*Selena*
Zadzwonił budzik. Czwartek. 7:10.
- Genialnie... - powiedziałam, wstając z łóżka.
Poszłam do łazienki, umyłam zęby, ogarnęłam fryzurę i zaczęłam sie ubierać.
Nigdy nie lubiłam stroić się do szkoły. Z reguły zakładałam trampki, jeansy, jakiś biały t-shirt z nadrukiem i bluzę. Tak było i dzisiaj. Z kuchni wzięłam kanapkę, zrobioną przez mamę i porwałam ciasteczko na drogę. Nie ma co mówić o porankach w moim domu. Każdy wyglądał tak samo. Szybko pobiegłam na przystanek, żeby złapać autobus do szkoły.
Gdy weszłam do środka, pod salą gdzie miały się zaraz zacząć lekcje nie było Ashley. Pewnie jest w szpitalu - pomyślałam i usiadłam na ławce obok.
- Dzień Dobry - powiedziała ciepłym głosem Pani Green. Uwielbiałam zaczynać dzień językiem angielskim, nasza pani była naprawdę cudowna.
Dzisiaj zajmiemy się omawianiem literatury. Otwórzcie książki na stronie 46 i przeczytajcie ten dłuższy fragment tekstu. Potem przetłumaczcie go i zapiszcie pięć definicji nieznanych lub trudniejszych dla Was.
I tak nie było źle. Wolę to przepisywanie, niż geografię. Kto wymyślił ten przedmiot?! A już nie wspomnę o strefach czasowych...
Po trzeciej lekcji, czyli biologii poszłam wziąć kanapkę z mojej szafki. Spotkałam tam czekającego na mnie Austina. Tak jak ja wolał luźny styl. Zawsze nosił szeroką bluzę, adidasy i jeansy.
- Czekałem na Ciebie - powiedział bardzo urokliwie.
- Tak? - podeszłam i pocałowałam go w policzek. Był chyba zdziwiony, że to zrobiłam. Zresztą ja też. Ale jak go widzę, chciałabym go całować non stop.
- Dziękuję za takie miłe powitanie. Randka jutro aktualna? - zapytał.
- Oczywiście. Czerwona, czy czarne mini?
- Haha, obojętnie. We wszystkim Ci cudownie. - odpowiedział i puszczając moja rękę pobiegł na kolejne zajęcia.
Zaczęła się geografia. Czyli zaczęło się czytanie ocen.
- Selena ? Dwa. - powiedział Pan Deem, wręczjąc mi kartkę.
"Świetnie" , pomyślałam i schowałam ją do zeszytu patrząc na zegarek.
Po zrobieniu paru zadań, dzwonek nareszcie zadzwonił. Czekałam na to tak długo! Nie dość, że dzisiaj widzę się z Austinem, to muszę podejść do domu Ash. Mam nadzieję, że u niej wszystko okej.
* pół godziny później*
Zapukałam do drzwi domu mojej przyjaciółki. Cisza.
Zapukałam ponownie - nic.
Najwyraźniej jest w szpitalu, wyślę jej sms'a i zadzwonie wieczorem.
Sprawdziłam godzinę na zegarku. Była już 17, czyli mam dwie godziny do randki.
Wróciłam do domu i zaczęłam przygotowania. Włożyłam czerwoną mini, czarne, niewysokie szpilki, nałożyłam delikatny make-up i spryskałam nadgarstki ulubionymi, różanymi perfumami.
Ta stylizacja była dla mnie naprawdę dziwna, szczerze wolałam bluzkę i spodnie, ale nie wszędzie mogę tak wyjść, to logiczne. Narzuciłam czarny płaszcz bo było coraz zimniej i ruszyłam na przystanek, krzycząc że wrócę po 20. Nagle mój telefon zadzwnił i pokazał że przyszedł sms. "Może Ash odpisała"- pomyślałam. O dziwo, był to sms od tego samego, nieznanego numeru co wczoraj.
" Mam nadzieję, że niedługo się zobaczymy... może nawet dzisiaj. "Fly when You want""
Hej! "Fly when You want" to tytuł piosenki do której tańczyłąm w studiu! To on! Co on sobie myśli? Dobrze, że gdzieś idę bo w domu bym nie wytrzymała. Stanęłam przy przystanku i czekałam na autobus. Zostało 30 minut do 18, nadal nic nie podjechało. Na nie szczęście zaczął padać deszcz. Zrobiło mi się strasznie ziomno, nie myślałam o niczym innym, tylko o dotarciu na miejsce. Nagle poczułam ciepłe ręce zasłaniające mi oczy od tyłu.
Hej? Austin? - powiedziam, bo nikt inny mi nie przychodził na myśl.
- Blisko. Ale zamień "A", na "J" - powiedział, tym swoim niedbałym stylem mówienia.
- Co Ty sobie myślisz? Co mają znaczyć te sms'y? " - krzyknęłam, uderzając go w ramie i odwracając się.
- Kotku, nie złość się bo zaraz makijaż Ci się zepsuje. Nie wspominając o tym nieziemskim stroju - powiedział jak gdyby nigdy nic, obejmując mnie lekko w talii, łapiąc za czerwony materiał.
- Puszczaj! Idę teraz na randkę. Nie pisz, nie dzwoń. Nic nie rób." - odburknęłam i odwróciłam się, chcąc wejść do autobusu.
Nadal nic nie przyjechało. Austin już czeka - pomyślałam.
- Chyba musisz napisać do tego swojego Austina, że się trochę spóźnisz - powiedział sarkastycznie Justin.
Wystukałam do Austina, że mogę się trochę spóźnić i dodałam, że mam dla niego niespodziankę. Szybko odpowiedział "ok, czekam kochana".
- Naprawdę? Dziękuję za przypomnienie. - odparłam
- Siadaj na kolanach. Tutaj nie pada - powiedział siadając na ławce w budce przy przystanku.
- Czy Ty coś piłeś? Nigdy Ci nie usiądę na kolanach! Jeszcze czego! Poza tym nie powiedziałeś mi skąd masz mój numer telefonu.
- Od Vanessy. No siadaj... nie powiesz, że nie chcesz.
- Świetnie. Nie, nie chcę. - pomyślałam i po chwili dodałam - nie bądź taki pewny siebie.
Autobus przyjechał, szybko wsiadłam, a Justin został na przystanku. Był trochę zaszokowany. I dobrze. Tak działa mi na nerwy!
Weszłam do lokalu, Austin tam już czekał. W garniturze. Z bukietem róż. Był zupełnie inny. Z typowego skat'a, zmienił się w cudownego, poważnego mężczyznę.
- Co się stało, że jesteś taka mokra? Nie miałaś parasolki? - zapytał patrząc na mój mokry płaszcz i wilgotne włosy.
- Tak, ale nic się nie stało. - odpowiedziałam uśmiechając się i podając mu mokre ubranie.
- Cudownie wyglądasz. Myślałem, że z tą mini to żart - stwierdził, odsuwając mi krzesło i wręczając bukiet kwiatów.
- I powiedział to chłopak w garniturze? Który zawsze ma bluzę i nie rozstaje się ze swoimi sportowymi korkami?- zaśmiałam się.
Po chwili rozmowy, zamówiliśmy dania. Ja wzięłam sałatkę, a Austin jakiś specjał restauracji.
Nadeszła pora na deser.
- To ja poproszę.. - zaczęłam.
- Lody z gorącymi malinami - uzupełnił Austin.
- Skąd wiedziałeś? - zaśmiałam się ponownie, odwracając wzrok od kelnerki.
- Chciałem wziąć to samo. - odparł z uśmiechem na twarzy.
- To poprosimy dwa- złożyłam zamówienie.
- Nie, poprosimy jeden - odparł Austin, a kelnerka posłusznie zapisała jego wersję. Gdy odeszła zapytałam :
- Dlaczego jedne? Jednak nie chcesz?
- Zjemy je razem. Co za problem? Chciałbym żebyś poczuła się jak na wakacjach, nie jak w restauracji.
Złapałam go za rękę i popatrzyłam w oczy. On właśnie wiedział, czego ja chcę. On chciał tego samego. Byliśmy bardzo podobni.
Zjedliśmy razem lody. Były przepyszne, a z łyżki Austina jeszcze lepsze.
- Ok, to teraz chodźmy. - powiedział.
- Gdzie? - odparłam zdziwiona.
- Zobaczysz... - podał mi płaszcz i chwycił za rękę.
Prosze o komentarze :) Dziękuję za przeczytanie i wszystkie wyświetlenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz