- Czy to jest bongo? - pytam bardzo wolno, patrząc na naczynie z którego wydobywa się dym.
- Spokojnie. Zaczekaj. - mówi i siada obok mnie.
- Nie, nie ma mowy. - odsuwam się i patrze na chłopaka z przerażniem. Widze jednak jak na mnie przekonująco patrzy i znowu przypominam sobie słowa, dotyczące mojej drugiej osobowości, wiec przybliżam się ponownie.
- To jest słaba mieszanka, chciałem żebyś po prostu spróbowała. - mówi i przybliża bongo wraz z sobą do mnie.
- Justin... - zaczynam, ale czuję jak dym dociera do mojej twarzy.
- Tak? - usmiecha się, gdy widzi że przymykam oczy.
- Tylko żebym tu nie odleciała. - żartuje a następnie nachylam się, aby już zaciągnąć się zdecydowanie pewniej. Nie jest tak strasznie jak myślałam, nie rozumiem tylko dlaczego Justin tak mnie do tego przekonywał, wiedząc że lubię palić. Znaczy tak, papierosy ale w sumie to jest podobne. Rzeczywiście, nie czuję się specjalnie odurzona tym zapachem, mimo że już trochę tu siedzę, a pomieszczenie jest lekko zadymione.
- Czy Ty musisz lubić wszystko, co się pali? - pyta z wyraźnym śmiechem w głosie.
- Najwyraźniej? - uśmiecham się i nadal wdycham powoli dym.
- Jak to możliwe, że taka świętoszka lubi takie rzeczy?
- Świętoszka? - pytam z lekkim oburzeniem w głosie. Czemu każdy mnie za taka uważa?
- Oj dobra, przesadziłem. Taka rozważna dziewczyna. - droczy się ze mną.
- Jeżeli uważasz, że jestem rozważna, siedząc teraz tutaj z Tobą, to nie widziałeś rozważnej kobiety. - posyłam mu uśmiech i nagle słyszę, że ktoś puka do drzwi. Patrzę na Jussa pytająco, ale on tylko przybliża się do mnie i odpowiada na niezadane pytanie.
- Zostaw ich, tylko nam przeszkadzają. - czuję jego wargi na moim policzku.
- Heeej, mieliśmy tylko spróbować zapalić, nie pamiętasz? - lekko go odpycham.
- Kto powiedział że tylko? - z każda odpowiedzią słysze jak sie śmieje, to niesamowite.
Całuje go delikatnie, na co czuję jak obejmuje mnie w talii. Nasze ciała sie stykają i jestem pewna, że to była cześć jego planu. Najpierw to ciągłe pytanie, potem palenie a teraz to.
Jego ręka zmierza do zamka mojej sukienki, ale zatrzymuję ją, gdy chce przesunąć suwak na dół.
- Nie tutaj. - rumienie się, przypominając sobie gdzie jestesmy.
- Oj nie przesadzaj, nikgo tu nie ma. - mówi i nachyla się, aby spowrotem mnie pocałować. Hamuje go jednak ręką i wstaję, poprawiając sukienkę.
- Nie mileiśmy się spieszyć. - mówię zła, ponieważ on wszystko chciałby przyspieszyć.
- Przepraszam. - szepcze i również wstaje.
*Justin*
Założyła tą czarną sunkienkę specjalnie. Tylko po to, żeby mnie drażnić. Podnosze się z ziemi i otrzepuję spodnie. Spoglądam na nią, jak stoi wyraźnie zła, tylko nie wiem o co. Jestemy razem, tak? Więc dlaczego mam hamować to, co czuję.
- Zbieramy się? - pytam.
-Taa, jasne. - odpowiada bez entuzjazmu.
Gasze źródło dymu i otwieram drzwi. Z pokoju wydobywają sie wcześniej zgromadzone opary. Łapie Selena za rękę, lecz on nie splatuje naszych palców, tak jak zawsze. Chciałbym jej powiedzieć, jak bardzo kocham sposób w którym to robi ale brakuje mi
odwagi. Nigdy nie byłem w tak poważnym związku, nawet nie wiem czy umiem w nim wytrwać. Zmierzamy przez parkiet, tym razem to ona prowadzi mnie szybko w kierunku wyjścia.
- Jedziemy do... - zaczynam zdanie z nadzieja ze je dokończy.
- Do mnie. - moj entuzjazm spada, myślałem ze chociaz u mnie w domu dopuści mnie do siebie bliżej.
- Ok. Jutro mogłabys nocować u mnie? - pytam i widzę, ze nadal nie jest odporna na ten rodzaj mojego głosu. Odwraca sie, przy czym jej włosy lekko falują i potakuję, na co uśmiecham sie mimowolnie. Gdybyście zobaczyli mnie pół roku temu, byłbym z jakas dziewczyna, w hotelu, z trzema butelkami wódki, a od uśmiechu byłoby daleko. Tak było do czasu, kiedy ja spotkałem i teraz, kiedy patrzę na jej dłoń, trzymająca sie mojej, nie panuje nad tym kiedy sie śmieje.
- Możemy jeszcze wstąpić do sklepu? - pyta, kiedy wysiadamy do auta, a moja ręka dotyka skrzyni biegów.
- Jasne. - staram sie odpowiadać krótko, aby nie rozdrażnic jej jeszcze bardziej. Swoją droga, jest strasznie humorzysta.
Kieruje sie do pobliskiego sklepu, mijając bloki moich znajomych. Nikt z mojego otoczenia nie wie, ze mam dziewczynę. Oczywiście Poza Jace'm, ale gdybym nazwał Selena inaczej, pewnie skończyłoby sie to na klotni. Gdyby dowiedział sie, ile narkotykow jej dałem, wyśmialby mnie. Po prostu znają innego mnie, nawet ja nie wierze ze jestem w związku.
- Zaraz przyjdę. - mówi i odpina pasy. Gdy wychodzi, udaje mi sie musnac palcami jej uda. Oddałbym wszystko, żeby teraz usiadła tu spowrotem i pozwoliła mi ściągnąć ta sukienkę.
Zamyka jednak drzwi i idzie w kierunku sklepiku. Wzdycham, sam nie rozumiejąc siebie. Co ja tu jeszcze robię? Odrzuca mnie po raz tysięczny, a mógłbym być teraz z każda możliwa dziewczyna z klubu. Kocham ja, kocham ja zbyt mocno.
Przełączm nagrania na płycie, tak aby zaraz zaczęło lecieć jej ulubione, to chyba jedyny pomysł który przychodzi mi do głowy.
- Sklep jest zamknięty. Jest za późno. - oznajmia, gdy wsiada. Jest jeszcze bardziej zła, po cholerę ty jechałem.
- A czego potrzebowaliśmy? - pytam, specjalnie używając liczby mnogiej, wiedząc ze teraz kryje swój uśmiech pod pasemkiem wypuszczonych włosów na Jej twarzy.
- Nic ważnego, tylko chciałam kupić sok malinowy.
- Sok malinowy? - śmieje sie. Tak zupełnie sie różnimy.
- Tak. Uwielbiam pic z nim herbatę, co w tym takiego dziwnego?
- Nic. Mam go po prostu w domu. - podsyłam jej ciepły uśmiech i ruszam z miejsca parkingowego.
- Nie, będzie lepiej jak odwieziemy mnie do mnie. - uparta jest.
- Czyli nie chcesz gorącej herbaty z sokiem malinowym?
- Chce, ale wiem jak to sie skończy. - jej włosy przesłaniają juz pół drobnej twarzy.
- Nie bede Cie dotykać, ok? Chce miłe spędzić wieczór. - zapewniam ja, mając nadzieje ze plany zmienia sie, kiedy zajedziemy do mnie.
- Dobra. Ale musisz mnie potem odwieźć do rodziców. - po chwili pęka a ja obieram kurs na moje mieszkanie.
***
- Wiec ty tez lubisz sok malinowy? - pyta sie, po tym jak w ciszy weszliśmy do mojego domu i usiedliśmy przy stoliku.
- Nie, ale mam go na wszelki wypadek. - stawiam butelkę przed nią i widzę, jak świeca jej sie oczy.
- Oh, ok. - jest zaskoczona. Sam jestem zaskoczony, z reguły nie ma u mnie czegoś takiego jak "plan B" czy "na wszelki wypadek".
- Proszę, gorąca herbata raz. - podaje jej brązowy kubek z wrzącym napojem. Uśmiecha sie i od razu odlewa chyba pół szklanki tego nieszczęsnego soku. Nawet nie wiedziałem, ze go tak lubi.
- Dziekuje. Ty nie pijesz? - dziwi sie, kiedy nalewam sobie wody do szklanki.
- Nie. Przyzwyczaiłam sie do wody od kad mam przerwę z alkoholem. - tłumacze i wypatruję sie w szklankę z przezroczysta, beznadziejna cieczą. Tak naprawdę to piłem, chociażby wtedy kiedy sie poklocilismy. Piłem tez ostatnio u znajomego, ale ona nie musi o tym wiedziec.
- Jestem z Ciebie dumna. - chwali mnie.
- Drobiazg. - odpowiadam. Moge zadać Ci jedno pytanie? - dodaje po chwili, nie mogąc sie powstrzymać. To pewnie przez to, jak cudownie dzisiaj wyglada.
- Jasne.
- Skoro wybaczyłas mi to co zrobiłem, to czemu nie mogliśmy dokończyć tego, co zaczęliśmy?
- Musimy zwolnić. A Ty robisz wszystko, abyśmy poszli dalej. - schyla głowę i słyszę nutkę pretensji w jej delikatnym głosie.
- To nie tak... - zaczynam, a ta momentalnie patrzy na mnie podekscytowana. Nigdy jej nie zrozumiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz