- Selena?! - nagle słyszę głos Joego, który co chwilę oklepuje mnie po moich policzkach.
Przez lekko zmrużone oczy widzę, że jestem w jakimś pokoju, leże na sofie a obok mnie jest tylko mój przyjaciel.
- Co Ty tu... - łapię się za głowę i próbuję z trudem usiąść.
- Ciiiicho. - szepcze i kładzie spowrotem, delikatnie przykrywając mnie kocem.
- Co się sta... gdzie my jesteśmy? - mamroczę, zamykając oczy.
- Przesadziłas z alkoholem. Justin nie zna chyba ograniczeń. - mówiąc to, zaczynałam sobie przypominać o co chodzi, a przynajmniej wiedziałam, że nadal jestem w tym budynku.
- Gdzie Justin? - mówię już troche bardziej wyraźnie i rozglądam się, nie widząc mojego chłopaka.
- Nie wiem. Wygoniłem go. Był tak pijany, że Bóg wie gdzie się teraz poniewiera. - odparł, jakby nic sie nie stało.
- Co?! - podniosłam ton, nie wierząc że mógł tak zrobić.
- To co słyszysz. On Cie upił, nie wyobrażasz sobie co teraz mogłoby się stać? Gdyby znaleźli Cie jacyś ćpuni? Selena, myśl.
Może i miał racje? Gdyby on nie wziął mnie z tej barowej lady, nie wiem czy teraz nie byłabym załamana.
- Dziękuję. Ale jak mogłeś wygonić Justina, gdzie on teraz jest? - zapytałam.
- Chyba sobie żartujesz. On jest aż tak nieodpowiedzialny i to Ty masz sie o niego martwić? - odparł, patrząc na mnie jak na wariatkę. Mruknęłam, ale wiedziałam że ma on rację. Zawiodłam się na Jussie, przecież mogło mi się coś stać. - teraz zostaniesz z Austinem. Ja idę do Vanessy. Cześć. - dodał po chwili i wyszedł.
- Nie. Tylko nie z nim. - mówię zdecydowanie, slysząc imie mojego byłego.
- Przeciez on nie gryzie. - odparł, juz wychodząc. Czy on myslał, że ja tak po prostu z nim zostanę? Nie ma mowy. Chciałam sięgnąć po telefon, ale gdy chciałam się poruszać, moja głowa odmawiała posłuszeństwa, chcąc pozostać na poduszce. Westchnęłam i łapiąc sie za czoło zaczekałam, jak przyjdzie Aus. Rozglądałam sie po tym pomieszczeniu, nie było specjalnie urokliwe. Przypominało mi lekko piwnicę, może własnie tutaj zaniósł mnie Joe? Ktoś nagle nacisnął klamkę i powoli otworzył skrzypiące drzwi.
- Cześć. - mówi chłopak, siadając obok mnie.
- Nie musiałes tu przychodzić.
- Wiem.
Zapadła cisza. Austin popatrzył na mnie i złapał moją rękę. Błądziłam wzrokiem, chcąc uniknąć widoku jego błyszczących oczu, wpatronych w moją twarz.
- Proszę, nie wykorzystuj sytuacji... - zabrałam dłoń, więdząc do czego to może zaprowadzić.
- Tęsknię za tobą. - oznajmia, nie wiem czemu.
- Przestań. - podniosłam się mimo obolałej głowy, nie mogąc spędzić ani chwili dłużej z nim w jednym pokoju. Przechodzę dosyc powoli do drzwi i wychodzę, chcąc odnaleźć Justina. Niektórzy naprawdę przestadzili z alkoholem i juz leżeli na podłogach. Gdy ich widziałam, doceniałam to co zrobił dla mnie Joe. Zaczełam wypatrywać mojego ukochanego, z którym miałam duzo do ustalenia. Było dosyc ciemno, nie do końca widziałam kto kim jest. Przybarze go nie było, gdy podeszłam na parkiet, wydawało mi sie że też go nie widzę. Martwiłam się coraz bardziej, wspominając słowa Joe'go. Szukałam go wszędzie, chociaż czułam sie fatalnie. Gdy juz prawie sie poddałam, zobaczyłam że dużo osób siedzi w czymś w rodzaju loży. Duża lampa oświacała ludzi, którzy tam siedzieli i jedna osoba wydawała mi się całkiem podobna. Zrobiłam parę konkretnych kroków, omijając tańczących imprezowiczów i znalazłam sie na przeciwko wesołej gromady. Pili i palili, oczywiście Justina tam nie brakowało. Siedział on wygodnie rozłozony, popalał cygaro i żartował w gronie jak mi sie wydaje, nowych znajomych.
- Justin, pozwolisz na chwilę? - zawołałam głośno, aby mnie usłyszał.
- Ooo... tu jesteś! Akuku... - podszedł do mnie chwielnym krokiem, uradowany że się "znalazłam"
- Ty jestes całkowicie pijany! Zostawiłes mnie tam, czy ty myslisz? - wyrzuciłam z pretensjami, przekrzykując głośna muzyke.
- Ja? Nieee... tylko troche wypiłem. Mooo- że chcesz zapalić? - z trudem sklejał sylaby, podając mi cygaro. Rzuciłam je na ziemie i mocno go łapiąc, wyprowadziłam na zewnątrz.
- Jesteś taki nieodpowiedzialny! Jak mogłeś? - szturchałam, aby zrozumiał chociaż trochę z moich ciągłych narzekań. Było zimno, ale podejżewałam, że Jussowi to nie robi róznicy.
- Co... ale że jak? - mamrotał, ledwo co stawiając kolejne kroki.
- Człowieku! - krzyknełam, niewytrzymując już całej tej sytuacji. - czy ty naprawdę ie widzisz w tym nic złego?! Ogranicz to, to ja mam Cie ratować? Co by było gdybyś to przedawkował?!
Chłopak milczał, patrząc na mnie. Sama nie czułam się idealnie, ale ból głowy powoli ustepował. Nerwy mi puściły i odeszłam szybko, wsiadając do pierwszej lepszej taksówki, wysyłając Vanessie sms'a z przeprosinami, dotyczącymi mojej krótkiej obecności. Ostro i konkretnie podałam adres mojego domu taksówkarzowi i ruszyliśmy na przód. Było cicho, chociaż myślałam że o 24:30 będzie więcej ruchu. NIe mogłam przestac myśleć, jak Justin mógł mi wykręcic taki numer. Owszem, też ubiłam zapalić czy wypic ale wszystko z umiarem. Nie wspominając, że to ona jest mężczyzną. Słono za to zapłaci. Kierowca podjechał pod mój dom. Wyszłam, płacąc bo oczywiście mój ukochany upity chodził teraz po parkiecie i weszłam do domu. Zamknełam mój pokój i wzdychając, jednoczesnie usiadłam na łóżku. To było straszne. Jak każda impreza ma się tak kończyc, to ja za wszystkie dziękuję. Podziękowałam jeszcze Joe'mu sms'em i przebrałam się, okrywając moje ciało kałdrą. Wtuliłam twarz w poduszkę i zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz