Moim oczom ukazują sie zwykłe, smaczne kanapki. Wyobrażam sobie, co by zrobił Justin, ale od razu odganiam te myśli. Koniec. Nie mogę o nim myśleć.
- O jejku, dziękuję! - mówie słodkim głosem i siadam przy stole.
- Nie ma za co. Chcesz herbatę? - pyta i uśmiecha się, widząc jak łapczywie jem to, co przyrządził. Byłam strasznie głodna.
- Tak, jasne.
- Więc... spotykasz się z Justinem, czy własnie zerwaliście? - widziałam jak niepewnie zadaje mi pytanie. Myslę, że chciał wiedziec na czym stoi, czy możemy pozwolić sobie na cos więcej. Lekko się zaczerwieniam, ale jednoczesnie cieszę na myśl, że to nie ja będę musiała poruszać ten temat.
- Znaczy... to skomplikowane... Nie wytrzymuje z jego nawykami, teraz mocno sie pokłócilismy i to ko... nie chce, żeby to był koniec ale tak to wygląda. - plącze się, nie chcąc go zawiesć. Nie wiedziałam, czego ode mnie oczekuje.
- Rozumiem. Mam dokłądnie tak samo ze swoją dziewczyną.
Co? Dziewczyną? To on jest w związku? Malutkie ukłucie zazdrości przepływa przez mój organizm. Cóż, będziemy mieli jakies tematy do rozmowy.
- Och, przykro mi. - to jedyne co moge powiedzieć.
- Nie, nie ma sprawy. - popija kanapkę gorącym napojem.
Rozmawialiśmy tak jeszcze przez dobre pół godziny. Już wiem czemu Harry ma kłopoty z Alicie i ich związek jest niestabilny. Chłopak poznał równiez moją historię, dał mi nawet kilka cennych rad. To było przyjemne, sami śmialismy się z tego, co nam się przytrafiło i nie myśleliśmy o czasie.
***
- Chcesz jakies koce? - pyta mnie, gdy jestem juz przebrana w piżamę i właściwie gotowa do snu.
- Nie, nie. Dziękuję, mam tutaj pościel. - usmiecham się. Harry jest naprawdę miły.
- Ok, to dobranoc.
- Czekaj. - mówię, gdy chce już zamknać drzwi i pójść do swojego pokoju.
- Tak?
- Co zrobić, jeżeli do mnie pisze i pisze? - pytam, nie wiedząc co zrobić z tym głupim telefonem.
- Może przeczytać chociaż jedna wiadomosć? - jego usmiech jest teraz perfekcyjny.
- Dziękuję. - mówię i go przytulam. Jego ręka również mnie obejmuje i czuje jak dłonią gładzi moje plecy.
- Nie ma za co. - szepcze i odchodzi, delikatnie całując mnie w czoło.
Wow, nie znałam go od tej strony. Jaki by nie był, pomógł mi, a teraz chce nawet przeczytać to, co napisał Juss. A przynajmniej małą część.
Kłade sie na łóżku i odblokowywuje telefon. Klikam na wszystko, co otrzymałam od Justina, a liczba wiadomości, czyli 365 mnie przeraża.
' Wiem, że nie odpiszesz. Powiedz chociaż, gdzie jesteś..."
" Przepraszam. Przepraszam za wszystko, pozwól to sobie wyłumaczyć'
' Ona miała problemy, nie oceniaj tego tak, jak to wygląda. Kocham Cie."
'Nie dałem Ci przykładu na lotnisku, kiedy pocałowałem Ciebie? Chcę to robic do końca mojego zycia, jeżeli ma Cie to upewnić'
'Porozmawiajmy. Nie wiem, jak przekonać Cie do spotkania'
Nie, nie moge tego czytać. Czuję jak łzy zbierają mi się w oczach, ale nic nie pisze. To tylko tak wygląda, on nie może tak naprawiać wszystkiego. Gasze światło, ignoruje kolejne sms'y i próbuję zasnąć. Widzę Justina i Ashley trzymających się za ręce, co chwilę przelatują mi przez głowę słowa chłopaka, widzę nawet te wiadomości. Przewracam się z boku na bok nie mogąc usnać. To nie moja wina, że widzę ich ciągle razem, gdyby do niej nie poszedł nie było by tego i leżałabym u jego boku. To jego wina.
Po godzinie próby usnięcia nie wytrzymuje i wstaje. Cicho otwieram drzwi i udaję się do kuchni. Nalewam wody do szklanki i patrze na zegarek. Co? Jest juz 2 w nocy?
Wnioskuję, że chyba juz dzisiaj nie zasnę i popijając wodę staram sie uspokoić.
Siadam i głęboko oddycham, powtarzając sobie słowa Joego: musze go zostawić.
Muszę zapomnieć, chociaż nie wiem jakbym bardzo go kochała.
Gdy chce wrócić do łóżka, widzę że w pokoju mojego tymczasowego lokatora pali się mała lampka. On tez nie może zasnąć? Podchodzę i pukam, aby upewnic się czy mogę do niego wejsć.
- Tak? - słyszę jego głos.
- To ja... nie moge spać. - czuje się jak pięcioletnie dziecko. Boże, po co ja pukałam.
- Ja też. Chcesz może pogadać? - pyta, a ja niepewnie podchodze do łóżka.
Widze jego uśmiech, więc kłade sie obok niego. Jest tu znacznie wygodniej i jest mi jakoś łatwiej oderwać sie od wizji Jussa i Ash, którzy sa razem. Tego było mi trzeba.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz