niedziela, 25 maja 2014

Rozdział XXXXVIII

Gdy budze się rano, wtulona w Justina przypominam sobie wczorajszy wieczór. Uśmiech pojawia się na mojej twarzy gdy widzę jak chłopak śpi tuż obok mnie. 
Wstaję po cichu i ubieram moja koszulkę, którą ostatecznie ściągnęłam, aby nie spaść z balkonu. Przypominam sobie, że miałam dzisiaj być w szkole o 8, ale z racji że jest już 20 minut po, stwierdzam że zostanę tutaj. Jedne wagary nie zrobią róznicy, nie przesadzajmy.
Wyciągnęłam papierosy z kurtki Justina, przyłapując się na przeszukiwaniu jego kieszeni. Wiem, że to nie fair, ale musiałam wiedziec czy nie ma gdzieś jakiś naroktyków. 
Odetchnęłam z uglą, widząc że kieszenie są puste i zapaliłam jednego papierosa. 
Juss nadal spał, a ja wyszłam na taras. Zapach dymu by mu nie przeszkadzał, nie w tym rzecz; raczej chodzi o to, że miałby ochote na skręta, a nadal musi zrobić sobie małą przerwę. 
Wpatruję się w ulice, ludzi biegnących do pracy, słonce które jest jeszcze nisko i zatracam się, nabierając znowu dym do ust. 
- Niegrzeczna dziewczynka. - słyszę tuż po tym, jak skrzypienie drzwi dochodzi do moich uszu. 
- Jeden nikomu nie zaszkodził... - widze jak sie uśmiecha i jest to chyba najlepszy widok, który mogę sobie wyobrazić o 8:30. 
- Oczywiście. - całuje mnie i idzie do kuchni aby zrobić śniadanie. 
Wszystko między nami się poukładało. Jest w zasadzie idealnie. Opruszam papierosa gdy słyszę, że Justin woła mnie z kuchni i idę, aby zobaczyć co przygotował. 
- Omlety! O mój Boże, uwielbiam je! - krzyczę jak małe dziecko i przytulam go mocno w podziękowaniu. 
- Dobrze o tym wiem. Masz jakies plany na dzisiaj? - pyta mnie i uśmicha się, kiedy zaczynam jeść to co ugotował. Było pyszne, kucharz z niego jest świetny. 
- W sumie to nie... jedynie pójdę do sklepu, może zrobimy sobie romantyczną kolację? - przygryzam wargę i patrzę na niego w oczekiwaniu. 
- Czyli cały dzień spędzamy razem i kończymy go romantyczna kolacją? - mówi, na co przytakuję. - odpada. - stwierdza i popija herbatę. 
- Jak to? - jestem zaskoczona jak nigdy. 
- Zbyt nudno. Teraz pójdziesz na zakupy jeżeli chcesz, potem posiedzimy tu razem a nastepnie wybierzemy się do wesołego miasteczka. - postanawia, mówiąc to tak pewnym tonem że zastanawiam się, czy w ogóle warto dyskutowac na ten temat. Nawet bym tego nie chciała, plan wydawał sie być całkiem atrakcyjny. Dokańczam mojego omleta, zmywam po sobie i gdy upijam ostatni łyk kawy, zaczynam sie szykować do sklepu. Otwieram szafę, zapominając że nie mieszkam tu na stałe i widzę tylko puste wieszaki. Mam z wczoraj jeansy, nie jest źle. 
Nie wiem jednak co zrobić, żeby zdobyć koszulkę. Nie pójdę chyba w ręczniku do sklepu i nie kupię nowej, a żadnej tu nie zostawiłam. Wzdycham głęboko i wołam do Justina, który jest w łazience.
- Juss? Wiem, że głupio to zabrzmi, ale nie masz jakiejś damskiej koszulki? 
- A wyglądam, jakbym miał? - uśmiecha się, wychodząc z pomieszczenia i patrząc na mnie, ubraną tylko w spodnie i bieliznę. 
- To nie jest śmieszne. Jak mam gdzieś wyjść, jak nie mam co na siebie włożyć? - spuszczam głowę, a chłopak spogląda w kierunku szafki znajdującej się w jego pokoju. 
- Czekaj, zaraz coś wytrzaśniemy. - podchodzi bliżej i zaczyna czegos szukać. 
Chyba nie ma jakiejś starej koszulki z moich poprzednich pobytów w jego mieszkaniu? Barszczę brwi i czekam, na jaki pomysł wpadł Justin. 
- Popatrz, ta jest idealna. - wyciąga czarny t-shirt z białym nadrukiem i wręcza mi go do rąk. 
- Ale... to jest męska koszulka. - patrzę zdziwiona raz na materiał, raz na mojego chłopaka.
- Co za problem? Jest tylko trochę za szeroka, idziesz jedynie do sklepu. - mówi i ubiera bardzo podobny podkoszulek. Zaczynam się śmiać, lecz przeciągam przez głowę czarną koszulkę i spinam włosy. Czuję jego perfumę, jest cudowna. Połowa mnie czuje sie jak meżczyzna, naprawdę. Maluję dwie czarne kreski na powiekach i nakładam delikatną szminkę na wargi aby zminimalizować to uczucie. Jeansy mam lekko przetarte, po chwili decduję się ubrać czarne szpilki z wczoraj i podkreślam całość czarnymi okularami, które wygrzebałam z mojej torebki. Jest całkiem nieźle jak na to, że miałam jedynie jeansy - śmieję sie sama do siebie i otwieram drzwi. 
- Cholera, wyglądasz... genialnie. - słyszę głos zza moich pleców.
- Dziękuję. Zaraz wracam.  - rzucam mu ciepły uśmiech i znikam na klatce schodowej. 
                                                                           ***
Wybór w sklepie jest ogromny. Mimo, że nie bedę przygotowywać kolacji, zrobię zakupy aby Justin miał coś w lodówce. Moja mama myśli, że jestem w szkole więc wróce około 15, aby pokazać się w domu. Pakuję trzy pomidory do siatki, dorzucam do koszyka maliny, wybieram zgrzewkę soku pomarańczowego, na której producent zapewnia mnie, że jest bez konserwantów i ruszam do kasy. 
- Dzień dobry. - mówię, gdy przychodzi kolej na mnie. 
- Dobry. - mamrocze gruba sprzedawczyni, a ja tylko myślę, że nie mogła znaleźć lepszej pracy ze swoim entuzjazmem. 
- Poprosze jeszcze torbę. - dodaję i wyciągam portfel. 
- 56 złotych i 30 groszy. - mówi, na co podaję jej pieniądze. 
Chwytam siatki w dłonie i kieruje się ku wyjściu. Widzę, ile osób patrzy na mnie ze względu na koszulkę Jussa. Czuję sie w niej dobrze, to troche tak, jakby był tutaj cały czas. 
Wychodzę ze sklepu i widzę, że przy moim aucie stoi jakiś mężczyzna. Gdy podchodze bliżej, robiąc pare kroków w kierunku mojego samochodu, rozpoznaję znajomą mi twarz - to Harry. Już mam zawracać i czekać aż odejdzie, lecz słyszę jego miękki głos.
- Hej. - mówi i patrzy jak obracam się w jego stronę. 
- Cześć. - odpowiadam niechętnie i poprawiam torby, które wydają się byc jeszcze cięższe niż wcześniej. 
- Daj, pomoge Ci. - odbiera ode mnie zakupy i gdy otwieram auto, pakuje je do środka. 
- Czemu tu przyszedłeś? - pytam, stając naprzeciwko, utrzymując jednak spora odległośc między nami. 
- Chciałem Ci podziękować że przyszłaś. No i... przeprosić za to, co powiedziałem. 
- Oh. Nie musisz, trudno. - otwieram moje przednie drzwi, widząc że nie ma juz nic do powiedzenia. 
- Stój. Wiem, że jesteś zła. 
- NIe, nie jestem. Po porstu uważam ,że nie powinnam z Toba rozmawiać po tym, co sie stało. Szczególnie, że mam... 
- Justina. Tak, wiem. Przepraszam, to było głupie. Nie gniewaj się, będę źle sie z tym czuł. - przerywa, czego bardzo nie lubię. Słysze jednak, że to co mówi jest szczere i uśmiecham się, aby pokazac że wszystko jest okej. 
- Nie gniewam się, wyluzuj. 
- Fajna koszulka. - droczy sie ze mną, gdy atmosfera się polepsza.
- Wybaczyłam Ci, ale nie jesteśmy przyjaciółmi. - żartuję, zamykam drzwi i odpalam silnik. 
Widzę, że Harry do mnie macha a ja odjeżdżając utrzymuje tylko mój usmiech. 
Wysyłam sms'a Justinowi, że już się za nim stęskniłam i za 20 minut powinnam być w domu z zakupami. Parkuję dokładnie kwadrans po tym i wchodzę po schodach z pełnymi siatkami i znajduję się w mieszkaniu. Jest 14, może coś  ugotuje i musze zmykać do domu. Kładę klucze na półce, słyszę tylko klimatyzację. Justin gdzieś wyszedł? Mielismy spędzić razem czas, to niemożliwe. Rozglądam się po pokojach, nigdzie go nie ma. Nie leży na kanapie, łazienka tez jest pusta. Wyszedł. 
Wybieram lekko poddenerwowana jego numer i słyszę wibrujący telefon na stole w kuchni. Świetnie, zostawił go i nawet nie wiem gdzie poszedł. Patrze na ekran, ma nieodebrane 2 wiadomości i moje połączenie. Jedna jest ode mnie, a druga? 
Selena, nie. To złe, nie grzeb mu w telefonie. Odchodze od stołu, ale moje stopy zawracają. Chcę to zobaczyc, ale jesteśmy w związku. Pewnie to jakiś kolega, albo Ariana. Tak, to na pewno Ariana. Nie musze tego czytać. Każda myśl pojawia się i znika w przeciągu sekundy. 
Moja ręka jest milimetr nad znaczkiem "odczytaj". 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz