Napisał do mnie Joe, o dziwo przepraszając mnie za to co zrobił. Nie miałam jednak ochoty mu wybaczać, bo myślałam że rozumiemy sie znacznie lepiej. Nic nie odpisałam, wyciszyłam dźwięk i schowałam telefon do kieszeni, licząc na to że jutro go nie spotkam. Nick zawzięcie rozmawiał, Justin i Vanessa przyszli a ja stwierdziłam, że najwyższa pora się zbierać. Narzuciłam kurtkę i wyszłam. Miałam nadzieję, że mój chłopak również szczęśliwie zajdzie do domu, bo widziałam że był lekko pijany. Nie omijały mnie też myśli o jutrzejszej imprezie, przecież będzie tam Ashley... niech ten wypad będzie lepszy od mojej ostatniej wyprawy, błagam.
*Następny dzień, około 17*
- Selena! Wyglądasz świetnie, możesz juz wyjść z tej łazienki? - słysze po raz setny, dobijającego się do drzwi chłopaka. Czy on myśli, że przygotowanie sie na imprezę urodzinową, i to nie byle jaką to chwila? Nadal patrzyłam w lusterko, poprawiając każdą niedoskonałość. Gdy stwierdziłam, że wszystko jest idealnie, wyszłam. Obróciłam się, uśmiechając sie szeroko i czekałam na reakcję Jussa.
- Jeżeli tak masz wyglądać cały dzień... księżniczko... - popatrzył na mnie pocałował, po chwili wchodząc do łazienki.
- Dzień, albo noc... - powiedziałam gdy już zamknął drzwi.
Popatrzyłam na telefon, aby sprawdzić jak stoimy z czasem. Mimo, że się grzebałam, a Justin wcale nie był ode mnie szybszy nie było najgorzej. Bardziej martwił mnie stan psychiczny Joe'go, który wydzwaniał do mnie od godziny. Czy on sobie myśli, że jeżeli powie mi któryś juz raz od wczoraj, wszystko wróci do normy? Nawet nie chciałabym widzieć miny mojego chłopaka, a znając charakter mojego przyjaciela, nie byłyby to czyste przeprosiny, a tuż po nich usłyszałbym "ale...". Taki już był Joe i chyba zapomniał że znam go za dobrze, aby mógł to zatuszować od tak. Czas płynął, a my nadal byliśmy w domu. Spakowała prezent, jeszcze raz popatrzyłam w lustereczko czy aby wszystko jest w porządku i czekałam gotowa do wyjścia. Justin wyszedł. Wyglądał genialnie. Czarny garnitur, krawat... czyzbym zakochała się w nim jeszcze bardziej?
- Dzień... albo noc. - powtórzyłam i usmiechnełam się, wymykając mu się, gdy ten chciał mnie przytulić. Wiedziałam, że jego też to bawi.
Usiedliśmy w wcześniej zamówionej taksówce i podalismy adres klubu. Sami nie wiedzieliśmy gdzie on się znajduje, był nowy i nie reklamował się zbytnio. Nie wierzyłam, gdy podjechaliśmy pod wskazaną ulicę. Ten budynek był cudowny i naprawdę wyglądało to jak ślub. Ludzie trzymali kwiaty, prezenty i wina. Stanelismy obok jakiś przypadkowych ludzi, którzy oczekiwali "narzeczeństwa" i cierpliwie czekaliśmy starając się zachować powagę. Nie mogłam sobie wyobrazić, jak ten cudowny obrazek przemienia się w dziką imprezę z alkoholem i istnym szaleństwem na parkiecie. Vanessa i Nick podjechali pod wejście i weszli do środka. Byliśmy ponownie zaszokowani, bo widzieliśmy z daleka wchodzącego tłumu, że nie było ani parkietu, świateł... niczego.
- To naprawdę mia byc nudna impreza, gdzie sie posmiejemy i pogadamy? - zapytałam dyskretnie Justina.
- To Nick, czyli jest to całkiem możliwe. - wzruszył ramionami i trzymając mnie za rękę - wprowadził do środka. Nick, ubrany w czarny, elegancki garnitur stał z szampanem w ręku i witał wszystkich, mówiąc aby stawali pod drzwiami. Wygłosił przemowę, dotyczącą jego, Vanessy, wszystkich jego przyjaciół i gdy juz lekko przysypiałam, opierając sie o mojego ukochanego... zaczął odliczać. " Trzy, dwa, jeden!" Po tym, szampan wybuchnął, muzyka została puszczona na maxa, a tło ślubne, które okazało się być idealnym złudzeniem zniknęło, ujawniając normalny klub. Nikt sie tego nie spodziewał, to nawet nie wyglądało sztucznie. Ludzie piszczeli z zachwytu. Juz znałam podstep... te stroje! Wyglądaliśmy komicznie. Goście, jak i my rzucili prezenty w kąt a Van zapoczątkowała dziką balangę. Justin poprosił mnie do tańca. Czułam, że przetańczymy całą noc. Jego dłonie mocno mnie objęły w talii, wprowadzając ciało w ruch. Bujaliśmy się tak w rytm naszych ulubonych piosenek, nie czując upływającego czasu. Taniec to było coś w czym doskonale sie odnajdowaliśmy, nasze ciała idealnie współpracowały. Nie baliśmy się okazywać sobie uczuc publicznie i wykonywać profesjonalnych kroków, gdy wszyscy wokół ledwo co sie bujali i usmiechali się do siebie nawzajem. Wtedy reszta sie nie liczyła. Czułam bicie jego serca, jego oddech. Wiedziałam nawet jakie kroki zaraz zrobi... to było nie do opisania.
Gdy wpuszczono na salę trochę światła, aby odpocząć od tyłu zaczedł mnie jakiś chłopak. Na początku myslałam, że to kelner i tak jak myslałam, podał mi drinka. Jedynym małym szczegółem było to, że był to Austin. Wręczył mi on kieliszek, a nastepnie dosłownie w mgnieniu oka musnął mój policzek swoimi ustami. Mój chłopak zrobił gwałtowny krok do przodu, a ja natychmiast zatrzymałam go ręką.
- Proszę, nie zwracaj na to uwagi. - powiedziałam, zbliżając moja twarz do jego.
Chłopak tylko popatrzył na odchodzącego już Austina i został na miejscu, nie pakując się w żadne kłopoty. Gdy znowu zapadły ciemności, poszliśmy do baru.
- Poprosimy 10 kieliszków wódki. - powiedział Justin, przebijając się przez mocne basy, towarzyszące głośnej muzyce.
- Az tyle? Ja wypije na pewno mniej. - powiedziałam, patrząc jak barman rozlewa alkohol do kileiszków.
- Spokojnie, damy radę. Nie możemy być zbyt trzeźwi, prawda? - uśmiechnął się Juss i postawił 5 kieliszków przed moją twarzą. Spojrzałam na nie niepewnie. Wzięłam pierwszy, potem drugi, następnie trzeci... a potem leciało już z górki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz