Przeciągam się kolejny raz i widzę, że moja mama poszła. Pewnie zaspała i nawet nie zaglądnęła czy jeszcze nie śpię. Rozglądam sie po salonie, następnie kuchni i dochodze do wniosku, że jestem sama. Wracam na górę i odłączam telefon od ładowarki, wysyłając wiadomość do Ariany : " Hej. Co się stało? O co chodzi z tym zdjęciem? Przekaż Justinowi, że tęsknię. - Sel" NIe otrzymałam odpowiedzi, więc zeszłam na dół zrobic sobie kanapkę.
Czemu to wszystko musi być takie trudne? - powtarzam sobie, kiedy biore pierwszy gryz bułki.
***
Wysłałam kolejne dwie wiadomości, czekając na odpowiedź, która wcale nie nadchodziła.
Policzyłam godziny i przypominam sobie, że pewnie śpią. Włączyłam telewizor, kładąc się na łóżku. Przez momenty, kiedy leciała jedna z moich ulubionych komedii, śmiałam się do pustej przestrzeni obok mnie, zapominając że jestem całkowicie sama.
*Justin*
- Ludzie! Jestem wolny! Pierdolenie wolny! - krzyczę, wychodząc na balkon. Wypiłem 3 butelkę wina, kompletnie nie myślę, chociaż przed tym ustaliłem, że nie wróce do Ameryki w najbliższym czasie. Nie moge zniesć myśli, że cierpię o wiele bardziej niż ona. Widze, że dla niej to nic nie znaczyło i teraz siedzi z jakimś kolejnym, śmiejąc się do słuchawki.
Ariana już śpi, a ja przedawkowałem alkohol tak, że ledwo trzymam się na nogach. Głowa mi pęka, a jest dopiero 4 nad ranem.
Nikogo nie ma, tak już przywykłem i pragnę spędzać czas.
Miasto już nie świeci się tak, kiedy stałem tu z papierosem o 2 w nocy, rozmyślając nad wszystkim. To kompletnie to mnie nie podobne.
***
- Justin! - krzyczy moja siosta, szturchając mnie mocno.
- Co? - mamroczę.
- Czemu do cholery śpisz na balkonie?! Ile ty wypiłeś? - rozgląda się i widzi puste butelki.
- Musiałem tu... ja... byłem tu w nocy. Dużo? - mówię powoli, lepiąc słowa. Za dużo, zdecydowanie za dużo alkoholu.
- Boże... przecież jeszcze jedna butelka i wylądowałbys w szpitalu... - widzę, jak sie tym przejmuje. Ja w odróżnieniu od niej, przewracam sie na prawy bok i mamroczę coś, co przypomina "przepraszam". Czuję jej dłoń, przeczesującą moje włosy.
- Nigdy nie miałes takiego problemu z dziewczynami, co się dzieje?
- Kocham ją. - uwaga, uwaga, teraz poprosze księgę absurdów, mam szanse na pierwsze miejsce.
- Nie, nie kochasz.
- Własnie, że tak. - musze brzmieć zabawnie, a ona nie wie ile czasu zajmuje mi ułożenie słów w tym stanie. Przynajmniej nie czuje teraz bólu, wspominając sobie jej obraz w mojej głowie.
- Ona na ciebie nie zasługuje, wstawaj. - podnosi mnie za ramie i automatycznie łapię się za głowę, czując straszliwy ból.
Zasługuje. - nie wiem czemu słysze ten durny głosik w mojej głowie.
Wiem jednak, że to koniec. Definitywny koniec.
* 2 miesiące później - Londyn*
- Kochanie, prawie zapomniałbyś swojego plecaka. - oznajmia Meggie, moja dziewczyna.
Spotykamy się od jakiegoś miesiąca a zawdzięczam to mojej siostrze, u której aktualnie mieszkam. Od tamtego czasu upiłem się chyba z 10 razy, a jeden z najlepszych klubów w mieście pomógł mi zapomnieć o Selenie.
- Taa, dziękuję. - cmokam ja w czoło, poprawiając przed lustrem włosy. Ariana niecierpliwie czeka z zegarkiem, ubrana w czerwoną koszulke na ramiączkach i szorty.
- Justin, spóźnimy się na to lotnisko, taksówka już czeka.
- Daj mi jeszcze moment. - obracam się do Meggie, a Ariana wychodzi aby poczekać za drzwiami.
- Jadę tylko po pieniądze, które zostawiłem w Ameryce, resztę ubrań i załatwię sprawę z mieszkaniem, aby zameldowac się tutaj, ok? Wrócę tu do Ciebie i pojutrze wyjdziemy gdzies na miasto. Poczekasz tutaj w domu, masz wszystko czego potrzeba. - oznajmiam, trzymając dłonie na jej ramionach, na które opadaja jej kręcone, brązowe włosy.
Dziewczyna posyła mi uśmiech i pozostawia pocałunek na moim policzku.
Wychodzę, zarzucając plecak na jedno ramię i idę obok mojej siostry po schodach.
Żeby było jasne, nie jestem w żadnym głębokim związku z Meggi i ona o tym wie. Wychodzimy do klubów, może trochę alkoholu i niestosownego tańca.
Wsiadamy do taksówki i jedziemy w kierunku lotniska. Zakładam moje ciemne okulary przeciwsłoneczne i poprawiam czerny t-shirt. Rozglądam się po niebie, nie wierząc że już za 2 dni będe mieszkał tutaj - w Londynie.
***
- Obiecaj mi, że wrócisz i będziesz uważać. - mówi mi do ucha moja siostra, mocno mnie przytulając. Kłąde rękę na jej plecach i poklepuję delikatnie, aby mnie puściła.
- Obiecuję. I dziękuję. - patrze jej w oczy.
- Za co?
- Za to, że pomogłas mi... no wiesz, jak byłem na kacu lub miałem lekka depresję... - plączę się. Nigdy nie byłem dobry w podziękowaniach.
- Nie ma sprawy. Kocham Cię braciszku. - uśmiecha się i po chwili odchodzi, zostawiając mnie samego przed bramkami. Mój samolot wylatuje za 30 minut, musze się trochę pospieszyć.
Po odprawie i całym tym formalnym gównem, siedze w fotelu, ponownie nasmiewając się ze stewardessy, stojącej na środku z identyczną kamizelką. Nigdy mi się to nie znudzi.
Zacząłem bawić się swoim telefonem i nawet sam nie wiem, kiedy sasnałem.
***
Ten lot był niesamowicie szybki i zawdzęczam to chyba temu, że przespałem 3/4 podróży. Tak czy inaczej, idę właśnie w stronę mojego mieszkania aby zabrać ze sobą ostatnie rzeczy i schowane oszczędności. Łapię tramwaj, który zdaje się jechac gdzies w moją okolicę i po chwili wchodzę na moją klatkę schodową. Tupie butami po schodach, zapominając że w Anglii praktycznie tego nie słychać i przekręcam klucz w zamku.
Woah, w końcu normalne pomieszczenie - myślę, widząc znajome mi meble w normalnych stonowanych, klasycznych kolorach i przejeżdżam dłonią po komodzie, pozbawionej ozdób. Znacznie różni się od tej Ariany, do kórej nadal się nie przyzwyczaiłem. Siadam na czarnej kanapie i uśmiecham się, czując się jak w domu.
bo to twój dom. - dodaje mój cichy doradca, ale nie zwracam na nigo uwagi, po czym kieruje się pod prysznic.
* Selena *
Dwa miesiące. Dwa miesiące bez Justina, bez żadnej wiadomości, znaku życia, czegokoliwek. Gdy dzwonię, słyszę po raz 40 "błąd wybierania numeru". Gdy mama nie sprawdza, czy wyszłam zawsze zostaję w domu i wypłakuję się do mojej ulubionej poduszki. Widziałam się z Vanessą, Bridgit, nawet Harry zabrał mnie na kolację, kiedy widzał że w zasadzie mam depresję, ale pomogło to tylko w niewielkim stopniu. On to zakończył, ja wiem, ale nie moge o nim zapomnieć.
Wyglądam zza kołdry i słyszę, jak mama odjeżdża, znowu nie zaglądając czy już poszłam do szkoły. Wstaję i ubieram się zwyczajnie, przygotowana na oglądanie filmów lub czytanie książek o udanych miłościach, kiedy moje serce jest rozdarte na pół.
Schodze do kuchni i jem szybkie śniadanie, czyli musli i nektarynkę. Popijam to sokiem pomarańczowym i siadam na kanapie, aby włączyć telewizor. Jest 9:40, zaraz zacznie się "Jak poznałem twoją matkę" na TV10. Uruchamiam telewizor i leniwie rozkładam się na kocu.
Naglę słysze dzwonek do drzwi i podnoszę się, klnąc bo zaraz ma się przeciez zacząć początek 5 sezonu.
- Boże. - moje usta się otwierają, i nie żartuję, przez chwilę nie mogę złapać oddechu.
* Justin *
Nalewam sobię szklankę wody i wyglądam za okno. Musze pojechać jeszcze do urzędu, a pojechałbym gdybym miał auto. Lepiej, kiedy pojade tramwajem, a najwyżej potem wezmę taksówkę. Wychodze z domu i kieruję się na ulicę łówna, gdzie za 20 minut ma podjechać tramwaj. Sprawdzam co chwilę zegarek, idąc dosyć szybkim tempem, lecz nagle mijam studio taneczne. Przypominam sobie ten pierwszy dzień, kiedy była taka nieśmiała i pocałowałem ją, myśląc że nigdy więcej jej nie zobaczę.
Musze do niej pójść i powiedzieć, że zamieszkam od pojutrza w Londynie. Mam inny numer telefonu przez tą pieprzoną akcję na jeden z "imprez" i nawet nie miałbym jak jej tego powiedzieć.
I to jest dopiero chamskie - po raz pierwszy zgadzam się z moimi myslami.
Po 10 minutach zatrzymuję się przed jej drzwiami i nie wiem jakim cudem, naciskam dzwonek.
Po chwili otwiera, a ona wygląda jakby miała zemdleć.
- Hej... ja... przyszedłem powiedzieć Ci... - drapię się po karku. Jak ona na to zereaguje?
- Justin... - przytula mnie, płacząc a ja nie moge oprzeć się, aby zacisnąć ramiona wokół jej talii. Czuję znajome perfumy i żałuje tej decyzji. Musze przystać.
- Nie powinniśmy... moge wejść? - odchylam się od niej, a ta przepuszcza mnie, abym wszedł do salonu.
- Co Ty... Boże, nie wiesz jak za tobą tęskniłam... każdy dzień... - trzyma dłoń przy jej ustach, a łzy spływają po jej policzkach.
- Będę mieszkać w Londynie. Przeprowadzam się. - oznajmiam szybko.
- Co? Nie, błagam, nie.
- Tak. Selena, ja nie chciałem Ci robić nadzieji... - zaczynam a ta jeszcze bardziej płacze. Siada obok mnie i cholera wie, zaczyna potakiwać.
- Moge pocałować Cię ostatni, ostatni raz zanim wyjedziesz? - widze słone łzy, które zlizuje z ust językiem i kurwa, nie moge jej tego odmówić. Nadal coś do niej czuję, nadal wygląda tam samo - cudownie.
Wstaje i zaplata ręce na moim karku, składając delikatny pocałunek na moich ustach.
Przez moje ciało przechodzi dreszcz, nie moge opisać jak mi tego brakowało.
Całuję ją ponownie, nawet nie przemyślając tego co robię.
Nasze języki sie stykają, podczas wymiany kolejnych pocałunków i przysięgam na wszystko co mam, że ani myślę aby to przerwać.
Ściągam jej koszulkę, powoli całując jej szyję. Kiedy po drodze napotykam na jej łzy, wiem że tęskniła. Bardzo tęskniła. Nie moge być na nią zły, nie mogę jej zostawić.
- Justin? - nagle pyta, rozdzielając nas.
- Tak?
- Przepraszam. - oznajmia i widzę jej zaszklone oczy.
Nic nie odpowiadam, tylko całuję ją ponownie, nie mogąc nacieszyć się uczuciem jej warg na swoich. Nagle oplatuje swoje nogi wokół moich bioder i czuję jej dłonie na moich plecach. Wplata je potem w moje włosy, nadal mocno mnie całując, a ja popycham ją lekko na łóżko, po raz pierwszy usmiechając się tak szeroko w przeciągu ostatnich 2 miesięcy.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz