piątek, 28 marca 2014

Rozdział XIII

- Wiem, że jesteś smutna. I że jesteś smutna przez niego. Chcesz o tym porozmawiać? 
- Ok, to chodźmy do tego baru obok, serwują świetny koktajl bananowy. - odpowiadziałam.
- Świetnie, ja stawiam. 
- Ojejku, zapomniałam telefonu. Jest u mnie w pokoju. Zaczekasz tutaj? - powiedziałam po chwili, gdy zorientowałam się że moja kieszeń jest pusta.
- Zaczekaj, pójdę z Tobą. 

Weszliśmy do windy. To było trochę krępujące - ta cisza i tylko nas dwoje. Na szczęście szybko dojechaliśmy i wysidliśmy na 2-gim piętrze. Do windy wchodziła jakaś pani z wnuczką. Trzymały one koło w kształcie ryby, a mała była cała w czekoladzie. To było przesłodkie. 
Przeszliśmy dalej, zobaczyliśmy że Austin krzyczy na Vanessę. Pokazałam, żeby był cicho, kładąc palec na ustach a następnie podchodząc do drzwi mojej przyjaciółki... może nawet nie przyjaciółki. Nie nazywajmy ludzi po ich funkcji w moim życiu, gdy nie tak dawno temu się całowali. Nadal obojga bardzo kochałam. Ponad życie. 
- Jak to mogłaś zrobić?! Czemu mnie tak uwiodłaś? NIgdy Ci nie wybaczę, że zniszczyłaś związek z kobieta mojego życia! - krzyczał Austin. To było trochę wzruszające. Nazwał mnie kimś, z kim chciałby spędzić resztę swoich dni. 
- Co?! O nie,nie. Ja tylko zaproponowałam bezzobiązywujący pocałunek! Sam mówiłeś, że ładnie dziś wyglądam, chciałeś pójść na basen.... kto tu kogo podkusza! - kontynuowała Van.
- Ładnie dziś wyglądasz to komplement dla przyjaciółki mojej dziewczyny, nie dla mojej dziewczyny. Na basen tak, ale żeby popływać! Patrz co narobiłaś! Wszystko mi zepsułaś. Jeszcze ten cholerny Justin, teraz ją stracę na zawszę... - ściszył ton i westchnął głęboko.
- Dobra, to była nasza wina... przepraszam. - powiedziała Vanessa.
Wtedy odsunęłam się z Jussem po cichu i weszłam do pokoju zabrać telefon. To było wzruszające, fakt. Ale kolejnym faktem było to, że się całowali. Tego nie da się wybaczyć od tak. Gdy otworzyłam drzwi do mojego pokoju, rzeczy Austina były porozwalane po całym pokoju. 
- Ja... przepraszam za jego bałagan... - zaczełam.
- Rozumiem. Chyba już wiem o co chodzi. - odparł, siadając na fotelu przy oknie. 
- No tak to mniej więcej. Ale i tak zejdziemy na ten koktajl, chcę się zrelaksować - powiedziałam, wyprzedzając jego pytanie.
Weszłam na łóżko szukając telefonu w pościeli. Obok mojej komórki znalazłam Iphona Austina. Na wygaszaczu miał mnie, leżącą na jego kolanach, jednocześnie pożerającą żelki. Wtedy coś we mnie pękło i zaczęłam lekko płakać. Gdy Justin to zobaczył, podszedł i mnie przytulił. Wyjął mi telefon z ręki, szepcząc, żebym się nie zadręczała.
Wziął moją twarz w dłonie, spojrzał głęboko w  oczy i bardzo delikatnie dotknął moich ust swoimi. Odwzajemniłam ten pocałunek, równie spokojnie i subtelnie,
Chłopak lekko upuścił mnie na łóżko,cały czas całując. Sciągnęłam jego koszulkę, on delikanie obsunął moją bluzkę i znowu nasze usta się złączyły. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Justin się szybko zerwał z łóżka i usiadł na fotelu zakłądając koszulkę, a ja po kontroli mojego ubioru, podeszłam do drzwi, otwierając je, Stał za nimi Austin. Chłopak wszedłdo środka, zmierzacjąc Justina i wygniecione łóżko, a następnie powiedział:
- Co on tu robi?
- Nic. Miałam wziąć telefon i zejść z Justinem do baru na dole.
- Miałaś? - zapytał zdziwiony.
- Znaczy... Właściwie to z niczego Ci się nie muszę tłumaczyć.
- Jasne. Przyszedłem się spytać czy mogę tu dzisiaj spać.
- Tak... ale ja prześpię się na podłodze. - powiedziałam, kłądąc rękę na pościeli, przenosząc ją na dywan.
- Nie wygłupiaj się... ja tu będę spał. - odpowiedział stanowczo, lekko dotykając mojej dłoni. Justin cały czas siedział w fotelu. W końcu, gdy zapadła cisza, zapytał:
- Idziemy do tego baru? 
- Jasne. - odpowiedziałam i wstałam. Zamykając za nami drzwi, zobaczyłam Austina, któremu z oka wyleciała mała łezka. Wtedy przypomniałam sobie jego słowa :
"... teraz już nigdy jej nie odzyskam". Poczułam smutek i jednocześnie zdałam sobie sprawę, że źle zrobiłam oddając się w ramiona Justina.
- Hej! Zaczekaj chwilę, proszę. - krzyknęłam i podbiegłam do Jussa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz