Zaczęłam powoli chować sie za ludzmi, aby mnie nie zauważył. Niestety, szybko do mnie podbiegł i zapytał:
- Co sie stało?
- Jeszcze sie pytasz? Bardzo ładnie tanczyliscie. Podziwiam umiejętności.
- To nie tak... Przepraszam. Tam jest tyle dymu, wszyscy sie na Ciebie pchają. Wiem, trochę...
- Przestań. - przerwalam.
- Popatrz na te wszystkie wiadomości od niej. Na rządna nie odpisałem. - pokazał jego skrzynkę odbiorcza na telefonie. Rzeczywiście, Ashley prowadziła monolog, a nie rozmowę z Jussem. Nadal jednak byłam zła i ignorowalam prośby chłopaka. Bo co to miało znaczyć? Powie "przepraszam" i wszystko okej? Joe mnie ostrzegał, czemu Go nie sluchalam? Ich wszystkich nie słuchałam.
W końcu nie wytrzymałam jego tłumaczeń i poszłam przed siebie.
Po chwili chłopak mnie jednak złapał, przytknał do ściany i wypiscił bardzo powoli dym ze swoich ust na moja twarz.
- Wiesz, ze chce tylko Ciebie. - wyszeptał, patrząc na mnie.
Zaczęłam sie wyrywac, ale jego uścisk był zbyt mocny.
- Nie.. - mamrotalam, gdy jego twarz była coraz bliżej mojej.
Jego usta bardzo delikatnie dotknęły moich. Naprawdę delikatnie.
Justin sie odwrócił, otworzył drzwi od taksówki a ja przytaknelam, wysiadając do niej.
Samochód ruszył. Nadal unikałam jego wzroku. Nie mogłam nie myślec o tym, jak oni tańczyli. Zostawiłam go na chwile, nawet nie dopuszczalam mojej wyobraźni do tego, co mogliby robić dalej. Ashley nie żartowala, teraz byłyśmy konkurentami. Czyli przyjaźń jest nie ważna, typowe dla ludzi. Latarnie świeciły, było ciemno. Ulice były puste, wiec jechaliśmy szybko.
Auto stanęło pod moim domem. Juss chciał mnie pocałować w usta na pożegnanie, ale ja odwrocilam głowę i jego wargi spoczęly jedynie na moim policzku.
Weszłam zmęczona i obolała po schodach, tak aby nikt mnie nie zauważył. Rodzice spali, wszędzie było ciemno. Wrzuciłam moje ubranie do pralki, bo smierdzialo papierosami na kilometr. Wzięłam szybki prysznic, myśląc jak to będzie dalej.
Założyłam piżamę, wysunęła sie pod kołdrę i odczytałam chyba z 5 wiadomości Justina. Jedna była na dobranoc, druga zawierała w sobie przeprosiny, niektóre były samymi emotkami serduszek. Było ich 5, ale tylko na początku. Dokładnie jak z facetime'm, pisał aż do skutku. Cytował piosenki, nawet postacie z filmów. Aż w końcu napisał sms'a, którego nie mogłam zignorować. *tresc* LIOBF?
Odpisalam tylko znakiem zapytania, bo nie widziałam innej opcji. Po tym otrzymałam tylko serduszko i Justin przestał. "Nareszcie" - pomyślałam i zasnęłam.
Nazajutrz obudził mnie budzik. Była 7.
Ledwo co złapałam równowagę, tamta noc była beznadziejna. Od początku wiedziałam, ze nie powinnismy tam iść, ale nie mogłam mieć pretensji do Jussa, bo mówiliśmy o tym wcześniej. Ubrałam sie zwyczajnie, spakowalam książki i wyszłam zabierając oczywiście ciastko. Wsiadłam do autobusu. Usiadłam. Wyszłam. Tak było zawsze, co tu opowiadać.
Weszłam do szkoły i przeżyłam szok. Wszyscy sie na mnie patrzyli od samego wejścia. Niektórzy za mną chodzili, szepcząc coś do siebie. O co chodzilo? Miałam normalne ciuchy, nic dziwnego nie robiłam, a popularna nie jestem. Gdy doszłam do mojej szafki zrozumiałam tych wszystkich ludzi. Na rzędzie szafek, gdzie była rownież i moja, znajdował sie napis zrobiony czerwona farba. Na każdej była oddzielna, duża litera a razem tworzyły one zdanie "Love is one big fail ?" Na mojej było dopisane "ILYSM" (z ang. Kocham Cię bardzo) Stałam z otwartymi ustami, niedowierzajac ze o to mogło mu chodzić. Jak on to zrobił? Wszedł tutaj w nocy? Szaleniec, chyba nie docenilam jego możliwości. Ashley stała obok, patrząc równie zdziwiona, jak ja. Była tez zła, ale nie zwiazalam na to co czuje po ostatniej imprezie. Wtedy nie wiedziałam co zrobić; czy do niego napisać, czy może to zignorować. Ostatecznie poszłam jednak na lekcje, zistawiajac te sprawę w spokoju. Moi znajomi dopytywali sie o tajemniczy napis. Najgorsze, ze myśleli ze to Austin. Nie dość, ze bolała mnie głowa i byłam szkolna sensacja, to nic nie umiałam na kartkówke. Niezapowiedziana, bo po co. Lekcje były fatalne, wszystkiego za duzo. Gdy zadzwonił ostatni dzwonek, wyszłam przed szkole, rozmawiając z koleżankami. Obok schodów, po których sie wchodziło do budynku stał Justin w okularach przeciwsłonecznych. Przeprosiłam dziewczyny, mówiąc ze zaraz wrócę i podeszłam do niego.
- Widziałaś?
- Trudno było nie zauważyć. - nie wykazywalam zbytniego entuzjazmu.
- Wpadniesz do mnie dzisiaj? - spojrzał na mnie błagającym wzrokiem.
- Może.
- Mam czekoladki...
- 17. - rzuciłam i odeszłam, żeby ludzie niczego nie podejrzewali.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz