czwartek, 12 czerwca 2014

Rozdział XXXXXXI

*Selena* 
Mój telefon wydaje krótki dzwięk, a ja odblokowywuje go najszybciej jak tylko potrafię, nawet jeżeli trwa teraz matematyka.  
"Jestem poza zasięgiem." - oto co napisał Justin. Poza zasięgiem? Jak to? 
Marszczę brwi i chowam kmórkę do torby, udając że słucham wszystkiego co mówi mój nieznośny nauczyciel. Cięzko mi się skupić, ale nikt nie zauważa, że coś jest nie tak. 
- I jak? Wszystko juz dobrze z głową? - pyta Harry, kiedy wychodzimy na korytarz. Jest strasznie głośno. 
Była to moja ostatnia lekcja, więc oboje zmierzamy w kierunku drzwi. 
- Aaa, tak. To nie było nic poważnego, trochę snu i wszystko jest okej. - uśmiecham się, zapinając torbę do końca. 
- Spałaś u Justina? - co to za pytanie? Naprawdę mam sie mu zwierzać, gdzie i kiedy spałam? 
- Wiesz, wydaję mi się że nie powinniśmy rozmawiać o takich rzeczach. - decyduję mu o tym powiedzieć, ja nigdy nie zapytałabym o taką rzecz. 
- Och, jasne. Przepraszam. - oznajmia i w milczeniu idziemy na przystanek. 
- Którym jedziesz? - zerkam na godzinę, mój tramwaj ma przyjechać za 4 minuty. 
- 144, musze jeszcze podjechać w jedno miejsce. 
- To jedziemy razem. - cicho się śmieje i siadam na ławce. Harry jest nieśmiały, widzę to. 
Tramwaj podjeżdża, więc wchodzimy. Działa tu klimatyzacja i jest mało osób, ale mimo tego staję przy szybkie i łapię za zółtą barierkę. Hazz staje naprzeciwko mnie, a pojazd po chwili rusza. 
- To... co robisz wieczorem? - poprawia nerwowo włosy, jest przesłodki. 
- Dzisiaj nie mam nastroju na wyjścia, przepraszam. 
- Nie ma sprawy. - odpowiada. 
- Nie chciałabym, żebyś przez ostatni wieczór... - zaczynam, nie chcąc odmawiać mu spotkania jutro, czy pojutrze. Nie chcę się z nim spotykać jako jakaś potencjalna dziewczyna. Lubię go i nie chcę, aby moje dziwaczne stosunki z Justinem nas rozdzieliły. 
- Jasne, nie czuj się winna. - uśmiecha się, lecz czuję że w głębi go mocno zasmuciłam. Jego oczy straciły iskierki, które zawsze są tak bardzo widoczne. 
- Bardzo Cię lubię, naprawdę przepraszam. - wpatruję się, nie wiedząc czy mam go przytulić, czy stać utrzymując dystans. Może powinnam sie uśmiechnąć? Ugh, czuję się jak na lekcji dobrych manier. 
- Przestań, nic się nie stało. - odwraca wzrok, a ja cieszę się, kiedy tramwaj jest coraz bliżej mojego przystanku. Sprawdzam telefon, sama nie wiem dlaczego, skoro Justin mówił że jest poza zasięgiem. Napisał to pewnie z litości, założę się, że nie chce ze mną rozmawiać. 
- To... ja tu wysiadam. - oznajmiam, a chłopak posyła mi uśmiech na pożegnanie. 
Ruszam w strone domu, szukając w międzyczasie kluczy, na wypadek gdyby mojej mamy nie było. 

*Justin* 
Czuję ciepły uścisk i od razu na mojej twarzy pojawia się uśmiech. 
- Tak za tobą tęskniłam. - mówi Ariana, zaskoczona że do niej przyleciałem. Wykupiłem bilet na "Last Minute" i stwierdziłem, że wrócę do Anglii, aby ułozyć sobie życie na nowo.
- Ja za tobą też. - oznajmiam i siadam na kanapie. Nienawidzę jej domu, jest zbyt czysty i wszystko jest tutaj takie... sentymentalne. Ma nawet rzeczy naszych pradziadków za jakimiś szklanymi gablotkami i za każdym razem kiedy wspominam jej, że kompletnie tu nie pasują, tłumaczy 20 minut to samo, czyli "że mają duszę i nie wszystko musi być czarno-białe". 
- Co tak nagle? Właściwie ten bagaż... na ile zostajesz? - patrzy na walizkę i nie dziwię się, że zadaje mi to pytanie. 
- Nie wiem. 
- Co się stało? - zawsze wszystko musi wiedzieć i wyczuwa każde kłopoty, zapomniałem że jest moją siostrą. 
- Pokłóciłem się z Seleną. I to koniec. - zaciskam pięść, a ona podchodzi, otulając mnie swoim ramieniem. 
- Nie mów tak, okej? Wszystko się ułoży. Wrócisz do niej za tydzień, rozumiemy się? 
- Nie ma takiej opcji. Jeżeli będę Ci przeszkadzał, wynajmę jakies mieszkanie. Zostaję tu na miesiąc, o ile nie na dłużej. - fukam zły, że jak zwykle musi dożucić swoje. Racja, godziłem się z Seleną wiele razy, ale to jest inne. Wyobrażam sobie ją i Harrego, przecież wiem jak ona mu się podoba. W końcu, komu by sie nie podobała, jest cudowna. 
Znowu przyłapuję się na rozmyslaniu o jej oczach i o tym, jak zawsze rumieniły się jej poliki, kiedy używałem odpowiedniego głosu. 
- Ide do pokoju, jak możesz to nie praw mi kazań na temat związków. - rzucam i zamykam drzwi do pokoju gościnnego. 
Słysze jak coś mamroczy i włącza telewizor. 

                                                                          ***

Wychodzę zaspany, ponieważ pozwoliłem sobie na krótką drzemkę i widzę Arianę, ubraną w dosyć krótką, białą sukienkę. Stoi przed lustrem i się maluje. 
Co do cholery? - myślę, przeciarając oczy. 
- O, jak miło że juz wstałeś. Idę ze swoimi koleżankimi do klubu. - oznajmia słodko, a ja już wyobrażam sobie, co ma na myśli, mówiąc "koleżanki". Są to jej wyrafinowane brytyjki, nie rozumiem jak może się z nimi zadawać. 
- Do jakiego klubu? - zaciekawia mnie okazja oderwania się od moich problemów. 
- Umh... nie jest w twoim stylu. - tłumaczy się.
- Jest tam muzyka i jakiś alkohol? - pytam, a ta kiwa głową. - więc idę z Tobą. - ściągam koszulkę i kieruję się spowrotem do pokoju. 
Koniec użalania się nad sobą, już i tak za długo myslałem o tym, co się wydarzyło przed moim przylotem, kiedy próbowałem zasnąć. 


*Selena* 
Dzwonię do drzwi, ale nikt mi ich nie otwiera. Nie słysze też jakichkolwiek kroków, więc wkładam klucz do zamka i przekręcam go w prawo. 
Kładę kluczyki na murku i idę do pokoju. Nie mam na nic ochoty, dobrze że uczyłam się na zapas i całe dnie mogę spędzać w moich czterech ścianach. 
Gdy siadam na łóżku i powolnie rozpakowywuję książki, mój telefon nagle dzwoni, a ja boję się zobaczyć od kogo przychodzi połączenie. Moje serce bije szybciej, gdy z małej kieszonki wyjmuję telefon i momentalnie opada, wraz z usmiechem, kiedy widzę zdjęcie Bridgit. 
- Halo? - mówię zwyczajnie. 
- Cześć! Może wyjdziemy gdzieś na chwilę? Jest ładna pogoda, dawno nie gadałyśmy... - zaczyna. 
- Jasne. Będę czekać przy tym nowootwartym sklepie, ok? - uśmiecham się, mimo że wiem że tego nie widzi i chwytam za klamkę, kiedy dziewczyna się zgadza. 
Wychodzę i daję mamie znać przez telefon, że wrócę na obiad. Przebiegam przez ulicę i kieruję się w umówione miejsce dosyć szybkim tempem. 
- Heeej. - otula mnie przyjaciółka, kiedy już przychodzi i obie ruszamy w przypadkowym kierunku. 
- Jak tam u Joe'go? - pytam, odczuwając tęsknotę za przyjacielem. 
- Nie wiem. - mówi chłodno, a ja przypominam sobie, że ostatnio chłopak wspominał o jakiejś kłótni między nimi. - nie widziałam go od czasu naszej sprzeczki, ale pisaliśmy trochę. Jest ok, z tego co wiem. 
- Jasne, przepraszam. - mamroczę i idziemy dalej w lekko niezręcznej ciszy. 
- Wiesz, może pójdziemy kupić jakies lody? - proponuję, sprawdzając wcześniej, czy moje pięć złotych nadal leży w tylnej kieszeni moich ciemnych spodni. 
- Um, pewnie. Zanm świetną kawiarnię. - pokazuję, żebyśmy skręciły w prawo i atmosfera się rozluźnia. Zaczynamy się śmiać, kiedy przekraczamy próg budynku i stajemy przed kasą. 
- Dzień dobry. Poproszę gałkę lodód jagodowych. - mówi Brid, kiedy ja wyszukuję smaku dla siebie. 
- A Pani? - głos sprzedawcy jest bardzo ciepły, więc podnosze głowę i spoglądam na niego. 
- Czekoladowe. - posyłam uśmiech i spoglądam na Bridgit. 
- No co Ty, widziałas jak na ciebie patrzy? - szepcze mi na ucho, śmiejąc się od uch do ucha. Nie interesował mnie on tak bardzo i od razu myślami powędrowałam do Justina. Nadal jest poza zasięgiem? 
- Cos się stało? - pyta, kiedy przyłapuje mnie na zamyślaniu. 
- Taa, rozstałam się z Justinem. - uważam, że mogę powiedzieć o rozstaniu. Przecież pamiętam jak do tego doszło. 
- Nie martw się. Między Wami jest takie... takie coś, co nie pozwala Wam kłócić się zbyt długo. - otuca mnie ramieniem, a ja lekko się uśmiecham na jej słowa, wiedząc jednak że są raczej wymuszone. Resztę czasu spędzamy na luźnej rozmowie, ona jest światną osobą. Uwielbiam się z nią droczyć i śmiać z takich prostych rzeczy, jak koszulka starszej Pani. 
Gdy kończymy już swoje lody, a na zegarku dochodzi 14, mówię jej że niedługo wrócą moi rodzice i powinnam zdążyć na obiad. 
- Paa kochana! - całuje mnie w policzek na pożegnanie i macha, kiedy biegnę w kierunku przystanku. Powinnam zdążyć jeszcze na autobus, który zawiezie mnie najbliżej domu ze wszystkich, jadących o tej porze. 

*Justin* 
- Nie będziesz sie tam dobrze bawił. - mamrocze, krzyżując ręce. Olewam to, że właśnie coś do mnie powiedziała i poprawiam kołniezyk mojego polo. Staję przed lustrem i poprawiam włosy, kiedy moja siostra patrzy co sekundę na zegarek i jęczy, abym się pospieszył. 
- Juz idziemy, spokojnie. - łapię ją w talii i wychodzimy z jej mieszkania, zamykając drzwi. 
- Zamówiłeś taksówkę? 
- Tak, pewnie kierowca już czeka. - odpowiadam i schodzimy po schodach na parter. - Właściwie, to gdzie idziemy? - pytam po chwili. 
- "Little Blue". Nie jest to klub gdzie zajarasz w towarzystwie tych brudasów. Będziesz mógł jedynie się czegoś napić, pogadac i spokojnie potańczyc dla zabawy. - uśmiecha się, ukazując swoje dołeczki. Moich znajomych zawsze określa "brudasami" a po tym, jak opisała miejsce do którego jedziemy, zacząłbym dyskutować z nią o definicji słowa "klub". 
- Okej. - to jedyne co mówię i obydwoje idziemy w kierunku zaparkowanego niedaleko bloku auta. 
Kierowca zapala silnik, a Ariana wysyła wiadomośc do swojej najelpszej przyjaciółki. 
Nie wyciągam mojego telefonu, bo boję się że zauważę wiadomość od Seleny. Skoro co minutę myślę o tym, co robi, niech chociaż dzisiejszy wieczór nie będzie jej poświęcony.
Skręcamy w małą uliczkę wypełnioną sklepikami i wyjeżdżamy na malutką autostradę.
Kojarzę tę drogę, nie raz jechałem tutaj po pączki dla mojej siostry, podczas wizyt w Anglii. 
Po 15 minutach jazdy, widzę oświetlony budynek. Jest mały i schludny, Boże żeby mieli tam chociaż wódkę. 
Otwieram drzwi, a moim oczom ukazuje się dosyć jasne wnętrze. Muzyka jest głośna i na szczęście nie operowa, jak myślałem. Wszędzie porozstawiane są stoliki z pufami, a parkiet wypełniony jest ludźmy, tańczącymi zdecydowanie za wolno, za którko i za mało seksownie. 
- Usiąde tam, przy Kelly. - wskazuje na większy stolik z małą, skórzaną kanapą. 
Dochodze do wniosku, że mogłem zostac w domu, gdy widzę kartę z nagłówkiem "Alkochole". 
Nie wierzę, że serwują tu tylko 3 drinki, a najmocniejszym trunkiem jest wódka. 
- Poprosze piwo. - decyduję się i opieram o lade baru. 
- Bardzo proszę. - mówi kelner, ubrany w purpurową kamizelke. Na serio? I to jest kurwa klub? 
Upijam dwa duże łyki i rozglądam sie po pomieszczeniu. Przynajmniej oświetlenie było całkiem niezłe. 
- Cześć. - mówi mi dziewczyna, z sukienką z dużym dekoltem. Moje oczy kierują się jednak na jej wymalowaną twarz, a zatrzymuja się na schludnie, ale ładnie uczesanych jasnych włosach. Usmiecha sie do mnie głupio, a ja dostrzegam Arianę idącą z jakąś dziewczyną. 
- To my idziemy potańczyć, a wy troche pogadajcie. - puszcza mi oczko, a ja przeklinam jej beznadziejny pomysł w myslach. 
- Może się czegoś napijesz? - proponuję, kiedy stoimy naprzeciwko siebie w milczeniu. 
- Narazie dziękuję. Jak masz na imię? 
- Justin. A Ty to Kelly? - pytam, chcąc podtrzymać rozmowę, mimo że chcę spędzić ten wieczór samemu. Z alkoholem oczywiście. 
- Nie, nie. Mam na imię Haley - oznajmi, lekko uśmiechnięta. Byłem blisko, nie musiała mnie aż tak poprawiać. 
- Ok. Przyjaźnisz się z moją siostrą? 
- Tak, Ariana jest przesłodka. A Ty? Jesteś tutaj sam? - nie chce być nie miły, chociaż na język nasuwa mi sie niecenzuralna odpowiedź. Naprawde tego nie widać? 
- Tak. 
Dziewczyna siedzi, bujając się w rytm muzyki, ale ja nie zatańczę. Nie z nimi, oni nie wiedząc co to taniec. Wyciągam telefon i kłade go na ledzie, sprawdzając godzinę. Jest 21, cholera jak ten czas wolno płynie. Haley czy jak jej tam bierze go do ręki. Nienawidzę jak ktoś dotyka mojej komórki. 
- Możesz mi to oddać? - syczę w jej stronę. Znam ja 10 minut, z resztą nawet troche jej nie polubiłem, a ta bawi sie moim telefonem jak dziecko. 
- Nie. Masz świetną obudowę. - chwali i śledzi ją uważnie. Jest niepoważna, przecież to zwykła, czarno - biała obudówka. 
- Dziekuję. A teraz daj. - wyciągam dłoń, lecz ta chichocze i odblokowywuje ekran. 
- Zaczekaj. - po cholerę jej moja komórka? Zaczynam z trudem pochamowywac cięte komętarze i trzymam nadal wystawioną rękę. 
Gdy widze, że chyba ne ma zamiaru mi go oddać, a ja powinienem byc miły, bo inaczej Ariana wyprawi mi godzinny wykład, odpuszczam, zanurzając usta w kuflu z piwem. 
Sekundy mijaja jedna po drugiej, a każda kolejna wydłuża się, bo nie wiem co ona z nim robi. 
- Wiesz, myślę że powinnas mi oddać mój telefon. - podkreślam "mój".
- Musisz zasłużyć. - chowa go za plecami. Nie mam ochoty na gierki, alee pozostaję na sowim miejscu. 
- Bardzo proszę. - uzywam jednego z moich najbardziej przekonywujących tonów głosu, na co sie delikatnie rumieni. Nie równa się to jednak z kolorem, jaki przybierała skóra Seleny, za każdym razem kiedy słyszała ten dźwięk. Znowu? Naprawdę znowu jestem zmuszony o niej myśleć. 
- Chyba trochę za mało jak na taki telefon, co? - przygryza wargę i przybliża się do mnie. 
- Hmm, to może postawie Ci drinka? - mruczę, starając brzmieć romantycznie. 
Haley kiwa przecząco głową, a ja śmieję się z tego, jak się rozkręciła. 
Blondynka wydaję sie być teraz nieco odważniejsza i milsza, ale myśl o Sel nie pozwala mi odwzajemnic tego, co mi oferuje. Jej usta czekają na mój pocałunek, lecz odchylam się od niej. 
- Przepraszam, ale nie powinniśmy. 
- Oh, rozumiem. 
Nagle moja siostra zaskakuje ją od tyłu, chcąc zrobic niespodziankę, a ja słyszę trzask. Mój telefon... cholera jasna. 

*Selena* 
Siedzę już w autobusie i wpatruje się pusto we wzorek obicia siedzenia przede mną. 
Na następnym przystanku do pojazdu weszła grupka ludzi. Jeden z nich był naprawdę wysoki, ubrany w luźne, ciemne rzeczy i czapkę. W ręce trzymał papierosa i jak na złość stanął niedaleko mnie. Czułam dym i mój umysł od razu zaczął domagac się papierosa. Przypomniałam sobie o Justinie. Nie przypomniałas, ale cały czas o nim myslisz. - mówi moja podświadomość i wzdycham, przyznając jej rację. W mojej głowie mimowolnie pojawia się obraz mnie i Jussa, palących wspólnie. Wspominam wszystkie jego słowa, dni i każdy najkrótszy moment kłóje mnie w serce. Przeklinam  po cichu tego gościa, który nie mógł oczywiście zapalić na zewnątrz i wychodzę smutna, kiedy słyszę nazwę mojego przystanku. 
Mam wątpliwości, czy znowu napisac do Justina, ponieważ boję się że znowu nie odpowie. 
Zastanawiam się długo i gdy dochodze do mojego domu, klikam "napisz nową wiadomość", wybierając Jussa z kontaktów. Siadam na kanapie, podczas gdy moja mama jest zajęta gotowaniem i biorę głęboki wdech. 
" Cześć. "  - zaczynam banalnie, nie mając pomysłu. Ciężko mi napisać teraz do niego, naprawdę boję się, że tego nie przeczyta lub zignoruje. 
" Przepraszam Cię za to co zaszło. Uwierz, że nie wygląda to tak, jak myślisz." - kasuje co chwilę dłuższe wypowiedzi po tym, co napisałam dotychczas. Ugh, to trudne. 
Zamyślam się na chwilę, po czym stukam w telefon, dobierając nastepne słowa. 
" Nie będe zamęczać Cię jakimiś przeprosinami, bo wiem jak się teraz czujesz. Musisz wiedziec jedynie, że nawet jeżeli go pocałowałam, nie smakowało to choć w 1% tak dobrze, kiedy robiłam to z tobą." - przytakuję, pozostawiając ten fragment bez zmian i przechodze dalej. Mam tysiąc myśli w głowie, gdybym tylko miała słowa, aby to opisać...
- Mamo? - pytam, stając w wejścu do kuchni. 
- Tak kochanie? - uśmiecha się i próbuje zupy, która właśnie się zagrzewa.
- Jak opisałabyś miłość jakimś jednym zdaniem? - mówię niesmiało. 
- Miłość jest jedyna i potrafi przetrwać wszystko. - mówi po namyśle, ewidentnie nie wiedząc co odpowiedzieć. 
Dokańczam moją wiadomość : " I nawet jeżeli mi tego nie wybaczysz, pamiętaj jak bardzo Cię kocham. Nie wiem, jak mogłam Cię tak zranić, ale to nie było celowe. Wiem, że potrafimy przetrwać wszystko, błagam, odpisz jakkolwiek. "  
Klikam "wyslij" i przełykam ślinę, a moje serce startuje odliczać każdy ułamek sekundy po wysłaniu mojego sms'a. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz