czwartek, 8 maja 2014

Rozdział XXXIX

Była to Ashley, ubrana w bluzkę na ramiaczkach, miała pomalowane usta a w ręku trzymała torebkę. Jej ubiór mówił sam za siebie. 
- Cześć Justin. Dawno sie nie widzieliśmy. - powiedziała, podjąc chłopakowi dłoń. 
- Cześć Ashley. Pozwolisz, ze pójdziemy dalej, chcemy spędzić trochę czasu sam na sam - powiedział, uśmiechając sie do Ash.
On nie lubił takich dziewczyn, wiedziałam to.
- Ja tez musze z tobą porozmawiać. Sam na sam. - odparła, gdy już mieliśmy iść.
- To dawaj. 
- Ale... - dziewczyna popatrzyła na mnie. 
- Selena? Nie mam nic do ukrycia przed nią. - wzruszył ramionami. 
Widziałam jak bezsilne czuje sie Ashley i jak trudno jej teraz cokolwiek powiedzieć. 
- To już nie ważne. Nawet mnie nie przytulisz po powrocie? - otworzyła ramiona, a chłopak powoli ja objął. Wiedziałam o co jej chodzi, ale wiedziałam tez ze jej to nie wyjdzie. 
Po chwili chwyciłam go za rękę, abyśmy już poszli. Niestety, Ashley zrobiła to samo i Justin utknął pomiędzy nami. Najpierw szarpnelam ja, potem ona. Nie wiem czy moj chłopak miał być jak maskotka, która zaraz sie rozwrwie, ale nadal pociagalam go w moja stronę. W końcu to on wyrwał swoje dłonie z naszych uścisków i delikatnie mnie pocałował. Był to wyraźny znak dla Ash i miałam nadzieje ze go nareszcie zrozumie. Dziewczyna dobiegła a ja szczęśliwa wsiadłam do taksowki. 
- Czemu nie jesteś w szkole? - zapytał Juss.
- Musiałam Cię przywitać, dzisiaj sobie odpuszcze. 
- Rodzice wiedza? 
- Nie. - odparlam krótko, nie rozwijając mojej wypowiedzi do powodów dla których o tym nie wiedza.
- To teraz jedziemy do mnie, tak?
- Jasne. - usmiechnelam sie.
Taxi podjechało pod jego dom, a my weszliśmy do środka. Położyłam sie na sofie, już lekko spiaca. Justin wypakowal swoje rzeczy, następnie ściągnął koszulkę i położył popielniczkę na stole, wyciągając paczkę papierosów. 
Zapalił jednego i podszedł do mnie. Wyciągnęłam rękę, żeby dał mi skręta ale on schował go za plecami i odszedł, cały czas patrząc mi w oczy. Wstałam i wykonałam pare kroków w jego kierunku. Położyłam dłonie na jego barkach, bez koszulki było widać wszystkie jego mięśnie, po których przyjechałam palcem, następnie całując Jussa w usta. Wtedy dał mi papierosa, a ja mocno sie zaciągnęłam nareszcie czując ten dym w ustach. Były jakieś inne,   Chyba kupił je w Anglii. 
- Dzisiaj idę do Twoich rodziców. - powiedział, biorąc paczkę do ręki. - A to dla Ciebie. - wręczył mi rzeczywiście inne papierosy. Schowalam je i odpowiedziałam zdecydowanie:
- Nie. Oni myślą, ze już sie nie spotykamy. A moi znajomi tylko tego by chcieli. - spuscilam głowę. 
Wtedy Justin wziął moja twarz w dłonie i podniósł ja, tak ze moje oczy były na wysokości jego. 
- Jestem inny. Nie jestem idealny, ale wiem ze Twoi rodzice Cię kochają i chcą Twojego szczęścia. Znajomi tak samo. Wszyscy przywykną. Musza. - uśmiechnął sie, a ja mocno go przytulilam. 
Zapalilismy jeszcze raz i wyszliśmy, idąc do mojego domu. Moj chłopak miał luźne, lekko opadajace spodnie i biała koszulkę. Nie wiem czy moja mama nie wolałaby jeansów i koszuli z krótkim rękawkiem, ale Justin nie chciał dyskutować. 
Weszliśmy, moja mama od razu mnie przywitała i popatrzyła sie na Justina wielkimi oczami. 
- Dzień Dobry. Chciałbym sie przedstawić. Mam na imię Justin, spotykam sie z pańska córka od jakiś dwóch tygodni. - teraz zaczął sie jego popis. - Zgadza sie, palę *wyciagnal paczkę papierosów i zapalniczkę*, chodzę na imprezy, mam nawet dwa tatuaże *pokazal je wyraznie* i mam zamiar zrobić sobie ich więcej, ale spokojnie nie jestem bandyta. To sa moje ulubione buty, spodnie i koszulka *pokazal ubranie*, nie mam prawa jazdy, ale mam dowód osobisty *wyciagnal go i pokazał dokładnie*, jestem tancerzem a Pani córka czuje sie ze mną szczęśliwa. Czy pani sie to podoba, czy nie. Teraz pójdziemy na gore, przepraszam jeżeli poczuje pani dym. - uśmiechnął sie i wszedł po schodach. Moja mama była w szoku, nic nie mogła powiedzieć a ja byłam dumna z mojego chłopaka. Powiedział dokładnie kim jest. Obyło sie bez awantury, najwyraźniej nikt jej nie chciał. Juss usiadł na moim łóżku, mówiąc żebym położyła sie obok.
- Brawo. Nie sądziłam, ze tak to zrobisz. - popatrzyłam na niego.
- Wiesz, ze nie lubię być prosty. Tak właściwie... Śliczna bransoletka. - usmiechnelismy sie obydwoje i nasze usta sie zlaczyly. 
Nagle drzwi sie lekko uchylily, a zza nich wygladała moja mama, mówiąc:
- dzień dobry, jestem mama Seleny. Miło Cię poznać. 
Drzwi sie znowu zamknęły a ja schowalam głowę w kocu, bo nie mogłam sie powstrzymać od śmiechu. 
- Mam coś dla Ciebie. - powiedział. 
- Naprawdę? - zdziwiłam sie i czekałam, co chłopak wyciągnie z kieszeni. 
- Nawet nie ode mnie, a od Ariany. - wręczył mi długopis, z napisem "England". Był czerwony, ach jak ja uwielbiałem ten kolor. 
- Podziękuj jej. - pocałowałam go w policzek i dałam prezent na biurko. 
Lezelismy tak długo, Justin opowiadał o Anglii, ja o Brigit i tak zleciały chyba 2 godziny.
Mama pewnie powiedziała już tacie o "przedstawieniu sie" Justina. Przynajmniej tak przypuszczalam. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz