środa, 4 czerwca 2014

Rozdział XXXXXIV

Zadzwonił dzwonek. Wstałam i wyszłam, kierując się prosto do toalety. Światło automatycznie sie właczyło, gdy przeszłam przez próg drzwi i stanęłam przed lustrem. Wyglądałam okropnie, mój make-up był zdecydowanie za delikatny, a ubiór odbiegał od moich oczekiwań. Koszulka była pognieciona, wyraźnie za duża i niezabardzo pasowała do szpilek. Jęknęłam tylko i oparłam się o umywalkę. "Spokojnie. To zaraz minie, może się zdenerwowałaś..." - powatarzałam sobie, biorąc wdech i wydech co chwilę. 
Przemyłam twarz zimną wodą i spięłam włosy, aby nie było mi zbyt ciepło. Nie wiedziałam co mi jest, pewnie spowodował to czas mojego snu i emocje, które wczoraj sięgnęły zenitu. 
Gdy poczułam sie odrobinkę lepiej i byłam wmiarę uspokojona, wyszłam na korytarz. Do moich uszu znów dotarł hałas, ale co mogłam zrobić, poza poczekaniem do końca lekcji? 
Usiadłam pod salą na ławce i czekałam na angielski. 
Lekcja się zaczęła, ja zapisałam temat i każdą wolną chwilę, kiedy Pani coś mówiła, czy pisała - przeznaczałam na przymknięcie oczu i położenie na ławce. Mój długopis napisał zaledwie streszczenie informacji z tablicy, a oczy przeczytały jedynie kawałek artykułu. 
- Wszystko w porządku? - zapytał Harry po dłuższej chwili obserwacji. Chyba nie chciał być namolny, a ja nie chciałam sie użalac nad sobą i starałam pokazać, że wszystko jest w miarę okej. 
- Nie jest najlepiej, ale to przez niewyspanie. Zaraz wezmę coś na ból głowy. - kłamię, wiedząc że tabletki zostawiłam u Justina. 
- Jesteś pewna? - przytakuję i chłopak daje sobie spokój. 
Zaczęłam podpierać głowę na ręce, a wszystko dookoła męczyło mnie dwa razy bardziej z każdą minutą. 
Gdy przeczytałam jeszcze formułkę zatytuowaną "Zastosowania w praktyce", moja głowa opadła lekko na książkę. Litery mi się zamazywały, a głowa pękała od nieznośnego bólu. 
Nauczycielka widziała, że jest coś ze mna nie tak, ale gdy zatrzymywała wzrok na mojej twarzy na dłużej, podnosiłam się i udawałam, że coś piszę. Nagle nie wytrzymałam i niepewnie podniosłam rękę do góry. 
- Tak Selena? - anglistka zapytała ciepłym głosem.
- Przepraszam, ale czuję sie fatalnie. Mogłabym pójśc na chwilę do pielęgniarki? - zapytałam najgrzeczniej jak potrafię, starając sie trzeźwo na nią patrzeć. 
- Oczywiście. Harry, zaprowadź koleżankę. - oznajmiła i poprawiła stosik swoich książek na biórku. Nie ma innych osób w klasie? Najwyraźniej uczepiła się mnie i Harrego. Cóż, to mnie teraz nie obchodzi - jedyne czego chcę, to zobaczyć gabinet lekarski i położyć się chociaż na 10 minut. Wstaję i zabieram torbę, na wypadek gdyby zajęło to troche więcej czasu niż połowa angielskiego, która została do końca.   
Hazz otwiera mi drzwi i idzie tuż obok mnie. Może to i lepiej, że ktos mi towarzyszy, bo czuję sie jakbym miała zaraz zemdleć. Stawiam powoli kroki i z pomoca chłopaka jestem coraz bliżej białego pokoju, w którym przyjmowała szkolna lekarka. 
- Selena? - słyszę głos zza moich pleców. Rozpoznam go wszędzie - w nocy, za dnia, w parku, w szkole, w kawiarni. Justin. 
- Tak? - odwracam się i widzę, jak śledzi wzrokiem jego koszulkę na moim ciele. 
- Cos sie stało? - pyta, a Harry delikatnie łapie mnie za nadgarstek i dołącza się do rozmowy.
- Tak, idziemy do pielęgniarki, bo jest wykończona. - lekko ciągnie mnie w swoją stronę, a ja posłusznie oddalam sie o krok od Justina, licząc że cos do mnie powie. 
- Zostaw ją. Zawiozę ja do domu, nie może byc w szkole w takim stanie. Pielęgniarka tu nic nie pomoże, chyba że zmierzy jej temperaturę.
- Justin...- zaczynam i łapię sie za głowe, odczuwając silny ból. Harry mnie lekko przytrzymuje, bo widzi że przymykam oczy, a Justin podchodzi, biorąc moja torbę. Widzę, jak Harry się na niego patrzy, ale nie marze o niczym innym, jak wyjsc z tej cholernej szkoły. 
- Dobrze, pójdę. Ale odwieziesz mnie do domu. Tylko. - zaznaczam ostatnie słowo i łapię sie jego ramienia. 
- Jestes pewna? - słyszę drugi męski głos. 
- Tak. Wracaj na lekcje. A, i powiedz pani, że mama mnie odebrała. - proszę go o to i widzę, jak potakuje, udając sie do sali. Wiem, że jest zawiedziony, ale równie dobrze mógłby tu po mnie przyjechać jakiś obcy facet i weszłabym do auta, byle zawiózł mnie tam, gdzie moge odpocząć. 
- Słuchaj, przepraszam... - zaczyna, gdy wychodzimy z budynku. Wiedziałam. 
- Możemy teraz o tym nie mówić? - ostro komentuje jego próbę rozmowy i wsiadam do auta. Opieram głowę o siedzenie i zamykam oczy. Jak dobrze. Chwila? Auta?
- To Ty masz auto? - pytam zdziwiona. 
- Pożyczyłem. Ashley napisała, że źle się czujesz więc przyjechałem. Przepraszam, że ona - wiem co o tym myślisz. - spuszcza głowę i wkłada kluczyki do stacyjki. 
- Nigdy się od niej nie uwolnimy. - mówię, podpierając głowę. 
- Wolałabyś tam zostać? Wiem, że jej sie podobam, ale tylko Ty możesz mnie mieć takiego, jakim nie jestem dla nikogo. - mówiąc to patrzy na mnie i włącza wsteczny. 
- Dobra, to nie było złe z jej strony, że to napisała. Ale nie chce rozmawiac o tym, co zaszło. 
- Rozumiem. Mam Cie zabrać do mnie? Jest bliżej. - proponuje, i mimo tego, że chciałabym tam pójsć, ruszam głową przecząco. Muzyka jest ledwie słyszalna, a samochód wypełnia cisza. Justin co chwilę patrzy na mnie, a ja zakrywam dłońmi moją twarz, która pewnie wygląda beznadziejnie. 
- Musisz częściej ubierac moje koszulki. Wygladasz... - chyba brakuje mu słowa, ale wiem co chciałby powiedzieć. 
- Dziękuję, ale nie bedzie już chyba takiej okazji. - odwracam wzrok i wyglądam za okno, aby nie zobaczył z jakim smutkiem na twarzy to mówię. 
- Cholera. - mówi tak głośno, że mam ochotę wlanąć go z całej, dosyć osłabionej siły i wyjść. Zatrzymuje w tym momencie samochód i unosi lekko ręce. - wiem, zawaliłem. Wiem, zrobiem to znowu. Ale zobacz, jak staram się aby to naprawić! Zrozum to do diaska. Ashley nigdy nie zajmie nawet 1/100 miejsca w moim sercu, bo całość wypełniasz Ty. Raz odpisujesz, że też mnie kochasz, a potem mówisz takie coś... co ja mam zrobić... - jego ton jest wysoki i lekko groźny. Od razu czuję się bardziej pobudzona.
- Kocham Cie... ale...- zaczynam zdecydowanie spokojniej. 
- Ale? Ale co? Harry? Ashley? Może pogoda? Albo twój obecny humor? - ironizuje i spogląda sie na mnie z niedowierzeniem. 
- To nie takie proste. - powtarzam to, co cały czas mówi moja podświadomość, i czuję jak mimowolnie łzy wydostają się z moich oczu. Gdy je widzi, jego palec wędruje na moim policzku i je wyciera. 
- Wiem. Ale nie takie trudne, żeby to powstrzymywać. Zaufaj mi, ten ostatni raz... - zbliża się tak, że słysze jak szepcze mi do ucha ponownie "Ostatni raz". 
Jego usta muskaja mój policzek a ja przygryzam wargę, czując ile radości mi to sprawia. 
- Ja... - jąkam się, przez ból, przez łzy i przez to, co teraz czuję. 
- Proszę... - znowu mnie całuje. Powtarza to, póki nie wyczuwa, jak potakuję. Słone łzy dotykaja moich ust i samochód znowu rusza. Jak mogłam tak ulec... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz