sobota, 22 marca 2014

Rozdział VII

Zobaczyłam wielki bukiet czerwonych róż. Było ich chyba z 50! Wszystko w ogromnym koszu wiklinowym, obwiązanym bordową kokardą. To chyba marzenie każdej dziewczyny. Zasłoniłam buzię rękoma i ledwo co się powstrzymałam od pisku. Z za ściany wyskoczył Austin, wręczając mi kosz z kwiatami. Odłożyłam go  i rzuciłam się chłopakowi na szyję. 
- Widzę, że Ci się podoba... - powiedział, trzymając mnie w ramionach.
Przytaknęłam, przygryzając wargi i spoglądając w oczy chłopaka. 
Ten mnie pocałował, popychając do środka domu i zamykając za nami drzwi. Potem szybko spytał, czy ktoś jest w domu.
- Nie... - odparłam, nie ukrywając mojego zdziwienia. 
- To bardzo dobrze - powiedział, całując mnie ponownie. 
- Skąd ta niespodzianka? - zapytałam, odrywając się od ust chłopaka. 
- A niespodzianki są zakazane? - uśmiechnął się, puszczając mnie.
- Oczywiście, że nie - zaśmiałam się i poszłam do salonu.
- Hmmm... więc przerwałem Ci sprzątanie. - odparł widząc ścierki i mopa.
- Tym bardziej mi się podobało. - uśmiechnęłam się i schowałam ścierki w szafce.
- Masz bardzo ładne mieszkanie. - co chwilę to mówił, patrząc na meble, zdjęcia i figurki. 
- Dziękuję. Zaczekasz tutaj chwilę? Przyniosę coś do picia, co?
- Nie ma sprawy. 
Austin ściągnął czarną skórę i usiadł na kanapie, nadal rozglądając sie po pokoju. 
Słyszałam, że chodzi i ogląda wiele rzeczy. Nie przeszkadzało mi to. 
Gdy przyszłam z dzbanem mrożonej herbaty i dwiema szklankami, zobaczyłam że chłopak siedzi i ogląda bransoletkę. Tą od Justina. "Głupia Ty! Było ją schować!" - pomyślałam, przeklinając ten durny rzemyk z baletnicą. 
- Możesz mi powiedzieć, kim jest ten Justin i czemu wczoraj Ci to dał? - powiedział wyraźnie zły.
- Ale... skąd...? - odparłam, kładąc napój na stoliku obok sofy.
- Napisał Ci tu karteczkę " Od Justin dla Seleny." Dopisał też datę, bardzo miło z jego strony - dodał wstając i biorąc skórę.
- Zaczekaj, ja Ci to wszystko wytłumaczę!
- No co? Co mi wytłumaczysz? To, że dostałas jakąś bransoletkę od  nijakiego Justina? Może opowiesz kiedy to było? Na imprezie? W parku? A może w hotelu? - krzyczał na cały pokój.
Rozumiałam jego reakcję. Zrobiłabym tak samo na jego miejscu. Żałowałam, że nie schowałam tego prezentu, a tymbardziej tego że nie spojrzałam tam i nie wyjęłam kartki. 
- Chodzi o to, że... Spotkałam go w studiu tańca. Jeszcze przed tym, kiedy mnie zaprosiłeś. Nie znałam go, on podszedł, zaczęliśmy tańczyć i on mnie pocałował. 
- Że co?! Nie, ja stąd wychodzę. - wrzasnął przechodząc przez próg salonu, jednocześnie wchodząc do przedsionka. 
- Zaczekaj! Powiedziałam mu, żeby poszedł. Potem on mnie nie wiem... śledził? I znalazł się na imprezie. Powiedziałam mu, że jestem z Tobą! Że Cię bardzo kocham! A on jest najbardziej denerwującą osobą na świecie! Przysięgam, odrzuciłam go! On mi to wręczył wczoraj, na przeprosiny. Błagał, żebym to przyjęła. To nie jest żaden dowód miłości! Uwierz!
- I ja mam Ci w to uwierzyć? To brzmi jak bajka. Gość Cię pocałował, potem tańczyliście na imprezie... nie, ja muszę to przemyśleć! - powiedział, naciskając klamkę.
- Kocham Cię. Najmocniej na świecie. Nie idź. - powiedziałam, zalewając się łazami.
- Muszę. Zadzwonię. - odparł markotnie, zamykając drzwi.
I co narobiłaś? Czemu tego nie schowałaś?! Głupia, głupia, głupia! - krzyknęłam sama do siebie, opierając się o ścianę, pełna łez w oczach. Byłam wściekła. Znowu! Znowu coś idzie nie tak!
Poszłam do pokoju, położyłam się na łóżku i zobaczyłam, czemu mój telefon miga.
Ashley przysłała sms'a. Nareszcie dała mi jakiś znak. 

Od: Ashley 
Hej. Nie musisz się mną przejmować. Masz innych przyjaciół, ja się nie liczę. Sądzę, że nie powinnyśmy się już tak mocno przyjaźnic. Zawiodłam się na Tobie. 

O co chodzi?! Czemu wszystko się wali? Ash... ja ją kocham. Nie mogę tego tak zostawić. 
Ubrałam kurtkę i wyszłam z domu. Przeszłam parę ulic i stanęłam przed drzwiami przyjaciółki. Cała czerwona, nadal we łzach, z nadzieją że ktos otworzy.  

Licze na Wasze komentarze! Nastepny rozdział będzie ciut dłuższy, obiecuje ;) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz