sobota, 14 czerwca 2014

Rozdział XXXXXXIII

*Selena*
Polubiłam zdjęcie po dłuższej chwili i usiadłam na kanapie. Jest 16 i stwierdzam, że to najlepsza godzina w ciągu tych 2 samotnych dni.
- Selena? - woła mnie mama.
- Tak?
- Masz gościa.
Wstaję z zaniepokojoną miną, mysląc kto chciałby mnie odwiedzić i nerwowo poprawiam moja zburzoną przez poduszkę fryzurę.
- Cześć. - mówi mi Austin, ubrany w luźną bluzę.
- Hej. Może... wejdziesz do środka? - pytam, nie wiedząc po co miałby do mnie przychodzić. Wszystko jest skończone, on o tym wie.
- Um, jasne. Dzięki. - podaję mu szklankę wody, kiedy on siada na moim łóżku.
- Więc... co cie tu sprowadza?
- Widziałem twoje zdjęcie na Instagramie...
To chyba jakiś kurwa ponury żart - myślę w głębi, karcąc siebie za przekleństwo.
- Nie, nie. To nie tak jak Ty... - śmieję się, szukając słów aby mu to wytłumaczyć.
- Jeżeli to było kierowane do mnie, to wiedz że...
- Austin, to nie było kierowane do Ciebie. Bardzo mi Ciebie brakowało, ale jako przyjaciela. Naprawdę, to nie chodzi o to co było... no między nami. - nie chcę zabrzmieć niemiło ale nie jestem w tym najlepsza, sądząc po jego minie.
- Oh... nie ma sprawy. Nie powinienem tu przychodzić, - wstaje, ale ja zatrzymuje go, stając w drzwiach.
- Zagrajmy w chińczyka. - proponuje i widze jego uśmiech.
- Planszówki Ci sie naprawdę nigdy nie znudzą?
- Nie. I chcę zagrać w jedną ze swoim przyjacielem. - oznajmiam, jednocześnie siadając na dywanie z pudełkiem zawierającym planszę i pionki. Nie wytrzymam dłużej, siedząc na kanapie z chusteczką lub wtulona twarzą w poduszkę. Nie wiem czemu ale przy Austinie zawsze czuję się komfortowo, oczywiście w roli przyjaciela.

*Justin*
Idę małą, wąską uliczką bo przesiedziałem już dobre 2 godziny na tym cholernie zimnym murze. Chciałbym się upić, upić tak abyzapomnieć o wszystkim. Tęsknię za nią.
Nie wyjadę jeszcze z Londynu, czuję się tu o wiele lepiej a na myśl o powrocie, powracają do mnie wspomnienia z ostatniej nocy w Ameryce.

                                                                               ***

- Gdzie Ty byłeś? - pyta moja siostra, siedząca na kanapie. Jest wyraźnie zmartwiona.
- Mówiłem, żebyś nie czekała. Myslałem. Dużo myślałem. - oznajmiam i rzucam się na łóżko w moim pokoju.
- Martwiłam się.
- Straszne. - ironizuję. 
- Muszę Ci coś pokazać. - siada na łóżku lecz nadal ją ignoruję. - Jussie. - szturcha mnie i spoglądam na nią jednym okiem. 
- No co? 
- Popatrz. - wyciąga do mnie telefon, a ja leniwie po niego sięgam. 
- Czy to... - przełykam ślinę i spoglądam jej w oczy. 
- Tak, to jej profil. Polubiła też zdjęcie, które zrobiłeś. Błagam, porozmawiaj z nią. 
- Ale... dobra. - wchodzę w listę kontaktów i biorąc głęboki wdech, słyszę pierwszy sygnał. 
Po dwóch, słyszę jej  głos i czuję jak moje serce wariuje. 
- Halo? Ariana? - mówi przez śmiech. W tle słyszę też jakiś drugi głos i powstrzymuję się przed myślą, że to może być Harry. "Przestań przesuwać moje pionki debilu" - mówi znacznie ciszej, lecz nadal mogę to usłyszeć.  
- Nie... Justin.  - oznajmiam, lecz gdy zapada cisza, rozłączam się.
- Nie wierze kurwa, nie wierze. - mówię do mojej siostry, która otula mnie ramieniem. 

- Co się stało? Czemu się rozłączyłeś? - zadaje cicho pytania, widząc najwyraźniej jedną łzę, spływającą po moim policzku. 
NIe, nie będę płakał. -powtarzam po raz trzeci i ocieram policzek.
- Ona... ona się śmiała, była szczęśliwa i na dodatek była z jakimś chłopakiem. - mówię, odtwarzając jej roześmiany głos w głowie.
- Nie, napewno nie. Przecież to zdjęcie... - ponownie bierze telefon.
- Zabierz to cholerstwo i usuń te jebane zdjęcie z twojego profilu. - warczę i wstaję idąc do kuchni.
Nawet nie narzeka na moje ostre słowa, to chyba zrozumiałe.
Robię parę kroków w kierunku kuchenki i otwieram po kolei szafki, aż natrafiam na jedną butelkę wina. Mógłbym teraz skoczyć z mostu, myśląc jak ja cierpiałem, kiedy ona spędza czas z jakimś chłopakiem. Jeżeli to Harry, obiecuję teraz przed Bogiem że się zabije.
Czymże jest upicie się w porównaniu do skoku z mostu?  - ironizuję pod nosem i biorę 3 ogromne łyki z butelki.
- Justin... nie pij. - mówi moja siostra, kiedy wracam do pokoju. 
- A co mam do stracenia? Nie rozumiesz, że ona jest szczęśliwa? - parskam. 
- Nie jest. - wiem, że kłamie bo widzę jak bawi sie palcami. 
- Dasz mi sie upić? 
- Dobra. Alkohol jest jeszcze w szafce przy lodówce. Z płatkami do mleka. 
- Ty masz alkohol? - śmieję się i zanurzam usta ponownie w winie. 
- Jestem twoja siostrą. A to, że mam na sobie coś białego, nie znaczy, że mam coś równie niewinnego pod tym. - puszcza mi oczko, i cholera gdyby nie była moją siostrą to chętnie bym ja pocałował. 
Kiwam głową w śmiechu i krzyżuje kostki. 

*Selena* 
Zamieram kiedy słyszę jego zachrypnięty głos. Boże, to naprawdę on. 
Chcę coś powiedzieć, ale momentalnie się zacinam i słysze jak nagle się rozłącza. 
Nienienienienienie - tylko to mówi mój cichy głosik, zawsze wiedzący co chciałabym powiedzieć. 
- Coś nie tak? - pyta Austin, kiedy patrzę dobita z telefonem w ręku. 
- Tak. Znaczy nie. Wiesz, lepiej gdybyś juz poszedł. 
- Ale... 
- Proszę. - przytulam go i po chwili chłopak wychodzi. 
Siadam na moim fotelu i mam ochotę spędzić tu resztę życia.
Czemu się rozłączył? Dlaczego zadzwonił? - milion myśli przechodzi przez moją głowę i po prostu nie mogę uwierzyć, że słyszłam jego głos. Wchodze na Instagrama i widze, że zdjęcie papierosów zniknęło. Boże. 
Skulam się i okrywam kocem, płacząc. 

                                                                          ***

Budze się rano i orientuję się, że zasnęłam w moim fotelu. Wstaję jakby połamana i prostuje plecy. Nie ide do szkoły, nie w takim stanie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz