- Nie. - odparlam po chwili milczenia.
Chłopak odetchnął z ulga, a ja położyłam sie na sofie.
Justin przykrył mnie kocem i usiadł obok.
Czułam sie już coraz lepiej, musiałam powoli iść.
Podniosłam sie i założyłam bluzę.
- może polecisz ze mną? We dwoje? - zapytał mnie Juss.
- Nie mogę. Rodzice mnie nie puszcza.
- Jesteś pewna? Nie chce Cię tutaj zostawiać samej...
- Boisz sie? - zapytałam
- Tak. - złapał mnie za rękę.
- Nie martw sie, nigdzie nie ucieknę. - usmiechnelam sie i pocałowałam go mocno, właściwie na pożegnanie.
Wsiadlam do tramwaju i podjechalam na moja ulice. Strasznie dziwnie sie czułam, po tym jak właśnie prawie miałam być w ciąży. Haha, mina Justina była bezcenna.
Bardziej bezcenna jest ta moja, kiedy widzę Ashley idąca w moja stronę.
Najchętniej zapadlabym sie pod ziemie.
- Cześć. - zallozyla ręce i stanęła naprzeciwko mnie.
- Hej Ash, przepraszam spieszy mi sie.
- Nie udawaj. - nie pozwoliła mi pójść dalej.
- Dobra, o czym chcesz gadać?
- O Justinie. Wiesz, ze wylatuje do Anglii? Jutro.
- Tak. - miało mnie to chyba zdziwić, nie wyszło.
- Słuchaj, zranilas mnie i Austina. Po co to Ci było? - wyrzuciła wreszcie temat naszej rozmowy z siebie.
- Nie zrobiłam tego. Gdybym nadal udawała, myslalabys ze ta miłość jest prawdziwa.
W oczach Ashley zebrały sie łzy. Co miałam zrobić? Ona była na mnie zła.
- Była.
- Nie. Wszystko było ustawione, od dawna spotykaliśmy sie z Justinem nawet żeby pogadać. Przykro mi.
Dziewczyna uronila kolejne łzy, a ja coraz bardziej czułam sie winna. Ale jeżeli go kocham to ranie innych? Swietnie, niedługo każdy sie ode mnie odwróci bo jestem szczęśliwa.
- Ash... - chciałam ja przytulić, ale ona sie odsunęła.
- Nie Selena, cześć.
Odwróciła sie ode mnie i poszła dalej. Nie dochodziło do mnie, ze straciłam przyjaciółkę.
Gdy jednak zrozumiałam co właśnie sie wydarzyło, poczułam sie fatalnie.
Smutna weszłam do domu, myslac o Ashley i Austinie. Tyle wspomnień...
Ale to już przeszłość, oddzielmy to w końcu gruba kreska.
Zaczęłam sie pakować do szkoły, jutro po raz pierwszy Austin mnie nie przywita i raczej nie porozmawiam z Ashley... Byłam przybita.
- Skarbieee? Zejdziesz? - zawołała mnie mama z salonu na dole.
- Juz ide! - odkrzyknelam i tupiac po schodach, stanęłam przed moja mama.
- Słuchaj... Ashley do mnie dzwoniła, mówiła ze spotykasz sie z jakimś Justinem?
- Taaak... - usmiechnelam sie, nie wiedząc o co chodzi.
- co? On ponoć pali i baluje w klubach do rana. Nie życzę sobie żebyś sie z nim spotykała.
- Ale...
- Nie ma żadnego ale, idź na gore i nie chce widzieć was razem. - pokazała palcem schody, a ja rzuciłam sie na łóżko z płaczem. Co? Jak Ashley mogła to zrobić?
Nie, trudno ze moja mama Go nie lubi, właściwie go nie znając.
Położyłam sie spać, nie widząc jak tragiczny będzie kolejny dzień.
O 7 zadzwonił budzik, a ja zaczęłam sie przygotowywać. Ubrałam legginsy, luźna bluzkę i zwiazalam włosy w kucyk. Zgadza sie, byłam ubrana bardziej dziewczęco niż zwykle.
Podjechalam pod szkole, przy szafce stał Austin. Byłam zdziwiona, czego mógł chcieć?
- Cześć. Nie martw sie, nie przyszedłem na długo.
- Hej. Coś sie stało?
- Wiedziałem ze tak będzie, ale chce tylko Twojego szczęścia. - spojrzał na mnie czule.
- To miłe. Dziękuje.
- Nie wiem dlaczego tak to ciągnęłas, ale nadal Cię kocham. Pamiętaj. - chłopak odszedł ze łzami w oczach.
Jezu, Ashley miała racje... Ja go cholernie zranilam.
Lekcje minęły szybko, dlatego w domu znalazłam sie rownież o wczesnej porze.
Joe napisał, ze chce sie spotkać. Gdyby to nie był on, odmowilabym bo czułam sie fatalnie przez te cała sytuacje. Jedyna dobra wiadomością było to, ze Juss doleciał już na miejsce.
Spotkanie miało odbyć sie w kawiarni, rodziców nie było wiec zdecydowałam ze podejdą tam teraz. 15 minut pózniej weszłam do środka i zobaczyłam, ze mój przyjaciel już tam czeka.
- Hej! - przywitałam go cieple, siadajac w fotelu naprzeciwko niego.
- Cześć. - oho, wiedziałam ze to coś poważnego.
- Coś sie stało?
- Tak. Ty i Justin. - odparł.
- Nie rozumiem.
- Selena, co Ty robisz? Nie pamiętasz co mówiłas w hotelu? Co sie tam działo? - podniósł lekko głos.
- Pamietam. Trochę sie zmieniło... - nie wiedziałam co powiedzieć.
- Czemu nic nie mówiłas? Nie, nie. Przecież to ostatni kretyn.
- Nie mów tak. - ostro odpowiedziałam, patrząc na niego wilkiem.
- Taka jest prawda. Nie wierze, ze nilczalas. Nie wspomnę tez o Austinie, on to dopiero oberwal.
Wtedy łzy znowu wyleciały mi z oczu i porywając torbę wyszłam z kawiarenki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz