sobota, 10 maja 2014

Rozdział XXXXII

Poszłam potem prosto do domu. Mojej mamy nie było, taty tak samo. Pewnie niedługo wrócą. Miałam trochę wyrzutów sumienia, ze tak ich potraktowałam. Ale inaczej sie nie dało.  
Musiałam posprzątać, zrobić zakupy z listy i nauczyć sie na sprawdzian. Nie wspominam oczywiście o zadaniu domowym, bo całkowicie bym sie załamała. Ponakupowalam tych rożnych rzeczy w pobliskim sklepiku. Mama głownie chciała półprodukty na obiad, wiec nie było to zbyt skomplikowane. Gdy mając już wszystko podeszłam do kasy, zobaczyłam obok Vanesse.
- Hej kochana! - zaczęłam. 
- Ooo... Cześć! - uśmiechnęła sie, zdziwiona naszym spotkaniem.
- Jak tam u Was? 
- Bardzo dobrze. Nie pamietam kiedy ostatnio byłam na imprezie! - odparła, pakując jeszcze jakieś batoniki do wózka wypełnionego po brzegi.
- Szykuje sie jakaś kolacja? - zapytałam, patrząc na jej zakupy.
- Taak. Może wpadniecie z Austinem? 
Jejku, ona o niczym nadal nie wiedziała. Wtedy zrozumiałam, jak dawno nie rozmawialysmy. 
- My już nie jesteśmy razem. Spotykam sie z Justinem. Długa, skomplikowana historia, na jakiś babski wieczór. Tak samo Joe i Ashley...
- Tak, słyszałam o Ash. Przykro mi... Na pewno sie niedługo spotkamy. Teraz przepraszam, ale musze zamykać. Nick pewnie sie martwi. Pa! 
Pomachalam jej i zapłaciłam. Wróciłam do domu, rozpoczęlam naukę. Wyciągnęłam zeszyty, otworzyłam podręczniki i wyczytałam sie w kolejny nudny temat dotyczący potęg matematycznych. Jak ja tego nienawidzę. Za oknem robiło sie coraz ciemniej, nie wiedziałam ze czytając, czas tak szybko płynie. Może dlatego, ze rzadko czytałam. Ale i tak moje oceny były znacznie lepsze. Trochę ćwiczeń i każdy może dostać 4. 
Na zegarku była 16:30, wiec szybko założyłam inna bluzkę i narzucilam bluzę. Wsiadłam do autobusu i podjechalam na przystanek niedaleko domu Jussa. Przeszłam przez pare starych bloków, minęłam sklep i znalazłam sie pod jego wejściem na klatkę. Justin mnie wpuścił i po chwili znalazłam sie w jego mieszkaniu. Była 17, wiec moja punktualność mnie nie zawiodła. 
- Chcesz coś do picia? Sok, herbata, wódka? - zaproponował. 
- Wódka. Zdecydowanie. 
- Jak cię poznałem, nie wiedziałem ze będziesz taka fanka niezdrowych czynności. - uśmiechnął sie i postawił butelkę alkoholu na stole. 
- No widzisz. - narazie nie chciałam być dla niego zbyt miła.
Nastała cisza. Chłopak złapał mnie za dłoń i powiedział:
- Wiem, czujesz sie okropnie. Ale możemy już zachowywać sie normalnie? Przepraszam. 
- Dobrze. Wszystko wróci do normy, ale tylko pod jednym warunkiem. Zerwiesz z Ashley wszelkie kontakty. - popatrzyłam surowo.
Chłopak przytaknal, wziął butelkę i nachylil sie nade mną. Patrzyłam na niego wielkimi oczami gdy Zaczął mnie polewać alkoholem. Pół butelki zostało wylane, a ja byłam już cała mokra. Zaczęłam sie śmiać. 
- Teraz trzeba Cię chyba rozebrać, w takich mokrych ubraniach? Po domu? - uśmiechnął sie, ściągnął ze mnie bluzę i zaczął całować. Odwzajemnielam jego pocałunki, mocno go obejmując. Justin delikatnie położył mnie na kanapie. Ściągnęłam z niego koszulkę. Nagle, zadzwonił dzwonek do drzwi. Zacisnelam pięści, zaklinajac osobę która przerwała mi takie piękne przeprosiny. Justin podszedł do drzwi, a ja schowalam sie za ściana, nie wiedząc kogo mam sie spodziewać. W progu drzwi stanął Joe. Powitał Jussa, rozglądał sie po mieszkaniu, lecz ja Nadal nie wychodziłam z mojego ukrycia. Serce mocno mi biło, oddychalam szybko i bałam sie co będzie dalej. Moj przyjaciel rozłożył sie na lekko mokrej od wódki kanapie i patrząc na stół z pół pełna butelka alkoholu i paczka papierosów, rozpoczął rozmowę.
- Wiec moja była dziewczyna woli to ode mnie? Jak ja mogłem sie tak pomylić...
- Ja i Ashley nawet sie nie kolegujemy, wiec nie wiem skąd ta uwaga. - zachował spokój i kontynuował. 
- Tak, słyszałem. Ponoć spotykasz sie z Selena... Ona jest mądra. Zaraz wróci do Austina, na którego naprawdę zasługuje. - rzucił ostro. 
Justin uśmiechnął sie z pogarda.
- Selena? Podejdz tu na chwile? - pokazał ręka, abym podeszła. 
Zrobiłam pare kroków, niepewnie starając po drewnianej podłodze. Stanęłam przed obojgiem i popatrzyłam na mojego ukochanego, myśląc ze to zmniejszy moj smutek. Moje włosy były mokre, moja koszulka uciekała alkoholem. Usta były czerwone, ubrania pogiete. Bluza leżała obok Joe'go, a Justin siedział bez koszulki nadal patrząc sie na naszego gościa. 
Joe popatrzył na mnie, jakbym właśnie była wyprowadzana przez policję. Nawet głupi by sie domyślil, co robiliśmy. Chłopak wyszedł, mocno trzaskają drzwiami, a ja tylko krzyczałam aby wrócił, gdy już zbiegal po schodach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz