Nie wiem jak przeżyję bez Justina, to on dodawał mi pewności siebie, to on dawał mi te wszystkie emocje, dzięki którym moje życie było ciekawe, takie jak chciałam.
Dałam wcześniej sms'a mojej mamie, że moge wrócic nawet jutro po szkole, bo mam wszystkie książki i że bardzo ją kocham. Nie może się domyslić, co stało się między Jussem, a mną.
- Heej, Selena? - czuję dotyk i cichy, ciepły głos Joe'go. Delikatnie przecieram oczy i siadam na kanapie.
- Tak? - mamroczę jakbym znowu była pijana, ale raczej chodzi o to że spałam jakąś godzinę i nie zamieniłabym jej w tym momencie na nic innego.
- Naprawdę mi głupio, ja przepraszam, ale musze wyjść i nie chce zostawiać Cię tu samej...
- Nie ma sprawy, i tak dużo mi już pomogłeś. - pocieszam go i posyłam mu uśmiech. Naprawdę zawsze mogę na niego liczyć. Wstaję i składam koc, powoli wychodząc.
- Musisz z nim skończyć, wiesz o tym? - pyta, gdy jestem już w drzwiach. Pewnie chce mi przypomniec, że nie moge do niego isć. Jedynie przytakuję i zamykam drzwi. Schodzę po schodach, modląc się żeby nigdzie po drodze nie spotkać Justina. Nie chcę na niego patrzeć, moja komórka cały czas wibruje, a ja widzę bez przerwy wysyłane sms'y. Zawsze musi tak dochodzić do porozumienia? Wszystkie wiadomości ignoruję i wyłączam telefon aby mnie nie drażniły. Mam jego dosyć, mam dosyć jego kłamstw.
Gdy wychodzę i czuję jak chłodno jest na dworze - załamuję się. Co mam zrobić? Przez chwilę zastanawiam się nad powrotem do Joe'go, ale nie mogę mu tak uciążać. Nie wróce również do domu w takim stanie, od razu zaczną się mnie wypytywac o co chodzi. Na początku myślę, żeby pójść do Vanessy, ale nie odpowiada ona na moje telefony. Szukam w kontaktach chociaż jednej osoby, która mogłaby mi teraz pomóc. Natrafiam na spis imion rozpoczynających sie na literę "H". Widzę numer Harrego, ale nie chcę do niego iść. Nawet nie znam jego adresu, a kto wie co by sie wydarzyło, gdybym do niego poszła.
Wszystkie moje "kolezanki" przeciez mi odmówią, albo nie odbiorą. Naprawdę nie mam takiej osoby? Znaczy miałam, Justina. Do niego zadzwoniłabym od razu.
Gdy tylko przypominam sobie, jak zareagowałby na wiadomosc, że przyjade do niego na noc, chce mi się płakać. Ostatecznie wygaszam ekran, nie widząc żadnej sensownej osoby.
Wsiadam w nocnego bus'a i jadę pod mój dom. Trzęsę się powoli z zimna, nie wierzę że o 20 może być tak lodowato. Pocieram ręce na zmianę i dochodze powoli do drzwi. Jest już ciemno, droge oświecają mi jedynie lampy drogowe. Naciskam klamkę - drzwi są zamknięte. Dzwonie - również brak odzewu. Nigdzie nie pali sie chociażby mała lampka, z czasem orientuje się, że na podjeździe nie ma też auta. NIe, tylko nie to. Musieli pojechać do znajomych mojego taty, tak, teraz pamiętam. Boże, co ja zrobiłam...
Siadam na ziemi, płacząc gorzej niz na początku. Nie mam nawet gdzie spac, nikt nie może mnie pocieszyć, po prostu przytulić. Znowu zerkam na telefon, wiadomości jest juz mniej, chociaż nadal przychodza i to tylko od Jussa. Nie, chociażby miałabym spać pod tymi drzwiami, wolę to niż proszenie go o nocleg.
Znów otwieram spis kontaktów, powoli czując jak odmarzają mi palce u dłoni.
Dzwonię do Harrego, nie myśląc do końca co robię. Nie wiem jednak, kto inny mógłby mi teraz pomóc. Po drugim sygnale słyszę lekko zachrypnięty głos.
- Tak, słucham? - mówi chłopak a ja nagle tracę zasób słownictwa.
- Harry? Ja wiem, że to głupio zabrzmi... - zaczynam.
- Selena? Cos się stało? - mówi, upewniając się czy to ja. Nie dziwię się, nie zadzwoniłabym do niego od tak o, on o tym wie.
- Mógłbyś po mnie przyjechać? Nie mam noclegu i... no i mogłabym u ciebie zostać? Tylko do jutra, po prostu moi rodzice...
- Spokojnie, mam dodatkowy pokój. Gdzie jesteś? - pyta, lekko zakłopotany.
- Pod moim domem. - jakkolwiek by to nie zabrzmiało. - znaczy... - chcę sie poprawić, ale chłopak mi przerywa.
- Wiem gdzie to jest, zaraz będę. - szybko sie rozłącza.
Skąd on wie, gdzie ja mieszkam? A mniejsza o to, wazne że zaraz przyjedzie. Za moment tu zamarznę. Wstaję i próbuje się rozgrzać, kiedy czekam na Harrego. Musze byc ostrozna, szczególnie gdy bedziemy juz u niego, nic nie może sie wydarzyć. Właściwie, nie wierzę że zaraz tu podjedzie. Po chwili naprzeciwko mnie staje czarne, wyskoie auto. Harry pokazuje, żebym weszła a ja zadowolona siadam na miejscu pasażera.
- Boże, twoje usta są całe sine. A twoje ręce... - łapie za nie i czuje, że są dosłownie lodowate.
- Ja wiem... pokłóciłam się z Justinem, moich rodziców nie ma. Ja... naprawdę przepraszam że musiałes tu przyjechać. - łzy spływają mi po policzku, na imię Jussa.
- Nie martw się, to nie problem. Z tyłu jest koc, weź go i okryj się bo zaraz mi tu zamarzniesz! - lekko żartuje, widząc smutek w moich oczach.
- Dzięki. - chwytam materiał i dokładnie się nim owijam.
Auto rusza, w głośnikach słyszę muzykę. Harry co chwilę gdzieś skręca, a droga zdaje sie być znajoma. Chwile później chłopak wysiada, a następnie otwiera mi drzwi. Wysiadamy przy jakiś brązowych blokach, są całkiem ładne i nowoczesne. Niedaleko mieszka Vanessa, stąd ulice nie były mi obce. Hazz zaprasza mnie do środka jego małego, lecz uroczego mieszkania i prowadzi do pokoju. Mamy oczywiście oddzielne łóżka, a same wnętrze nie równa się z tym Justina. Dużo jest w nim standardowych mebli, wszędzie wiszą obrazy, a metraż jest znacznie mniejszy. Uśmiecham się, gdy proponuje mi coś do zjedzenia i słysze jak idzie do kuchni. Wyciągnęłam szczoteczke do zębów i piżamę z torby, aby nie szukac ich potem i siadam na moim tymczasowym łóżku. Jest całkiem wygodne, pokój również jest przyjemny.
Justin przestał już pisać, a telefon wyświetlił mi 200 nieodczytanych wiadomości. Dzwonił też niejednokrotnie i nawet parę razy się nagrał. Stwierdziłam, że odsłucham jedną wiadomość z poczty głosowej "Selena, to naprawdę nie tak jak myślisz. Ona dziekowała mi za pomoc, byłem u niej tylko jako przyjaciel. Ashley miała problemy, błagam Cie... porozmawiajmy. Gdzie teraz jesteś?" Na jej imię sie wzdrygam, a myśl że rzeczywiście u niej był i że się przyjaźnią totalnie mnie rozbija na małe kawałeczki. On ma jeszcze czelność się z nia przyjaźnić? Nie wie, do czego jest zdolna i miał się trzymac od niej z daleka.
- Selena? - słysze głos Harrego z kuchni. Pewnie juz coś przygotował.
- Już idę! Sekunda! - wołam i wychodzę z pokoju.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz