***
- Muszę zapalić. - mówi mi Harry gdy zaczynają nam się kończyć temety do rozmowy.
- Palisz? - dziwię się i zastanawiam, czy nie zapalić razem z nim.
- Tak. Chcesz? - wyciaga paczkę papierosów i proponuje mi jednego.
- Jasne. - wstaję i wychodzimy na taras.
- Justin nauczył Cie palić? - pyta i podpala końcówkę skręta. Chyba nie rozumie, jakie emocje wywołuje we mnie jego imię.
- Tak. Możemy o nim nie rozmawiać? - ucinam temat i wypuszczam dym z ust. Jego papierosy są zupełnie inne. Różnią się od tych Justina. Zaciągam sie jednak znowu i czuję jak to pomaga mi się oderwać od myśli związanych z tym wszystkim. Nadal nie wierzę w to, co tu robię, dlaczego się tu znalazłam i z kim właśnie palę. Jest całkiem miło, Harry opiera się o barierkę i co chwilę posyła mi ciepłe uśmiechy. Wyobrażam sobie, jak robilibyśmy to z Justinem i znowu tłumie łzy.
Nagle ktoś wali do drzwi. Zamieram.
Czuję, jak wolno płynie mi krew w żyłach i jak zaniepokojony jest Hazz.
- Nie ma mnie tu. Cokolwiek by powiedział, nie wiesz gdzie jestem. - mówię mu i chowam się za ścianą. Chłopak wchodzi do środka zamykając drzwi a ja modle się, aby Juss niczego się nie domyślił.
- Gdzie ona jest?! - słyszę jak krzyczy. Wiem, co on teraz czuje ale nie mogę wyjsć. Nie ma takiej opcji.
Harry go uspokaja, wiem że nie powie, że tu jestem. Moje serce bije jednak dwa razy szybciej a oddech jest nie stabilny. Boże! Przecież zostawiłam moje buty w przedpokoju. Modlę się, aby ich nie zauważył. Każda sekunda niepewności ciągnie się w nieskończonosć.
- Harry, powiedz mi prawdę. Nie wytrzymam nie wiedząc, gdzie jest. Podaj chociaż okolice! - Justin wchodzi do jego pokoju. Kątem oka widze, że ma na sobie czarną, skórzana kurtkę i swoje zwykłe, ciemne trampki.
- Powtarzam Ci, nie wiem gdzie jest. Nawet niej nie widziałem. - niezły jest.
- Czuje jej perfumy. Jest tu? - to pytanie przyprawia mnie o dreszcze. On czuje nawet mój zapach?
- Ty masz urojenia, błagam Cie to perfumy Alicie. Uspokój się.
- Wiem, że cholernie Ci sie podoba, przestań udawać. Wiem też, że ją widziałeś dzisiaj wieczorem. - co?! Podobam się Harremu? Czuję, jak rumieńce pojawiają się na moich polikach i delikatne ciepło rozgrzewa mnie od środka. Nadal wsłuchuję sie jednak w rozmowę i czekam aż dobiegnie do końca.
- Nie widziałem. A jeżeli Ty tego nie wiesz, to najwyraźniej nie powinieneś! - obydwoje juz prawie krzyczą. To jakiś horror, to nie dzieje się naprawdę.
- Wiesz, że nigdy jej nie będziesz miał? Te Twoje słodkie oczy nie działają, powiedziałem jej, jak lubisz zmieniac dziewczyny! - kiedy lekko się wychylam, widzę jak blisko Harrego podchodzi Justin.
- Lubię zmieniać dziewczyny? A kto teraz nie ma obok swojej, bo znowu coś zrobił? Wiesz, jakie to męczące być z takim jak Ty? - rzuca mu prosto w oczy.
W sekundzie wzrok skupia się na mnie, wchodzącej do pokoju. Justin podbiega do mnie i łapie mnie za rękę, chcąc zacząć coś mówić. Gdy go widzę, chcę wrócić na balkon, to dla mnie za dużo. Zbieram jednak całą energię i powtarzam w głowie, aby nie uronić teraz ani jednej łzy.
- Selena... przepraszam. - czuję jego usta na moich palcach. Uczucie to prawie zwala mnie z nóg, czemu muszę go tak kochać?
Odwracam jednak głowę i próbuję zabrać dłoń, lecz chłopak trzyma ją zbyt mocno.
- Justin, zostaw mnie.
- Nie. Nigdy tego nie zrobię. Przeczytaj moje wiadomości, to nie jest tak jak ty to sobie wyobrażasz... - tłumaczy się, a ja walczę sama ze sobą, próbując nie dać po sobie znać, że po części mu wierzę.
- Przykro mi, nie mamy o czym rozmawiac. Jest mi teraz dobrze, może powinniśmy rozstać się w zgodzie i zostawić to całe zamieszanie... - czuję, że moja ręka jest już wolna a Justin jest wściekły.
- Rozstać? Jest Ci teraz dobrze?! - krzyczy, patrząc na mnie. - Czyli nie potrzebujesz już mnie, masz jego, tak? - wskazuje na Harrego, a ten od razu kamienieje.
- Jest mi teraz dobrze, bo mam obok kogoś kto mnie rozumie! - krzyczę, właściwie nie zdając sobie sprawy co własne powiedziałam.
- Dobrze, więc nie obchodzi Cie to, że Ashley potrzebowała pomocy? Nie możesz zabronić widywania się z koleżanką, nie popadajmy w paranoje.
- Wyjdź. - mówie to i czuję małą kropelkę na ustach. Wiedziałam, że w końcu pęknę. Imię mojej byłej przyjaciółki to powoduje.
- To nie koniec, nie wierzysz w to, prawda?
- To co zrobiłeś jest ciężkie do wybaczenia, ty nawet nie wiesz do czego zdolna jest Ash. Nie wmawiaj mi tutaj, że potrzebowała pomocy! Mogłeś mi nawet o tym na spokojnie powiedzieć! -krzyczę.
- Czytałaś chociaż moje sms'y? - widzę, jak kruszy się od środka, słysząc tak długą wypowiedź z moich ust.
- Tak, czytałam. Nie mogłam ich czytać dalej, wiesz dlaczego? Bo nie możemy tego tak ciągnąć. Nie dotrzymałes słowa, nie moge być z kimś takim!
- Błagam Cie, chodźmy do mnie... przepraszam Cie. To się nigdy nie powtórzy...
- To się nigdy nie powtórzy? Alkohol, papierosy, sama Ashley miała się już więcej nie powtarzać! Nie możesz odpuścić tego dla mnie? Własnie widzę, jaka jestem dla Ciebie ważna.
- Błagam Cie... tylko jedna rozmowa.
Nic nie odpowiadam i pozostaje w bezruchu. Justin po chwili wychodzi zatrzaskując drzwi a ja siadam na łóżku chowając twarz w dłoniach.
- Przepraszam. - słyszę Harrego.
- Nie masz za co. Dziękuję, że mnie kryłeś. - gdy to wymawiam, czuję jak chłopak oplata mnie ramieniem.
- Nie ma za co.
- To prawda co powiedział? - pytam, mając chyba dzień z serii "Najpierw powiedz, potem pomyśl" Idiotka ze mnie.
- Taa, ale nie martw się. Wszystko rozumiem. - wiem, jak niezręcznie musi się teraz czuć.
Opieram głowę na jego ramieniu i zaczynam płakać. Jest juz późno, przed chwilą było jeszcze dobrze...
- To jest za trudne. - mówię mu, a on przytula mnie mocniej.
- Nie martw się ko... , przepraszam nie chciałem. - przerywa w połowie, a ja cicho się śmieje.
- Dokończ. - patrzę na niego i widzę jak jest tym zawstydzony.
- Nie ma mowy.
- Dokończ... - drocze się z nim i obydwoje szeroko się uśmiechamy.
- Kochanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz