co? Znowu on?!
- Do niczego nie doszło, naprawdę.
- Ty.. mnie okłamywałaś! Wtedy, kiedy czułem dym na plaży też z nim paliłaś! - wstał i krzyknął.
- Wiem... ja Cię przepraszam. Bardzo przepraszam, już nigdy nie zrobię takiego błędu, obiecuję!
- Nie. To... to koniec. Nie zniosę więcej Justina. Albo tańczycie, albo się całujecie, albo palicie. Nigdy nie da Ci spokoju, a ty najwyraźniej tego chcesz.
- Stary, do niczego nie doszło. To kawał drania, on się go bała. - dodał Joe.
- Nie wtrącaj się. - syknął Austin i widząc moje łzy w oczach, dodał. - Daj mi czasu, ja nie wiem... nie wiem czy to sobie ułożę. - wziął kurtkę i wyszedł trzaskając drzwiami. Wybiegłam za nim. Nie wiedziałam czy poszedł na wprost, w prawo, czy w lewo. Plącząc, biegłam przed siebie, żeby go jakkolwiek dogonić. W panice, weszłam do toalety. Na parapecie siedział Justin, paląc cygaro. Rozpędzona, wbiegłam prosto na niego, wtulając się w jego czarny t-shirt. Cała sie trzęsłam.
- Co się stało? - był bardzo zmartwiony, patrząc jak wylewam łzy.
Nic nie odpowiedziałam, tylko wzięłam od niego cygaro i włożyłam je do buzi.
wtorek, 15 kwietnia 2014
Rozdział XXVI
Mało co mnie już śmieszyło. Nie wiedziałam, jak z tego wybrnąć. Justin był wszędzie, gdzie ja. Nawet gdybym wcześniej wyjechała, i tak mnie znajdzie. Z resztą w tym hotelu też się znalazł... ale przypadek. Musiałam zrobić wszytko, żeby Austin się nie dowiedział, gdybym go teraz straciła, nigdy bym sobie tego nie wybaczyła. Wszyscy zaczęli bić brawo, nawet nie zauważyłam że Ashley nie wróciła po tej przerwie. Zostawiłam Austina lekko z tyłu i szybko podeszłam do Joe'go, szturchając go i pokazując sms'a od Justina.
- Poszłaś?
- Poszłam.
- Zaczekaj. Mam plan.
Mój chłopak właśnie do mnie doszedł i złapał mnie za rękę.
- I jak, podobało Ci się? - zapytał.
- Tak, było super! - uśmiechnęłam się sztucznie, mimo to on odwzajemnił mój uśmiech i szliśmy dalej w kierunku naszego pokoju. Joe otworzył drzwi, po czym powiedział że zostawił na dole telefon i biorąc mnie, z prośbą o pomoc zostawił Austina samego. Poszliśmy na korytarz przy windzie.
- Po cholerę tam szłaś?
- Chciałam mu powiedzieć, że to koniec. Że nie chcę, żebyśmy utrzymywali kontakt.
- Coś jeszcze?
- Chciałam zapalić.. - dodałam, lekko zawstydzona.
- Selena... I co on mówił?
- Kazał mi zamknąć drzwi i zapalić. Nawet nie było tak źle, dopóki mnie nie zaszantażował. Powiedział, że jak zrobię coś nie tak, pójdzie do Austina i powie mu wszystko.
- To mamy przechlapane. - powiedział załamany.
Wcale mi to nie pomagało. Chłopak nie miał pomysłu, ja też byłam bezsilna.
- Ja nie wiem co mam robic. Nie mogę stracić Austina, rozumiesz? - przytuliłam go, zaczynając płakać.
- Spokojnie. Poczekaj do następnego sms'a, wtedy pójdę z Tobą i z nim pogadam, tak?
- Dobrze. - wytarłam łzy ręką i uśmiechnęłam się, żeby Austin niczego nie podejrzewał. Nie wiedziałam, jak dziękować Joe'mu, gdyby nie on, nie miałabym juz nic; ani chłopaka, ani przyjaciół. Najprawdopodobniej wróciłabym do domu smutna, bez chęci do życia.
Ponownie weszliśmy do pokoju. Szybko się przebrałam i wskoczyłam pod kołdrę. Nie wiem czemu, Joe powiedział, że idzie na spacer. O godzinie 21 nikt normalny nie idzie na spacer, więc wiedziałam że to sprawka Austina. Byłam nawet zadowolona, bo jak bardzo był lubiła Joe'go, trochę prywatności się przyda.
- Ile więc przebiegłeś tych kilometrów? - zapytałam słodko. Gdy byliśmy sam na sam, zapominałam o wszystkim. Austin był osobą, którą kochałam ponad wszystko.
- A ile miałem?
- No... co najmniej 30. - zażartowałam.
Chłopak ściągając koszulkę, nachylił sie nade mną i spojrzał mi w oczy.
- Za 5, też coś dostanę?
- Jeżeli biorąc pod uwagę fakt...
Austin przerwał naszą rozmowę, mocno mnie całując. Odwzajemniłam powoli ten pocałunek, kładąc ręce na jego plecach. Gdy już miałam znowu go pocałować, on się odsunął i położył obok mnie.
- Coś się stało? -zapytałam zdziwiona.
- Nie, nic.
Widziałam uśmiech na jego twarzy, znowu coś kombinował.
- Heeej... - pocałowałam go lekko w ramię i szturchnęłam głową.
Po chwili, Austin zaczął mnie łaskotać. Wyrywałam się na wszystkie strony, śmiejąc się tak głośno że cały hotel mnie słyszał. Miałam niebywałe łaskotki, on o tym wiedział.
Teraz ja położyłam się z kamienną miną, w bezruchu.
- Coś nie... - zaczął chłopak, lekko zmartwiony.
Odczekałam dokładnie tyle co on i rzuciłam go poduszką. Ta sytuacja była komiczna. Bardziej komiczna, niż to przedstawienie, powinniśmy iść do teatru. Mocno go przytuliłam i gasząc światło, zasnęłam wtulona w chłopaka. Zostały trzy dni wyjazdu. Miałam nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży...
Joe musiał przyjść w nocy, ponieważ gdy obudziliśmy się rano on spał na swoim "łóżku".
Postanowiliśmy, że dzisiaj pójdziemy na kręgle. Ubrałam sportową koszulkę i zwykłe, ciemne jeansy. Mój chłopak ubrał się podobnie, Joe z resztą też. Vanessa i Nick znowu na nas czekali. Vanessa, będąc z Nickiem zmieniła się nie do poznania. Cieszyłam, się że są razem. Zastanawiał mnie fakt, co robi Ashley. Zeszliśmy na piętra pod parterem, gdzie znajdowała się kręgielnia.
- Dobra, to proponuję: Vanessa i Selena oraz Nick i Austin, ok? - powiedział Joe.
- A Ty? - zapytała Vanessa.
- Ja? Ja własne zmykam, przepraszam, to nagła sprawa. Miłej zabawy!
Zanim zdążyliśmy potwierdzić nasz "pary", imiona pojawiły się na tablicy a maszyna wypluła kule do kręgli. Może to był i dobry pomysł, trochę pogadam z Vanessą. Chłopcy, poszli po jakieś paluszki i krakersy a my oddałyśmy pierwsze rzuty. Oba spaliłyśmy i stwierdzając, że to głupie usiadłyśmy, czekając na Nicka i Austina.
- I jak z Nickiem? - zapytałam.
- Wiedziałam! Haha, jak już pewnie wiesz... spotykamy się. - odparła.
- No tak, wiem. Jesteście przesłodcy.
- Wiesz, nigdy czegoś tak silnego nie czułam...
Przerwałyśmy naszą rozmowę, widząc że paluszki i krakersy idą.
Byliśmy juz na piątej rundzie, mając całe 2 punkty. Jeden mój i jeden Van. Byłyśmy fatalne, a chłopcy grali już prawie między sobą, wykluczając nas jako konkurencję.
Mój telefon wydał lekki odgłos. Zobaczyłam znowu te same emotki: papieros i czerwone usta, z dopiskiem: "Czekam, pierwsze piętro, tam gdzie wczoraj. ;* "
Skłamałam moim przyjaciołom, mówiąc że Ashley chce koniecznie ze mna porozmawiać.
Joe'go nie było - genialnie. Kolejny raz pójdę tam sama.
Idąc po schodach, miałam nogi jak z waty. Dochodząc do toalety wzięłam głęboki wdech.
Nacisnęłam klamkę i weszłam do środka.
- Czemu dzisiaj w takim skromnym stroju? - zapytał, siedząc już na parapecie.
- Nie twój interes. Kiedy to się skończy?
- Ty nie chcesz końca.
- Chcę. - odpowiedziałam ostro.
- Czyli nie chcesz zapalić?
Milczałam, patrząc na niego. Po chwili wzięłam jednak tego papierosa.
- Widzisz? I co tu chcesz kończyć?
- Ciebie. Słuchaj, ja juz znalazłam moja miłość.
- Tak? - Zbliżył się do mnie. Nasze twarze były centymetr od siebie. - to co tu robisz?
Po chwili, Austin zaczął mnie łaskotać. Wyrywałam się na wszystkie strony, śmiejąc się tak głośno że cały hotel mnie słyszał. Miałam niebywałe łaskotki, on o tym wiedział.
Teraz ja położyłam się z kamienną miną, w bezruchu.
- Coś nie... - zaczął chłopak, lekko zmartwiony.
Odczekałam dokładnie tyle co on i rzuciłam go poduszką. Ta sytuacja była komiczna. Bardziej komiczna, niż to przedstawienie, powinniśmy iść do teatru. Mocno go przytuliłam i gasząc światło, zasnęłam wtulona w chłopaka. Zostały trzy dni wyjazdu. Miałam nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży...
Joe musiał przyjść w nocy, ponieważ gdy obudziliśmy się rano on spał na swoim "łóżku".
Postanowiliśmy, że dzisiaj pójdziemy na kręgle. Ubrałam sportową koszulkę i zwykłe, ciemne jeansy. Mój chłopak ubrał się podobnie, Joe z resztą też. Vanessa i Nick znowu na nas czekali. Vanessa, będąc z Nickiem zmieniła się nie do poznania. Cieszyłam, się że są razem. Zastanawiał mnie fakt, co robi Ashley. Zeszliśmy na piętra pod parterem, gdzie znajdowała się kręgielnia.
- Dobra, to proponuję: Vanessa i Selena oraz Nick i Austin, ok? - powiedział Joe.
- A Ty? - zapytała Vanessa.
- Ja? Ja własne zmykam, przepraszam, to nagła sprawa. Miłej zabawy!
Zanim zdążyliśmy potwierdzić nasz "pary", imiona pojawiły się na tablicy a maszyna wypluła kule do kręgli. Może to był i dobry pomysł, trochę pogadam z Vanessą. Chłopcy, poszli po jakieś paluszki i krakersy a my oddałyśmy pierwsze rzuty. Oba spaliłyśmy i stwierdzając, że to głupie usiadłyśmy, czekając na Nicka i Austina.
- I jak z Nickiem? - zapytałam.
- Wiedziałam! Haha, jak już pewnie wiesz... spotykamy się. - odparła.
- No tak, wiem. Jesteście przesłodcy.
- Wiesz, nigdy czegoś tak silnego nie czułam...
Przerwałyśmy naszą rozmowę, widząc że paluszki i krakersy idą.
Byliśmy juz na piątej rundzie, mając całe 2 punkty. Jeden mój i jeden Van. Byłyśmy fatalne, a chłopcy grali już prawie między sobą, wykluczając nas jako konkurencję.
Mój telefon wydał lekki odgłos. Zobaczyłam znowu te same emotki: papieros i czerwone usta, z dopiskiem: "Czekam, pierwsze piętro, tam gdzie wczoraj. ;* "
Skłamałam moim przyjaciołom, mówiąc że Ashley chce koniecznie ze mna porozmawiać.
Joe'go nie było - genialnie. Kolejny raz pójdę tam sama.
Idąc po schodach, miałam nogi jak z waty. Dochodząc do toalety wzięłam głęboki wdech.
Nacisnęłam klamkę i weszłam do środka.
- Czemu dzisiaj w takim skromnym stroju? - zapytał, siedząc już na parapecie.
- Nie twój interes. Kiedy to się skończy?
- Ty nie chcesz końca.
- Chcę. - odpowiedziałam ostro.
- Czyli nie chcesz zapalić?
Milczałam, patrząc na niego. Po chwili wzięłam jednak tego papierosa.
- Widzisz? I co tu chcesz kończyć?
- Ciebie. Słuchaj, ja juz znalazłam moja miłość.
- Tak? - Zbliżył się do mnie. Nasze twarze były centymetr od siebie. - to co tu robisz?
poniedziałek, 14 kwietnia 2014
Rozdział XXV
Ten sms mnie troche przeraził. Justin robił sie niebezpieczny, ja naprawdę chciałam to zakończyć. Oparłam głowę na ramieniu Austina i zaczęłam oglądać spektakl. Ashley się spóźniła, ale cicho usiadła koło Joe'go, co dobrze wróżyło. Ogółem bardzo mi się to podobało, niektóre sceny były naprawdę udane i śmieszyły nas do łez. Po tym, jak jakas dziewczyna uciekła za kurtynę, ta opadła i nastała cisza. Wybił gong i ogłoszono 20 - sto minutową przerwę.
- Zostaniesz tutaj i popilnujesz mi torebki? Musze iść do toalety. - powiedziałam do mojego chłopaka.
- Jasne. Będę tu czekał.
Poszłam na wcześniej wspomniane pierwsze piętro, zabierając ze sobą telefon, tak na wszelki wypadek. Chciałam zapalić, ale nie chciałam spotkać się z Justinem. To było jednak nieuniknione, a ja chciałam mu powiedzieć, że z naszymi relacjami koniec. Nie miałam juz na to ani ochoty, ani siły. Rozmowa z Joe dużo mi uświadomiła i wiedziałam, że on manipuluje mną jak lalką dla zabawy.
- A jednak... przyszłaś. - powitał mnie Justin.
- Przyszłam, żeby coś wyjaśnić.
- Masz tu klucz, zwinałem sprzątającej. Zamknij proszę drzwi. - powiedział, wręczając mi mały, srebrny kluczyk.
Mimo, że wszyscy poszli do toalety na parterze, ja wolałam zamknąć drzwi i być spokojną.
Chlopak zapalił papierosa, podając mi paczkę. Popatrzyłam na niego, potam na skręty...
- Nie. Nie chodzi tu o to. - oddałam mu jego własność. - Przyszłam, żeby powiedzieć Ci, że to koniec. Nie chcę się już z tobą spotykać, nie chcę problemów. Chce byc szczęśliwa.
- A Ty właściwie jesteś szczęśliwa? W tej uroczej, romantycznej klatce?
Zapadła cisza. Za kogo on sie uważał?
- Tak jestem. Rozmawiałam z pewna osobą i wiesz co? Ona miała rację, manipulujesz mną a tak naprawdę chcesz nie tylko mnie, ale Ashley, Vanessę... wszystkie które napotkasz! Nawet nie wiesz jak...
- Może rozmawiałaś o tym z Twoim chłopakiem? - przerwał mi Juss.
- Ja...
- uroczo dziś razem wyglądaliście. Ty w sukni... on w garniturze. Szkoda, żeby to tak zaprzepaścić... - odpowiedział, ponownie wtrącając mi sie w zdanie i jednocześnie nabierając dymu do ust.
- Czy Ty właśnie mnie szantarzujesz? I uważasz się za kogoś, kto mnie kocha?
- Tak, kocham Cię. Juz tyle razy mu darowałem, że Cię całuje. Już tyle razy nic mu nie mówiłem... nie widzisz, że daję Ci to co Ci potrzebne? Chodź zapal, trochę się zabawimy i wyjdziesz stąd, jak zawsze.
- Co?! Ty...
- Chyba, że mam wysłać wiadomość do Twojego księcia na białym koniu... jeden klik kochanie.
Zostałam na miejscu. Nie mogłam mu pozwolić wysłać cokolwiek do Austina. To byłby nasz koniec. Posłusznie wzięłam papierosa i nachyliłam go nad ogniem. Wysłałam sms'a Austinowi, że pójdę jeszcze do pokoju bo czegos zapomniałam, a kolejka w toalecie była ogromna.
- Jak Ty to lubisz... - powiedział, patrząc jak palę i palę.
Nie wiem co było w tych skrętach, ale rzeczywiście podobało mi się to. Staliśmy naprzeciwko siebie, i tak jak poprzednio dmuchaliśmy szarym dymem na nasze twarze.
-Kiedyś docenisz to co dla ciebie robię... - powiedział i dał mi paczkę, widząc że dopalam do konca papierosa.
- Byc może. Ale proszę, nie mów nic Austinowi.
- Oczywiście, ale małe całusy nie zaszkodzą?
- Zaszkodzą. - odsunęłam się od chłopaka.
Wypuściłam ostatnio dymek, wyrzuciałam skręta i rzucając złe spojrzenie Justinowi spytałam:
- Masz gumę? Miętową?
- Mam. A co? Nie mogą się dowiedzieć, co tak naprawdę lubisz robić?
- Nie. - powiedziałam i chwyciłam paczkę gum, biorąc pięć do buzi.
- Cześć. Do zobaczenia.
- Cześć. - otworzyłam zła drzwi.
Co mogłam zrobić? On może mu to powiedzieć, a w reku ma coś co tak cholernie mnie uzależnia... Miałam się zaraz rozpłakać, ale wiedziałam że za chwilę przerwa się kończy, wszyscy mnie zobaczą... To było trudne, wiedziełam że musze z tym isc do Joe'go.
Zeszłam po schodach na parter. Usiadłam koło mojego chłopaka i mocno wtuliłam sie w jego koszulę.
- O! Jesteś! Co sie dzieje?
- Nic. Możesz mi cos obiecać? - zapytałam.
- Chyba tak... - zasmiał się.
- Że tak będzie zawsze. Bardzo Cię kocham. - powiedziałam zmartwiona tą sytuacją.
- Obiecuję. - przytulił mnie i pocałował w czoło, gładząc włosy.
- Zostaniesz tutaj i popilnujesz mi torebki? Musze iść do toalety. - powiedziałam do mojego chłopaka.
- Jasne. Będę tu czekał.
Poszłam na wcześniej wspomniane pierwsze piętro, zabierając ze sobą telefon, tak na wszelki wypadek. Chciałam zapalić, ale nie chciałam spotkać się z Justinem. To było jednak nieuniknione, a ja chciałam mu powiedzieć, że z naszymi relacjami koniec. Nie miałam juz na to ani ochoty, ani siły. Rozmowa z Joe dużo mi uświadomiła i wiedziałam, że on manipuluje mną jak lalką dla zabawy.
- A jednak... przyszłaś. - powitał mnie Justin.
- Przyszłam, żeby coś wyjaśnić.
- Masz tu klucz, zwinałem sprzątającej. Zamknij proszę drzwi. - powiedział, wręczając mi mały, srebrny kluczyk.
Mimo, że wszyscy poszli do toalety na parterze, ja wolałam zamknąć drzwi i być spokojną.
Chlopak zapalił papierosa, podając mi paczkę. Popatrzyłam na niego, potam na skręty...
- Nie. Nie chodzi tu o to. - oddałam mu jego własność. - Przyszłam, żeby powiedzieć Ci, że to koniec. Nie chcę się już z tobą spotykać, nie chcę problemów. Chce byc szczęśliwa.
- A Ty właściwie jesteś szczęśliwa? W tej uroczej, romantycznej klatce?
Zapadła cisza. Za kogo on sie uważał?
- Tak jestem. Rozmawiałam z pewna osobą i wiesz co? Ona miała rację, manipulujesz mną a tak naprawdę chcesz nie tylko mnie, ale Ashley, Vanessę... wszystkie które napotkasz! Nawet nie wiesz jak...
- Może rozmawiałaś o tym z Twoim chłopakiem? - przerwał mi Juss.
- Ja...
- uroczo dziś razem wyglądaliście. Ty w sukni... on w garniturze. Szkoda, żeby to tak zaprzepaścić... - odpowiedział, ponownie wtrącając mi sie w zdanie i jednocześnie nabierając dymu do ust.
- Czy Ty właśnie mnie szantarzujesz? I uważasz się za kogoś, kto mnie kocha?
- Tak, kocham Cię. Juz tyle razy mu darowałem, że Cię całuje. Już tyle razy nic mu nie mówiłem... nie widzisz, że daję Ci to co Ci potrzebne? Chodź zapal, trochę się zabawimy i wyjdziesz stąd, jak zawsze.
- Co?! Ty...
- Chyba, że mam wysłać wiadomość do Twojego księcia na białym koniu... jeden klik kochanie.
Zostałam na miejscu. Nie mogłam mu pozwolić wysłać cokolwiek do Austina. To byłby nasz koniec. Posłusznie wzięłam papierosa i nachyliłam go nad ogniem. Wysłałam sms'a Austinowi, że pójdę jeszcze do pokoju bo czegos zapomniałam, a kolejka w toalecie była ogromna.
- Jak Ty to lubisz... - powiedział, patrząc jak palę i palę.
Nie wiem co było w tych skrętach, ale rzeczywiście podobało mi się to. Staliśmy naprzeciwko siebie, i tak jak poprzednio dmuchaliśmy szarym dymem na nasze twarze.
-Kiedyś docenisz to co dla ciebie robię... - powiedział i dał mi paczkę, widząc że dopalam do konca papierosa.
- Byc może. Ale proszę, nie mów nic Austinowi.
- Oczywiście, ale małe całusy nie zaszkodzą?
- Zaszkodzą. - odsunęłam się od chłopaka.
Wypuściłam ostatnio dymek, wyrzuciałam skręta i rzucając złe spojrzenie Justinowi spytałam:
- Masz gumę? Miętową?
- Mam. A co? Nie mogą się dowiedzieć, co tak naprawdę lubisz robić?
- Nie. - powiedziałam i chwyciłam paczkę gum, biorąc pięć do buzi.
- Cześć. Do zobaczenia.
- Cześć. - otworzyłam zła drzwi.
Co mogłam zrobić? On może mu to powiedzieć, a w reku ma coś co tak cholernie mnie uzależnia... Miałam się zaraz rozpłakać, ale wiedziałam że za chwilę przerwa się kończy, wszyscy mnie zobaczą... To było trudne, wiedziełam że musze z tym isc do Joe'go.
Zeszłam po schodach na parter. Usiadłam koło mojego chłopaka i mocno wtuliłam sie w jego koszulę.
- O! Jesteś! Co sie dzieje?
- Nic. Możesz mi cos obiecać? - zapytałam.
- Chyba tak... - zasmiał się.
- Że tak będzie zawsze. Bardzo Cię kocham. - powiedziałam zmartwiona tą sytuacją.
- Obiecuję. - przytulił mnie i pocałował w czoło, gładząc włosy.
Rozdział XXIV
Po chwili nadeszła zimna fala, a ja zanurzyłam się po czubek głowy, nabierając wody do ust, aby za wszelką cenę pozbyć się tego zapachu. Wynurzyłam się i wszyscy zaczęliśmy pływać. Austin chciał wziąć mnie na barana, ale Joe na szczęście krzyknął:
- Patrzcie! Tam, to Vanessa na desce!
Szybko się odwróciliśmy i rzeczywiście ujrzeliśmy Van, pływającą na sprzęcie Nick'a.
Austin szybko się odwrócił i miał już wyjść z wody, gdy złapałam go i zapytałam:
- Powiesz mi, co się tam stało?
- Nie.
- Mamy byc szczerzy, tak? - odparłam, niestety mówiąc coś czego ja nie przestrzegałam.
- Tak, ale... no dobra, po prostu Vanessa ma niezły tupet. Wróciła do czegoś co było, tak? To mnie nadal boli. - odpowiedział z trudem, po czym złapał moją rękę.
No tak... genialnie, że dopiero teraz doszło do mnie co zrobiłam. On nadal się przejmuje czymś co mu wybaczyłam, a ja ukrywam tyle rzeczy... mocno go przytuliłam i razem wyszliśmy z wody.
Napiłam się wody, wzięłam słuchawki Joe'go i położyłam się na słońcu.
Było tak ciepło... to był genialny pomysł, chwila relaksu i od razu czułam się jak nowo narodzona. Nadal czułam dym w mojej buzi, z każdą sekundą nie mogłam sobie tego wybaczyć. Ten pocałunek nie mógł mieć miejsca, a jednak nie dość, że był to mi się podobał. To nie dawało mi spokoju, nie mogłam tego powiedzieć mojemu chłopakowi czyli byłam sama z problemem. Austin mnie lekko szturchnął, więc wyjęłam słuchawki z uszu.
- Idę trochę pobiegać. Ile mam przebiec kilometrów, żeby dostać nagrodę? - przygryzł wargi i się uśmiechnął.
- Haha, tyle żebym poczuła to wieczorem. - zaśmiałam się. On był taki uroczy...
Po tym jak Austin się oddalił i pobiegł brzegiem wody, podszedł do mnie Joe.
- Fajne słuchawki. - zaśmiał się, siadając na kocu obok mnie.
- Przepraszam, juz Ci je daję.
- Nie no, okej. Nic się nie stało. - odparł widząc moją zakłopotaną minę. - Ten twój ukochany to jakiś ideał, co?
Przytaknęłam i poprawiłam włosy. Po chwili, coś mnie tknęło i powiedziałam:
- Mam do Ciebie ogromna prośbę. Mogę powiedzieć Ci coś, czego nigdy nie powtórzysz? Zwariuję, jak się nie wyżalę. Błagam.
- Pewnie... ale o co chodzi? - patrzył na mnie, jakbym miała powiedzieć że kogoś zabiłam. Ale ja tak się czułam.
- Masz rację, on to ideał, a ja znam jeszcze buntownika który zawsze przychodzi w niewłaściwym momencie i psuje wszystko co tylko zrobię.
Chłopak spoważniał i zapytał:
- Czy ty go zdradziłaś? To ten kretyn?
- Jeżeli kretyn to Justin, to tak o niego mi chodzi. Właśnie nie wiem... to trudne.
- Okej, słuchaj nic mu nie powiem. Spokojnie, zbierz słowa i powiedz co się stało.
Joe był jedyną osoba, której mogłam to powiedzieć. Teraz lepiej się poznaliśmy i był przemiłym facetem, który ma podobne przeżycia jak ja. Oparłam głowę na jego ramieniu i zaczęłam opowiadać, co stało się w plażowym barku, włączając wontek o Ash i co wtedy czułam.
Chłopak był lekko zaszokowany, pewnie nie tyle mną co Ashley.
- Nie martw się. On... widzisz jaki jest; albo Ty, albo Ashley, niedługo pojawi się jeszcze jakaś. Wcale nie oferuje nic tak pewnego jak Austin, tak? Poza tym to Twoje chwile słabości, a nie jakaś miłość. Nie zadręczaj się tym, po prostu zerwij z nim kontakt.
- Bardzo, bardzo Ci dziękuję. Jesteś niesamowity. - przytuliłam go bardzo mocno. Nie wiem jak moja przyjaciółka mogła odepchnąć kogoś takiego.
- A Ashley... dzisiaj się widzimy na tym spektaklu... pogadam z nią. - oznajmił Joe.
- Pamiętaj, że możesz mi też wszystko powiedzieć, dobrze?
- Jasne. - nadal byliśmy w przyjacielskim uścisku.
Nagle zjawił się Austin, widząc jak się obściskujemy.
- Hej Księżniczko, masz jednego księcia z tego co pamiętam. - powiedział to żartem i usiadł obok popijając wodę.
- Spoko, w takim razie masz genialną księżniczkę. - zażartował Joe, a Austin objął mnie ramieniem.
- Nie za krótko? - zapytałam.
- Nie. Po prostu się stęskniłem.
Chłopak mnie pocałował w policzek, a Joe popatrzył na nas jak na dwa szczeniaczki.
- Koniec tych słodkości, niedługo sie zbieramy co? - przerwał nam Joe.
- Tak szybko?
- No niestety. Trzeba się przygotować na wieczorowy teatr. - odpowiedział mi Austin i zaczał składać nasze rzeczy. Dla mnie to było zdecydowanie za krótkie, ale chciałam się przyszykować i spędzic ten wieczór cudownie. Vanessa i Nick cały czas surfowali, uśmiechając sie czule do siebie. Van chyba po raz pierwszy polubiła jakiś sport! Nick musiał nieźle na nią działać. Ja, Austin iJoe weszliśmy do hotelowego hall'u. Na główmnym zegarze, widniała godzina 16:30. Rzeczywiście, jak przedstawienie miało być na 19:00, a mielismy nadal jedną łazienkę, to była najwyższa pora do zaczęcia przygotowań. W szafie znalazłam czerwona sukienkę. Idealna - pomyślałam i położyłam ją na łóżku. Austin miał dylemat, dlatego postanowiłam mu pomóc przy wybiorze ubioru.
- No i co? W krótkim rękawku nie pójdziesz. - zaczęłam.
- Dlaczego?
- Bo ja zakładam czerwona sukienkę. Idziemy tam razem, tak?
Joe zaczął się smiać i odłożył na stół już przygotowany garnitur.
- Bierz przykład z kolegi. - dorzuciłam i odeszłam, nie akceptując tego, że mój chłopak chciał się ubrać nawet w połowie nie tak dobrze jak Joe. Chłopcy wymienili spojrzenia, a Joe poczuł sie najwyraźniej wyróżniony, bo uśmiech nie schodził mu z twarzy.
* godzinę później*
Wyszłam, mając już pomalowane na czerwono usta i mocno podkreślone, czarne oczy.
"Moja obstawa" w garniturach, wyglądała przy mnie genialnie. Nasze miejsca były gotowe. Van i Nick doszli właściwie minutę po nas, również elegancko ubrani. Musieliśmy jeszcze czekać na Ash. Miała ona jeszcze czas, bo spektakl miał sie zacząć za 15 minut. Wyciągnęłam telefon. Miałam nieodebrana jedną wiadomość od Justina. Wysłał mi on tyle emotkę papierosa i czerwonych ust, oraz dopisał " Czekam w łazience na pierwszym piętrze. Może masz ochotę?"
Szybko odpisałam: "Nie. Nie mam ochoty teraz, jutro i za tydzień. Mieliśmy być tylko przyjaciółmi, nie pokazuj mi sie więcej na oczy". Na odpowiedź czekałam chyba 20 sekund.
" Mylisz się. Dobrze wiem, że masz ochotę. Znam Cie lepiej niż myślisz, z każdym dniem chce Cie bardziej. xx". Zgasiłam ekran bo mój chłopak juz chciał zobaczyć co ja takiego piszę, gdy zaraz ma się wszystko zacząć. Przęłknełam ślinę. On miał rację.
- Patrzcie! Tam, to Vanessa na desce!
Szybko się odwróciliśmy i rzeczywiście ujrzeliśmy Van, pływającą na sprzęcie Nick'a.
Austin szybko się odwrócił i miał już wyjść z wody, gdy złapałam go i zapytałam:
- Powiesz mi, co się tam stało?
- Nie.
- Mamy byc szczerzy, tak? - odparłam, niestety mówiąc coś czego ja nie przestrzegałam.
- Tak, ale... no dobra, po prostu Vanessa ma niezły tupet. Wróciła do czegoś co było, tak? To mnie nadal boli. - odpowiedział z trudem, po czym złapał moją rękę.
No tak... genialnie, że dopiero teraz doszło do mnie co zrobiłam. On nadal się przejmuje czymś co mu wybaczyłam, a ja ukrywam tyle rzeczy... mocno go przytuliłam i razem wyszliśmy z wody.
Napiłam się wody, wzięłam słuchawki Joe'go i położyłam się na słońcu.
Było tak ciepło... to był genialny pomysł, chwila relaksu i od razu czułam się jak nowo narodzona. Nadal czułam dym w mojej buzi, z każdą sekundą nie mogłam sobie tego wybaczyć. Ten pocałunek nie mógł mieć miejsca, a jednak nie dość, że był to mi się podobał. To nie dawało mi spokoju, nie mogłam tego powiedzieć mojemu chłopakowi czyli byłam sama z problemem. Austin mnie lekko szturchnął, więc wyjęłam słuchawki z uszu.
- Idę trochę pobiegać. Ile mam przebiec kilometrów, żeby dostać nagrodę? - przygryzł wargi i się uśmiechnął.
- Haha, tyle żebym poczuła to wieczorem. - zaśmiałam się. On był taki uroczy...
Po tym jak Austin się oddalił i pobiegł brzegiem wody, podszedł do mnie Joe.
- Fajne słuchawki. - zaśmiał się, siadając na kocu obok mnie.
- Przepraszam, juz Ci je daję.
- Nie no, okej. Nic się nie stało. - odparł widząc moją zakłopotaną minę. - Ten twój ukochany to jakiś ideał, co?
Przytaknęłam i poprawiłam włosy. Po chwili, coś mnie tknęło i powiedziałam:
- Mam do Ciebie ogromna prośbę. Mogę powiedzieć Ci coś, czego nigdy nie powtórzysz? Zwariuję, jak się nie wyżalę. Błagam.
- Pewnie... ale o co chodzi? - patrzył na mnie, jakbym miała powiedzieć że kogoś zabiłam. Ale ja tak się czułam.
- Masz rację, on to ideał, a ja znam jeszcze buntownika który zawsze przychodzi w niewłaściwym momencie i psuje wszystko co tylko zrobię.
Chłopak spoważniał i zapytał:
- Czy ty go zdradziłaś? To ten kretyn?
- Jeżeli kretyn to Justin, to tak o niego mi chodzi. Właśnie nie wiem... to trudne.
- Okej, słuchaj nic mu nie powiem. Spokojnie, zbierz słowa i powiedz co się stało.
Joe był jedyną osoba, której mogłam to powiedzieć. Teraz lepiej się poznaliśmy i był przemiłym facetem, który ma podobne przeżycia jak ja. Oparłam głowę na jego ramieniu i zaczęłam opowiadać, co stało się w plażowym barku, włączając wontek o Ash i co wtedy czułam.
Chłopak był lekko zaszokowany, pewnie nie tyle mną co Ashley.
- Nie martw się. On... widzisz jaki jest; albo Ty, albo Ashley, niedługo pojawi się jeszcze jakaś. Wcale nie oferuje nic tak pewnego jak Austin, tak? Poza tym to Twoje chwile słabości, a nie jakaś miłość. Nie zadręczaj się tym, po prostu zerwij z nim kontakt.
- Bardzo, bardzo Ci dziękuję. Jesteś niesamowity. - przytuliłam go bardzo mocno. Nie wiem jak moja przyjaciółka mogła odepchnąć kogoś takiego.
- A Ashley... dzisiaj się widzimy na tym spektaklu... pogadam z nią. - oznajmił Joe.
- Pamiętaj, że możesz mi też wszystko powiedzieć, dobrze?
- Jasne. - nadal byliśmy w przyjacielskim uścisku.
Nagle zjawił się Austin, widząc jak się obściskujemy.
- Hej Księżniczko, masz jednego księcia z tego co pamiętam. - powiedział to żartem i usiadł obok popijając wodę.
- Spoko, w takim razie masz genialną księżniczkę. - zażartował Joe, a Austin objął mnie ramieniem.
- Nie za krótko? - zapytałam.
- Nie. Po prostu się stęskniłem.
Chłopak mnie pocałował w policzek, a Joe popatrzył na nas jak na dwa szczeniaczki.
- Koniec tych słodkości, niedługo sie zbieramy co? - przerwał nam Joe.
- Tak szybko?
- No niestety. Trzeba się przygotować na wieczorowy teatr. - odpowiedział mi Austin i zaczał składać nasze rzeczy. Dla mnie to było zdecydowanie za krótkie, ale chciałam się przyszykować i spędzic ten wieczór cudownie. Vanessa i Nick cały czas surfowali, uśmiechając sie czule do siebie. Van chyba po raz pierwszy polubiła jakiś sport! Nick musiał nieźle na nią działać. Ja, Austin iJoe weszliśmy do hotelowego hall'u. Na główmnym zegarze, widniała godzina 16:30. Rzeczywiście, jak przedstawienie miało być na 19:00, a mielismy nadal jedną łazienkę, to była najwyższa pora do zaczęcia przygotowań. W szafie znalazłam czerwona sukienkę. Idealna - pomyślałam i położyłam ją na łóżku. Austin miał dylemat, dlatego postanowiłam mu pomóc przy wybiorze ubioru.
- No i co? W krótkim rękawku nie pójdziesz. - zaczęłam.
- Dlaczego?
- Bo ja zakładam czerwona sukienkę. Idziemy tam razem, tak?
Joe zaczął się smiać i odłożył na stół już przygotowany garnitur.
- Bierz przykład z kolegi. - dorzuciłam i odeszłam, nie akceptując tego, że mój chłopak chciał się ubrać nawet w połowie nie tak dobrze jak Joe. Chłopcy wymienili spojrzenia, a Joe poczuł sie najwyraźniej wyróżniony, bo uśmiech nie schodził mu z twarzy.
* godzinę później*
Wyszłam, mając już pomalowane na czerwono usta i mocno podkreślone, czarne oczy.
"Moja obstawa" w garniturach, wyglądała przy mnie genialnie. Nasze miejsca były gotowe. Van i Nick doszli właściwie minutę po nas, również elegancko ubrani. Musieliśmy jeszcze czekać na Ash. Miała ona jeszcze czas, bo spektakl miał sie zacząć za 15 minut. Wyciągnęłam telefon. Miałam nieodebrana jedną wiadomość od Justina. Wysłał mi on tyle emotkę papierosa i czerwonych ust, oraz dopisał " Czekam w łazience na pierwszym piętrze. Może masz ochotę?"
Szybko odpisałam: "Nie. Nie mam ochoty teraz, jutro i za tydzień. Mieliśmy być tylko przyjaciółmi, nie pokazuj mi sie więcej na oczy". Na odpowiedź czekałam chyba 20 sekund.
" Mylisz się. Dobrze wiem, że masz ochotę. Znam Cie lepiej niż myślisz, z każdym dniem chce Cie bardziej. xx". Zgasiłam ekran bo mój chłopak juz chciał zobaczyć co ja takiego piszę, gdy zaraz ma się wszystko zacząć. Przęłknełam ślinę. On miał rację.
niedziela, 13 kwietnia 2014
Rozdział XXIII
Siedziała tam Ashely. Obydwoje trzymali sie za ręce, a dziewczyna co chwile pochyliła głowę ze śmiechu. Co to miało znaczyć? On dawał jej taka nadzieje... Albo okłamywal mnie. Gdy juz chciałam po cichu podejść tylko po butelkę wody, Ash wstała i wyszła. Podeszłam do lady i usiadłam na miejscu, w którym siedziała moja przyjaciółka.
- powiesz mi o co chodzi?
- ale co sie stało? - powiedział zdziwiony, popijając jakiś alkohol.
- no... Ponoć ja sie tylko liczę... - nie wiedziałam jak to powiedzieć.
- bo tak jest. Tylko ja nie stanowie dla ciebie chociaż małej części. - powiedział poważnie, na chwile wprowadzając ciszę. Poza tym teraz jest juz coraz lepiej, jeżeli chodzi o mnie i Ashley - dodał po chwili.
- cieszę sie. - skłamalam, sztucznie sie uśmiechając. Byłam zazdrosna, tylko nie wiem dlaczego.
- nie odpisalas mi na sms'a. -stwierdził, jednocześnie domagając sie odpowiedzi.
- bateria mi juz padała. Przepraszam.
Znowu zapadła cisza. W tym czasie poprosiłam o wodę. Gdy kelnerka przyniosła mi 3, zimne butelki a ja wstałam właściwie z niezadowolona mina, wstał rownież Justin i zatrzymując, zaproponował papierosa.
- ja nigdy...
- oj przestań. Chodź, tam nikt nie zobaczy ze zapalimy jednego czy dwa. - pokazał mi kącik, a ja wzięłam jednego skręta z jego ręki. Podeszliśmy do cichego, zaciemnionego miejsca. Justin podpalił mi papierosa, po czym nachylil swojego nad plomykiem złotej zapalniczki.
Mocno sie zaciągnęłam, następnie wypuszczając dym na twarz chłopaka. Bardzo mi sie podobało, dlatego ponowilam czynność. Delikatnie oproszylam i kontynuowalam. Justin zaczął puszczać kółeczka z dymu, a ja sięgnęłam do jego kieszeni, chcąc zapalić jeszcze jednego.
- nie szalej, kochanie. - powiedział.
- nie dramatyzuj.
Justin podpalił mi następnego, byłam w jakimś transie, co chwile nabieralam dymu do ust.
Było mi z tym dobrze, bo nie byłam sama. Nikt nas nie widział, co tez pomagało mi sie nie stresowac. Justin włożył mi swojego skręta do mojej buzi. Miałam teraz dwa papierosy. Tak, ja. Przeciwczyni palenia. Ale to mi sie tak cholernie podobało...
Chłopak złapał mnie w talii, po czym wyciągając papierosy z buzi, delikatnie dotknął moich ust swoimi. Nie wiem co sie ze mną działo, nie wiem czemu tak dobrze sie czułam wdychajac ten dym i co gorsze... Czując pocałunek Jussa. Szybko sie od niego oderwalam, po czym wyszłam, rzucając cygaretki na ziemie i biorąc wodę. Jak zwykle. Mieliśmy TYLKO palić... On mnie tak denerwował...
W połowie drogi zobaczyłam idącego w moja stronę Austina.
- gdzie ty sie podziwiałas?
- przepraszam, musiałam do toalety, a była chyba kilometrowa kolejka. - odparłam, przytulając chłopaka.
- ty paliłas? -zapytał, czując wyraźnie zapach dymu.
- no coś ty! W tej knajpie po prostu każdy pali. Chodźmy. - ucielam temat, wracając na koce. Vanessa przy brzegu obserwowała Nicka, który surfowal. Widzieliśmy z Austinem jak co chwile przygryza wargi. Oni naprawdę myśleli, ze my nic nie widzimy. Joe leżał na niebieskim rzeczniku, słuchając jakiejś muzyki. Rzeczywiście, czuć było ode mnie papierosami, dlatego zaproponowałam kąpiel w morzu. Joe od razu sie zerwał na równe nogi. Austin popatrzył, ze Vanessa nie ma ochoty na kąpiel, wiec poszedł z nami. Poczułam zimna wodę.
- powiesz mi o co chodzi?
- ale co sie stało? - powiedział zdziwiony, popijając jakiś alkohol.
- no... Ponoć ja sie tylko liczę... - nie wiedziałam jak to powiedzieć.
- bo tak jest. Tylko ja nie stanowie dla ciebie chociaż małej części. - powiedział poważnie, na chwile wprowadzając ciszę. Poza tym teraz jest juz coraz lepiej, jeżeli chodzi o mnie i Ashley - dodał po chwili.
- cieszę sie. - skłamalam, sztucznie sie uśmiechając. Byłam zazdrosna, tylko nie wiem dlaczego.
- nie odpisalas mi na sms'a. -stwierdził, jednocześnie domagając sie odpowiedzi.
- bateria mi juz padała. Przepraszam.
Znowu zapadła cisza. W tym czasie poprosiłam o wodę. Gdy kelnerka przyniosła mi 3, zimne butelki a ja wstałam właściwie z niezadowolona mina, wstał rownież Justin i zatrzymując, zaproponował papierosa.
- ja nigdy...
- oj przestań. Chodź, tam nikt nie zobaczy ze zapalimy jednego czy dwa. - pokazał mi kącik, a ja wzięłam jednego skręta z jego ręki. Podeszliśmy do cichego, zaciemnionego miejsca. Justin podpalił mi papierosa, po czym nachylil swojego nad plomykiem złotej zapalniczki.
Mocno sie zaciągnęłam, następnie wypuszczając dym na twarz chłopaka. Bardzo mi sie podobało, dlatego ponowilam czynność. Delikatnie oproszylam i kontynuowalam. Justin zaczął puszczać kółeczka z dymu, a ja sięgnęłam do jego kieszeni, chcąc zapalić jeszcze jednego.
- nie szalej, kochanie. - powiedział.
- nie dramatyzuj.
Justin podpalił mi następnego, byłam w jakimś transie, co chwile nabieralam dymu do ust.
Było mi z tym dobrze, bo nie byłam sama. Nikt nas nie widział, co tez pomagało mi sie nie stresowac. Justin włożył mi swojego skręta do mojej buzi. Miałam teraz dwa papierosy. Tak, ja. Przeciwczyni palenia. Ale to mi sie tak cholernie podobało...
Chłopak złapał mnie w talii, po czym wyciągając papierosy z buzi, delikatnie dotknął moich ust swoimi. Nie wiem co sie ze mną działo, nie wiem czemu tak dobrze sie czułam wdychajac ten dym i co gorsze... Czując pocałunek Jussa. Szybko sie od niego oderwalam, po czym wyszłam, rzucając cygaretki na ziemie i biorąc wodę. Jak zwykle. Mieliśmy TYLKO palić... On mnie tak denerwował...
W połowie drogi zobaczyłam idącego w moja stronę Austina.
- gdzie ty sie podziwiałas?
- przepraszam, musiałam do toalety, a była chyba kilometrowa kolejka. - odparłam, przytulając chłopaka.
- ty paliłas? -zapytał, czując wyraźnie zapach dymu.
- no coś ty! W tej knajpie po prostu każdy pali. Chodźmy. - ucielam temat, wracając na koce. Vanessa przy brzegu obserwowała Nicka, który surfowal. Widzieliśmy z Austinem jak co chwile przygryza wargi. Oni naprawdę myśleli, ze my nic nie widzimy. Joe leżał na niebieskim rzeczniku, słuchając jakiejś muzyki. Rzeczywiście, czuć było ode mnie papierosami, dlatego zaproponowałam kąpiel w morzu. Joe od razu sie zerwał na równe nogi. Austin popatrzył, ze Vanessa nie ma ochoty na kąpiel, wiec poszedł z nami. Poczułam zimna wodę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)