sobota, 15 marca 2014

Rozdział II

*Selena* 
- Van, ja już nie mogę! Jestem cała rozgrzana, wszystko mnie boli. Zróbmy przerwę. I tak całkiem dobrze nam idzie, nie dramatyzuj. 
- Ok, ale tylko 10 minut. Idź do szatni, napij się czegoś - odpowiedziała.
- A Ty? NIe idziesz? 
- Nie. Zostanę tutaj, muszę przesłuchać piosenki - odparła i usiadła na podłodze przy radiu, podwijając koszulkę. 

Gdy weszłam do szatni, oblałam lekko twarz wodą, położyłam ręcznik na ławce i usiadłam.
Wzięłam torbę, żeby napisać do rodziców że będę później, bo Vanessie bardzo zależało na tym ukłądzie. Zawsze musiała być w centrum uwagi, być tą najlepszą. Mimo tego, jest genialna i bardzo ją kocham. Zobaczyłam, że mam nieprzeczytaną wiadomość. 
Szybko kliknęłam i zobaczyłam, że była od Austin'a. 

" I jak Ci poszła geografia? :) Gdybyś miała wolny czwartek to chętnie bym Cię gdzieś zabrałwieczorem. Co Ty na to? " 
Wtedy odłożyłam telefon na bok i opuściłam zrozpaczona głowę. Ten chłopak z którym tańczyłam... Austin... o co w tym wszystkim chodzi? Czemu podczas tego tańca tak się czułam? 
" Hej ;) NIe ma sprawy, wybierz miejsce i wpadnij po mnie o 19" - odpisałam, nie zastanawiając się długo. Tamtego chłopaka właściwie nie znam, to niby dlaczego nie mam się umawiać z kimś kto o mnie ubiega? Kogo dosyć dobrze znam? Austin jest genialnym chłopakiem, trzeba dać mu szansę. Gdy klikałam "wyślij" , w progu stanęła Van z pretensjami, że tak długo nie wracam na salę a czas się kończy. 
- Już idę, już idę - powiedziałam odwracając wzrok na komórkę i czytając sms'a od Austin'a:
" Dobrze, to do zobaczenia ślicznotko. Nie mogę się doczekać"  
Usłyszałam tylko śpiew Vanessy "Miłość, ah ta miłość.." Pewnie odszyfrowała, co oznacza mój uśmiech. 
Po treningu w stylu Van (czyt. morderczym) , założyłam bluzę z kapturem, włożyłam słuchawki do uszu i poszłam na przystanek. Gdy czekałam na pierwszy lepszy autobus, dostałam kolejnego sms'a. Tym razem był on od Ashley. 
" Hej Sel. Mogłabyś się gdzieś wybrać ze mną wieczorem? Na przykład do tego baru za rogiem? Proszę" 
Czwila, ona nie lubi alkoholu... coś jest na rzeczy. Jestem zmęczona, czy nie jestem - musze jej pomóc, ona zawsze mnie wspiera. 
Odpisałam, szybkie i konkretne "okej. Już jadę" , a następnie wsiadłam, wchodząc po schodkach. 
Wysiadłam i weszłam do baru "Hot angels town", gdzie miała czekaś Ash. I czekała. Cała zapłakana. Cała naburmuszona. Z kieliszkiem w ręku. 
" Heeej, co się stało?" - powiedziałam smutna, troskliwym głosem. 
" M-ooja  m-maa-ama..." - powiedziałą przez łzy, cały czas przerywanym głosem.
" Ciii, spokojnie. Co się stało?" - powiedziałam trochę ciszej, lekko ją przytulając.
" Ona-a jest-t w szpi-taa-alu" - wyksztusiła i zalała się łzami ponownie. 
" Boże! Co jej się stało?!" - krzyknęłam. 
" Miała wy-ypadekk" - Ash lekko się uspokoiła. 
"Spokojnie, wszytsko będzie okej" - przytulaałam ją co chwilę. 
"Dziękuję, że tu jesteś..." 
Taak, to była cała Ashley, najukochańsza, najwrażliwsza osoba na całym świecie. Nie mogłam patrzeć jak pęka jej serce. 
" Wróć do domu, połż się. Wszystko sie ułoży, zobaczysz. Teraz muszę iść, może chcesz dzisiaj nocować u mnie?" - zapytałam, sprawdzając która jest godzina na telefonie.
" Nie, dziękuję. Narazie pójdę do domu. Jeszczee jaz dzięki!" - odparła.
" I tylko mi się nie upij" - rzuciłam ubierając kurtkę i wychodząc z lokalu.

Teraz musze jej pomóc. Tylko jak mam to połączyć z miłością? To takie trudne. 
Weszłam do domu, wzięłam zimny prysznic, położyłam się na łóżku i ułożyłam sobie pare spraw. Dokładnie ułożyłam. 
Wyjdę z Austinem na miasto. Gdziekolwiek. Znam go tak dobrze, jest cudowny. Nie mogę się zastanawiać, co to był za chłopak, zresztą z manierami tak tragicznymi, że szkoda słów. 
Koniec imprez, muszę pomóc Ash. Tak mi jej szkoda... 
Gdy juz miałam gasić lampkę i otulić sie kołdrą, przyszedł sms. Błagałam, żeby to nie był jakiś kolejny problem, bo o wszystkich się tak dowiadywałam. 

"Dobranoc :))) " 
OK, oczywiście numer nieznany, pewnie. Ale... mniejsza o to, może to pomyłka. 

Rozdział dedykowany mojej przyjaciółce i wszystkim którzy przeczytali, bo narazie jest Was mało :) 
Komentarz = motywacja. :) Dzięki i do zobaczenia! 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz