wtorek, 10 czerwca 2014

Rozdział XXXXXIX

*Justin* 
Nie moge sie oprzeć i odwzajemniam pocałunek wielokrotnie, mocno trzymając ja w ramionach. Nic nie poradzę na to, jak bardzo tego pragnę. Ona jest zmienna jak pogoda w kwietniu, musze wykorzystać każda chwile. 
Po minucie, gdy juz trochę siebie nie kontrolujemy, delikatnie ja od siebie odpycham, wpadając na genialny pomysł. 
- I na tym poprzestańmy. - uśmiecham sie, powtarzając jej słowa. Skoro ona tak może, ja tez chce. Jej mina jest bezcenna. - no co? - pytam, kiedy wlepia swój wzrok w moja twarz. Gdybym mógł to nagrać... 
- Nic nic, masz racje. - ponownie sie rumieni. To jakiś rekord. Uwielbiam ten widok, uwielbiam być osoba ktora sprawia ze tak reaguje. Uwielbiam w niej wszystko, nawet to jak bardzo jest spokojna i poukładana. 
- Mam Cie odwieźć do domu? - pytam, podchodząc do szafki w kuchni. Jest juz 1 w nocy, a jestem głodny. Wyciągam jakiegoś batonika, który cholera wie, skąd sie tu znalazł i odpakowywuje go z folii. 
- Nie. Chciałabym oglądać jakiś film. I może sie czegoś napić? - sugeruje, a ja uśmiecham sie, wiedząc jakie zapasy wina mam w dolnej szafce, znajdująca sie aktualnie naprzeciwko moich nóg. 
- Ok. Włącz telewizor, może akurat coś leci. - mowię bez entuzjazmu i skupiam sie na widoku butelek, które wypełniaja alkohol. Przypominam sobie, ze przy niej musze uważać, a na pewno nie moge sie wygadać, ze piłem niedawno ze znajomymi. Otwieram szafkę i wyciągam dwa, przezroczyste kieliszki. 
- Białe, czy czerwone? - pytam, gdy Selena przełącza kanały, nie napotykajac sie na nic ciekawego. 
- Myslalam o czymś innym. - stwierdza, a ja zatrzymuje moja rękę, idąca w stronę otwieraczy do win. Coś innego? 
- O czym? - odwracam sie i podnosze brew. Ona jest szalona, nie wierze ze może mnie tak zmanipulować. 
- Wódka? Masz może jakas mała butelkę? - podkreśla słowo mała, nie wiedząc ze mam tylko te największe. 
- Wódka? Dziewczyny nie lubią wódki. - wyśmiewam ja.
- To jest jakas zasada? Chce wódkę, to jakiś problem? - kocham ten oburzony ton. 
- Oczywiście ze nie, prze pani. - żartuje, a ta odwraca głowę w kierunku ekranu. Zatrzymała sie na jakimś romansidle, nie wiem jak to przeżyje. Sięgam wiec po butelkę wódki i siadam koło niej. 
- Mowilam mała. - patrzy na kaliber szkła, i sam przyznaję, ze nie nazwałbym tego czymś małym. 
- Jest pierwsza w nocy, tak dawno nie piłem... - narzekam jak dzieciak. Chcę się napić, mimo że nie zrobiłem sobie przerwy, tylko dlatego że tu jest. Wiem, że jestem wredny ale wiem też, co się z nia dzieje, gdy do jej żył dostanie się chociaż trochę alkoholu. 
- No dobra. Ale tylko teraz robimy taki wyjątek. - widzę, że zgadza się na to niechętnie, ale pomijam ten szczegół i odkręcam zakrętkę.
- Jak ja lubię, kiedy dopuszczasz trochę luzu do siebie. Wtedy jestes taka... - mówię jej na ucho, a ta się śmieje. 
- Cicho, lepiej oglądaj film. - chwyta zimny alkohol i upija dwa duże łyki. Delikatnie sie krzywi i stawia butle na stole. 
- Mam bardzo przyjemne wspomnienia, dotyczące wódki. - próbuję ją w końcu do końca zmanipulować. 
- Taak, wtedy kiedy J... - zacina się, a jej oczy się powiększają. - Joe! - wykrzykuje i chwyta za telefon.
- Coś się stało? - pytam, patrząc jak reaguje na imię tego dupka. Jak on mi działa na nerwy. 
- On... on o niczym nie wie! - jej głos jest straszny. Co sie dzieje? 
- O czym? - dziwię się, a Selena wybiera najwyraźniej jego numer, po sekundzie trzymając już telefon przy uchu. 
- O nas. Nic, nic nie rozumiesz. - dostrzegam jak jej oczy delikatnie sie świecą, są prawie zaszklone. Nie wierze, jak ona może się tak nim przejmować? Muszą się przyjaźnić? 
- Ale... w tym nie ma nic złego. - mówię, kiedy odkłada telefon i naburmuszona siada na kanapie, tym razem dalej ode mnie. Wspominałem juz jakie ma zmienne nastroje? 
- Ma. Nie wiem jak mu to wytłumaczę. Znowu. - podkreśla ostatnie słowo, a ja odczuwam przypływa złości. 
- Po co masz mu cokolwiek tłumaczyć? To twoja sprawa z kim sie spotykasz, przerabialiśmy to. - rzucam, równiez się od niej lekko oddalając i popijam kolejny łyk wódki. 
- Jest moim przyjacielem. I myślał, że to już skończone, wtedy kiedy mi pomógł! - mówi głośniej, brawa dla mnie - uruchomiłem wulkan. 
- Bardzo doceniam jego pomoc, ale powiesz mu o tym kiedy się spotkacie, może nie teraz? - opieram sie i wzdycham. 
- Nic nie rozumiesz. Nigdy nic nie rozumiesz. - Czemu określa mnie jako osobe "zawsze wszystko nie rozumiejącą?". Kiedy byłem u Harrego też mi to wyrzuciła. 
- Ach, przepraszam, tylko Harry Cie rozumie. Swoją drogą nie wiem jak daje rade z tak zmienna osobą! - to nie było przemyślane, lecz jest już po fakcie. Chcę ja za to przeprosić, ale szybko dodaje swoją kwestie. Po cholerę to zaczynaliśmy - myślę, uważając już na to co jej powiem, a co pozostanie w mojej głowie. 
- Musisz do tego wracać? Masz racje, on stara sie mnie zrozumieć! - co? Patrze na nią zszokowany, jak może mówić mi coś takiego teraz? 
- Stara się? Może mi jeszcze powiesz, że stara się z Tobą być. - ironizuję. 
- Nie zaprzeczyłabym. I wiesz co? Szkoda, że dałam mu nadzieję! - widzę, jak pierwsze łzy spływają po jej bladym policzku. Nie, to nie miało tak wyglądać. 
- Przepraszam. Nie było tematu, ok? - przybliżam się do niej, mając nadzieję, że znów pokaże swoją huśtawkę nastrojów i obejmie mnie, łącząc nasze usta. 
- Nie bylo tematu? Właśnie wypomniałes mi Harrego i nie rozumiesz, jak ważny w moim życiu jest Joe! 
- Dobra, ja nie daję rady. - wstaje i kieruje się do kuchni. Może jakimś cudem zostanie u mnie, ale nie mam ochoty na jakieś romantyczne wieczory. 
- Nigdy nie dajesz rady. - wyrzuca, właściwie nie wiem na jekiej podstawie. Dobrze, że nie wiesz o wielu rzeczach, związanych z Harrym. - mruczy pod nosem, myśląc że tego nie usłyszę. 
Przez myśli przelatuje mi obraz Seleny w jego łóżku tamtej nocy. Widzę, jak ten pieprzony kretyn ją dotyka, a następnie całuje. Nie, tego jest za wiele. 

*Selena* 
Czemu zatrzymał sie w połowie drogi? Usłyszał to? - zastanawiam się. Jestem zła, myślałam że będę mogła mu juz wszystko odpuścić i skończyć z naszymi wiecznymi kłótniami. 
- Coś Ty powiedziała? - słysze jego zimny głos. 
- Nic, nic. 
- Słyszałem to. - oznajmia, a następnie podchodzi, stając przy kanapie. 
- Ale co? - udaję, że nie wie o czym mówi. 
- Powiedz mi szczerze, ani razu go nie pocalowałaś, prawda? - widze, jak szybko oddycha. 
Milczę, a w moich oczach gromadza się łzy na wspomnienie pocałunku podczas gry w butelkę. Potem pojawia mi się przed oczami obraz nas, w toalecie. Pamiętam jak wtedy sie czułam, jak wtedy na mnie patrzył. 
- Mów. - warczy. Nie znałam go takiego, jego mięśnie są strasznie napięte i myślę, że nie mogłbym ich teraz delikatnie pomasowac jak w filmach. 
- Pocałowałam. - wyduszam, a on strąca butelkę wódki, rozdrabniając ją na małe kawałki. 
- Co kurwa? - uzywa po raz pierwszy przekleństwa na głos, zawsze robił to pod nosem, albo starał się je omijac. 
- Justin... To nie było tak. To była butelka, te wszystkie okoliczności... - zaczynam, a jego oczy robią się wściekłe. Nie złe, wściekłe. 
- Wynoś się stąd. - pokazuje drzwi, a ja momentalnie trace oddech. Jak to?
- Zrozum... Przecież wiesz, że
- Wyjdź. Wyjdź teraz, albo ja wyjdę. - oznajmia, a ja powolnie zbieram się z kanapy. 
- Błagam Cie, nic mnie z nim nie łączy. - tłumaczę, po części kłamiąc. 
- Mówisz mi, że go pocałowałaś. Naprawde nie widzisz w tym nic złego? - krzyczy, a ja otwieram drzwi i zatrzaskuje je z hukiem. Co ja zrobiłam? 

                                                                          ***

Po tym, jak wróciłam do domu wczoraj tramwajem, budze się w moim łóżku. Moje oczy sa podkrążone od braku snu i wylanych łez, które pochłonęła moja pościel. 
Mój telefon nie pokazał ani jednej wiadomości od Justina, dlatego zaczęłam czytac te stare. Z każdą płakałam mocniej, nie wiedząc jak w jednej sekundzie moglismy sie tak pokłócić. 
Wysłałam do niego parę wiadomości, ale na żadną nie odpisał. 
- Selena? - słysze, jak moja mama woła mnie na sniadanie. Odkrywam kołdrę i zerkam na zegarek. Jest już 9:20, więc zarzucam na siebie szlafrok i poprawiając na oślep włosy schodzę na dół po schodach.
- Tak mamo? - usmiecham się, przecierając oczy, aby myslała że po prostu je zatarłam. 
- Chcesz jajecznicę? - pyta, a ja spoglądam z utęsknienieniem na stół, widząc właściwie hologram talerza wypełnionego jedzeniem przez Jussa. 
- Taa, jasne. - mówię po chwili i siadam przy stole. Bawię się obrusem i spoglądam przez okno; jest śliczna pogoda, zapowiada się na słoneczny dzień. 
- Upieczemy dzisiaj ciasteczka? - proponuje. 
- No pewnie! - uśmiecham się szeroko na ten pomysł i patrzę, jak jajka na patelni lekko się przypalają. 
- Proszę. Smacznego słoneczko. - całuje mnie w czoło, chyba sie bardzo stęskniła. 
Wkładam widelec do ust i zajadam się przyrządzonym daniem. Nalewam wody do szklanki i po raz 20 tego poranka patrzę na mój telefon. Zero. Totalne zero informacji. 
- Hej kochanie! - wita mnie tata, a ja siadam na sofie, włączając telewizor. Usmiecham się, kiedy mama przychodzi do pomieszczenia z talerzem kanapek i wszyscy napotykamy na jedynm z kanałów nasza ulubioną komedię. Brakowało mi ich, tu jest mój dom. 

*Justin* 
Obudziłem sie wcześnie, dopakowałem parę rzeczy do torby i wsiadłem do zamówionej wcześniej taksówki. Powstrzymuję się od wysłania sms'a do Seleny, to mnie przerosło. Zakładam okulary przeciwsłoneczne, ponieważ promienie wkradają się przez szyby auta i mam wrażenie, że będą dzisiaj wszędzie. Wzdycham głęboko i poprawiam włosy. 
W ręku trzymam bilety, a myślami uciekam do wizji odprawy na lotnisku. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz