środa, 4 czerwca 2014

Rozdział XXXXXIII

Nie mogę opanować śmiechu, jak on mógł chcieć do mnie tak powiedzieć? Lekko sie rumienię i spoglądam na zawstydzonego Harrego. Ta sytuacja jest totalnie niezręczna, ale czuję się o wiele lepiej. 
- Nie powinienem do Ciebie tak mówić, przepraszam. - rozluźnia uścisk i siada obok mnie. 
- NIe ma za co. - usmiecham się i sama nie wiem czemu delikatnie całuję go w policzek. Czuję, jak jego palce dotykają moich pleców. Trwa to sekundę. Wyczuwam przyjemny dreszcz i kłade się spowrotem. Harry idzie do łazienki a ja zastanawiam się, czy nie powinnam wrócić do mojego pokoju. Wszystko dzieje się za szybko, już miałam taką sytuację z Austinem. 
Jeżeli chcę robić jakieś kroki w kierunku Harrego, muszę robić je bardzo powoli. 
Gdy jednak przez głowę przebiegają mi słowa Justina, nie mogę zostać tu ani chwili dłużej, szczególnie z Harrym w czarnej bluzce i krótkich spodenkach. 
- To ja juz wróce do siebie. - mówię, gdy widzę go w drzwiach. 
- Jasne. Dobranoc. 
- Dobranoc. - uśmiecham się i przechodzę do mojego pokoju. Zapalam małą lampkę i wzdycham ze zmęczenia. 
Jest już 3 w nocy, chyba nawet nie opłaca mi się spać. Jutro musze juz pójść do szkoły i co najważniejsze - wrócić do domu. Moja mam pewnie się martwi, a w szkole mam już małe zaległości. Kładę się i biorę mój telefon. Justin znowu coś pisał. 
"Kocham Cię" "Kocham Cię" "Kocham Cię" - każda wiadomość się tak zaczyna, to urocze - nie powiem. Myślę jednak nadal trzeźwo, a przynajmniej staram się zachować rozwagę. 
Znowu chce mi się płakać, zachowuję się jak nastolatka z problemami emocjonalnymi. 
Przez sekundę zamieniam obraz Ashley i Justina na obraz nas, kiedy bylismy na wyjeździe, kiedy całowaliśmy się w jego mieszkaniu, kiedy mówił jak mnie kocha, kiedy byliśmy tacy szczęśliwi... 
"Ja Ciebie też." - odpisuję w tej samej sekundzie. Nie mam zamirau się tłumaczyć, piszę prawdę. Mimo, że tak jest muszę myśleć i nie mam zamiaru dac za wygraną moim emocjom. 
"Nie dajmy się zniszczyć" - otrzymuję odpowiedź zwrotną, która powoduje że dwa razy bardziej wstrzymuję łzy. 
"Już to zrobiliśmy. Nie mogę przestać myśleć o Tobie i Ashley. Jak moge iść z tym do przodu?" - to dziwne, że teraz o tym piszemy. Przypominam sobie, jak wyczuł moje perfumy, a następnie patrze na czarna koszulkę, połozoną na brązowej komodzie. Mam mętlik w głowie, to jest za trudnę. Chcę zacząć od początku, bez Justina. Chcę oderwać się od tego, po prostu zniknąć. 
"Zaufać mi" - to to, czym chce mnie przekonać? Ile razy mu wybaczałam, ufałam że się poprawi? To zbyt męczące. Wygaszam ekran, jednocześnie włączając tryb milczący i okrywam sie kołdrą. Po chwili zasypiam, myśląc co jutro będę robić. Przecież mogę funkcjonować bez Jussa, trzeba tylko na to czasu. 
                                                                            ***

- Dzień dobry. - mówi ubrany już Harry, a po przetarciu oczu widzę, że na zegarku jest już 7:30. Zrywam się na równe nogi, co wyraźnie rozbawia chłopaka i zakładam szybko moje ubrania. Może nie wyglądam cudownie, ale mam coś na sobie a to już dużo dla mnie znaczy. 
- Cześć. - mówię lekko ospałym głosem po wyraźnej przerwie. 
- Podwiozę Cię. Jedziemy w tym samym kierunku. - znowu żartuje, a na mojej twarzy pojawia sie usmiech. 
- Jasne, dziękuję. 
- Na stole masz herbatę i jakąś kanapke. Nie jestem najlepszym kucharzem i nie wiem co lubisz, dlatego... - widzę, jak stara się wytłumaczyć śniadanie w jego wykonaniu. 
- Przestań. I tak jestem Ci wdzięczna, że mogłam tu zostać i za to, jak mi pomogłeś. - pakuję rzeczy do torby i udaje sie do kuchni. 
Dosłownie pożeram kromki chleba z szynką i popijam to sokiem pomarańczowym. Poprawiam bluzke Justina, tak aby wyglądała chociaż troche normalnie i wychodzę wraz z Harrym. 
- Dzisiaj też u mnie zostajesz? - wyczuwam w jego głosie nadzieję, ale muszę stanowczo postawić sprawę.
- Moi rodzice już wrócili, przykro mi. Ale dziękuję za gościne, masz całkiem przytulne mieszkanie. - posyłam mu uśmiech i schodzę po schodach, tupiąc szpilkami. 
Mój strój jak był, jest kontrowersyjny i totalnie dobija mnie to, do kogo należy koszulka którą noszę. Hazz otworzył mi drzwi i po chwili siedziałam już w jego aucie, słuchając muzyki. 
Widzę, że lubi nieco spokojniejsze nagrania, ale nie przeszkadza mi to specjalnie. Drogę przebywamy w milczeniu, może to i lepiej. Zaczęłam przemyślać każdy krok związany z moim życiem. Otwieram drzwi do szkoły i wlokę się korytarzem. Po drodze spotykam moich znajomych, którzy nie są mną specjalnie zainteresowani. Justin tez sobie odpuścił i poprzestał na, chwilka sprawdzę : 777 wiadomościach. Jest szalony, wiem. 
Podchodze do szafki i wypakowywuje to, co miałam w torbie. Na szczęście zostawiłam tu zeszyt do fizyki, bo gdybym i tego zapomniała - dostałabym jedynkę. 
Idę powoli w kierunku sali od chemii - mojej dzisiejszej pierwszej lekcji. Niektórzy na mnie spoglądają i nie dziwie im się, bo moje buty strasznie hałasują. 
- Cześc Selena. - słyszę głos Ashley. Ma na sobie luźną bluzkę, w ręku trzyma książki. Przypomina mi troche dawną Ash, więc odwracam się i krzyżyjąc ręce staje naprzeciwko niej. 
- Hej. Coś się stało?
- Przykro mi, że nie jestes już z Justinem. - mówi, na co szczęka mi odpada. 
- Co? Nie wiem, o czym mówisz...
- Wiesz. - jej ton zmienia się z potulnego w ironiczny, a na jej twarzy pojawia sie uśmiech. 
- Zostaw go w spokoju, wiem w co grasz. Nie zniszczysz tego, co jest pomiędzy nami. Rozumiesz? - syczę jej prosto w twarz. Ta obraca sie na pięcie i odchodzi, najwyraźniej zadowolona z siebie. Poprawiam włosy i lekko zdenerwowana, też odchodze. Jak ona śmie? 

                                                                              ***

Siadam w pierwszej ławce i otwieram podręcznik. Głowa mnie boli, już od początku mam wszystkiego dosyć przez moją byłą przyjaciółkę. Gryze długopis, gdy przychodzi mi rozwiązać jakies trudne zadanie, a gdy je kończę czuję jak padam z nóg. Nie wyspałam się - to kolejna przyczyna mojego samopoczucie. Ten dzień jest beznadziejny. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz