wtorek, 20 maja 2014

Rozdział XXXXVII

Nie chciałam jednak z nim romansować, to nie dla mnie. Juz jeden raz miałam taką sytuację, nie będę zachowywać się jak 11-latka. Zniknełam za rogiem, aby pozbyc się tego beznadziejnego uczucia. Przeszłam trzy ulice, po drodzę kupując rogalika z czekoladą. Gdy już znalazłam się na mojej uliczce,  mój telefon zaczął dzwonić, problemów na dzisiaj nie koniec? 
- Cześć Selena! - przesłodki głosik wydobył się z słuchawki. Kojarzyłam go.
- Hej... kto mówi? - musiałam sie jednak upewnić, aby nie popełnić jakiejś gafy.
- Z tej strony Ariana. Justin do mnie dzwonił... muszę Ci powiedzieć tylko jedna ważna rzecz.
- Posłuchaj kochana, potrzebuje przerwy z Twoim bratem. Zawiódł mnie, ok? I to, że powiesz coś w jego obronie nie usprawiedliwi tego, jak bardzo jest nieodpowiedzialny. - przerwałam ostro.
- Tak, tak ja wszystko to wiem. Nawet nie wiesz ile razy mu to mówiłam. On juz taki jest, nie panuje na imprezach, czasami zbliży sie do kogos za bardzo... ale nie robi tego złośliwie. - zaczęła znowu go tłumaczyć.
- On musi to przemyśleć. Wybacz, ale to juz nie mój problem jaki on jest. 
- Rozumiem Cie, każda dziewczyna by tak zrobiła, ale uwierz że on kocha Ciebie bezgranicznie. Opowiadał mi o Tobie całymi dniami, nawet wiem że twoim ulubionym miejscem jest studio taneczne, że uwielbiasz ciasteczka... serio, znam cie całkiem dobrze. - zaśmiała się, co ja odwzajemniłam nawet nie wiedząc ile ktos może o mnie wiedzieć, widząc mnie raz i to przez kamerkę telefonu. 
- Przemyślę to. - powiedziałam już znacznie cieplej i zakończyłam naszą rozmowę. 
Po chwili znalazłam się w domu. 
- Kochanie, Justin tu był i zostawił jakiś list. - krzyknęła z kuchni moja mama, gdy tylko usłyszała że wróciłam. 
- Cześć. Ok, dzięki! 
Chwyciłam kopertę i pobiegłam uśmiechnięta na górę. Rzuciłam torbę na podłogę, usiadłam na sofie i zaczełam rozpakowywać liścik. Koperta nie była równa, a więc było cos jeszcze zapakowanego w środku. Umierałam z ciekawości, starając sie jednak nadal zachować dystans do wszelkich decyzji o spotkaniu. Gdy rozprostowałam kartkę, zobaczyłam wielki napis "Wiem, jestem do dupy. Przepraszam". Usmiechnęłam sie szeroko i zobaczyłam co jeszcze było w kopercie. Juss zapakował do niej jeden papieros, z napisem " J + S = <3 " 
Tak to było w jego stylu. Napisałam sms'a, aby wiedział że już to przeczytałam, wysyłając jedynie emotkę otwartej koperty. Spakowałam potrzebne mi na jutro książki, zrobiłam zadanie z historii, notabene ołówkiem Harrego, który w oczach moich koleżanek był zrobiony ze złota  i gdy już miałam zacząć uczyc się angielskiego, otrzymałam wiadomość zwrotną. 
"Spotkamy się w kawiarni? Proszę, tylko pół godziny".  
Popatrzyłam na moje podręczniki, plan lekcji i co najważniejsze  - zegarek. Pomyślałam chwilę i gdyby nie telefon Ariany, odmówiłabym. Odpisałam, zgadzając się i narzucając cieplejszy sweterek, ponieważ za oknem nie widziałam specjalnie pięknej pogody. 
Zeszłam, mówiąc mamie że wrócę za niecałą godzinę i udałam się do kawiarni. 
*Pół godziny później* 
- Cześć. Dziękuję, że pszyszłaś. - powitał mnie Juss.
- Hej. O czym chciałeś rozmawiać? - zapytałam dosyc sucho, zgodnie z moim planem dotyczącym dystansu. Jego mina była idealna do nagrania, numer jeden na wszelkich toplistach youtuba. 
- Przepraszam. - westchnał i dotknął mojej dłoni. Zabrałam ja jednak i poprawiając włosy, zaczęłam moją wcześniej zaplanowaną wypowiedź. 
- Ograniczasz imprezy, alkohol i papierosy. Od dzisiaj. A jeżeli nie, to nie musisz mnie zatrzymywać kochanie. 
- Wszystko dla tak zdecydowanej kobiety. - odparł i popatrzył na mnie z lekkim podziwem.
- To będziemy tutaj tak siedzieć? - zapytałam, gdy chłopak wpatrywał sie we mnie jak w obrazek, a sekundy na moim zegarku mijały jedna po drugiej.
- Może sie czegoś napije...sz? - na jego szczęście nie dokończył tego w liczbie mnogiej. 
- Ja może poproszę piwo. Małe piwo. - usmiechnęłam się i po chwili mówię to samo do kelnerki. Justin wziął wodę. Wiedział, że na nic innego mu nie pozwolę. 
- Zaczekaj. - powiedział, gdy już wypiłam połowę mojego napoju.
- Cos sie stało? - zdziwiłam się, patrząc jak przybliża sie do mnie, nachylając się nad stołem. 
- Jesteś cała brudna. - powiedział i dosłownie zlizał białą pianę z moich ust. 
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się i przygryzłam wargę. 
- Może wpadniesz do mnie? Teraz? - zapytał.
- To chyba nie najlepszy pomysł. Mówiłam, że niedługo wrócę, a poza tym... muszę zobaczyc czy dotrzymasz słowa. 
- Ok, to odprowadzę Cię. - oznajmił i wyszliśmy z budynku. 
Justin prowadził mnie inna drogą ale wiedziałam, że teraz nie zrobi niczego głupiego. 
Za duzo by to go kosztowało. Po chwili znaleźliśmy się w parku. Było tam cudownie mimo tej nieciekawej pogody. 
- Nie znałam tej drogi. - powiedziałam, łapiąc go za rękę. 
- Nie znasz jeszcze wielu dróg. - odparł lekko niewyraźnie, dokładnie w jego stylu. 
Szliśmy coraz wolniej, czas nas nie interesował. Drzewa były prosto z bajki, czuję że będę chodzić tutaj chodzić częściej. Nagle zobaczyłam, że naprzeciwko nas idzie chłopak w czarnym płaszczu, z kręconą czupryną na głowie. O nie, tylko nie Harry. Spuściłam głowę i przyśpieszyłam kroku, aby nikt ; ani mój partner, ani Harry nic nie zauważyli. Juss jednak to wyczuł i zatrzymał mnie, chwytając mocno za moją rękę. Od razu zaczął mnie całować, do momentu kiedy Harry przeszedł już kawałej za nami. 
- Teraz już się odczepi czy mam z nim porozmawiać? - zapyta, uśmiechając się szeroko.
- Myślę, że to już podziałało. Skąd wiedziałeś? 
- Znam Cię zbyt dobrze. - spojrzał na mnie i obydwoje zaśmialiśmy się głośno. 
Nasze palce się splotły i poszliśmy dalej. Tak mogłabym spędzać każde popołudnie. 
- Mogę wejść do środka? - zapytał mnie, gdy już miałam zamknąć drzwi od mojego domu i pożegnać sie z nim krótkim "cześć". Moje myśli nadal krążyły wokół pijanego Justina, a mój rozum chciał go jeszcze troche ukarać, ale moja ręka samoistnie otworzyła drzwi, przepuszczając go do środka.
- Dzień dobry. - przywitał się z moimi rodzicami, którzy własnie coś robili w oddzielnych pokojach.
- Witaj Justin. Chciałbyś może ciasto? - zapytała moja mama, wyglądając z kuchni ubrana w niebieski fartuszek. Trzymała sernik i uśmiechała się do mojego chłopaka. "wow, co za odmiana" - pomyślałam i zatrzasnęłam drzwi. 
- Nie, nie. Dziękuję bardzo. 
- Jak ty to robisz? - szepnęłam, wchodząc po schodach, tak aby tylko Juss mógł to usłyszeć. 
On jedynie zachichotał i otworzył drzwi do mojego pokoju. 
Usiadłam na kanapie, patrząc na chłopaka. Justin usiadł koło mnie, delikatnie opierając się na swojej ręce.
- Wiesz, że bardzo Cię kocham? - w tym momencie moje wszelkie urazy mijają i delikatnie przytakuję na jego słowa. 
- Nie będziesz już się tak upijać? - pytam i patrzę na jego oczy, chcąc zmanipulować go do reszty.
- Nigdy... - całuje mnie, a następnie bawi się moimi włosami. 
' Cześć. Jutro organizujemy imprezę klasową, aby lepiej zapoznać się z Harrym. Wpadniesz? Zoe, xx" Odczytuję sms'a, jednoczesnie przerywając naszą romantyczną chwilę. 
Zoe? Ona nigdy by do mnie nic nie napisała. Mimo, że się kolegowałyśmy, ona była bardzo popularna i nie chciała abyśmy utrzymywały bliskie kontakty. Odpowiadam "tak" bez większego namysłu, ponieważ klasowa impreza nie jest wcale takim złym pomysłem. Nie mówię jednak o tym Justinowi i oplatam od tyłu ręce na jego klatce. 
- Zostaniesz na dłużej? - pytam, delikatnie sie uśmiechając, a on potakuje. 
Kładziemy się na łóżku i obdarzamy sie delikatnymi pocałunkami. Gdy Justin próbuje ściągnąć ze mnie koszulkę, obsuwam ją spowrotem i przygryzam wargi, pozostawiając mu niedosyt. Wiedziałam o tym, o to chodziło. 
Na jego twarzy dostrzegłam grymas, lecz nadal pozostawałam jedynie przy całowaniu. 
Gdy mój chłopak opuścił mój dom, zaczynam myśleć o imprezie. O tym, że będzie na niej Harry, wszystkie moje "koleżanki", tyle obcych mi osób... Gdy juz mam odpisać, że jednak mi coś wyskoczyło i nie mogę przyjsć, dostaję wiadomość od nieznanego mi numeru. 
' Cieszę się, że wkrótce Cie zobaczę. 18:00, pamiętasz? :) '  Harry. To musiał być on. 
Wzdycham głęboko i z zaufaniem do mojej intuicji, decyduję że tam pójdę. Wkrótce zasypiam, a mój mózg uklada plan jutrzejszej imprezy, nakazując mi uważać. 
Budzik dzwoni rano, stawiając mnie na równe nogi, tak że mam wystarczjąco duzo czasu na przebranie się. Jest dzisiaj ciepło, nareszcie mogę założyc coś krótszego. 
Decyduję sie na kremową bluzkę z krótkim rękawkiem i dosyć dużym wycięciem na plecach, oraz spodnie 7/8. Wiążę włosy w niedbały kucyk, prostując przed tym włosy i nakładam błyszczyk. Całość dopełniają drobinki różu na moich policzkach, a gdy mam już torbę z moimi książkami i obowiązkowym ciasteczkiem, stwierdzam że jestem gotowa. 
Wychodzę, a słońce od razu opromienia mi twarz. Przymrużam oczy i kieruję sie do autobusu. Zajmuję grzecznie, o dziwo wolne miejsce i rozglądam sie po bezchmurnym niebie. 
To musi być cudowny dziń - myślę i po chwili wysiadam kiedy pojazd zatrzymuje się pod moją szkołą. Lekcje mijają mi dosyc dobrze, chociaż nadal czuję wzrok Harrego na każdej mojej części ciała. Widze też, jak sie do mnie uśmiecha. Nie zwracam jednak na to uwagi i wracam do domu. Gdy orientuję się, że moja praca nad zadaniami domowymi, porządki i przeglądanie internetu zajęło mi aż tyle czasu, że zegarek pokazuje godzine 17:10, załamuję sie i biegnę do łazienki. Wzmacniam znacznie makijaż, dodając czarne kreski, dosyć ciemny cień i grubą warstwę tuszu na moje rzęsy. Moje usta wypełniają się znacznie, gdy nakłanam na nie błyszczyk i poprawiam kontury kreską. Włosy zostają spięte, tak ja były a mój strój ulega zmianie; spodnie zamieniają się w szorty a bluzkę zastępuje luźny t-shirt z pomarańczowymi, małymi wzorkami. Zakładam równiez okulary przeciwsłoneczne, gdyż słońce świeci znacznie mocniej i dumna z siebie wychodzę. Moje nogi są już zmęczone, ale jestem blisko umówionego miejsca. Docieram na nie z lekka zadyszką i pięciominutowym opóźnieniem. Wszycy spoglądają na mnie gdy podchodze do grona "popularnych" i posyłam im ciepły uśmiech. Ku mojemu zdziwieniu serdecznie mnie witają, podają ciastka i orzeźwiający napój, a ja rozpoczynam rozmowę z Juliet. Nigdy tak długo nie rozmawiałyśmy, jest całkiem miła. Każdy nagle bierze coś do picia i wznosimy toast za dobry początek Harrego w nowej szkole. Nadal jest ciepło, ale jestesmy na zawnątrz co sprawia że każdy się uśmiecha i nie czuje dyskomfortu. 
- Bierzemy coś mocniejszego? - pyta się Brown, mój "kolega". Mimo, że dobrze bawiłam się i z colą, sięgam po szklankę napełnioną alkoholem i siadam na trawie, obok dziewczyn. Całkiem dobrze się bawiłam i nawet nie byłam znudzona, gdy minęła już druga godzina. Harry unikał mojego wzroku, sama starałam się zachowac do niego dokłądnie taki sm stosunek. Zoe, Juliet, Daniele, Freny, Polly i ja usiadłyśmy w kółku i zaczęłyśmy plotkować. Ich rozmowy opierały się głównie na ubraniach, ale i tak uśmiechałam się z powodu że nareszcie dostrzegły mnie - szarą myszkę. Dobrze mi w ich gronie, a z każdym łykiem trunku atmosfera się rozkręca. 
- Gramy w butelkę? - pyta jedna z nich. Wszyscy patrzą na Danielle, trzymającą butelkę i znaczna wiekszośc potakuje. Robię to nawet ja, ale widzę że zaczynam tego żałować gdy siadamy w kółku, a naprzeciwko usadawia się Harry. Alkohol jednak buzuje mi lekko w zyłach i pozostaję na miejscu śmiejąc się i żartując. 
- Prawda, czy wyzwanie Polly? - pyta Sam, kiedy gwint pokazje na dziewczynę. 
- Prawda. - oznajmia dziewczyna i przełyka lekko ślinę. Każdy jest lekko podpity, ale rozmawiamy normalnie. 
- Kogo z tego grona najbardziej lubisz? 
- Wszystkich. - odpowiada, a ja odczuwam ciepło rozchodzące się we mnie. To miłe. Nigdy by tak nie powiedziała. Miałam nadzieję, że to nie tylko przez alkohol i bawiła się równie dobrze jak ja. 
- Prawda czy wyzwanie? - słowa te padają ponownie, tym razem w kierunku Zoe.
- Wyzwanie. 
- Ściągnij koszulkę i zostań tak do końca gry. - oznajmia Greg. 
Ona jedynie przewraca oczami i ściąga ja posłusznie. 
Kolejne prawdy i wyzwania padają jedna po drugiej, doprowadzając niektórych do szleństwa. Niektóre sa naprawdę straszne, nie wiem jak Freny mogła ściągnąć spodnie, a potem zatańczyć z Moodym w samej bieliźnie. Widac jest odważna. Nadal jednak butelka nie wskazała mnie. Zaczynałam się powoli niecierpliwić, ale nagle słyszę "Prawda czy wyzwanie Sel?" Zastanawiam się chwilę, nie kryjąc mojego usmiechu i odpowiadam "wyzwanie" 
- Dobra. Pocałuj Harrego. - czerwienie się i zaprzeczam, kiwając głową na boki. 
- Weźcie, ona jest inna. Spokojniejsza, zdecydowanie. - słysze pomruki jakiegoś kolesia z tyłu. To mnie denerwuje. Nawet bardzo denerwuje i sięgając po butelkę wódki przybliżam się do Harrego. Maja mnie za świętoszke? Zobaczymy. Alkohol źle na mnie działa, bo jestem coraz bliżej ust chłopaka. 
Nagle czuję, jak delikatnie ich dotyka, a tłum za nami piszczy z radości. Nie mogę przestać i po chwili czuję zimne palce Harrego, dotykające mojego brzucha. Całuję go mocniej a inni tylko krzyczą, podkręcając atmosferę. Moje myśli są szalone, jego usta nadal stykają się z moimi. On siąga ze mnie koszulkę i delikatnie szepcze "Lepiej niż z Justinem, prawda?" Skąd on zna jego imię? Chwila, co ja wyprawiam. Co on wyprawia?! Naburmuszona patrzę na niego a on tylko się we mnie wpatruje. Odsuwam się od niego, lecz powstrzymuję się od komentarza ze względu na dobrą atmosferę. Nie chce, żeby inni myśleli że coś się stało, że znowu mi coś nie pasuje. Harry patrzy sie na mnie jeszcze bardziej dokładnie niz poprzednio. " Co Ci odbiło Selena?" - mówię sama do siebie ale nadal sztucznie sie usmiecham gdy wszyscy na mnie patrzą, pełni zdziwienia. Idziemy dalej, gdy nagle Harry otrzymuje wyzwanie, aby pocałowac mnie ponownie. Wtedy szybko odchodzę, kiwając przecząco głową. Byłam przerażona. Co ja właśnie zrobiłam?! "Przyjadź po mnie, proszę. Czekam przy kiosku, niedaleko Waterloo" udaję sie szybko pod kiosk, a chłopak idealnie podjeżdża na czas. Wsiadam i patrze na niego, chcąc powiedzieć co się stało. Jego oczy są spokojne, co bardzo mnie dziwi. 
- Przepraszam. Ja byłam na imprezie klasowej. Nie bądź zła, że Ci nie mówiłam. - patrzę błagalnym wzrokiem, a on nadal zachowuje spokój. To było podejrzane. Bardzo. 
- Nie ma sprawy, Harry mówił że byłas spokojna. Pewnie zalazł Ci za skórę. - uśmiecha się a ja doznaje szoku. 
- Skąd znasz jego imię?! Jest nowy... on też wiedział jak się nazywasz! - podnosze głos, a Justin rusza, dodając gazu. 
- Cóż... kolegujemy się. Uważaj, bo może pocałowac Cie przy pierwszej lepszej okazji. - mówi spokojnie.
- I ty tak o tym spokojnie mówisz? - patrzę na niego wielkimi oczami. Zachowywał się jak mój przyjaciel, to było okropne. 
- Tak, on lubi sie tak bawić dziewczynami. Poza tym, wie że jestes moja. - uśmiecha się i zaczyna się śmiać. Jest cholernie pewny siebie i lekceważy Harrego. Po części mi się to podoba, ale nie roumiem go w 100%. Gdy Austin się do mnie zbliżał, choćby żeby mi coś podać to jego zazdrość stawała się ogromna. Tylko potakuję i usmiecham się.
- Hej, gdzie Ty jedziesz? - pytam, gdy skręca w złą ulicę.
- Do domu. 
- Dom jest tam. - odpowiadam i wskazuje palcem w przeciwnym kierunku.
- NIe kochanie. - "kochanie" mnie totalnie rozwala, szczególnie wypowiedziane przez niego. Nagle widzę, że skręca a osiedle, gdzie znajdował sie jego dom. Wtedy wszystko staje sie jasne. Nie skrywam mojego uśmiechu, gdy ten odpina pasy i wychodzi z auta. 
Idziemy po schodach, a potem wchodzimy do środka. Uwielbiam to miejsce, jest genialne. 
- NIe chciałabyś zapalić? - pyta, wyciągając paczkę papierosów. 
Waham się przez chwilę, lecz moja ręka wyraźnie nie ma problemów i decyduje się sięgnąć w jej kierunku. Widzę, że Juss się uśmiecha, no dobra - tu mnie ma. 
Odwzajemniam usmiech i widzę, jak on jeszcze bardziej się u niego powiększa gdy wyciągam moją złotą zapalniczkę. Nigdy się z nia nie rozstaję. Zaciągam się, po czym siadam na sofie i przyglądam się, gdy ten ściąga koszulkę. Justin wślizguję się obok mnie i patrzy jak ruszam papierosem. Sam po nie nie sięgnął, co bardzo mnie cieszyło. Chyba zrozumiał mój "zakaz". 
Pozwalam, aby mógł wziąć dym do ust z mojego skręta i widze ile sprawia mu to radości. Czuję jego dotyk, gdy znowu sięga po papierosa i nie jestem w stanie mu odmówić aby kolejny raz jego usta go dotknęły. Kładę się aby troche odpocząć po tej imprezie i wziać głęboki oddech. Przez moment czuję zimne palce Harrego na moim brzuchu, to nie mogło mieć miejsca. Uczucie to zamienia się na dotyk Justina, który chce zbliżyć się do mojej twarzy. 
Całuje mnie, a gdy ja to odwzajemniam zaczyna się seria pocałunków. Po chwili Juss chce ściągnąć ze mnie koszulkę, ale nadal chcę być złośliwa i hamuje jego ruch rękoma. Uśmiecham się jak głupia, gdy widze jak bardzo to go drażni. 
Chłopak bierze mnie za ręce, mimo że sie wyrywam i zanosi na balkon. Jest zbyt silny, a jego mięśnie mocno spięte uniemozliwiaja mi ruchy. Pozostaje mi się śmiać, co właśnie czynię, gdy czuję już wiatr na moich plecach. 
- Co ty robisz? - śmieję się, gdy nachyla mnie nad ulicą. Wiem, że mnie nie puści, nie ma takiej opcji. 
- Albo będę w końcu mógł zedżeć z ciebie te ubrania, albo moje ręce nie wytrzymają. - usmiecha się i patrzy raz na mnie, raz na ulice na dole. 
Potakuję i znowu złączam moje usta z jego, gdy już stoje na zimnych kafelkach tarasu. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz