piątek, 21 marca 2014

Rozdział VI

.... Tymbardziej, że ona nigdy nie lubiłą imprez a wtedy była lekko podpita. Nie tak jak Vanessa, do niej to jej daleko, ale nie wiem jak to będzie dalej... 
Ahh - westchnęłam i opadłam na łóżko. 

Włożyłam słuchawki i puściłam sobie moją ulubioną piosenkę. Uwielbiałam ją. Zawsze podnosiła mnie na duchu :)       
Tak było i teraz. Zrelaksowałam się. Nie można wszystkim się tak przejmować. 
Jutro jest nowy dzień. "Make it strong". - pomyślałam i zasnęłam.
Gdy się obudziłam, nie mogłam uwierzyć, że słońce za oknem świeci tak jasno mimo wczesnej pory jak na weekand - 9:00. Chciałam tańczyć. Tak, to było to czego chciałam teraz. W taką cudowną pogodę, nie mogłam leżeć w łóżku. Poszłam do łazienki, założyłam legginsy, zwiewną bluzkę i sweterek. Nie dzwoniłam do vanessy, pewnie ma kaca po ostatnij imprezie. Nieraz z nią o tym rozmawiałam. Umówmy się, że według jej wersji "Ona nad tym pracuje" 
Poprawiłam włosy, ubrałam ulubioną bransoletkę i wyszłam z domu. Wsiadłam w autobus i ruszyłam pod studio. Ulice były puste, nie wiem czemu. Pogoda była przecudowna, najwyraźniej nie rozumiem ludzi. Stanęłam przed wejściem. Przez szklane rozsuwane drzwi widziałam dobrze mi znaną recepcjonistkę, w czarnej marynarce witającej jakich gości. Gdy szarpnęłam za klamkę, zorientowałam się że drzwi są zamknięte. Na wysokości moich oczu, wisiała kartka "Studio tańca dzisiaj zamknięte. Przepraszamy i zapraszamy ponownie" 
"Zapraszamy ponownie" - pomyślałam zła  i kopnęłam kamyk leżący obok na ulicę. 
Stwierdziłam, że wstąpię do sklepu, kupię coś do picia i wrócę, bo właściwie co miałam zrobić? Przechodziłam przez skrzyżowanie ulic, gdy wpadł na mnie chłopak w  szarej czapce i trampkach. 
- Uważaj jak idziesz! - krzyknęłam. 
- Ja... przepra.. - nie dokończył, bo spojrzał na moją twarz. 
- To Ty...? - powiedziałam, niedowierzając, że gdy nie ma prawie nikogo w mieście, trafiam na tego debila.
- Tak, to ja jeżeli to mnie masz na myśli. - mruknął cicho.
Ta wymowa zawsze mnie tak irytowała... ach... od razu wiedziałam,że to Justin. 
- Co Ty tu robisz? Jak? To niemoż... Nie! Idę stąd, bo zaraz zrobisz coś co znowu mnie zdołuje. - powiedziałam, robiąc pierwszy krok w stronę chodnika. 
- Czekaj. - chłopak złapał mnie za dłoń i przytrzymał abym nie odeszła. 
- Co znowu?! Jeżeli chcesz mnie pocałować, od razu nie wyrażam zgody. - rzuciłam. 
- Nie. Chcę zaprosić Cię na kawę. Bez pocałunków. Bez flirtu. Bez uwodzenia. Chcę Cię przeprosić, porozmawiać. - powiedział spokojnie i odziwo dosyć wyraźnie. 
- Bez pocałunków? - zapytałam.
Chłopak przytaknął i oboje poszyliśmy w kierunku kawiarni. Tak, pewnie się dziwicie dlaczego, jak jeszcze przed chwilą na niego krzyczałam i przeklinałam los, że musiałam go spotkać. Jeżeli ma być to spokojna rozmowa, z moją ulubioną kawą... nie ma problemu. Każdy zasługuje na drugą szansę, tak? Każdy popełnia błędy, a nie kryłam tego że tańcząc z Justinem czułam się bardzo dobrze. 
Usiedliśmy przy dwuosobowym stoliku obok okna, przez które wpadały promyki słońca. 
Odgarnęłam włosy i żeby nie było mu tak miło, spojrzałam na telefon mówiąc ; masz 20 minut. 
- Chciałem Ci powiedzieć, że jest mi głupio. Na serio nie chciałem Cię zranić a tym bardziej uwieść. Po prostu... kocham z Tobą tańczyć i pewnie głupio to zabrzmi, ale mógłbym robić to z Tobą cały czas. Kurczę, zamilkłam. Był taki miły i mówił do rzeczy. Najgorsze, że czułam to samo. Nie, to nie była miłość. To było coś w rodzaju tanecznych-bratnich dusz. 
To było bardzo dziwne, ale to nie ja dokończa o tym decyduję.
- Rozumiem. Przyjmuje Twoje przeprosiny. Też Cię przepraszam za moją wybuchowość... - powiedziałam, drapiąc się za uchem z zakłopotania i chcąc niechcąc wstydu. 
- Proszę, przyjmij to. Nie, nie jako symbol miłości czy czegoś takiego. Po prostu na zgodę. - powiedział, wręczając mi małą bransoletkę, ze złotą baletnicą. Równocześnie się uśmiechał. Wiedział co czuję. 
- Znaczy... nie wiem co na to mój chłopak... - musiałam to podkreślić. NIe może myśleć, że to jest początek czegokolwiek. Po prostu mu wybaczyłam. Nic poza tym.
- Proszę. Nie musisz tego nosić, chodzi o to żebyś ją miała. To dla mnie ważne. 
NIe mogłam mu odmówić. Wzięłam prezent, schowałam do torebki i dopiłam kawę. 
- Musze już iść. To... dzięki za kawę, tu jest napiwek dla kelnerki - powiedziałam wstając i kładąc 5 dolarów na stoliku obok filiżanki. 
Nagle poczułam, że trafiło we mnie coś lekkiego. Było to jednak na tyle wyczuwalne, że sie odwróciłam i zobaczyłam trójkę 16-latków, rzucających papierkami w ludzi. Brak mi słów... - pomyślałam i naturalnie ich zignorowałam odwracając twarz. Sekundę po tym usłyszałam głos Justina : Co wy sobie myślicie? Nie macie nic do roboty?! Zostawcie ją w spokoju, jasne? 
Podziękowałam mu w formie uśmiechu. Był to bardzo miły gest. 
Wróciłam do domu, przebrałam się i zabrałam  za sprzatanie. Mama pojechała na zakupy, tata do pracy na parę godzin... trzeba coś zrobić, szczególnie że teraz muszę wkupić sie w łaski rodziców. 
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Co do diaska - pomyślałam, odstawiając mop i idąc do drzwi. Nie wierzyłam gdy zobaczyłam ... 

Dziękuję za wszystkie komentarze ; te które były i które [mam nadzieję] będą. Prosze udostępniajcie to, polecajcie i komentujcie. Na prawdę mi tym pomagacie :) 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz