poniedziałek, 9 czerwca 2014

Rozdział XXXXXVIII

*Selena* 
Nareszcie. Może wykrztusi z niebie coś bardziej rozbudowanego niż przepraszam. 
Swoją drogą nie wiem jak mogłam dac się tak zmanipulowac po raz kolejny, chyba zacznę chodzic na kursy asertywności. 
- Chodzi o to, że... - zaczyna, a ja dmucham aby ostudzić parującą herbatę w kubku, który trzymam już od 5 minut. - Że nie umiem się opanować. - kończy, a ja zanoszę się śmiechem, przez co w jednej sekundzie część napoju ląduje na mojej sukience. Podskakuję zaskoczona, wypuszczając kubek na podłogę i piszczę z przerażającego bólu. Justin szybko wyciąga lód i mi go podaje. Przykładam go w zaczerwienione miejsce, po tym jak podwijam materiał najwyżej jak się da. 
- Ała... - jęczę, a chłopak ściera rozlany płyn, zbierając do małego woreczka części zbitego kubka. - przepraszam za to. - spoglądam na kawałki naczynia, czując sie lekko winna. 
- Spokojnie, to tylko kubek. - uspokaja mnie, chociaż widzę że nie jest zachwycony całą sytuacją. 
- Nie powinnam się śmiać, za to tez przepraszam. - kontynuuję, dochodząc do wniosku, że właściwie powiedział mi, że nie może mi sie oprzeć. Na te słowa, rozbrzmiewające w mojej głowie, lekko się rumienie. 
- Przepraszanie to moja działka. Wiem, to głupie, ale prawdziwe. Jeszcze ta sukienka.... - przygryza wargę, a ja poprawiam mokry materiał. 
- Dobra, dobra, ne musisz kontynuować. Po prostu zrozum, że chcę zwolnić, musimy to ułożyc powoli. - tłumaczę, nie kryjąc uśmiechu, przez to jak ogląda każdy mój ruch związany z dotykaniem ubrania. Nie myslałam, że tak mu się spodoba. 
- Ja wiem, ale do cholery, to trudne. 
- Nigdy nie byłeś romantykiem? - zadaje pytanie, nadal się śmiejąc. 
- Gdybyś znała moją przeszłość, nigdy nawet nie zadałabyś tego pytania. 
W tej sekundzie, zdaję sobie sprawę, że nic nie wiem o tym co robił kiedyś. 
- Opowiesz mi o tym? - pytam słodko, chcąc go do końca zmanipulować, aby zapoznał mnie ze swoją przeszłością. 
- Nie. - jego głos jest oschły, nasze relacje są okropnie niestabilne. 
- Dlaczego? 
- Nie lubie o tym rozmawiać. Jeżeli chcesz ściągnąć sukienkę, abym ją przeprał to powiedz. - mówi, a ja znów sie śmieje. Nie powinnam naciskać, może nie ma teraz ochoty na zwierzenia. 
- Równie dobrze wyschnie na mnie. 
- Jak chcesz. Tylko wiesz, ze sok malinowy nie spierze sie tak łatwo jutro? - ugh, on zawsze ma racje? Wszystkie jego odpowiedzi sa tak przemyślane i wypowiadane, ze tylko kręcę głowa z uśmiechem i odgarniam włosy aby odpisać zamek. - daj ja to zrobię. - Justin podchodzi i delikatnie przesuwa suwak na dół, ocierając swoimi palcami o moj kark. Powstrzymuje sie od śmiechu i ściągam sukienkę. 
- Dasz mi jakas koszulkę? - pytam, stojąc w bieliźnie. Czuje sie niezręcznie, bardzo niezręcznie. 
- Masz swoją, nowa.- uśmiecha sie i zwija moje ubranie w klebek. Mam nadzieje ze mi jej nie zniszczy. 
- Wole twoja. - mowię to nieśmiało i widzę jak jego oczy nagle rozblyskuja. 
- Czarna może być? 
- Um, tak. Jasne. - dziwie sie, ze pyta o kolor, jest to chyba obojętne kiedy nie mam nic poza stanikiem i majtkami na sobie. 
Nie wierze, kiedy Justin jednym, zwinnym ruchem ściąga swoją koszulkę i mi ja wręcza.
- Proszę. - całuje mnie w policzek i podejde t-shirt. Udaje sie do łazienki, a ja przewijak przez głowę materiał. Dlaczego jego używana bluzka jest lepsza od każdej rzeczy, ktora kupie za Bóg wie jakie pieniądze? 

*Justin*
Odkręcam kran, wyciągam jakiś gowniany płyn do mycia podłóg i zdaje sobie sprawę, ze poza zmoczeniem plamy, nie umiem zrobić nic innego. Nie chce zniszczyć tej cholernie seksownej rzeczy, bo ma ich niewiele a daje słowo, ze wyglada w nich nieziemsko. 
Nalewam trochę płynu, nie patrząc czy czyści sie nim kafelki, czy materiały i pocieram tkanine, tak aby pojawiła sie piana. Dostrzegam, jak Selena stoi wpatrzona w moje odbicie w lustrze, wiedziałem ze nie wytrzyma długo widząc mnie bez koszulki. Uśmiecham sie jedynie i dolewam odrobine cieplej wody. Okazuje sie, ze nawet niezłe dałem sobie radę, a płyn do podłóg nadaje sie tez do prania. Wieszam sukienke na kaloryferze i wychodzę, gaszac światło. Oczywiście nie wyniosłem "dobrych manier" z domu czy przedszkola i nie 
wytarlem rak. Otrzepuje je i znowu przylalapuje Selene na oglądaniu mojej klatki piersiowej. 
- Lubisz nosić moje koszulki, prawda? - lubię ja zawstydzać, wtedy jej policzki sie lekko czerwienia i wiem, ze mowię prawdę. 
- Taa. - przyznaje i odwraca wzrok.
- Kochanie, przestań juz sie gniewać. - podchodzę do niej, wymuszając słowo "kochanie". Ogółem nie występuje ono w moim słowniku. 
- Nie gniewam sie, jestem zła. - oznajmia z założonymi rękoma. 
- Ale o co. - podchodzę bliżej, próbując ja zrozumieć. Albo jestem beznadziejnym słuchaczem, albo ona naprawdę jest jedna wielka zagadka. 
- O to, ze nigdy nie możemy spędzić czasu bez rozmantycznych uniesień. - tak, ta druga opcja jest bardziej prawdopodobna. 
- Ok, to oddaj mi t-shirt i zagramy w bingo. - próbuje rozluźnic atmosferę.
- Nie oddam, jest cudowny. - jej poliki znowu nabierają mojego ulubionego odcienia, wiec domyślam sie ze nie przemyslala tego co powie. Uśmiecha sie lekko, a ja zaczynam kreślic małe kolka na jej ramieniu. Widzę, jak za śladem mojego palca pojawia sie gęsia skórka, na co robię to jeszcze wolniej. 
- Przestań tyle sie nad tym zastanawiać. - mowię polszeptem, czyli głosem na który absolutnie nie jest uodporniona. Widok jej w mojej koszulce nie pozwala na nic innego, jak złożenie pocałunku na tych lekko różowych wargach.
- I na tym poprzestańmy. - oznajmia, kiedy przestaje. Chciałbym ja zmusić, aby została ze mną na noc, wiem ze jestem w stanie to zrobić, ale nie moge znowu przechodzić przez to samo bagno. Odwracam sie i sięgam do szafki po koszulkę. Jest mi zimno, pewnie znowu zapomniałem włączyć ogrzewanie. 
- Nie. Nie zakładaj niczego. - słyszę jej głos, gdy w ręku trzymam nowy t-shirt. 
- Dlaczego? 
- Bo... Nieważne. - jaka sie, a ja chce usłyszeć z jej ust to, co miała do powiedzenia. 
- Powiedz. - nalegam. 
- Tak cieżko sie domyślić? - mówi, uśmiechają sie szeroko. 
- A co, jeżeli tak? - mowię niewyraźne. Opanowałem jej reakcje na kazdy ton mojego głosu, ten jest zdecydowanie idealny, jeżeli chodzi o zmuszanie. 
- Jestes okropny. - stoczy sie, a ja opieram ręce na jej udach.
- Nie jestem, chce usłyszeć dlaczego mam nie zakładać koszulki. Nie ma w tym nic dziwnego. - tłumacze, nadal manipulując ja głosem. To cudowne widzieć, jak na niego reaguje. 
- Nie masz jej zakładać, bo wyglądasz... - zacina sie w połowie, kiedy przenosze ręce na jej poliki. 
- Jak? - uśmiecham sie i delikatnie ocieram kciukiem po jej kościach policzkowych. 
- Niesamowicie seksownie. - wykrztusza z siebie, zaczynając znaczyć linie moich mięśni. Tym razem to ja padam ofiara jej dotyku i oglądam jej ruchy. 
- Selena... - zaczynam. 
- Co? Coś sie stało? - wyczuwam, jak przypływa jej pewność siebie i sama chyba nie kontroluje swoich czynów. Raz jest tak nieśmiała, a raz przekracza moje pojęcie. 
- Słyszałem, że mieliśmy zwolnić. - dorcze sie, ryzykując to ze jutro będzie zła o to, w jaki sposób do niej mowię. 
- Nie słyszałeś, ze kobieta zmienna jest? - żartuje i łączy nasze usta, przyciągając mnie delikatnie do sibie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz