Pomimo tego, że lekko odpychałam chłopaka, ten cały czas mnie całował. W końcu się poddałam, zapomniałam o tym co było. Może właśnie dlatego ta winda się zacięła? Los chce, abyśmy teraz sobie wybaczyli? Przyciągnęłam go do siebie, łapiąc za czarną skórę i oddawałam pocałunki wielokrotnie. Austin mnie złapał za uda i pozwolił zaplątać nogi na jego biodrach. Nagle, z głośnika windy, dobiegł głos - "Przepraszamy za awarię. Niedługo dojedzie mechanik, prosimy zachować..."
Austin nacisnął guzik, przerywając jednocześnie instrukcję jak powinniśmy się zachować w takiej sytuacji i powiedział, cały czas mnie trzymając - "Nawet nie wiesz, jak Cię kocham"
Wtedy go mocno przytuliłam i w takim uścisku czekaliśmy na pomoc.
Chłopak dał mi swoją skórę, ponieważ zrobiło się trochę zimno.
- Przykro mi, nie mam gorącej czekolady. - powiedział z uśmiechem.
- Nic nie szkodzi. Niczego już nie potrzebuję. - odparłam, patrząc mu głęboko w oczy.
- Już nigdy nie popełnię żadnego błędu. Obiecuję.
Austin pocałował mnie w rękę, w zasadzie składając mi coś w rodzaju obietnicy.
Po chwili zapaliło się światło i winda ruszyła. Wyszliśmy, trzymając się za ręce.
Austin otworzył mi drzwi i zaprosił do środka. Gdy tylko zobaczyłam napis "WYBACZ" z płatków róż, nie mogłam się powstrzymać i zaczęłam płakać z radości. To był jakiś sen?
- Uszczypnij mnie - powiedziałam do chłopaka, który stał obok mnie.
- Dlaczego? - był bardzo zdziwiony.
- Nie wierzę.
- Ale w co? - zaczał się śmiać.
- No w ... - brakowało mi słów.
Austin złapał mnie w talii, lekko trzymając i patrząc prosto na mnie.
- Popełniłem błąd. To trzeba jakoś naprawić. Nikt inny nie czyni mnie takim szczęśliwym.
- Kocham Cię! - wykrzyknęłam, rzucając się mu na szyję. To był jakiś cud. Mimo, że zrobił coś złego na prawdę mu na mnie zależy. On był wręcz idealny.
Usłyszeliśmy krzyki na korytarzu. To była Ashley. Szybko wyszliśmy i zobaczyliśmy ją, Justina i Joe'go, którzy ewidentnie nadużyli alkoholu. Jedynie Ash jakoś kontaktowała, chłopcy trzymali butelkę wódki i śpiewali ludowe piosenki.
- Selena, jak miło! Idziemy na plażę do Nick'a, trochę się zabawić. Idziecie z nami? - zapytała Ashley, poczym wybuchła śmiechem bez powodu.
Popatrzyłam na Austina, on na mnie i zgodnie odpowiedzieliśmy - "Jasne"
Chłopak szybko wziął jakiś ręcznik i nasze stroje kąpielowe. Zamknęliśmy drzwi i ruszyliśmy całą grupą na plażę. Joe trzymał jakiś koc, Ashley zabrała po drodzę kosz a Justin trzymał butelki z mocniejszymi trunkami. Przeszliśmy recepcję, głośno krzycząc, to co przychodziło nam do głowy. Z każdym słowem, było coraz więcej śmiechu. Ludzie się na nas gapili, ale to nam nie przeszkadzało. Zobaczyłam morze. Razem z Ashley wbiegłyśmy do wody i rzuciłyśmy się na Nicka. Chłopak cały czas ćwiczył.
- Heeeeeej. Jak tam idzie? - zaczęła Ashley.
- Od Was czuć alkoholem... co się dzieje? - Nick był trochę przestraszony.
- Co? Nic... - odparłam. Zaczęłam śmiać się z moją przyjaciółką, a Nick wział nas za ręce i wyprowadził z morza. Rozłożyliśmy koc, Nick się osuszył i przebrał, a ja położyłam się na kocu. Po chwili przyszedł do mnie Austin. Leżeliśmy tak obok siebie, patrząc na to jak Joe i Justin ledwo co mówili i walczyli o Ashley. Chłopak podał mi kieliszek z jakimś drinkiem, sam pijąc wódkę z gwintu.
- Ej, zaraz będziemy tak pijani jak oni. - powiedziałam, lekko przerażona że wtedy tu zostaniemy a Nick sobie pójdzie, albo upije się równie mocno jak nasi znajomi.
- I co z tego? Ja mogę tu zostać na zawsze. - odparł, lekko gładząc moją twarz.
Sama wzięłam łyka i tak butelka stała się pusta. Wstałam, żeby wyrzucić nasze śmieci, a nagle od tyłu ktoś oblał mnie wodą. Był to Justin. Zaczęłam go gonić i krzyczeć, żeby tak nie robił. Ten jednak był całkowicie upity i coś mamrotał, nadal wylewając zimną wodę z wiaderka.
- Przestań! - zaczynało mnie to juz bawić.
Chłopak nagle do mnie podszedł, złapał i trzymając na rękach podszedł do wody. Wyrywałam się, jednak Justin nie puszczał. Z resztą, też nie byłam trzeźwa.
Weszliśmy do pasa w głąb morza, znaczy Justin wszedł, bo ja cały czas byłam na jego rękach.
Słońce było bardzo nisko, w oddali na brzegu Joe i Ashley się całowali, a ja byłam trzymana przez Justina. Chłopak coś do mnie mówił i z czasem zaczynał mnie jeszcze mocniej przytulać. Wszytko było okej, do momentu kiedy przy wodzie nie zobaczyłam mojego chłopaka z założonymi rękoma. Był zły. Bardzo zły. Justin traktował jako rywala. Wyrwałam się z ramion Jussa i podeszłam do Austina.
- Przestań, on jest pijany. - uspokoiłam go, kładąc ręce na jego barkach.
- Jest pijany ale jest też zakochany.
- Co? - byłam zdziwiona.
- No popatrz; najpierw Cię sprowokował, a potem zaciągnął do wody. Jeszcze chwila i by Cię pocałował.
- Nie przesadzaj, do tego by nie doszło. Chyba to, że wypił za dużo i trzymał mnie w wodzie, ledwo trzymając się dna nic nie oznacza. - teraz i ja byłam trochę zła.
- Luz stary! Ta Afrodyta jest tylko Twoja. - krzyknął Juss, wychodząc z wody. Po alkoholu mówił jeszcze bardziej niewyraźnie.
- Przepraszam, on mi działa na nerwy. - przyznał się Austin.
- Nie przepraszaj, po prostu zrozum że... może i on coś do mnie czuje, lubimy razem ze sobą tańczyć, ale nigdy, przenigdy nie będziemy razem. I nie ważne czy to Nick, Justin czy Joe, a nawet jakis obcy z ulicy. Kocham tylko Ciebie, tak?
Kończąc to zdanie, pocałowałam go w policzek i trzymając za rękę podeszłam do naszego koca.
- I jak tam? - zapytał Nick. To było dziwne, że jeszcze nic nie wypił.
- Całkiem, całkiem, ale chyba będziemy się powoli zbierać. - odparłam.
- Już? Tak szybko?
- Chcemy być wyspani na jutro. Może wyjdziemy na basen, Ash i Joe wspominali o jakimś spa...
- Rozumiem. A czemu nie ma Vanessy? - zapytał.
Westchnęłam głęboko i zaczęłam pakować stroje kąpielowe.
- Nie wiemy. - opowiedział Austin. To było kłamstwo.
- To może sie jej spytajcie, siedzi tam, przy wydmach. - powiedział Nick.
Podałam torbę Austinowi i zaczęłam iść w stronę mojej byłej przyjaciółki.Słyszałam tylko głos mojego chłopaka, on nie chciał żebym z nią rozmawiała.
Byłam coraz to bliżej Van. Gdy usiadłam na kocyku obok niej, zobaczyłam że ona płacze.
- Co się stało? - zapytałam.
- Straciłam przyjaciółkę, przez coś czego nie chciałam. Straciłam ją na zawsze i teraz nie mam nikogo. - rozpłakała sie jeszcze bardziej. Takiej Vanessy nie znałam. Ona przyznaje sie do błędu i płacze?
- Nie martw się. Między mną a Austinem jest juz normalnie. Między nami tez może być.
- Ja Cię na prawdę przepraszam... co? - zapytała.
- Nie musisz tracić jej na zawsze. Pomyśli, że on musiała wyjść na dłuższą imprezę.
- Na prawdę? - dziewczyna lekko mnie przytuliła.
- Tak. Bardzo Cię kocham, wiesz? - również ją przytuliłam.
- Ja kocham Cię mocniej.
Siedziałyśmy tak przytulone, wpatrzone w ciche morze i zachodzące słońce. Nie mogłam patrzeć jak ona płacze, za dużo nas łączyło. Znaczyła dal mnie bardzo wiele, tamto nie jest juz ważne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz