Joe wyszedł przed drzwi i zaczął wołać, żebym wróciła. Nie obchodzilio mnie to. Nikt mnie nie obchodził poza Justinem. Czy naprawdę tyle osób tym ranie? Wróciłam do domu. Usiadłam na moim łóżku, mając świadomość ze aktualnie nikt nie akceptuje mojego związku. Ani rodzice, ani najlepsi "przyjaciele". Nadal jednak sie nie poddawalam, widząc wiadomość od mojego ukochanego z pozdrowieniami z Londynu i ciepłymi buziakami.
Nie miał najlepszego zasięgu, dlatego rzadko do siebie pisaliśmy.
Zaczęłam sie bawić telefonem, wchodząc na Facebooka i przeglądając zdjęcia. Stwierdziłam, ze zobaczę czy Justin nie dodał czegoś na instagrama. Po wejściu na jego profil ujrzałalam fotkę, zrobiona przy jakimś starym pomniku. Wszystko byłoby okej gdyby mój chłopak nie obejmował jakiejś dziewczyny, która patrzyła sie w obiektyw słodkim wzrokiem. Przeczytałam tez opis: " niesamowity czas z @ariel23, dziekuje Kochana :) " Byłam w szoku. Joe miał racje? Oni wszyscy mieli? Nie, nie wierze. Po chwili weszłam tez w profil tej sztynki, powstrzymując sie od płaczu. Dodała ona to samo zdjęcie, podpisując je jeszcze bardziej romantycznie, oraz co dziwne - po angielsku. : "Jussieeee, thanks! #england #perfect #wasmissingYou " widocznie mieszkała w Anglii. Nie znałam powodu wizyty Jussa w tym kraju, może pojechał tam właśnie do niej? Wiedziałam, ze byłam kolejna ofiara, albo partnerka na czas bycia w Polsce. To wszystko.
wysłałam do Justina krótka wiadomość: "To koniec. Mam nadzieje, ze swietnie sie bawisz z "Arielka", wszyscy sa przeciwko naszemu związkowi, nawet moja rodzina. Czas, żebym i ja zaczęła. Nie tłumacz sie,Cześć"
Wybuchnelam płaczem i schowalam twarz w poduszce. Dlaczego ja sie nabrałam, ze on mnie kochał? Załamana przykrylam sie brązowym kocem i zasnęłam. Po dłuższej chwili z głębokiego snu wyrwał mnie głośny dzwonek telefonu. Justin chciał połączyć sie facetime'm.
Zastanowiłam sie i odrzucilam połączenie. Zrobiłam to ponownie, ale chłopak nie odpuszczał i dzwonił dalej. Gdy zobaczyłam, ze będzie to robił do skutku, odebrałam.
Juss zobaczył mnie cała czerwona i mokra od łez. Obok stała ta dziewczyna, patrząc w kamerkę. Jak on może... Już naprawdę nie zna granic? Justin przywitał mnie, mówiąc:
- Selena, to nie tak jak myślisz. Proszę, posłuchaj jej. - dał telefon Dziewczynie.
Przez moment chciałam zakończyć "rozmowę", ale postanowiłam zobaczyć co tym razem mi powiedzą i jak tym razem go opieprze nie dając ani jednej szansy.
- Hej. Mam na imię Ariana. Posłuchaj, zle to wszystko zrozumialas! - zasmiala sie cicho i popatrzyła na Justina, który cały czas stał obok.
- Słuchaj, chyba my sie nie rozumiemy. Ten obok, to mój chłopak. - powstrzymalam sie od przekleństw i popatrzyłam na jej słodka minę.
- Wiem, Jussie dużo o Tobie opowiada. Ja jestem jego siostra. - wyciągnęła po chwili dowód osobisty z portfela w pandy i pokazała mi go dokładnie przez kamerkę.
Rzeczywiście, mieli tak samo na nazwisko. Ona mieszka w Anglii, rodzice z tego co zapamiętałem z opowieści Jussa maja tak samo na imię.
Wtedy tak głupio sie poczułam, ze zaczęłam sie śmiać, jednocześnie przepraszajac Ariane.
Zabawna sytuacja, było mi wstyd.
- Dasz mi na chwile Justina? - zapytałam.
- Cześć. Zdaje sie, ze już nie jesteśmy razem? - zaczęliśmy sie śmiać. Jak dobrze go znowu widzieć.
- Przestań! Przepraszam. Bardzo. Strasznie mi głupio.
- Trudno, przynajmniej poznałas moja siostrzyczkę.
- Wracasz za 3 tygodnie, tak? - zapytałam.
- Za trzy, ale dni. - oznajmił, już lekko poważniejac.
- Jak to? Dlaczego?
- To co napisałaś, musze wracać i rozszerzyć ten temat.
- Nie martw sie, daje radę. A rodziców sie przekona.
- Nie, nie. Musze teraz być przy Tobie, nie ma opcji. - zakończył mój ukochany.
Potem trochę porozmawialiśmy o Londynie, o tym co sie u nich dzieje... Ariana jest całkiem miła, szkoda ze mieszka tak daleko.
Musiałam już kończyć, bo mama wolała mnie na obiad, nie mogłam doczekać sie przyjazdu Jussa. Chciałabym z nim pójść na jakaś imprezę, dawno nie tańczyliśmy razem.
Postanowiłam tez, ze moja mam nie będzie sie wtrącać w moje znajomosci.
Dobrze, ze nie wiedziała ze pale, zabilaby mnie.
Gdy zjadlam, zadzwonił do mnie telefon. Była to Brigit. Odebrałam, mając nadzieje ze nie dzwoni w sprawie Justina.
- Cześć Selena! Jak tam sie trzymasz? - zapytała swoim ciepłym głosem.
- Hej. Fatalnie. Może wyjdziemy na spacer, co? - zaproponowałam.
- Jasne, za 15 minut u mnie?
- "u mnie" czyli u Joego? Przepraszam, ale nie chce z nim rozmawiać. - powiedziałam.
- Nie, podejdziesz na Dubbla? To mała uliczka, niedaleko
- Niedaleko studia tańca? - przerwalam jej, śmiejąc sie do głośnika
Dobrze znałam te ulice. Często nią przechodziłam gdy szlam na treningi z Van.
- Tak. To czekam, do zobaczenia!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz