wtorek, 13 maja 2014

Rozdział XXXXIII

Joe nie zwracał na mnie uwagi i szedł dalej. Przestałam wołać, gdy usłyszałam zanikające się drzwi. Momentalnie z moich oczu wypłynęły łzy i weszłam do środka mieszkania spowrotem. 
- Justin, po co to robiłeś... - zaczęłam i usiadłam na kanapie, tam gdzie przed chwila siedział  mój przyjaciel. 
- Nie słyszałaś co z głupoty gadał? Miałem tak o, kontynuować kiedy jest zupełnie inaczej? - od razu podniósł głos. 
- Tak, znaczy... Przepraszam. To jest mój najlepszy przyjaciel, naprawdę mi pomógł. 
- Rozumiem, ale przyznasz ze przesadził. - odpowiedział i usiadł obok mnie. 
- Wszyscy sa przeciwko mnie. Czy to sa moi przyjaciele? Tej coś się nie podoba, ta się zakochała... - zaczęłam wyładowywać emocje i rozszerzać moja wypowiedź coraz bardziej. 
- Najważniejsze jest to, co my czujemy, nie przejmuj sie nim, z czasem będzie lepiej. Twoja mama już inaczej na to patrzy... Myślę, ze Nick tez nie będzie miał nic przeciwko. Tak? - popatrzył mi w oczy. 
- Racja. 
Chłopak mnie przytulil, a ja otarłam łzy delikatnie sie uśmiechając. 
Nagle dostałam wiadomość od Vanessy. Przeczytałam pierwsza linijkę, Takiego sms'a nie spodziewałabym sie w ogóle, tymbardziej od mojej szalonej przyjaciółki. Tak sie zdziwiłam, ze wypuściłam telefon z ręki. 
- Co jest? - zapytał Juss. 
- Vanessa... 
- Van?! Coś sie stało? - zmartwił sie, wiedząc ze dotyczy to jego przyjaciółki.
- Nie... ona... Bierze ślub. 
On złapał się za głowę a ja zaczęłam sie śmiać. Vanessa i ślub? Nie wierze. 
- Ale jak to? Teraz? Z Nickiem? - zadawał duzo pytań, wyraźnie zaszokowany.
- No zobacz. - wręczyłam mu telefon. 
Mój chłopak wczytał się w treść i nie wiem dlaczego, zaczął się śmiać w niebogłosy.
-To urodziny Nicka, nie żaden ślub. Czytaj chociaż trochę ze zrozumieniem. - pokazał mi dopisek, który rzeczywiście mówił o imprezie w klubie, a "Ślub" był tytlko tematyką. 
Tylko ja mogłam przeinaczyć urodziny w ślub.
- Czyli czekaj... jest to impreza urodzinowa, o tematyce ślubnej w tym nowym klubie przy Fright'a, tak? - zapytałam, mając już mętlik w głowie.
- Dokładnie. O 18, jutro. 
- Jutro? - krzyknęłam dziwiona. O takich większych imprezach powiadamia się troche wcześniej... - przecież moja mama mnie zabije, jak dowie się że znowu gdzieś baluję po nocach. 
- Oj przestań. Mamy większy problem. Suknia. Masz jakąś elegancką? - usmiechnał się, a ja przytaknęłam.
W sumie, to nie dużo się pomyliłam bo kto normalny organizuje impreze, która ma odzwierciedlać prawdziwy ślub? Wtedy Nick bedzie panem młodym, a Vanessa Panną młodą. Nie mogłam powstrzytmać się od śmiechu. 
- Masz teraz mokrą kanapę i mokrą dziewczyne... to co robimy? - powiedziałam, zmieniając temet.
- Dziewczyna nie taka mokra, kanapę sie wytrze... a teraz pójdziemy do kawiarni. Pogoda jest beznadziejna, co Ty na to? 
- Jasne! - wstałam i narzuciłam kurtkę. 
Wyszliśmy, zamknęliśmy drzwi i zeszliśmy po schodach. Pogoda była  rzeczywiście idealna na gorącą kawę, szczególnie że było mi zimno od tej mokrej bluzki. Przeszliśmy przez dosłownie trzy ulice, mocno trzymając sie za ręce i znaleźliśmy się w Starbucks'ie. 
- To tutaj jest Starbucks? - zdziwiłam się, nie znając tego osiedla.
- Tak. Usiądź tam a ja cos zamówię. 
Ściągnęłam kurtkę, usiadłam przy stoliku i rozglądając się po tym wielkim pomieszczeniu oczekiwałam na mój gorący napój. Wszędzie były obrazy, przedstwiające ziarna kawowca, lub filiżanki. Wszędzie pachniało kawą, było pełno ludzi. 
- Uważaj, bo jest gorąca. Mam nadzieje, że lubisz wanilię. - Justin postawił po chwili kubek na stoliku i usiadł naprzeciwko mnie.
- Wanilię? Uwielbiam. - powąchałam kawę i napiłam się odrobinkę, juz czując wspaniały smak. 
- Wiesz... mam ci coś do powiedzenia. - zaczął.
- Dawaj. - usmiechnełam się i spojrzałąm na niego.
- Chciałbym żebyśmy wylecieli do Anglii. Nie na stałe, na 2 tygodniee, miesiąc... 
- Musiałabym porozmawiać z rodzicami... też bardzo bym chciała, ale nie wiem czy to się uda w najbliższym czasie. 
Rozmowę przerwali nam Vanessa i Nick, wchodząc i od razu nas zauważając. 
- Cześć gołąbeczki. Dostaliście wiadomość? Aj, najpierw się przebiorę. Możemy się dosiąść? - pewne rzeczy się nie zmieniły i chyba nigdy nie podlegną zmianie - Van jest roztargnięta i lubi gadać. 
- Jasne, nie ma problemu. - odpowiedział Justin, dostawiając dwa krzesła i ponownie siadając na swoim miejscu.
Gdy już wszyscy siedzieliśmy razem, rozpoczął się temat imprezy urodzinowej.
- Dlaczego akurat taka tematyka? Nie do końca kojarzy mi się z urodzinami. - zapytałam, jednoczenie stwierdzając fakt. No bo komu ślub kojarzy się z urodzinami? 

- Mieszkamy razem... już od dawna się znamy... kto wie jak to będzie. Poza tym, Nick to wymyślił, nie ja. - odparła Van, z wyraźnym usmiechem na ustach. 
- Mam nadziję, że nie macie nic przeciwko temu że pójdziemy tam razem? - zapytał Justin.
- Nie no, skąd! Nie mogłam Ci wysłać jakiejś informacji, bo nie miałam Twojego numeru. Ale jestes bardzo mile widzianym gościem. 
Zaczęliśmy rozmawiać, żartować... tego mi ostatnio brakowało. W końcu mam moją przyjaciółkę na wyłączność. Jeszcze Justin był jej znajomym, nie miała nic przeciwko "nam". 
- To co? Teraz coś mocniejszego? - zaproponował mój chłopak. 
Wiedziałam, że to zrobi. Na szczęście mogłam coś wziąć, a oni myśleli że moja wilgotna koszulka to sprawa deszczu. Vanessa zamówiła coś strasznie mocnego, Nick pozostał przy klasycznym kieliszku wódki, z reszta tak jak ja. Justin wybrał z karty jakiegoś drinka i nadal siedzieliśmy, gadając o tak nie istotnych rzeczach, że z połowy sie śmialiśmy. 
Juss i Vanessa wyszli na zewnątrz zapalić, ja jakos nie miałam ochoty. Wolałam palić z nim. Tylko i wyłącznie. Nick nie bawił się najlepiej, wiedziałam że ma coś do mojego chłopaka. 
- Nie zaraziłeś się jeszcze paleniem od Vanessy? - zapytałam go, przerywając niezręczną ciszę.
- Nie. Jeszcze nie, bo ona jest istnym diabłem. - zaśmiał się. - pewnie jest teraz zachwycona, że nie musi tam sama sterczeć. - dodał, a ja popatrzyłam na tą dwójkę, stojącą za drzwiami. 
Przez chwile nawet chciałam tam pójść, ale zostawiając Nicka czułabym sie dziwnie. Chłopak dopił resztkę wódki i odszedł, aby gdzieś zadzwonił. Najwyraźniej nie miał takiego charakteru jak ja i nie miał z tym problemu. Kelnerki co chwilę prosiły klientów do odbioru ich zamówień, a ja nadal czekałam na Justina. Ile można palić? Nagle przyszedł do mnie sms. Czyżby wszystkie dzisiejsze wiadomości mają mnie dzisiaj zaskakiwać? 

DZIEKUJĘ WAM ZA PONAD 500 WYSWIETLEŃ, JESTEŚCIE CUDOWNI :) 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz