sobota, 7 czerwca 2014

Rozdział XXXXXVI

- "Angel Night", słyszałas o nim? - pyta, a ja kiwam przecząco głowa. - Jest genialny, ale musze wiedziec, czy chcesz spróbować nowych rzeczy... - kontynuuje, a ja chce go skarcić, ze zbyt szybko proponuje mi coś takiego. 
- Ja musze wiedziec, ze sie nie upijesz. - sprowadzam go na ziemie, lecz nadal sie uśmiecham. Trudno sie nie uśmiechać, będąc tuż obok niego. 
- To... To nie będzie alkohol. Chce Ci pokazać coś innego. - jego głos jest cały czas cichy i uwodzicielski, nie wiem czego moge sie spodziewać. - pytanie, czy mi zaufasz i trochę wyluzujesz. - potakuję, nie mogąc wykrztusic nawet krótkiego "tak".
- Skoro niegrzeczna Selena jest Twoja ulubiona Selena... - dodaję na potwierdzenie.
- Musimy sie już zbierać, odwioze Cie a potem przyjadę o 19, co? Pewnie kolega pozwoli mi przetrzymać auto dłużej. 
- Jasne. - odpowiadam i zmanipulowana przez jego wzrok, nie moge sie doczekać, tego co pokaże mi na imprezie. 
                                                                        ***

Po tym, jak opowiadałam mamie, ze nocowalam u Vanessy i wszystko ze mną dobrze, zaczynam sie szykować na dzisiejszy wieczór. Mam jakaś godzinę, dam radę. 
"zdecydowanie ta pierwsza" - nie wiem czemu, chce być niegrzeczną wersja mnie i pokazać mu, ze moge mu zaufać ten ostatni raz. To co teraz zrobił, było cudowne - o takie szczegóły chodzi chyba każdej kobiecie, a wiem ze nie jest w tym specjalista. Wiem jaki jest, wiem tez do czego prowadzą wyjścia do klubu z takim typem imprezowicza jak on. Mimo tego nadal chce tam pójść, pewnie dlatego, ze cholernie sie za nim stęskniłam.
Zakładam czarna, opinajaca sukienkę i idę do łazienki. Lekko podkręcam włosy, maluje ostry make-up i wychodzę, mówiąc mamie ze niedługo spędzimy więcej czasu razem. 
Auto Justina stoi na dworze. Nie jest tak zimno jak wczoraj, mam tez nadzieje ze nie skończę z takim humorem na koniec tej imprezy, jaki towarzyszył mi ostatnio. 
- Heeej. - wsiadam do auta i uśmiecham sie do Jussa. Jest ubrany normalnie, rownież na czarno i dostrzec moge, jak bardzo sie cieszy ze wspólnego wypadu. 
- Cześć. Cudownie wyglądasz. - komplementuje i po sekundzie zapala silnik. 
- Nie zdradzisz mi co tam będziemy robić? - pytam podekscytowana. 
- Nie. Musze jedynie wiedziec, że spróbujesz i chcesz spróbować. 
- Tak, dlaczego tyle razy sie o to pytasz? - zaczyna mnie denerwować to ciagłe pytanie. 
- Powtórz to jeszcze raz. - śmieje sie i skręca na skrzyżowaniu. 
- Tak, chce to zrobić. Nie wiem co, ale chce. - sama uśmiecham sie na słowa, które powiedziałam.
- Bardzo dobrze. - traktuje mnie czasami jak jakaś grzeczniutka 11-latke, chyba musze mu pokazać, ze nią nie jestem. 
Muzyka jest znacznie żywsza niż w samochodzie Harrego i wprawia mnie w imprezowy nastrój. Justin cały czas jest uśmiechnięty, to zdecydowanie jeden z najlepszych wersji mojego chłopaka, jeżeli on już podzielił mnie na niegrzeczna i typowa. 
Jedziemy przez jakaś nierówna drogę, a ciemność za szybami powoduje, ze czuje sie coraz bardziej niepewna co do miejsca, do którego zmierzamy. Po paru minutach jechania po małych, wąskich uliczkach, wyjeżdżamy na drogę główna i zaczynam dostrzegać jakieś kolorowe lampki w oddali.  
- Jesteśmy na miejscu. - mówi, kiedy parkujemy przy oswietlonym budynku. Wyglada całkiem fajnie. Gdy już chce wyjść, czuje dotyk chłopaka. - jestem cały czas obok ciebie, pamiętaj. - dodaje, na co czuje sie pewniej, a wszelkie obawy opuszczają moje myśli. 
- Ok. Idziemy od razu robić to, o czym mówiłeś? - pytam chyba za szybko. 
- Zobaczysz ty ciekawska diablico. - posyła mi uśmiech i wysiadamy z auta. 
Idziemy powoli w kierunku drzwi, a ja słyszę już głośna muzykę. 
Po chwili, widzę parkiet, tańczących ludzi i zwisające balony. Wszystko jest różowo-czarne, naprawdę odpowiada mi klimat tego miejsca. 
- Wyglada swietnie! - przekrzykuje muzykę i ciągnę Justina w miejsce, gdzie wszyscy tańczą. Jest głośno, piosenki sa genialne. Dostrzegam jak poprawia swoja grzywkę, chyba pierwszy raz nie jest tak pewny siebie. W zasadzie, ma racje, jeżeli zrobi cos podobnego jak ostatnio, nie dam mu kolejnej szansy. To za wiele dla mnie, ciągłe kłótknie i rozmowy. 
- To co? Gotowa? - widzę jego uśmiech i potakuję, nadal kołysząc się w rytm muzyki. To jeden z najlepszych klubów, jakie widziałam, jest cudownie. Ciemne ściany i dekoracje, sprawiają że czuję sie pewniej, a muzyka która lubie idealnie pomaga mi w wykonywaniu śmielszych kroków. Idziemy w stronę baru ale mijamy go, na co moje kąciki ust samowolnie się podnoszą. Nie kłamał, to nie będzie alkohol. W takim razie co? Miliard pomysłów przechodzi mi przez głowę, a Juss cały czas prowadzi mnie za rękę. Ten klub jest ogromny, a z każdym krokiem moja ciekawość rośnie. 
- Gdzie idziemy? - pytam, kiedy wchodzimy w jakis korytarz. Jest tu o wiele mniej osób, a moja pewnośc siebie opada. 
- Spokojnie, nie bój się. - uspokaja mnie, ale widoki ciemnych korytarzy mnie wystarczająco przerażają, aby miec powód do strachu. 
Wchodzimy do jednego z wielu pokojów, do których wchodziło się z wielkiego korytarza, na którym widziałam palących ludzi. O co chodzi? 
W pomieszczeniu na początku jest ciemno, ale podchodzimy do miejsca gdzie świeci mała lampka. Moim oczom ukazuje się grono osób, ubranych w luźne ubrania. Niektórzy są ciemnoskórzy i palą cygara, a ich wzrok sprawia, że prawie kamienieje. 
"Jestem cały czas obok Ciebie, pamiętaj" - powtarzam sobie i patrze na nasze splecione palce, kiedy stajemy naprzeciwko jednego z nich. Przełykam ślinę i przekonuję umysł, aby dopuścił znacznie więcej osobowości "niegrzecznej mnie". 
- Stary, jak ja Cie dawno nie widziałem! A to... kto? - mówi głośno do mojego chłopaka, po czym spogląda na mnie. 
- To moja dziewczyna. Selena, poznaj Jace'a. 
- Cześć. - mówię bez entuzjazmu, właściwie nie wiedząc co mogę innego powiedziec do takiej osoby jak on. Jest straszny. 
- Więc... co was tu sprowadza?
- Chciałem pokazac jej, w czym sie specujesz? - mój oddech zwalnia się na słowa Justina. 
- Boję się. - nachylam się i mówię mu to na ucho najciszej jak umiem. 
- Oczywiście w małej dawce, bo to taki malutki aniołek. - całuje mnie w policzek, na co momentalnie sie uspokojam. 
- Dobra, dobra, koniec tych całusów. Trzymaj, w pokoju nr. 6 macie wszystko, czego potrzeba. - mówi i wręcza nam klucz. Justin bierze też od niego jakąś małą torebeczke, lecz nie widzę dokładnie co to jest, ponieważ ich ruchy sa bardzo szybkie, a oświetlenie przysłania sylwetka mężczyzny. Wychodzimy, a ja wypuszczam wstrzymywane powietrze. Mam nadzieję, że pokój do którego idziemy jest pusty. Juss wsadza klucz do zamka i przekręca go w lewo. Widzę wtedy jego tatuaż na nadgarstku i usmiecham się dyskretnie przypominając wtedy sobie dzień, w którym go sobie zrobił. 
- Czemu bałaś się Jace'a? Jest bardzo miły. - ironizuje i kładzie kluczyk na małym stoliczku. 
- Przestań. Czemu tu wszędzie jest tak ciemno? - narzekam i świece ekranem telefonu po pomieszczeniu. 
- Juz zapalę jakies światło, zaczekaj. - słysze jak idzie do drzwi i je zamyka, a następnie włącza nieco większą niż w poprzednim pomieszczeniu lampę. Ściany tu sa lekko obdarte, nie ma też ozdób. O wiele lepiej czułam się na parkiecie, gdzie wszędzie było jasno i przejżyście. Na szczęście nie ma tu nikogo i jestesmy zamknięci na klucz, więc nic mi nie grozi. 
- Czemu musisz mieć takich beznadziejnych znajomych? - dorzucam.
- Nie narzekaj. Usiądź tutaj, na podłodze. - instruuje mnie, a ja niepewnie krzyżuje nogi na zimnej nawierzchni. 
Juss stoi naprzeciwko jakiejś komody i układa jakies rzeczy. Niecierpliwie się i próbuję odgadnąć o co chodzi, ale średnio mi to wychodzi. 
- Popatrz. - obraca się, a ja nie wierze własnym oczom. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz