Nadal nikt nam nie przeszkadzał, nikt nie wołał, nie wchodził wiec miałam nadzieje, że już swobodnie moge spotykać sie z Jussem. Lezelismy tak jeszcze chwile, kiedy sama nie wiem skąd, zadałam mu pytanie:
- Ty coś jeszcze czujesz do Ashley?
- A jak myślisz?
- Nie wiem. - obrocilam sie tak, aby cały czas patrzeć na chłopaka.
- Nie. A z nią sobie poradzę, nie martw sie.
Zbliżała sie 18. Jak długo tu już jesteśmy...
- To co? Idziemy?
- My? - zasmialam sie, kiedy Justin wstał.
- Tak. Dzisiaj jest impreza.
- I my na nią idziemy? - zapytałam jak idiotka, nie do końca wiedząc o co chodzi.
- Jasne.
- Ale ja nie mam nic do ubrania... - odparlam.
- To może Ci pomogę? - przygryzl wargi i otworzył szafę.
Stanęłam obok niego, a ten zaczął szukać w moich ubraniach czegoś "odpowiedniego"
Wygrzebał moja czerwona mini, w której kiedyś poszłam na randkę z Austinem.
- Kiedyś Cię w niej zobaczyłem na przystanku... Nawet nie wiesz jak bardzo chciałem pójść za Tobą do tramwaju. - wręczył mi sukienkę.
Ściągnęłam moje ubranie i wbiłam sie w obcisly, czerwony materiał.
Justin cały czas na mnie patrzył, ale nie przeszkadzało mi to jakoś specjalnie.
- Cudownie. - złapał mnie w talii i zeszliśmy razem na dół.
Moja mama wygladała z kuchni, a Juss powiedział:
Idziemy teraz na imprezę. Wrócimy dosyć późno, ale many telefony. To tego... Będziemy sie swietnie bawić. A, i jeszcze nasze papierosy Selena. - wziął jedna paczkę, która położył kiedy sie przedstawial.
Powiedział "nasze". Tak, w końcu sie dowiedzieli. Mam chciała nas zatrzymać, ale my szybko wyskoczyliśmy do taksówki, stojącej niedaleko domu. Cały czas sie śmiałam.
Wiadomo, ze kochałem moja mamę ale oni wszyscy mnie już tak denerwowali...
Nareszcie. Kierowca powoli pojechał w kierunku klubu.
- Pokaże Ci nowe miejsce. - powiedział chłopak.
- Ok. - byłam podekscytowana. Wypatrywalam przez okna gdzie jedziemy ale nic mi nie mówiła ta trasa.
Gdy nareszcie samochód stanął, ujrzalam mały, ciemny budynek.
- Zróbmy tak; jak będziesz miała dosyć- powiedz mi i od razu wyjdziemy. Jeżeli nie będziesz chciała, zostajemy najdłużej jak sie da. Tak?
- Jasne. - byłam lekko zdziwiona i nie mogłam sie doczekać monetu, kiedy zobaczę ten klub.
Weszliśmy do środka. Rzeczywiście, nie każdemu mogło sie tam podobać. Pomieszczenie było zadymione, bo każdy tam palił, ludzie tańczyli bardzo wyzywająco, a alkohol lał sie litrami w barkach. Stwierdziłam, ze jednak zostanę i zobaczę jak będzie potem.
- Trzymaj Słońce. - dał mi jednego papierosa, podpalił go, poczym podszedł do jakiś ludzi. Muzyka była glosna, trochę nie odpowiadał mi ten klimat, ale nadal stałam i nic nie mówiąc uśmiechałam sie do jego znajomych. Oni tez palili, mieli bardzo luźne ubrania, trochę przypominali mi ganksterow. Byli jednak całkiem mili. Juss mnie przedstawił i poszliśmy na parkiet. Naprawdę było tam mglisto, ledwo co go widziałam. Tańczyliśmy dosyć długo, tak jak to zawsze robiliśmy wiec bez pocałunków sie nie obyło.
Jakiś kolega mojego chłopaka podał nam kieliszki. Już chciałam sie napić, ale on mnie powstrzymał i odłożył trunek.
- Nie ufaj mu. Chodź, weźmiemy nowe.
To było już całkiem dziwne, coraz bardziej tęskniłam za normalna impreza. Tutaj tylko Vanessa by sie odnalazła.
Podeszliśmy do baru, kelner podał nam jakiś alkohol. Justin wypił wszystko, a ja poprzestalam na łyku, bo było to strasznie mocne. Muzyka podglosnila sie na maxa i znów zatraciliśmy sie w tańcu. Nie trwało to jednak długo, bo rozbolała mnie głowa i musiałam usiąść. Justin poszedł na parkiet, bo musiał znaleźć jakiegoś kolegę.
Wzięłam sobie kieliszek wódki, a on zniknął w obłokach dymu. Jacyś ludzie chcieli ze mną zatańczyć, ale ja cały czas odmawiałam, wypatrując czy Juss nie wraca. Chciałam już iść, ledwo co już oddychalam w tym zadymionym, ciemnym miejscu. Po chwili zobaczyłam jego koszulkę w tłumie tańczących osób. On tez z kimś tańczył. Myśląc, ze to przewidzenia podeszłam do niego. Tego co zobaczyłam nie chciałabym zobaczyć w najgorszym koszmarze. Juss tańczył z Ashley. Ich ciała sie stykały, ona patrzyła na niego, a on trzymał ja mocno, wykonując ruchy z naszego układu. Wybiegałam z klubu i oparlam sie o ścianę. Nie wierzyłam, ona nie żartowala. Nie miałam transportu, musiałam czekać aż podjedzie jakaś taksówka. Ludzi patrzyli na mnie, a moj strój jeszcze bardziej mnie krępował. Po chwili Justin przerażony wybiegł z budynku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz